poniedziałek, 30 września 2013

Gdyby słowa mogły latać

Jestem trochę jakby pisarką, nie? Muszę o tym pamiętać :)

Trochę mi źle, trochę mi smutno. Nie wszystko idzie po mojej myśli. Na tą chwilę chciałabym zatrzymać czas. Nie pisać matury, nie brać odpowiedzialności za swój los, nie żegnać się z tymi, których kocham. Trwać w tym co mam. Taki ze mnie tchórz.

Od czasu do czasu budzi się we mnie takie poczucie, że o swoje trzeba walczyć i iść przez życie z podniesionym czołem - i to złota prawda - jednak ciężko mi pamiętać o tym zawsze i w każdym momencie. Jeśli czasami staniesz i rozejrzysz się w około, zastanowisz się nad tym co widzisz i w czym żyjesz. Trochę jakbyś był narratorem powieści, to co zobaczysz?
Jeśli przestaniesz biec i chwilę odetchniesz, to co? Może zaczniesz rozmyślać o tym PO CO to wszystko jest, albo KIM JESTEM. Jak dla mnie to trochę jak wielka gra z kilkoma zasadami, którą dał nam Bóg. To on jest trochę jako niemy obserwator i patrzy co też zrobimy. Czasami pomaga, czasami poddaje nas próbom. To gra, która nie ma określonej fabuły, po to żebyś mógł robić co tylko chcesz. Sam ja kreujesz, a On jest jak towarzyszący ci przyjaciel.

W Piśmie Świętym jest takie zdanie, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz. Całkiem logicznie myślimy, że My podobni jesteśmy do Niego. Można to rozumieć jako cechy zewnętrzne czy wewnętrzne, prawda?
Ja jednak proponuję rozważyć taką możliwość, że tworząc nas na swój obraz, tak naprawdę dał nam możliwość przedstawiania Go na nasz osobisty sposób. Indywidualnie.
Bo w duchowości wszystko jest indywidualne i prywatne.
Dla mnie Bóg nie jest surowym dziadkiem z chmurek, tak jak często jest przedstawiany. Dla mnie jest On pociesznym Bytem, który ma poczucie humoru, lubi dyskutować, bawić się, jest wyrozumiały. Ma niektóre cechy podobne do mnie inne zupełnie różne. Jest dla mnie kimś takim z kim zawsze mogę pogadać. Z kim mi się dobrze rozmawia. To ma sens?

Znów zatraciłam myśl... chyba się do tego przyzwyczaję...