niedziela, 23 września 2012

Prolog


 Kiedyś każdy z nas dochodzi do punktu, w którym zostajemy sami. Wszyscy, niegdyś kroczący z nami przez życie ludzie, odchodzą własnymi ścieżkami. Nasze drogi się mijają, krzyżują. Czasami idziemy równolegle w jednym tempie. Mimo to jesteśmy sami ze sobą. Czy to miłe towarzystwo? JA?
Co jeśli nasze JA milczy? Albo w wyścigu szczurów, zwanym życiem, tracimy zdolność słuchania go?
Co jeśli towarzystwo twoje dla ciebie jest nic niewarte i nic nie wnoszące? Nudne – po prostu.
Wieczna pusta jak bezdenna studnia. Czarna otchłań. Samotność z braku towarzystwa SIEBIE.

Tak zaczyna się opowieść o zaginionej duszyczce i jej głodu poznania. Opowieść prowadząca przez życie. Moje, może twoje. Wewnętrzne Ja.

Pustka. Gęsta mgła ogranicza widoczność. Tylko ta droga, a dookoła wyjałowione pola. Wyschnięte, szare, zorane bruzdy ziemi. Zimno. Pośród tego znajduje się dziewczyna.
Jej włosy w rożnych odcieniach brązu, miejscami nawet rudawych, sięgające lekko poniżej połowy pleców, falowane, powiewają na lekkim jesiennym wietrze. Gładka, blada twarz, drobna sylwetka i jej oczy koloru mlecznej czekolady. Spoglądała w dal, jakby potrafiła przejrzeć zasłonę z gęstej mgły. Wypatrywała czegoś, a może czekała. Twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Bawełniana błękitna sukienka podkreślała jej zaokrąglone biodra. Była zupełnie nieprzystosowana do pory roku. Powoli zaczęła iść do przodu. Bose stopy stawiały równomiernie kroki.
Z mgły z każdym krokiem wyłaniał się coraz to ciemniejszy kształt. Wiatr rozwiał włosy dziewczyny na jej twarz. Różowe usteczka wykrzywiły się w niewinny uśmiech. Wzięła głęboki oddech i...

Otworzyłam oczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz