Powinnam napisać coś dłuższego. Coś bardziej dopracowanego. Pisanego prosto z serca, z przemyśleniami, jasno i prosto. Jak kiedyś.
Chyba powinnam przestać mówić i myśleć co 'powinnam'. To męczące. Ograniczające. Niezdrowe.
W mojej duszy gra cicha melodia. Trochę przycichła. Zagłusza je gwar tego świata. Wszystko mnie ostatnio przerasta. Czuję się jak mała dziewczynka w wielkim świecie - w sumie to prawda. Bo co ja wiem o życiu?
Co czuje moje serce? Czy je jeszcze mam?
Miała wrócić stara Asia, ale jej powrót jakiś taki nijaki. Ciężko go dostrzec, tylko ja to czuję. Jak powoli cień spowija mnie od wewnątrz.
Jaka byłam do tego czasu? Z pewnością zajęta. Bardzo zajęta rzeczami nieistotnymi dla mnie. Tak chciałam odreagować? Rzucić wszystko w kąt i zająć się czymś innym, czymś co nie dotyczy mnie. Byłam zbyt pochłonięta zapominaniem o problemach, by dostrzec, że jestem potrzebna na moich starych śmieciach. Moi najbliżsi przyjaciele potrzebowali mnie, a ja gdzieś uleciałam. Co ze mnie za przyjaciel?! Zapomnieć kim się jest?! Tak więc bawiłam się w najlepsze kosztem innych. Najgorsze jest to, że w swój mały światek wciągnęłam innych. Zupełnie niewinnych ludzi - teraz cierpiących. Zakochani. Ja, niczym lodowa królowa z zimnym sercem odmawiam raz po raz. Nie potrafię kochać. Raz udało się rozpalić mały promyczek uczucia. Powoli rozgrzewało moje serce. Jednak rzeczywistość niczym kubeł zimnej wody...
Trudno.
Wstań i idź dalej przez życie - Twoje jeszcze trwa. Nie zmarnuj tego.
Trochę boli. Można się było tego spodziewać. No trudno. Nie tak łatwo mi przyjdzie wyjebanie swoich uczuć. Ale już zaczęłam. Nie są potrzebne, to zamiatam pod dywan. Kiedyś zgniją, rozpadną się... obrzydliwe. Pod moim dywanem już nieźle śmierdzi. Trudno. W sumie nie mam źle. Mam wszystko czego chcę. Prawie... bo nie mogę powiedzieć już 'mój'. Nigdy Cię nie miałam, chwilowa iluzja.
Więc Asia zajmowała się zapominaniem o swoim życiu, żeby zasmakować czegoś nowego. Bawiła się w otwartość, udawała zabawną, poznawała nowych ludzi - zawsze ostrożnie, przecież nikt Cię nie lubi. Przyjaciele prosili o pomoc, nie słyszała. Znalazła nowych. To do nich wyciągnęła pomocną dłoń, chwycili się jej i już nigdy nie zamierzają puścić. Zakochani. Nie mogę pokazywać co tam chowam w środku. Wyglądam trochę jak taka pajęcza-mama. Kiedy wszystkie małe pajączki wychodzą z tego ogromnego jajka i mamusia chodzi z kilkudziesięcioma swoimi bachorami na plecach. Mniej-więcej tak się czuję. Czasami opadam z sił. Wtedy rzucam wszystko co dotychczasowe w kąt i zajmuję się czymś innym. Patrzę spokojnym rozmarzonym wzrokiem na to jak oni sobie nie radzą. Jak czują się opuszczenie, ale ja wciąż nie jestem na tyle silna, by wziąć ich z powrotem na siebie. To obciąża. Tak też jest i tym razem.
Za dużo.
No, ale trudno. Zepnij dupę i bierz wszystko na siebie.
Nie wiem jak sama siebie uporządkować. To chaotyczne. Ale wracam stara Ja. Ciekawe czy się zmieniłam? Stara ja ma mnóstwo czasu na nocne pogaduchy o życiu i o tym jak czasami jest ciężko. Stara Ja patrzy na życie z boku, stojąc i wyciągając wnioski. Wiele refleksyjnych wieczorów, wiele nieprzespanych nocy, wiele wybitych herbat czy kakałków, obolały kręgosłup od przesiadywania na parapecie w oknie, czy leżąc na podłodze, smętna muzyka z głośników. To chwile sam na sam. Chwile tak wielkiej otwartości i szczerości. Czasami pojawiają się łzy, czasami zwykły szloch. Często z wyrzutami do siebie, z wytykaniem swoich wad. Ale teraz znam część swojej wartości. Więc co się zmieniło?
Czuję się trochę samotna, chociaż w koło mnóstwo przyjaciół, chętnych by teraz mi podać dłoń. Ale nie mogę ich przyjąć. Tam gdzie tkwi problem to najgłębsza część mojej duszy, tu wstęp ma tylko osoba którą pokocham. Czuję się tak źle, a nikt i nic nie może mi pomóc. Właściwie to nie chcę. Chyba muszę już zawsze iść przez życie pierwsza, ciągnąc za sobą innych, twierdzących ze to ja jestem ich życiem. Co ja takiego mam w sobie? Szkoda tylko, że nie widziałeś tego Ty. Właściwie to nigdy Cię to nie interesowało. Miałeś to na wyciągnięcie ręki, ale nie odważyłeś się postawić jednego kroku w przód. Szkoda, ale nie winię Cię. Nie każdy musi chcieć. Może też ja za to źle się wzięłam. Tylko musisz mi pokazać, gdzie popełniam błąd, pozwól mi na przyszłość nie popełniać go znów.
Ale to i tak puste słowa wypowiedziane do szklanego ekranu. Nic z tym nikt nie zrobi. Bo niby co? Trudno.
To takie wyżalenia małej dziewczynki, ze starym sercem.
Chyba powinnam przestać mówić i myśleć co 'powinnam'. To męczące. Ograniczające. Niezdrowe.
W mojej duszy gra cicha melodia. Trochę przycichła. Zagłusza je gwar tego świata. Wszystko mnie ostatnio przerasta. Czuję się jak mała dziewczynka w wielkim świecie - w sumie to prawda. Bo co ja wiem o życiu?
Co czuje moje serce? Czy je jeszcze mam?
Miała wrócić stara Asia, ale jej powrót jakiś taki nijaki. Ciężko go dostrzec, tylko ja to czuję. Jak powoli cień spowija mnie od wewnątrz.
Jaka byłam do tego czasu? Z pewnością zajęta. Bardzo zajęta rzeczami nieistotnymi dla mnie. Tak chciałam odreagować? Rzucić wszystko w kąt i zająć się czymś innym, czymś co nie dotyczy mnie. Byłam zbyt pochłonięta zapominaniem o problemach, by dostrzec, że jestem potrzebna na moich starych śmieciach. Moi najbliżsi przyjaciele potrzebowali mnie, a ja gdzieś uleciałam. Co ze mnie za przyjaciel?! Zapomnieć kim się jest?! Tak więc bawiłam się w najlepsze kosztem innych. Najgorsze jest to, że w swój mały światek wciągnęłam innych. Zupełnie niewinnych ludzi - teraz cierpiących. Zakochani. Ja, niczym lodowa królowa z zimnym sercem odmawiam raz po raz. Nie potrafię kochać. Raz udało się rozpalić mały promyczek uczucia. Powoli rozgrzewało moje serce. Jednak rzeczywistość niczym kubeł zimnej wody...
Trudno.
Wstań i idź dalej przez życie - Twoje jeszcze trwa. Nie zmarnuj tego.
Trochę boli. Można się było tego spodziewać. No trudno. Nie tak łatwo mi przyjdzie wyjebanie swoich uczuć. Ale już zaczęłam. Nie są potrzebne, to zamiatam pod dywan. Kiedyś zgniją, rozpadną się... obrzydliwe. Pod moim dywanem już nieźle śmierdzi. Trudno. W sumie nie mam źle. Mam wszystko czego chcę. Prawie... bo nie mogę powiedzieć już 'mój'. Nigdy Cię nie miałam, chwilowa iluzja.
Więc Asia zajmowała się zapominaniem o swoim życiu, żeby zasmakować czegoś nowego. Bawiła się w otwartość, udawała zabawną, poznawała nowych ludzi - zawsze ostrożnie, przecież nikt Cię nie lubi. Przyjaciele prosili o pomoc, nie słyszała. Znalazła nowych. To do nich wyciągnęła pomocną dłoń, chwycili się jej i już nigdy nie zamierzają puścić. Zakochani. Nie mogę pokazywać co tam chowam w środku. Wyglądam trochę jak taka pajęcza-mama. Kiedy wszystkie małe pajączki wychodzą z tego ogromnego jajka i mamusia chodzi z kilkudziesięcioma swoimi bachorami na plecach. Mniej-więcej tak się czuję. Czasami opadam z sił. Wtedy rzucam wszystko co dotychczasowe w kąt i zajmuję się czymś innym. Patrzę spokojnym rozmarzonym wzrokiem na to jak oni sobie nie radzą. Jak czują się opuszczenie, ale ja wciąż nie jestem na tyle silna, by wziąć ich z powrotem na siebie. To obciąża. Tak też jest i tym razem.
Za dużo.
No, ale trudno. Zepnij dupę i bierz wszystko na siebie.
Nie wiem jak sama siebie uporządkować. To chaotyczne. Ale wracam stara Ja. Ciekawe czy się zmieniłam? Stara ja ma mnóstwo czasu na nocne pogaduchy o życiu i o tym jak czasami jest ciężko. Stara Ja patrzy na życie z boku, stojąc i wyciągając wnioski. Wiele refleksyjnych wieczorów, wiele nieprzespanych nocy, wiele wybitych herbat czy kakałków, obolały kręgosłup od przesiadywania na parapecie w oknie, czy leżąc na podłodze, smętna muzyka z głośników. To chwile sam na sam. Chwile tak wielkiej otwartości i szczerości. Czasami pojawiają się łzy, czasami zwykły szloch. Często z wyrzutami do siebie, z wytykaniem swoich wad. Ale teraz znam część swojej wartości. Więc co się zmieniło?
Czuję się trochę samotna, chociaż w koło mnóstwo przyjaciół, chętnych by teraz mi podać dłoń. Ale nie mogę ich przyjąć. Tam gdzie tkwi problem to najgłębsza część mojej duszy, tu wstęp ma tylko osoba którą pokocham. Czuję się tak źle, a nikt i nic nie może mi pomóc. Właściwie to nie chcę. Chyba muszę już zawsze iść przez życie pierwsza, ciągnąc za sobą innych, twierdzących ze to ja jestem ich życiem. Co ja takiego mam w sobie? Szkoda tylko, że nie widziałeś tego Ty. Właściwie to nigdy Cię to nie interesowało. Miałeś to na wyciągnięcie ręki, ale nie odważyłeś się postawić jednego kroku w przód. Szkoda, ale nie winię Cię. Nie każdy musi chcieć. Może też ja za to źle się wzięłam. Tylko musisz mi pokazać, gdzie popełniam błąd, pozwól mi na przyszłość nie popełniać go znów.
Ale to i tak puste słowa wypowiedziane do szklanego ekranu. Nic z tym nikt nie zrobi. Bo niby co? Trudno.
To takie wyżalenia małej dziewczynki, ze starym sercem.