niedziela, 30 września 2012

Hala Stulecia

A gdyby mieć taką oswojoną panterę?




Bo to nie przyjaźń, nie uzależnienie, a dziwna nieokreślona więź tak bliska, że gotowa byłabym oddać życie dla niej. Moje Światło Nadziei. Nie jestem w stanie opisać tego słowami. Tylko Ja i Ty jesteśmy w stanie to poczuć, zawsze tak samo. Nasze łzy i nasze uśmiechy.

"Czym jest miłość w obliczu śmierci?
Sensem istnienia.
Niczym. Sensem istnienia jest przyjaźń.
Ta prawdziwa i jedyna."

niedziela, 23 września 2012

Prolog


 Kiedyś każdy z nas dochodzi do punktu, w którym zostajemy sami. Wszyscy, niegdyś kroczący z nami przez życie ludzie, odchodzą własnymi ścieżkami. Nasze drogi się mijają, krzyżują. Czasami idziemy równolegle w jednym tempie. Mimo to jesteśmy sami ze sobą. Czy to miłe towarzystwo? JA?
Co jeśli nasze JA milczy? Albo w wyścigu szczurów, zwanym życiem, tracimy zdolność słuchania go?
Co jeśli towarzystwo twoje dla ciebie jest nic niewarte i nic nie wnoszące? Nudne – po prostu.
Wieczna pusta jak bezdenna studnia. Czarna otchłań. Samotność z braku towarzystwa SIEBIE.

Tak zaczyna się opowieść o zaginionej duszyczce i jej głodu poznania. Opowieść prowadząca przez życie. Moje, może twoje. Wewnętrzne Ja.

Pustka. Gęsta mgła ogranicza widoczność. Tylko ta droga, a dookoła wyjałowione pola. Wyschnięte, szare, zorane bruzdy ziemi. Zimno. Pośród tego znajduje się dziewczyna.
Jej włosy w rożnych odcieniach brązu, miejscami nawet rudawych, sięgające lekko poniżej połowy pleców, falowane, powiewają na lekkim jesiennym wietrze. Gładka, blada twarz, drobna sylwetka i jej oczy koloru mlecznej czekolady. Spoglądała w dal, jakby potrafiła przejrzeć zasłonę z gęstej mgły. Wypatrywała czegoś, a może czekała. Twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Bawełniana błękitna sukienka podkreślała jej zaokrąglone biodra. Była zupełnie nieprzystosowana do pory roku. Powoli zaczęła iść do przodu. Bose stopy stawiały równomiernie kroki.
Z mgły z każdym krokiem wyłaniał się coraz to ciemniejszy kształt. Wiatr rozwiał włosy dziewczyny na jej twarz. Różowe usteczka wykrzywiły się w niewinny uśmiech. Wzięła głęboki oddech i...

Otworzyłam oczy.

Spowiedź

Z jakim impetem wdziera się w krtań moich codzienności.
Z jaką zajadłością wgryza się w tętnicę osobowości.
Czym jest chandra kiedy nie ma cię obok?
Jak wygląda życie gdy tuszuję jego obłok?

Czas nie gra żadnej roli,
W krótkim przedstawieniu.
W życiu.

Wojna. Płacz dzieci.
Jęki matek.

Rozkładane zwłoki czekają do późnego ranka,
Kury wołają po ziarno,
A sowa udaje się na nocne łowy.

Krążą ploteczki i anegdotki.
Iście zajęte twe czarne loczki.
Upięte dziś w potargane koki.
Dajcie mi koki!

Zieleń rozkwita, barwi się i mieni.
Co pożółkłe czerwienią się rozpromieni.

Nogi łamane, dusze skruszone.
Czarna łza z policzka opada.

Moknąc na dnie studni,
Melancholia dopada każdego.

Czerwone smutki.
Niebieskie smerfy.

Tak gra melodia, w tle muzyka.
Tak cudem odnajduję utracone myśli.
Słowa płyną,
A myśli gdzieś giną.

Brak błota we znaki się daje,
Gdy na polanie różowy królik oddaje.
Martwi się i krzyczy,
Gdzie jego skrywane uczucia.
Złodziej, banda przykostnych,
Umierają z pragnienia uniesień miłosnych

Kamuflaż rozerwał na strzępki,
Zagryzając kruche obrębki.

Uprzykrzają życie codzienne,
Uwijam w zwłokę dziś nagie plecy,
By nazajutrz oddać je w ręce,
Matki utraconych potępieńców,
Niechcianych żołnierzyków, dzieci wojny rzecze
Gdy na zachodzie stół się wlecze.

Gdy brak ci czegoś,
Sumienie nieczyste.

Upadając coraz niżej, wzbijając obłoki kurzu.
Spadam i śpiewam,
Tak państwu przeczę.

Gdy zwierze obudzi się z głośnym rykiem,
Nic tu nie zostanie prócz czarnych siodeł.
Nasiona namokły wilgocią jeziora,
Nic z nich nie będzie - dla insektów pora
Skrajne uniesienia, wydzierają twe imię,
Wywijając twe ciało w rozkoszne płomienie.

Rozsypane drzazgi wbijają się boleśnie.
Co robić co poczuć, gdy obejdzie się z chlebem

Trwoniąc żałość,
Usycham na piedestale,
Obok rojąc się cicho myszy igrają

Owa dziwna przynależność dochodzi do zwierzeń państwowych
Spowiedź, spowiedź przeczę
Gdy na splecionym kontenerze.
Biała konwalijka połyskuje wdzięcznie.

Opadając na ramiona rzeczywistości
Ziewam, przeciągam
I wstaję by paść!

Rozrywane wnętrzności nie wiedzą co robić.
Zbieram i haftuję bo tęsknię po tobie.
Gmeram, pluję, krzyczę, czerwienię,
Proszę, błagam, swe prośby wykrzykuję.
Zostawcie go! Niech żyje spokojnie!
Zasługuje na szczęście i miłość
W nieustannym żywocie.

Biała kartka leży na stole.
List bez słów, ona i tak zrozumie.
Wszystko co chcę mieście w jej głowie
Kiwa i śmieje się,
Budyniowa potwora.
Historia lubi się powtarzać... Znów staram się nie tracić przyjaciela, na rzecz miłości :x

sobota, 22 września 2012

Normalność

Nienawidzę uczucia kiedy przepełnia mnie wzmożona chęć pisania, ale zupełnie nie potrafię się za to zabrać -.-'
Chyba zaczynam popadać w jesienną depresję. Lubię to.
Często złoszczę się sama na siebie, za to że w takich chwilach staję się wylewna i emocjonalnie reaguję na wszystkie otaczające mnie sytuacje. Czytając książkę potrafię piszczeć, płakać, śmiać się i wzruszać, wzdychać, rozmawiając z kimś potrafię wzruszyć się tym, że ktoś ma po prostu dobry dzień, reaguję gwałtownym wybuchem śmiechu na obrazek kota w internecie i wiele innych.
Przepełniają mnie uczucia jakich nie potrafię zrozumieć. Władają mną przeczucia, którymi zatwardziale kieruję się w życiu. Nie przypominam sobie, żeby mnie jeszcze zawiodły. 
Człowiek każdy eden na świecie posiada intuicję. Jednak wraz z dorastaniem zatracamy zdolność rozpoznawania jej. Kierujemy się rozumem, a przecież wszechświat wie co dla nas dobre w tym momencie. Daje nam tysiące znaków, jak powinniśmy postąpić, a my albo nie dostrzegamy tego, albo wydaje nam się absurdalne to co nam podsuwa. Dzieci są najlepszym dowodem na słuszność moich słów. Nie potrafią patrzeć na świat racjonalnie, polegają tylko na tym co czują. Jeśli dziecko ma niedobór minerałów zacznie lizać ścianę, jeść gips czy ziemię. Nie rozumie i nie potrzebuje rozumieć czemu to robi. Po prostu. Z czasem jednak zaczynamy się zastawiać: czy to właściwe? Czy tak powinienem/powinnam? Czy to normalne?
Ale co tak naprawdę jest normalne? Co mamy na myśli mówiąc, ze coś jest normalne lub nie? Wyznaczamy kryteria normalności na zasadzie większości. Jeśli większość tak robi, to znaczy że jest ok. 
Kiedyś krążył po internecie taki obrazek, przedstawiający eksperyment na małpach, że w pokoju umieszczona 6 małp, drabinę a pod sufitem powieszono banana. Jeśli któraś z małp zechciała sięgnąć po niego, wszystkie były oblewane zimną wodą. Potem wymieniono jedną małpę na nową. Nowa nie wiedziała, ze nie wolno sięgać po banana i spróbowała wejść na drabinę, a wtedy wszystkie małpy ją pobiły bo wiedziały co je czeka. Nie rozumiejąc tego nowa przystosowała się do reszty i nie sięgała po banana. Stopniowo zaczęto wymieniać kolejne małpy, aż wszystkie były 'nowe'. Każda z nich byłą powstrzymywana przed sięgnięciem po banana, ale żadna nie wiedziała czemu.
To można interpretować na wiele sposobów, ale według mnie ma to też coś wspólnego z określeniem 'normalności'.
Tak naprawdę tylko my stawiamy sobie sami ograniczenia. Jesteśmy zależni tylko od swoich myśli. Chciałabym zaszczepić u siebie myśl, ze jestem w stanie zrobić wszystko o czym tylko pomyślę i w co jestem w stanie uwierzyć. 

czwartek, 20 września 2012

Nie powiem, ze jest mi lepiej. Wciąż płaczę, myślę, żałuję. Kocham Go. Nigdy już chyba nikogo nie obdarzę podobnym uczuciem. Żałuję... Tak bardzo... przepraszam.
I łzy w oczach. A może tak jest lepiej? Dla niego?

A teraz coś co poprawia humor:


środa, 19 września 2012

Przyjaciele odchodzą

Najwspanialszy przyjaciel, najukochańszy towarzysz.
Największy pieszczoch i leniuch.
Największa strata.

Najukochańsze i najmilsze stworzenie na świecie.
Chciałabym móc zrobić cokolwiek, żeby znów wtulić się w jego śnieżnobiałe futerko. Znów oglądać film z nim obok. Znów bawić się z nim w berka. Znów powiedzieć mu jak bardzo go kocham.

Pamiętam jak pojawił się w moim życiu. Nie miał łatwo w życiu. Dałam mu szansę. Miłość. Dom. Pamiętam jak bardzo się o niego bałam, martwiłam, troszczyłam. Pamiętam jak zawsze siadał obok mnie gdy się uczyłam i robił wszystko żebym zwróciła na niego uwagę. Pamiętam jak zawsze cieszył się gdy wracałam po długim wyjeździe.
Pamiętam jak byłam z nim u weterynarza i tak bardzo się bał, że prawie schował mi się do rękawa.
Pamiętam jak uwielbiał siedzieć i godzinami lizać mi rękę, czy twarz. Uwielbiał jak się kładłam obok niego i leżeliśmy tak przez długie jesienne wieczory. Czułam jak jego małe serduszko bije.
Myślę, że mnie kochał, ale ja kochałam go całym sercem.

A teraz go zabrakło.
Tak wielki mam do siebie żal, że mogłam zrobić więcej.
Przepraszam mój przyjacielu. Przepraszam. Wciąż Cię kocham. 

czwartek, 13 września 2012

Zbrodnia na płótnie

Gniew wypełnia od środka.
Gniew zaciemnia umysł.
Gniew pcha w szaleńcze myśli.

W kieszeni mózg,
Rozpływa się pod naciskiem dłoni.

Krew, flaki, pędzle.

Długie pociągnięcia,
Wyładowują napięcia.
Natłok emocji,
Daje upust złości.
Niczym rytuał,
Uspokaja zmysły.

Farbą na płótnie,
Krwią na prześcieradle.

Odciski palców.
Tepmertyna.


Z lekcji geografii

Szara rzeczywistość
Powlekła gęstą mgłą.
Moje życie.

Moje życie, jak
Jazda górską kolejką.
Porywa mnie i niesie

Niesie w przestworza.
W przestworza bólu i cierpienia.

Jednak źle mi nie jest.
Wiem, jak wiele błędów w życiu popełnię.
Popełniam.
Zbyt szybko.

Zbyt zdesperowane.
Zbyt zafascynowane.

Czym jest miłość w obliczu śmierci?

Sensem istnienia.

Chcę czuć.
Lecz nie jak szara masa.
Chcę czuć.
Lecz nie jak bezkształtna papka.
Kurwa!

Krew we mnie wrze.
Gotuję się.
Czasami śmierć jest lepsza,
Ale pamiętaj:
TYLKO dla ciebie.

Życie jak skalna bryła.
Ty je formujesz za pomocą dłuta.

Każda rysa już na zawsze na niej zostanie.
Niczym znamię.
Ślad po stracie.

Hola! Hola!
Czego mogło nauczyć życie
Po parunastu latach?

Wystarczająco.
Wystarczająco - aby się sparzyć.

Nie wchodzić.

Zamieszkam w szarym domku
i będę prowadziła swoje szare życie,
w szarej rzeczywistości,
pośród szarych ludzi,
ubrana na szaro,
w szarej pracy,
jedząc szare jedzenie,
pijąc szarą kawę,
nawet dym z fajek jest bardziej szary niż zwykle,
głaszcząc czarnego kota na moich kolanach.

Moje życie.
Po prostu życie.

sobota, 1 września 2012

Wraz z ostatnim buchem

Nic interesującego tu niema. Zauważyłeś?
Mocha na jesienne wieczory : ) Za oknem deszcz i mgła. Księżyc wyłania się zza zasłony z chmur. Pełnia. Między drzewami przemyka wiatr. A Ty siedzisz na parapecie w oknie z kubkiem kawy i relaksacyjną muzyką w tle. Wpatrujesz się w ten widok i jutro się nie liczy - mimo iż masz masę sprawdzianów i nowych wyzwań w szkole. Jesień to piękna pora roku, jednak najbardziej przygnębiająca - głównie z powodu szkoły.
"W tym roku zamierzam się uczyć" - i śmiech na sali xD
Tylko takie wieczory, same dla siebie, jakoś potrafią utrzymać mnie w optymistycznej wierze, ze się uda. Znów będzie ciężko, ale jakoś trzeba będzie. Taka kolej rzeczy.
Czasami siadam w nocy na parapecie. Otwieram okno, wystawiam nogi na zewnątrz i odpalam fajkę. Zaciągając się dymem, świat wydaje się nie być taki zły. 
Ja nie chcę poniedziałku !!!!!