sobota, 4 lipca 2015

All I want

Troszkę się zagubiłam, ale już zaczynam odnajdywać na nowo swoją drogę. Klucz do mojego szczęścia to spokój i być sobą.

Jestem młoda, chcę robić wszystko na co mam ochotę, czego pragnę. Nie mogę się tyle martwić.




wtorek, 12 maja 2015

Bądź silna. Jestem silna

Chyba stanełam w miejscu. Niedobrze. Kłębię się i chmurzę .

Dzisiaj postanawiam: nie chcę więcej płakać. KONIEC Z PŁAKANIEM. Nie jestem małym dzieckiem, żeby wciąż płakać.
Nie będę więcej płakać z powodu Michała. To nie jest tego warte. Miłość ma dawać szczęście, inaczej nie ma sensu.
Jestem silną kobietą, ale miłość do Michała to mój słaby punkt. Muszę się pozbierać. Zebrać w sobie siły.
Zrobię z tym coś, a jeśli się nie da to będę zmuszona zrezygnować.

Zastanawiam się tylko, czym sobie na to zasłużyłam.
Może zbyt pochłonięta szczęściem jakie mi dawał, za bardzo się przechwalałam? Może życzyłam innym źle i sądziłąm że nikt nie zasługuje na to co dostałam? Kurczę... to nie tak miało być.
Zatraciłam się w szczęściu.

Widziałam Michała ostatnio w czwartek (potem jeszcze raz na 3 sekundy jak strzelił focha). Ostatni czas jaki spędziliśmy był udany. Był kochany, byłam szczęśliwa. Paradoksalnie wydaje mi się jakby od tamtego czasu minęła wieczność, a wszystko się zmieniło. Jednak czy na pewno coś się zmieniło? Może to tylko ja.
Skąd się to bierze? Z mojej bezsilności? Z żalu?

Czuję ciągle niepokój, strach, panikę. To wynika z rodzącego się braku zaufania, braku zrozumienia i braku rozmowy. Powinniśmy zacząć rozmawiać, a nie denerwować się.

Chcę osiągnąć wewnętrzny spokój, harmonię. Pytanie: jak? 

wtorek, 31 marca 2015

Moment zmian

Dzisiaj już jestem spokojniejesz.
Dnia poprzedniego natchniona momentem chwili zagłębiłam się we własne wnętrze.

Czasami siadam, zakładam słuchawki i oddaję się samej przyjemności. Czuję to co piosenki niosą ze sobą. Nie znam języka obcego, wystarczy, że czuję to jaką niosą energię, a nie sens. Ty powiesz, że siedzę i nic nie robię, a ja Ci powiem, że właśnie wtedy mają miejsce największe wydarzenia w moim życiu. To właśnie wtedy podejmuję decyzję o swoim losie, postanawiam wziąć życie za rogi i pokierować nim tak jak ja chcę, a wierzę w to, że to ja jestem Kreatorem swojego życia.
To daje mi dużo siły.
Siadam, słucham, a wewnątrz rodzi się we mnie ogromna moc i wiara w to, że uda mi się osiągnąć wszystko. Czuję się wtedy jakby moje ciało było tylko powłoką służącą mi wszystkim co ma do zaoferowania. Jesteśmy tylko zagęszczoną energią.
Nadeszła pora zmian. Wzięłam się za siebie, w końcu.
Nie powinnam tracić z oczu moich celów, zaczynam się rozpraszać, zamieniać w szarą masę, skupiona na egzystencji. Dużo lepiej czuję się wewnętrznie czując w sobie zmiany. Samorozwój. Krok po kroku do przodu, osiągnę WSZYSTKO czego chcę, a przecież nie chcę wiele. Chcę szczęścia.

Złamię wszystkie swoje lęki, bo te wypełzły z szafy i rozlazły się po całym świecie, wyskakując mi dosłownie zza każdego rogu. Strach nie jest zły, dopóki nie paraliżuje i nie dyktuje Ci warunków.
Uwierzę, że mam moc dokonania wszystkiego.
Zacznę traktować Michała jako partnera, a nie chłopaka. Nie mogę sie go kurczowo trzymać, to ja jestem źródłem własnego szczęścia, nie powinnam skupiać się na nim, a na sobie. Wtedy uzyskam harmonię w tym co daję i otrzymuję.
To bardzo ważne zdanie.
Będę płakała ile tylko będę chciała. Łzy to nie oznaka słabości.
Będę zachwycała się każdą chwilą, każdym widokiem, każdym uśmiechem, każdą ciekawostką.
Nauczę się żyć gospodarnie.
Będę dbała o swoje ciało. Po za ograniczeniami daje mi przecież wiele możliwości.
Dlatego będę czuła się kobieca, a nawet seksowna.
Chcę być dobra dla ludzi, nie muszę oczekiwać, że dostanę to samo, jeśli nie czuję się wykorzystywana.
Nauczę się mówić: szukam, zamiast nie wiem; doświadczyłam, zamiast zawiodłam się,
Będę medytowała, ćwiczyła - rozwijała siebie i Siebie.
Nauczę się mówić tyle ile powinnam.
Nauczę się intymności.
Będę piła wodę, a alkohol wcale nie powoduje, że jestem lepsza.
Powoli zacznę przekonywać się do tego co lubię, do pisania i rysowania. Uwierzę, że dam radę, więc zacznę robić to dla własnej przyjemności, a nie dla innych. Wtedy znów będę czerpać z tego radość.
Przestane bać się reakcji.
Przestanę się martwić.
Pomyślę o swojej przyszłości i co mogę z nią zrobić, póki jeszcze mam czas coś zmienić.
Będę obserwować swoje zmiany. Czuję że z dziewczyny staję się kobietą. Czuję, że macierzyństwo powoli, powoli się zbliża. Wiem, że przyjdzie moment w którym zapragnę zostać mamą. Teraz ściska mnie nieokreślone uczucie na myśl o macierzyństwie.
Zapragnę stworzyć najpierw dom, potem rodzinę.
Stanę się pewniejsza siebie i na nowo odkryję swoją wartość. To ja jej dowiodę, nie potrzebuję niczyich zapewnień.
Będę kochała mocniej, trzeźwo  i czysto.
Będę się pilnie uczyć, przecież wszystko co mnie otacza jest takie interesujące.
Będę ciekawa świata.


Myślę, że już wiele osiągnęłam. Dla wszystkich to tak mało znaczące, a dla mnie ogromny krok do przodu. Nikt nie musi tego rozumieć tak jak ja.
Jestem Panią swojego życia i tylko to powinno mnie obchodzić. Cała reszta rozumie się sama przez się.

Nie wiem czy powinieneś to czytać. Czy powinnam i czy mogę pokazać Ci to wszystko. Chciałabym napisać: "Boję się, bo.." ale przecież już miałam się nie bać.
Chcę zatem, żebyś wiedział, jak bardzo dla mnie jest to ważne. Piszę to dla siebie. W momencie kiedy to piszę, czuję ulgę z różnorakich przyczyn, czuję też radość pisania, ale zostawiam to tu wszystko by do tego wracać. Widzieć zmiany lub ich brak, przypominać sobie chwile kiedy to pisałam i pamiętać kim byłam i kim jestem.
Jeśli masz z tego skorzystać, i być może zrozumieć jak myślę, co mną kieruje i może poznać mnie troszkę bardziej, to proszę, ale nie śmiej się z tego. Nie oceniaj. Zrozum treść a nie formę przekazu. Nie piszę tego gramatycznie, składniowo czy poprawnie, a jedynie tak żeby każda moja myśl, znalazła tu miejsce.



poniedziałek, 30 marca 2015

Żalenie się

Michał kazał mi ruszyć dupsko i ćwiczyć, a ja wewnętrznie czuję bunt, bo z jednej strony chłopak ma rację, rozleniwiłam się, nie mam kondycji, nie wygląda to korzystnie, chciałabym być "dobrą dupą", ubrać sukienkę i nie wstydzić się tego jak to wygląda. Ma rację, bo ćwiczenie ma korzystny wpływ na moje życie. Jednak tak naprawdę czuję się dla niego zupełnie nie atrakcyjnie. Jakby kazał mi ćwiczyć, bo nie może już na mnie patrzeć. To nie miłe, ale dam radę z tym żyć. 
To co naprawdę mnie dotknęło, to to jak mnie potraktował. Michał potrafi byc naprawdę kochany, jednym zdaniem potrafi mnie całkiem rozbroić, ale potrafi też być kutasem. Nie podoba mi się to, jak się do mnie odnosi. Jak potrafi mnie olać. Jak czuje się ode mnie lepszy. Jak ma do mnie pretensje i wkurza się. To mnie bardzo dotyka.
I wiem, że jeżeli nie uda nam się nic z tym zrobić, to ja nie zamierzam być z kimś kto nie okazuje mi szacunku. 
Wyznaję prostą zasadę: ja staram się być wyrozumiała, spokojna, opanowana to i tego wymagam. Wymagam szacunku. 

Czuję niesprawiedliwość i niepokój, a także rosnące pretensje i zdenerwowanie. To daje mi siłę, do bycia nieugiętą. 
Muszę stawiać na swoim. 

Potrzebuje i zmuszam się do kilku dni bez niego, Odpocząć, odsapnąć, zatęsknić. 
To w jaki sposób mnie potraktował, mocno zachwiało wszystkim tym co mi mówił. Przekonałam się, że jego słowa to nie wszystko. I bardzo mi się to nie spodobało. 

Kocham go tak jak nikogo innego. Nigdy nie przypuszczałam, że miłością mojego życia będzie właśnie on. Jednak to nie wygląda tak, jak się tego spodziewałam. Powinnam z nim o tym pogadać, powinniśmy coś z tym zrobić. 
Zależy mi na tym, żeby się nie kłócić, a rozwiązywać problemy rozmową. Tymczasem już kolejny raz on potraktował mnie jak gówno. 
Mam w sobie z tego powodu ogromny żal. Dlatego teraz przeszłam na odwyk, a potem planuję kontratak (tj. rozmowę).