Zagubiona we własnych emocjach - tak bardzo.
Same pytania bez odpowiedzi:
Co się dzieje?
Czy to jest dobre?
Czy będę żałować?
Czy kogoś ranię?
Czy powinnam?
Czy wypada?
Co pomyślą inni?
I wtedy myślę: młodość. Przecież to czas popełniania błędów i uczenia się na nich.
Boję się. Nie mogę wymagać za dużo, nie wiedząc na czym stoję. Nie wiedząc nic.
Nie chcę się angażować. Za wcześnie, albo wcale tego nie chcę?
Z drugiej strony jest tak pięknie, że mogłoby się nic nie zmieniać.
Stoję na granicy między tym i tamtym, zupełnie nie wiedząc co dla mnie słuszne.
To może mieć tragiczne skutki, nie mieć ich wcale albo skończyć się pięknie.
To łamie moje zasady no i w zasadzie biorąc to schematycznie, nie ma prawa bytu. Fantazje pozostają fantazjami.
Gryzie mnie to. Ludzie krzyczą. A mi tak dobrze. Nie chcę niczego innego. Po prostu mi dobrze. Dobrze.
Jednak konsekwencje nie dają zapomnieć się i trwać.