sobota, 30 marca 2013

Te Jesienne dni przez duże P

Wtulona w rękaw jego koszuli. Rozkoszując się jego zapachem. Zapach słodki, aczkolwiek stanowczy. Męski. Niczym chłopiec stojący na pograniczu dojrzałości, a on pozostawał wciąż dużym chłopcem.
Łzy spływały po policzku, pragnęłam by tego nie dostrzegł. Dowodziły o mojej słabości, a słaba byłam coraz bardziej.
Coś się kończyło, a coś zaczynało, jeszcze tylko nie wiedziałam co.
Tulił mnie do siebie, uśmiechając się. Nie musiałam tego widzieć, by to wiedzieć. Uśmiech niemalże nie schodził z jego ust. W tym zastawieniu to ja byłam tym ponurakiem.
Nie rozumiał co miałam mu do powiedzenia, był głuchy na moje bezgłośne wołanie. Zbyt bardzo absorbował go świat zewnętrzny by mógł choć na ułamek sekundy zobaczyć co jest pod powierzchnią, w wtedy zakochałby się. Teraz to tylko pierwiastek uczucia, które dla niego znaczy więcej niż może powinno.
Mimo tego musiałam powiedzieć: Odchodzę.
Poczułam jak przeszywa go dreszcz, jak się napiął.
-Spokojnie, tylko na jakiś czas. Wrócę. - dodałam.
-O czym ty mówisz? - zapytał, tak bardzo nieświadomy ostatnich wydarzeń. Bolało mnie to, ze wszystko trzymałam dla siebie. W tajemnicy.
-Powiedzmy, ze to takie wakacje z rodziną... Tylko rodzina zostaje tutaj - szepnęłam, ale dosłyszał.
-Przestań do cholery mówić zagadkami! - Złość. Jak kwitnący kwiat w jego piersi, zawrzał czerwienią. Jak miałam mu to wytłumaczyć? 'Hej chłopcze, niedługo znajdą moje zwłoki, ale się tym nie przejmuj?'
Świat ten ponad światem, dla niego nie istniał. Miał rację, ale ja byłam jego częścią. Więc na jakiś czas musiałam nie istnieć dla niego tak samo jak ten świat. Może kiedyś otworzę mu oczy.
Musiałam opuścić ziemskie ciało, by udać się w dalszą podróż w głąb siebie. Oby tylko nie rzucić na siebie uroku.