poniedziałek, 21 października 2013

Dla Niej

Ktoś wrócił mi wiarę w to co robię. Dobrze wiesz o kim mówię.
Wyobraź sobie zawsze kiedy patrze na TO drzewo myślę o Tobie. Zawsze. Kiedyś było moim, ale odkąd się nim z Tobą podzieliłam, stało się Naszym. Patrzę jak z z czasem się zmienia. Rośnie, dojrzewa, zielenieje, opada z liści. Żyje w rytm pór roku, pór dnia - czasu... Jak nasza przyjaźń. Nic nie jest jednakowe przez cały czas.
Zmieniamy się i my, jednak Ty i Ja wciąż wewnątrz mamy TO.
Wciąż tylko czeka, by po to sięgnąć. By odkrywać to wspólnie. Czeka i nie chce byś zapomniane, wiesz?
A ja dorastam. Nawet delicje jem już jak normalne ciastka. Jednak magia wciąż czeka we mnie. Czuję ją.
19 była pełnia, widziałaś? Siedziałam wtedy na łóżku, pielęgnując to uczucie w sobie, a wiesz co było potem? Usnęłam.
Nie ma to dla mnie większego sensu kiedy robię to sama. Nie mam motywacji, by to robić.
Ale nigdy nie zapomniałam o chatce w środku lasu, 25 kotach z nami, ani o naszych planach i marzeniach.
Tylko widzisz, ja chcę spędzać czas TYLKO z Tobą. Bez nich wszystkich. Zostawić miłość za drzwiami, a skupić się na naszej osobliwej miłości, braterstwie dusz, uczyć, myśli, a wreszcie Magii.
Myślę, że Magia nie ma za wiele wspólnego z czasem, a obie chyba za dużo czasu poświęciłyśmy skupiając się na jego ubywaniu. Odliczamy do końca matury, do końca roku, do półmetku/studniówki, do rocznic, do okresu i tak dalej... A magia po prostu trwa. Powinnyśmy trwać z nią, w niej, przez co byłybyśmy - Ty i Ja - dla siebie. Czekam. Przepraszam. Dziękuję.

Twoja Współuzależniona.

(dzisiaj dałaś mi wiarę i powód by pisać i mówić)

niedziela, 20 października 2013

Żegnając się

Nikt nie czyta tego już. Cóż może ma rację. Nic tu nie jest już wartościowe.
Pora to zakończyć. 
Atmosferę między nami można byłoby siekać już nożem. Oboje odwróceni od siebie. Pod własnymi kołdrami. Oboje udajemy, że idziemy spać. Tymczasem próbowaliśmy uspokoić się, czy też wymyślić coś co uspokoiło by klimat. On był zły na mnie, a ja na niego. A właściwie nie... On był zły, a mi nie pasowało, że jestem dla niego okropna i jest na mnie zły. Zdenerwowałam się bo coś nie szło po mojej myśli - po prostu. 
Wtedy on wskoczył na mnie, tak że zakleszczona między jego nogami i rękoma, leżałam pod nim jak placek. Przytulił mnie. Wtulił się we mnie i wyszeptał mi do ucha: "Nie potrafię się na Ciebie gniewać" i pocałował mnie mimo całego mojego zaskoczenia.

***

"Jesteś piękna" - wysapał, kiedy jego oczy płonęły pożądaniem. Pewna swojego ciała zbliżyłam się, by złożyć pocałunek na jego rozchylonych ustach.

***

Chyba zaczyna mi się to podobać. Wszystko jakby zaczyna mieć swoje miejsce. Nie pokoi mnie tylko to, że na pewne rzeczy tego miejsca nie ma. Nie ma już Magii. 

czwartek, 10 października 2013

Wyprzedził mnie o kilka kroków, odwrócił się, spojrzał mi w oczy, posłał niegrzeczny uśmiech, a wtedy wszystkie światła zgasły. Czułam tylko jego oddech i rosnące napięcie. Musieliśmy iść dalej.

czwartek, 3 października 2013

Stała oniemiała patrząc jak odchodzi. Musiał zjeść coś wcześniej. Przecież nigdy nie odchodził z pustym żołądkiem. Nie taka jest natura kotów.
Cóż, wzruszyła ramionami i energicznie odwróciła się w stronę drzwi balkonowych. Jej ogniście rude włosy zatrzepotały nagle poruszone. Wlepiła spojrzenie w te intensywnie zielone oczy, które widywała już tyle razy wpatrujące się w nią, lecz nigdy nie widziała ani do kogo należą, ani nawet jak wygląda ich posiadacz. Jakby same oczy były nazbyt magnetyzujące, tak ze reszta ciała przestawała mieć znaczenie. Nie mogła oprzeć się temu widokowi. Przesunęła szklane drzwi balkonowe, mimo całego chłodu i jesiennej pogody, bez opamiętania wyszła przed dom. Szła już bosymi stopami po mokrej trawie, a zmierzała gdzieś na koniec własnego podwórka, a może i dalej do pobliskiego lasu? Trudno było nawet jej samej to określić. Po prostu szła oczarowana. Jak za każdym razem kiedy się pojawiał. 

Tak bardzo mi smutno tak bardzo mi źle.

Nikt tego nie czyta. Noże i nawet w sumie nie ma tu nic ciekawego... Jedynie moje jakieś tam narzekania, obawy. Czyli wszystko to i może ciut więcej o codziennie truję dupę mojemu Misiowi.
Boli mnie bardzo to, że moja przyjaciółka we mnie nie wierzy, uważa że ją zostawiłam. Znów, nie?

A to nie tak. Ja się po prostu miotam i szarpię z własnym życiem. Potrzebuję na to trochę czasu i miejsca, nie? Zazwyczaj jestem samowystarczalna - tak sądzę, chyba że chodzi o mizianie, przytulanie i całowanie, bo to niemalże sens mojego istnienia, a sama się przecież dobrze nie wymiziam.

Chyba trochę stanęłam w miejscu z pewnymi rzeczami. Nie zauważyłam jak bardzo zmieniają się ludzie. Z wyglądu i z zachowania. To już niemal nie ci ludzie. Tak, myślę tu o Niej. Byłam na jej pbl. Widzę jej twarz i szukam w niej czegoś Mojego? Ale co mogę znaleźć na płaskim ekranie?
To boli. I tak bardzo nie wiem co z tym zrobić... może dlatego o tym piszę... z nadzieją, że przeczyta i zauważy...

Do tego staram się mimo całego mojego pesymizmu i całej tej goryczy jaką odczuwam do świata, próbuję zachować resztki pogodności. Codzienne jadąc do szkoły, patrzę i widzę piękno. Oh jakim ono szczęściem mnie napawa, jaką radością. To buduje we mnie nadzieję, że nie musi być tak źle, że jestem tu bo mam coś do zrobienia i będzie co ma być. Wystarczy cieszyć się chwilą i nie zadręczać. Jednak mając coś jakby nerwicę natręctw nie jest łatwo, nie?

Mamy jesień. Co roku o tej porze, wpadam w typowo jesienną depresję. Myślę sobie o tym jak jest źle i bla bla bla, czyli to co zawsze, ale tym razem nie muszę się z tym ukrywać. Niemalże upajam się tym stanem. Co roku, wieczorem siadałam na parapecie i czekałam. Siadałam owinięta kocem w roku pokoju i milczałam, myśląc. Zamykałam się w swoim prywatnym, głębokim świecie, odizolowując się od reszty i budując w sobie nadzieję, że ma to sens, że ktoś kiedyś przyjdzie i zainteresuje się tym kim jestem, a jednocześnie pomoże mi samej to odkryć.
Jednak teraz tego nie mam.
Nic.
Dzisiaj, siedzę i myślę o tym co mam zrobić do szkoły, o tym co muszę zrobić żeby zdać maturę, o tym czego się boję. Chyba to jest ta dorosłość. Nic fajnego.
Dorosłość zabiera mi magię życia. Drugą stronę rzeczywistości. Smutne.

Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Muszę być bardziej sobą w sobie i  w dodatku chyba przywyknąć do samotności duszy.


...... Mam tytuł na książkę nową :) "Samotność duszy" - dobre ;) Może kiedyś ją napiszę ; o