czwartek, 21 sierpnia 2014

Owca w pogoni za szczęściem

Traktuję tego bloga trochę z sentymentem, trochę jak śmietnik moich uczuć i wspomnień. Daje mi poczucie wyżycia artystycznego w jakimś minimalnym stopniu. Odzwierciedla moje zmiany. Opowiada moją historię.
Od kilku dni czuję ogromny smutek. Powoli zaczyna mnie przygniatać. Sama chyba nie potrafię sobie z nim poradzić. Potrzebuję rozmowy. I wina. Dużooo wina.

Idę na studia. Czuję w sobie przymus zmian. Znów chcę być innym człowiekiem.

Tęsknię przeokropnie za Arturem. Gdziekolwiek się nie rozejrzę widzę wspomnienia. Wszystko z nim jest związane. Pod jego wpływem stałam się troszkę inna - to normalne. Przyjęłam wiele od niego i pewnie troszkę sama mu oddałam. Zrobiłam już wszystko, by wiedzieć, że on nie wróci. Odebrałam sobie nadzieję. Wyjdzie mi to na zdrowie.

Brakuje mi oparcia. Kogoś takiego jak on, kiedy wiedziałam, że zawsze go mam. Mogłam z nim pogadać o wszystkim. Jest moim przyjacielem, mimo że często mnie nie rozumie.

Nie podoba mi się to, że teraz muszę zaczynać wszystko od nowa. Chciałabym zacząć tam gdzie skończyłam. Chciałabym ufać i czuć się pewnie. Z Michałem jest inaczej. Nie potrafię traktować go jak swojego chłopaka. Chciałabym, żeby dla niego znaczyło to coś więcej. Wtedy cieszyłabym się gdybym mogła pomóc mu uwolnić się od byłej i ja byłabym szczęśliwa, czując się pewnie i bezpiecznie.
Tymczasem czuję się jak tymczasowe rozwiązanie na wakacje i traktuję go tak samo, bojąc się skrzywdzenia.
Zawiłość moich emocji nie ma końca.

Samotnie spędzane wieczory to męczarnia.
Moim marzeniem jest : winko, rozmowy i spędzenie całej nocy z Michałem. W jego ramionach odnajduję ukojenie.
Przestałam tęsknić, zaczęłam potrzebować.

 W pogoni za szczęściem - całe życie. Bez końca.

Kiedy słyszę jak pięknie on mówi o miłości, zrozumiałam, że nigdy jej nie przeżyłam. I to chyba boli. Zrozumienie, że twój facet nigdy Cię nie kochał, bo jest mu z Tobą za dobrze. To nie ma sensu.



Przeczytałam dziś jeden z wcześniejszych napisanych przeze mnie postów i zdziwiłam się kiedy słowa te pocieszyły mnie. Pocieszyłam się sama. Asia z przeszłości pocieszyła tą, którą jestem dzisiaj. Dziwne uczucie, ale mam rację. To chyba w końcu znak z nieba, że powinnam zacząć żyć według tego co wyznaję, a nie tylko gadać.
To by było na tyle.