Z
jakim impetem wdziera się w krtań moich codzienności.
Z
jaką zajadłością wgryza się w tętnicę osobowości.
Czym
jest chandra kiedy nie ma cię obok?
Jak
wygląda życie gdy tuszuję jego obłok?
Czas
nie gra żadnej roli,
W
krótkim przedstawieniu.
W
życiu.
Wojna.
Płacz dzieci.
Jęki
matek.
Rozkładane
zwłoki czekają do późnego ranka,
Kury
wołają po ziarno,
A
sowa udaje się na nocne łowy.
Krążą
ploteczki i anegdotki.
Iście
zajęte twe czarne loczki.
Upięte
dziś w potargane koki.
Dajcie
mi koki!
Zieleń
rozkwita, barwi się i mieni.
Co
pożółkłe czerwienią się rozpromieni.
Nogi
łamane, dusze skruszone.
Czarna
łza z policzka opada.
Moknąc
na dnie studni,
Melancholia
dopada każdego.
Czerwone
smutki.
Niebieskie
smerfy.
Tak
gra melodia, w tle muzyka.
Tak
cudem odnajduję utracone myśli.
Słowa
płyną,
A
myśli gdzieś giną.
Brak
błota we znaki się daje,
Gdy
na polanie różowy królik oddaje.
Martwi
się i krzyczy,
Gdzie
jego skrywane uczucia.
Złodziej,
banda przykostnych,
Umierają
z pragnienia uniesień miłosnych
Kamuflaż
rozerwał na strzępki,
Zagryzając
kruche obrębki.
Uprzykrzają
życie codzienne,
Uwijam
w zwłokę dziś nagie plecy,
By
nazajutrz oddać je w ręce,
Matki
utraconych potępieńców,
Niechcianych
żołnierzyków, dzieci wojny rzecze
Gdy
na zachodzie stół się wlecze.
Gdy
brak ci czegoś,
Sumienie
nieczyste.
Upadając
coraz niżej, wzbijając obłoki kurzu.
Spadam
i śpiewam,
Tak
państwu przeczę.
Gdy
zwierze obudzi się z głośnym rykiem,
Nic
tu nie zostanie prócz czarnych siodeł.
Nasiona
namokły wilgocią jeziora,
Nic
z nich nie będzie - dla insektów pora
Skrajne
uniesienia, wydzierają twe imię,
Wywijając
twe ciało w rozkoszne płomienie.
Rozsypane
drzazgi wbijają się boleśnie.
Co
robić co poczuć, gdy obejdzie się z chlebem
Trwoniąc
żałość,
Usycham
na piedestale,
Obok
rojąc się cicho myszy igrają
Owa
dziwna przynależność dochodzi do zwierzeń państwowych
Spowiedź,
spowiedź przeczę
Gdy
na splecionym kontenerze.
Biała
konwalijka połyskuje wdzięcznie.
Opadając
na ramiona rzeczywistości
Ziewam,
przeciągam
I
wstaję by paść!
Rozrywane
wnętrzności nie wiedzą co robić.
Zbieram
i haftuję bo tęsknię po tobie.
Gmeram,
pluję, krzyczę, czerwienię,
Proszę,
błagam, swe prośby wykrzykuję.
Zostawcie
go! Niech żyje spokojnie!
Zasługuje
na szczęście i miłość
W
nieustannym żywocie.
Biała
kartka leży na stole.
List
bez słów, ona i tak zrozumie.
Wszystko
co chcę mieście w jej głowie
Kiwa
i śmieje się,
Budyniowa
potwora.