Kiedyś każdy z nas dochodzi do
punktu, w którym zostajemy sami. Wszyscy, niegdyś kroczący z nami
przez życie ludzie, odchodzą własnymi ścieżkami. Nasze drogi się
mijają, krzyżują. Czasami idziemy równolegle w jednym tempie.
Mimo to jesteśmy sami ze sobą. Czy to miłe towarzystwo? JA?
Co jeśli nasze JA milczy? Albo w
wyścigu szczurów, zwanym życiem, tracimy zdolność słuchania go?
Co jeśli towarzystwo twoje dla ciebie
jest nic niewarte i nic nie wnoszące? Nudne – po prostu.
Wieczna pusta jak bezdenna studnia.
Czarna otchłań. Samotność z braku towarzystwa SIEBIE.
Tak zaczyna się opowieść o
zaginionej duszyczce i jej głodu poznania. Opowieść prowadząca
przez życie. Moje, może twoje. Wewnętrzne Ja.
Pustka.
Gęsta mgła ogranicza widoczność. Tylko ta droga, a dookoła
wyjałowione pola. Wyschnięte, szare, zorane bruzdy ziemi. Zimno.
Pośród tego znajduje się dziewczyna.
Jej
włosy w rożnych odcieniach brązu, miejscami nawet rudawych,
sięgające lekko poniżej połowy pleców, falowane, powiewają na
lekkim jesiennym wietrze. Gładka, blada twarz, drobna sylwetka i jej
oczy koloru mlecznej czekolady. Spoglądała w dal, jakby potrafiła
przejrzeć zasłonę z gęstej mgły. Wypatrywała czegoś, a może
czekała. Twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Bawełniana błękitna
sukienka podkreślała jej zaokrąglone biodra. Była zupełnie
nieprzystosowana do pory roku. Powoli zaczęła iść do przodu. Bose
stopy stawiały równomiernie kroki.
Z
mgły z każdym krokiem wyłaniał się coraz to ciemniejszy kształt.
Wiatr rozwiał włosy dziewczyny na jej twarz. Różowe usteczka
wykrzywiły się w niewinny uśmiech. Wzięła głęboki oddech i...
Otworzyłam
oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz