niedziela, 20 października 2013

Żegnając się

Nikt nie czyta tego już. Cóż może ma rację. Nic tu nie jest już wartościowe.
Pora to zakończyć. 
Atmosferę między nami można byłoby siekać już nożem. Oboje odwróceni od siebie. Pod własnymi kołdrami. Oboje udajemy, że idziemy spać. Tymczasem próbowaliśmy uspokoić się, czy też wymyślić coś co uspokoiło by klimat. On był zły na mnie, a ja na niego. A właściwie nie... On był zły, a mi nie pasowało, że jestem dla niego okropna i jest na mnie zły. Zdenerwowałam się bo coś nie szło po mojej myśli - po prostu. 
Wtedy on wskoczył na mnie, tak że zakleszczona między jego nogami i rękoma, leżałam pod nim jak placek. Przytulił mnie. Wtulił się we mnie i wyszeptał mi do ucha: "Nie potrafię się na Ciebie gniewać" i pocałował mnie mimo całego mojego zaskoczenia.

***

"Jesteś piękna" - wysapał, kiedy jego oczy płonęły pożądaniem. Pewna swojego ciała zbliżyłam się, by złożyć pocałunek na jego rozchylonych ustach.

***

Chyba zaczyna mi się to podobać. Wszystko jakby zaczyna mieć swoje miejsce. Nie pokoi mnie tylko to, że na pewne rzeczy tego miejsca nie ma. Nie ma już Magii.