wtorek, 25 grudnia 2012
niedziela, 23 grudnia 2012
Ot co
Coś tak czuję, że pisanie to będzie mojej jedyne zajęcie przez kolejne 5 dni, a że nie mam humoru, ochoty i weny, to uprzedzam, że będzie chujowe. Ot co.
Taki miszmasz ze wszystkiego i zniczego.
Piję sobie kawkę i kątem oka oglądam program o opancerzowaniu czołków. Całkiem interesujące, okazuje się, że kiedy pocisk trafia w pionowy pancerz to sięga głębiej, niz gdy trafia w poprzecznie nachylony (jakby pod ukosem). Spowodowane jest to tym, że gdy trafia w nachylony to pocisk ma większy opór. Cięzko to wyjaśnić bez rysunku ; o
Chodzi mniej-więcej o to:
(że też chciało mi się szukać ;o )
Musi mi się naprawdę nudzić. A to okres przedświąteczny, czyli powinnam latać z mopem i mieć urwanie dupy. No ogólnie to mam, ale nie teraz. Teraz to się nudzę.
Dobra to, napiszę sobie jeszcze o tym, ze czasami pojawiają się prądy takie w morzu, które wynoszą nas daleko w morze. Są powodowane tym, że pod wodą znajdują się skały i wody wydostająca się spomiędzy nich tworzy w pewnych miejscach silny prąd. Kiedy znajdziemy się w takim miejscu niewolno płynąć pod prąd, a w poprzek prądy, co pozwoli nam wydostać się z miejsca zagrożenia i bezpiecznie samemu dopłynąć do brzegu.
Są jeszcze prądy zawracające, zdarzają się na zakrętach gdzie jest silny nurt (w rzekach)
(Nie umiem pływać : ) )
Nie mam pojęcia po co to piszę ;o
sobota, 22 grudnia 2012
Iluzja
oooooo mam taki rozpierdol w głowie, że no nie ogarniesz. Ja nie wiem Kim jestem, Czego chcę, Co robię, Co mnie śmieszy, Co mnie wzrusza. Reaguję gwałtownie i nieprzewidywanie - sama dla siebie. Tak już chyba jest jak zaczynamy sie oddalać.
Aaaaa ja nie wiem jak sobie poradzę. Aaaaa! nie ma i Cię i Cię, więc nie ma kto mnie przytulić.
Ja jestem za bardzo egoistyczna tak naprawdę, tylko dopiero teraz o tym mówię.
taaaak.
No nic, nic mi nie wychodzi. Nawet głupie pisanie!
Arrrrrrr. No pierdolca mam.
Ktoś potrafi uspokoić huragan mojej duszy?
Ujarzmić wściekłą bestię emocji?
Rozwiązać supeł zawiłych myśli?
Przewidzieć nieprzewidywalne zachowania?
No weźźźźźx....... ktoś musi taki potrafić ; o
Martwię się, no nie powiem... 5 dni. Pięć dłuuuuuugich zimowych dni. 5 długiiiich samotnych wieczorów, kiedy nie ma kto mnie przytulić, rozgrzać, czy powygłupiać na podłodze w kuchni... No jak tak można?! Kto to widział! Ja? Ja?! Ja, zostałam sama ze sobą?... To nie tak... To nie tak, ze jestem chora psychicznie czy coś. To nie tak, że nic nie istnieje. To nie tak, że to iluzja. To nie tak, że ja to lubię... Wiesz jak wygląda mina psychopaty? Tak? To dobrze, tak teraz wyglądam.
I jem pomarańczka.
Och coś się zmieniło. Coś wybuchło i po czymś zostały strzępki. Bardzo niebezpieczne strzępki niewiadomegoczegoś. Coś tam w środku, wewnątrz mnie jest inne. Jakby narodziła się zupełnie inna odmiana mnie. Ale trzy w jednym to o dwie za dużo. I ja to wiem i Ja i Ja też to wiem.
Jedna jest taka standardowa, coraz cichsza, coraz bardziej skryta, schowana gdzieś głęboko, ta Ja, którą znają tylko nieliczni. Tylko przyjaciele i mama.
Kolejna Ja, powstała rok temu, zupełne przeciwieństwo tej pierwszej. Taka aby łatwiej wpasować się w tłum, spełniać oczekiwania, będąc kimś oryginalnym. To ta zboczona, fazowa część mnie. Mniej tolerowana przeze mnie. Jedyną jej zaleta jest to, ze ta cześć czyni mnie na swój sposób wyjątkową, w takim zestawieniu.
A ta zupełnie teraz inna Ja jest ciągle poirytowana, ale się śmieje. Nie wie co mówi, nie czuje życia, świata, siebie. Całkiem zdominowała dwie wcześniejsze. Rozpętała prawdziwy huragan wewnątrz. Tracę jakiekolwiek normy. Boże ale to wkurwia! Ja tego nienawidzę. Ale znam to.... Znam to bardzo dobrze... Bo to co wybuchło było od zawsze, ale teraz eksplodowało, a nie pamiętam co....
Wiesz co jest najśmieszniejsze?
To, że to czytasz. Wiem. I wiem jak bardzo się mylisz.
Wiesz po co to piszę?
Po to, żeby o tym nie mówić. Ani Tobie, ani jej, jemu, im, wam... Nikomu. Bo to co piszę trafia tam gdzie chcę, póki nikt nic z tym nie robi. Moje. I precz te brudne łapska.
Aaaaa ja nie wiem jak sobie poradzę. Aaaaa! nie ma i Cię i Cię, więc nie ma kto mnie przytulić.
Ja jestem za bardzo egoistyczna tak naprawdę, tylko dopiero teraz o tym mówię.
taaaak.
No nic, nic mi nie wychodzi. Nawet głupie pisanie!
Arrrrrrr. No pierdolca mam.
Ktoś potrafi uspokoić huragan mojej duszy?
Ujarzmić wściekłą bestię emocji?
Rozwiązać supeł zawiłych myśli?
Przewidzieć nieprzewidywalne zachowania?
No weźźźźźx....... ktoś musi taki potrafić ; o
Martwię się, no nie powiem... 5 dni. Pięć dłuuuuuugich zimowych dni. 5 długiiiich samotnych wieczorów, kiedy nie ma kto mnie przytulić, rozgrzać, czy powygłupiać na podłodze w kuchni... No jak tak można?! Kto to widział! Ja? Ja?! Ja, zostałam sama ze sobą?... To nie tak... To nie tak, ze jestem chora psychicznie czy coś. To nie tak, że nic nie istnieje. To nie tak, że to iluzja. To nie tak, że ja to lubię... Wiesz jak wygląda mina psychopaty? Tak? To dobrze, tak teraz wyglądam.
I jem pomarańczka.
Och coś się zmieniło. Coś wybuchło i po czymś zostały strzępki. Bardzo niebezpieczne strzępki niewiadomegoczegoś. Coś tam w środku, wewnątrz mnie jest inne. Jakby narodziła się zupełnie inna odmiana mnie. Ale trzy w jednym to o dwie za dużo. I ja to wiem i Ja i Ja też to wiem.
Jedna jest taka standardowa, coraz cichsza, coraz bardziej skryta, schowana gdzieś głęboko, ta Ja, którą znają tylko nieliczni. Tylko przyjaciele i mama.
Kolejna Ja, powstała rok temu, zupełne przeciwieństwo tej pierwszej. Taka aby łatwiej wpasować się w tłum, spełniać oczekiwania, będąc kimś oryginalnym. To ta zboczona, fazowa część mnie. Mniej tolerowana przeze mnie. Jedyną jej zaleta jest to, ze ta cześć czyni mnie na swój sposób wyjątkową, w takim zestawieniu.
A ta zupełnie teraz inna Ja jest ciągle poirytowana, ale się śmieje. Nie wie co mówi, nie czuje życia, świata, siebie. Całkiem zdominowała dwie wcześniejsze. Rozpętała prawdziwy huragan wewnątrz. Tracę jakiekolwiek normy. Boże ale to wkurwia! Ja tego nienawidzę. Ale znam to.... Znam to bardzo dobrze... Bo to co wybuchło było od zawsze, ale teraz eksplodowało, a nie pamiętam co....
Wiesz co jest najśmieszniejsze?
To, że to czytasz. Wiem. I wiem jak bardzo się mylisz.
Wiesz po co to piszę?
Po to, żeby o tym nie mówić. Ani Tobie, ani jej, jemu, im, wam... Nikomu. Bo to co piszę trafia tam gdzie chcę, póki nikt nic z tym nie robi. Moje. I precz te brudne łapska.
środa, 19 grudnia 2012
Proud in this sky*
Można czuć się samotnym będąc w związku?
Oczywiście.
Można czuć się nieszczęśliwie? Męczyć się?
Oczywiście.
Można nie czuć się kochanym?
Oczywiście.
Można nie kochać?
Oczywiście.
Można wszystko, tylko ja sobie obiecałam, że więcej tak nie chcę. Chcę być szczęśliwa i spełniona.
Oczywiście, nie chodzi o szukanie ideałów, już coś o tym wiem.
Nie można wymagać wszystkiego i nie będzie różowo. Trzeba się dotrzeć, dopasować, akceptować i kochać.
Ciekawe za ile będę to czytała i myślała: "Ależ byłaś głupia!"
Ciekawe jak bardzo i w którą stronę zmieni mi się zdanie. Chciałabym być jedynie utwierdzana w tym przekonaniu.
Tak sobie myślę, może naiwnie i zbyt pochopnie, ale fajnie by było gdybyś wytrzymywał ze mną w chuj i jeszcze trochę. O całym życiu nie śmiem marzyć, za wcześnie. Ale jedno wiem: czuję się bezpiecznie, na swoim. Wiem, że nie skrzywdzisz mnie i nie wykorzystasz. Wiesz o moich błędach z przeszłości i wiesz jak bardzo to na mnie wpłynęło. To takie słodkie, urocze i bardzo wiele dla mnie znaczy kiedy pytasz.
Wiem, nie łatwo mnie zrozumieć i pojąć, ale mam nadzieję że dasz mi dużo czasu żebyś zdążył poznać mechanizmy mojego działania i myślenia, bo na marne doszukiwać się w tym logiki. Tu chodzi o to, żebyś wiedział jak myślę, a nie czy jest to logiczne i poprawne.
Teraz czuję się jakbym stąpała po bardzo kruchym lodzie. Boję się uwierzyć, że to prawda, bo poprzednio mnie to zawiodło. Teraz wedle mojego zabobonnego myślenia dopóki nie będę pewna, twoich uczuć to będzie dobrze. W momencie kiedy pomyślę: "O kurwa, on mnie kocha!" Wszystko jebnie.
I nie ważne jak bardzo by to bolało. Nie ważne jak bardzo bym cierpiała gdybyś jednak odszedł, to zawsze mam tą jedną, jedyną osobę zawsze trwającą. Moją współuzależnioną, z którą nie mogę pogadać już tak długi czas. I niech nawet nie śmie twierdzić, że nie myślę.
Dzisiaj w autobusie myślałam, jakby to zrobić żeby udać się w środku nocy do tego lasu, jak kiedyś sobie obiecałyśmy. I wiesz co? Boli mnie serce, kiedy myślę o tym jak bardzo jesteśmy nieodważne. Jak bardzo leniwe. Tyle planów, tyle marzeń. Furgonetka. Forks. Portland. Japonia. Podróż życia. Magia. Tak wiele tego i jako pesymistka jebnę optymistycznym tekstem: Nie wierzę, żeby chciało nam się ruszyć dupę by coś z tego osiągnąć. To boli. Te marzenia to jak część mnie. Część nas, ale nie mamy odwagi by ruszyć tyłki i działać. Młodość przeminie, a wraz z nią te piękne idee. Jak o tym myślę, to wolałabym już odejść.
Żeby tak się jednak nie stało, obiecajmy sobie chociaż spełnienie jednego z nich. Proszę. Jeśli nam się nie uda, chyba już nigdy w siebie nie uwierzę. Tracę kawałek duszy. Dosłownie. Boli. Bardzo.
Skreślać siebie już na początku - cała ja : )
*to bez znaczenia.
Oczywiście.
Można czuć się nieszczęśliwie? Męczyć się?
Oczywiście.
Można nie czuć się kochanym?
Oczywiście.
Można nie kochać?
Oczywiście.
Można wszystko, tylko ja sobie obiecałam, że więcej tak nie chcę. Chcę być szczęśliwa i spełniona.
Oczywiście, nie chodzi o szukanie ideałów, już coś o tym wiem.
Nie można wymagać wszystkiego i nie będzie różowo. Trzeba się dotrzeć, dopasować, akceptować i kochać.
Ciekawe za ile będę to czytała i myślała: "Ależ byłaś głupia!"
Ciekawe jak bardzo i w którą stronę zmieni mi się zdanie. Chciałabym być jedynie utwierdzana w tym przekonaniu.
Tak sobie myślę, może naiwnie i zbyt pochopnie, ale fajnie by było gdybyś wytrzymywał ze mną w chuj i jeszcze trochę. O całym życiu nie śmiem marzyć, za wcześnie. Ale jedno wiem: czuję się bezpiecznie, na swoim. Wiem, że nie skrzywdzisz mnie i nie wykorzystasz. Wiesz o moich błędach z przeszłości i wiesz jak bardzo to na mnie wpłynęło. To takie słodkie, urocze i bardzo wiele dla mnie znaczy kiedy pytasz.
Wiem, nie łatwo mnie zrozumieć i pojąć, ale mam nadzieję że dasz mi dużo czasu żebyś zdążył poznać mechanizmy mojego działania i myślenia, bo na marne doszukiwać się w tym logiki. Tu chodzi o to, żebyś wiedział jak myślę, a nie czy jest to logiczne i poprawne.
Teraz czuję się jakbym stąpała po bardzo kruchym lodzie. Boję się uwierzyć, że to prawda, bo poprzednio mnie to zawiodło. Teraz wedle mojego zabobonnego myślenia dopóki nie będę pewna, twoich uczuć to będzie dobrze. W momencie kiedy pomyślę: "O kurwa, on mnie kocha!" Wszystko jebnie.
I nie ważne jak bardzo by to bolało. Nie ważne jak bardzo bym cierpiała gdybyś jednak odszedł, to zawsze mam tą jedną, jedyną osobę zawsze trwającą. Moją współuzależnioną, z którą nie mogę pogadać już tak długi czas. I niech nawet nie śmie twierdzić, że nie myślę.
Dzisiaj w autobusie myślałam, jakby to zrobić żeby udać się w środku nocy do tego lasu, jak kiedyś sobie obiecałyśmy. I wiesz co? Boli mnie serce, kiedy myślę o tym jak bardzo jesteśmy nieodważne. Jak bardzo leniwe. Tyle planów, tyle marzeń. Furgonetka. Forks. Portland. Japonia. Podróż życia. Magia. Tak wiele tego i jako pesymistka jebnę optymistycznym tekstem: Nie wierzę, żeby chciało nam się ruszyć dupę by coś z tego osiągnąć. To boli. Te marzenia to jak część mnie. Część nas, ale nie mamy odwagi by ruszyć tyłki i działać. Młodość przeminie, a wraz z nią te piękne idee. Jak o tym myślę, to wolałabym już odejść.
Żeby tak się jednak nie stało, obiecajmy sobie chociaż spełnienie jednego z nich. Proszę. Jeśli nam się nie uda, chyba już nigdy w siebie nie uwierzę. Tracę kawałek duszy. Dosłownie. Boli. Bardzo.
Skreślać siebie już na początku - cała ja : )
*to bez znaczenia.
wtorek, 18 grudnia 2012
wtorek, 11 grudnia 2012
Prosto w serce
Płaczę.
Zabolało. Rozdzierasz mi serce. Jak możesz twierdzić, że nie jesteś mi potrzebna? Że mogę mieć sprawy ponad Ciebie. Nie wierzysz mi? Pogadaj z Nimi. Oni ci powiedzą ile jestem w stanie o Tobie gadać. Ile razy podkreślam jak bardzo jestem z Tobą zżyta. Ale ok, wolisz wmawiać sobie, że mogę Cię zostawić. To boli. Tu, wewnątrz. Moje serce. Sprawiasz mi ból.
Zabolało. Rozdzierasz mi serce. Jak możesz twierdzić, że nie jesteś mi potrzebna? Że mogę mieć sprawy ponad Ciebie. Nie wierzysz mi? Pogadaj z Nimi. Oni ci powiedzą ile jestem w stanie o Tobie gadać. Ile razy podkreślam jak bardzo jestem z Tobą zżyta. Ale ok, wolisz wmawiać sobie, że mogę Cię zostawić. To boli. Tu, wewnątrz. Moje serce. Sprawiasz mi ból.
czwartek, 6 grudnia 2012
Mam ochotę obedrzeć się ze skóry. Znasz to? Wiesz kiedy tak reaguję?
Mam nadzieję, że wciąż pamiętasz.
Wypruję sobie flaki, powieszę się na nich - cokolwiek. Błagam... Nie wiem co mam robić. Nie wiem.
To boli, tak strasznie boli. Tu, tu wewnętrznie.
Zostawię wszystko, byle tylko zabrać Cię z stąd...
Byle ulecieć gdzieś w samotności, w dal, gdzie nikt nas nie znajdzie. Mieć chatkę w lesie.
Jestem tu, a łzy cisną mi się na oczy. Ból... tak potworny ból... Chyba powinnam...
Wiesz co mam ochotę zrobić? Zostawić swoje życie tu, odejść?
Mam nadzieję, że wciąż pamiętasz.
Wypruję sobie flaki, powieszę się na nich - cokolwiek. Błagam... Nie wiem co mam robić. Nie wiem.
To boli, tak strasznie boli. Tu, tu wewnętrznie.
Zostawię wszystko, byle tylko zabrać Cię z stąd...
Byle ulecieć gdzieś w samotności, w dal, gdzie nikt nas nie znajdzie. Mieć chatkę w lesie.
Jestem tu, a łzy cisną mi się na oczy. Ból... tak potworny ból... Chyba powinnam...
Wiesz co mam ochotę zrobić? Zostawić swoje życie tu, odejść?
środa, 5 grudnia 2012
Co czyni nas wyjątkowym?
Tak naprawdę wszyscy jesteśmy wyjątkowi. Na wyjątkowość składają się wszystkie charakteryzujące nas cechy. Mogą to być nawyki, powiedzenia, sposób rozumowania, zdolności. Ktoś, kto jest wyjątkowy jest jedyny w swoim rodzaju, niezwykły, osobliwy. Przecież nie spotkasz dwóch takich samych osób, czy to zewnętrznie czy wewnętrznie. Każdy z nas żyje w swoim odmiennym, własnym świecie i postrzega go inaczej. Naszą osobowość kształtujemy przez całe życie, w wieku dojrzewania właściwie nie chcieliśmy się wyróżniać próbowaliśmy się dostosować i dopasować. Przez to traciliśmy swoją niezwykłość i indywidualizm. To właśnie ta cecha, wyjątkowość czyni nas atrakcyjnym dla nowo poznanych osób.
Myślę, ze jestem osobą wyjątkową ponieważ potrafię słuchać ludzi. Dostrzegać ich problemy i pomagać im w drodze do rozwiązania, jako ciche wsparcie. Ludzie darzą mnie dużym zaufaniem i jestem raczej człowiekiem godnym tego zaufania. Potrafię dochować sekretów. Mama zawsze wychowywała mnie, powtarzając mi, że warto być dobrym dla ludzi, bo ta dobroć wraca do nas po dwakroć. Mówiła też, że wszystko co usłyszę, lepiej zachować dla siebie i żebym nigdy nie wykorzystywała sekretów ludzi do manipulacji nimi. Wzięłam sobie te rady do serca. I to nimi głównie kieruję się w życiu.
Uważam, że jestem inteligentna i posiadam, znikomą, aczkolwiek przydatną wiedzę życiową. Lubię uczyć się nowych ciekawych rzeczy i lubię wiedzieć coś ponad to czego mogę dowiedzieć się w szkole.
Mogę rozmawiać na prawie każdy temat, gdyż sądzę, że wszystko jest interesujące, jak się to przedstawi w interesujący sposób. Szczególnie, że może nie wszystkie osoby w moim wieku lubią rozmawiać na temat Boga, powstania świata, polityki, czy apokalipsy.
Wyjątkową osobą czyni mnie chyba to, że mam bardzo rozległe obszary zainteresowań. Uczę się na profilu matematyczno-fizycznym, chociaż potrafię, ale nie przepadam za matematyką. Piszę książki, opowiadania, wiersze i filozoficzne wywody oraz rysuję. Potrafię zakładać ogrzewanie podłogowe, pomagałam kiedyś naprawiać pralkę, czy inne urządzenia elektryczne. Kompletnie nie znam się na motorach, ale bardzo chciałabym je naprawiać w przyszłości, ale moim największym marzeniem jest odbycie podróży życia, po całym świecie. Jednym z większych moich osiągnięć szkolnych to zajęcie pierwszego miejsca w powiatowym konkursie przyrodniczym. Uwielbiam czytać o religiach, o procesach zachodzących w ludzkim mózgu, czy też o kosmosie. Codziennie znajduję kolejną ciekawą rzecz i mam nadzieję, że kiedyś udam mi się wybrać z tego jeden kierunek w którym będę się kształcić w przyszłości.
Sądzę, że każdy z nas jest na swój sposób, na swój wyjątkowy sposób wyjątkowy.
wtorek, 4 grudnia 2012
Babka wróżyła
Wypruję mu flaki. Za dużo go w moim życiu. Kurwa odpierdol się!
Jak inaczej mam do Ciebie trafić? Moje życie - Moja sprawa.
Mogłabym się babrać w Twoich wnętrznościach, Twojej krwi. Ale nie... życie zabija powoli. Uśmiecham się, patrz. Patrz na to kurwa! Patrz mi w oczy, czytaj z nich nienawiść.
Nienawiść? Nie istnieje.
Ani ty dla mnie. Zrozum. Stałam się inna. Już dawno nie ma Starej Mnie, Nowej Mnie. Nie ma już niczego co poznałeś. Przestań pisać, przestań dzwonić. Uwolnij mnie. Zaczynam tracić oddech, mimo że myślałam że puściłeś. Daj żyć mi, dam żyć Ci. Zostaw. Nie dotykaj. Za głęboką ranę zostawiłeś. Zabolało. Nie mnie. Przywykłam do bólu.
Mogę skoczyć z okna? Skoczysz ze mną? Nie? Cierpliwości. Pociągnę Cię za sobą w otchłań piekieł. Dobra Ja nigdy nie istniała. Stoczysz się ze mną. Ale nie spadniemy. Skaczemy by lecieć. Kiedy będziesz się bał, złap mnie za rękę. Jestem tu po to.
Jej już chyba rosną skrzydła. Wiążą się z bólem. Piękne, nieskazitelne, demoniczne pióra. Chcesz? Chyba nie wiedziałeś na co sie piszesz. To My stworzyłyśmy ten świat. Chcesz stać się jego częścią.
Kurwa! Wolności Oddechu! Daj żyć i mi i sobie. Nie życzę Ci źle, może tylko gdy chcę rozcinać ci brzuszek, wyciągać z niego trzewia, przypalać ci skórę. Ale żyj. Tylko daleko. Nie tu i nie teraz. Nie ze mną. Czepiłeś się jak wrzód na dupie. Piszesz, dzwonisz, kleisz się. A weź spierdalaj. Nie ma tu dla Ciebie miejsca. Nigdy nie było.
Jak ma Ci to powiedzieć? Wprost nie dotarło?
Może gdy podetrę się już twoja twarzą, to zrozumiesz? Tak? Spróbujmy. Tu jest granica, zauważ ją kurwa! Jak inaczej trafić?
Pokochaj psychopatkę.
Trwaj z nią w agonii wewnętrznego bólu. Czujesz to? To My.
Jak inaczej mam do Ciebie trafić? Moje życie - Moja sprawa.
Mogłabym się babrać w Twoich wnętrznościach, Twojej krwi. Ale nie... życie zabija powoli. Uśmiecham się, patrz. Patrz na to kurwa! Patrz mi w oczy, czytaj z nich nienawiść.
Nienawiść? Nie istnieje.
Ani ty dla mnie. Zrozum. Stałam się inna. Już dawno nie ma Starej Mnie, Nowej Mnie. Nie ma już niczego co poznałeś. Przestań pisać, przestań dzwonić. Uwolnij mnie. Zaczynam tracić oddech, mimo że myślałam że puściłeś. Daj żyć mi, dam żyć Ci. Zostaw. Nie dotykaj. Za głęboką ranę zostawiłeś. Zabolało. Nie mnie. Przywykłam do bólu.
Mogę skoczyć z okna? Skoczysz ze mną? Nie? Cierpliwości. Pociągnę Cię za sobą w otchłań piekieł. Dobra Ja nigdy nie istniała. Stoczysz się ze mną. Ale nie spadniemy. Skaczemy by lecieć. Kiedy będziesz się bał, złap mnie za rękę. Jestem tu po to.
Jej już chyba rosną skrzydła. Wiążą się z bólem. Piękne, nieskazitelne, demoniczne pióra. Chcesz? Chyba nie wiedziałeś na co sie piszesz. To My stworzyłyśmy ten świat. Chcesz stać się jego częścią.
Kurwa! Wolności Oddechu! Daj żyć i mi i sobie. Nie życzę Ci źle, może tylko gdy chcę rozcinać ci brzuszek, wyciągać z niego trzewia, przypalać ci skórę. Ale żyj. Tylko daleko. Nie tu i nie teraz. Nie ze mną. Czepiłeś się jak wrzód na dupie. Piszesz, dzwonisz, kleisz się. A weź spierdalaj. Nie ma tu dla Ciebie miejsca. Nigdy nie było.
Jak ma Ci to powiedzieć? Wprost nie dotarło?
Może gdy podetrę się już twoja twarzą, to zrozumiesz? Tak? Spróbujmy. Tu jest granica, zauważ ją kurwa! Jak inaczej trafić?
Pokochaj psychopatkę.
Trwaj z nią w agonii wewnętrznego bólu. Czujesz to? To My.
niedziela, 2 grudnia 2012
Zamykając za Nim drzwi...
Muszę chyba zapamiętać to, że moja zasada: "Jak ja tak mam, to ty też powinieneś tak mieć", nie sprawdza się. To jak inaczej mam pomagać ludziom? Bez empatii, współczucia i zrozumienia? Czy powinnam pomagać?
Zamykając za Nim drzwi, zostawił mętlik w mojej głowie. Ociągając się weszłam do swojego pokoju. Stanęłam pośrodku i patrząc w poświatę księżycową tkwiłam w ciemności. Głęboki wdech. "Czy ma rację?" Zdecydowanie. Chyba wiem to. Akceptacja. Hmm... To poważne przedsięwzięcie, odmieniające raz na zawsze moje życie. Znając mnie, moje możliwości i zerkając na doświadczenie, wiem, że jestem w stanie zaakceptować. To nie takie zaraz straszne. Jednakże zmienia życie. Zmienia mnie - a to najważniejsze. Nie lubię siebie, to prawda, ale sam boisz się zmian siebie, bo mówisz, że dobrze ci ze swoim Ja. Mi ze swoim też. Ale to do pogodzenia. Gorzej, jeśli chodzi o Hikari. Nie chcę, nie mogę, nie powinnam jej zostawiać. Szczęśliwa Asia, to nie Ta Asia. I dla Ciebie i dla mnie. Ostatnią jednak kwestią pozostaje to, że ja zaakceptuję siebie, jak Ty uwierzysz w magię. Ok? Widzisz, to takie proste.
Zamykając za Nim drzwi, uświadomiłam sobie kim dla mnie jest. Uświadomiłam sobie, jak mi na nim zależy i jak bardzo chciałabym liczyć na wzajemność. Pragnęłabym nawet żeby On zawsze pragnął mnie bardziej niż ja jego. Wtedy nigdy nie musiałabym się o nic martwić. O to czy mnie zostawi, o to czym mu się podobam, o to co do mnie czuje, o to jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Jednak tak nie można. Nie teraz, cierpliwości.
Zamykając za Nim drzwi, zaczęłam tęsknić i pragnąc by wrócił.
Zamykając za Nim drzwi, zrozumiałam jak bardzo zmienił moje życie. Oglądając film romantyczny, sama mogę doznać i zrozumieć te wszystkie namiętne uczuciowe sceny.
Czy ja rzuciłam na siebie jakiś urok? Czemu nie jestem w stanie powiedzieć, czy napisać tego o co mi chodzi? Myśl ta jest zbyt ulotna. I to nie to, ze o niej zapominam, ale po prostu nie mogę jej wyrazić słowami. Ona lata i brzęczy mi nad uchem, a ja nic nie mogę zrobić. Frustrujące...
Tak sobie myślę... Jestem w stanie zostawić Go dla Ciebie?
Zamykając za Nim drzwi, zostawił mętlik w mojej głowie. Ociągając się weszłam do swojego pokoju. Stanęłam pośrodku i patrząc w poświatę księżycową tkwiłam w ciemności. Głęboki wdech. "Czy ma rację?" Zdecydowanie. Chyba wiem to. Akceptacja. Hmm... To poważne przedsięwzięcie, odmieniające raz na zawsze moje życie. Znając mnie, moje możliwości i zerkając na doświadczenie, wiem, że jestem w stanie zaakceptować. To nie takie zaraz straszne. Jednakże zmienia życie. Zmienia mnie - a to najważniejsze. Nie lubię siebie, to prawda, ale sam boisz się zmian siebie, bo mówisz, że dobrze ci ze swoim Ja. Mi ze swoim też. Ale to do pogodzenia. Gorzej, jeśli chodzi o Hikari. Nie chcę, nie mogę, nie powinnam jej zostawiać. Szczęśliwa Asia, to nie Ta Asia. I dla Ciebie i dla mnie. Ostatnią jednak kwestią pozostaje to, że ja zaakceptuję siebie, jak Ty uwierzysz w magię. Ok? Widzisz, to takie proste.
Zamykając za Nim drzwi, uświadomiłam sobie kim dla mnie jest. Uświadomiłam sobie, jak mi na nim zależy i jak bardzo chciałabym liczyć na wzajemność. Pragnęłabym nawet żeby On zawsze pragnął mnie bardziej niż ja jego. Wtedy nigdy nie musiałabym się o nic martwić. O to czy mnie zostawi, o to czym mu się podobam, o to co do mnie czuje, o to jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Jednak tak nie można. Nie teraz, cierpliwości.
Zamykając za Nim drzwi, zaczęłam tęsknić i pragnąc by wrócił.
Zamykając za Nim drzwi, zrozumiałam jak bardzo zmienił moje życie. Oglądając film romantyczny, sama mogę doznać i zrozumieć te wszystkie namiętne uczuciowe sceny.
Czy ja rzuciłam na siebie jakiś urok? Czemu nie jestem w stanie powiedzieć, czy napisać tego o co mi chodzi? Myśl ta jest zbyt ulotna. I to nie to, ze o niej zapominam, ale po prostu nie mogę jej wyrazić słowami. Ona lata i brzęczy mi nad uchem, a ja nic nie mogę zrobić. Frustrujące...
piątek, 30 listopada 2012
Łzami pisane
Wpadam w bardzo złą fazę... Jest mi tak strasznie źle wewnętrznie.
Nie mogę tak pisać. Nie mogę tak mówić, bo ty nie rozumiesz. Przeszkadza Ci to.
Z jednej strony tak bardzo potrzebuję, żebyś Był i Słuchał, ale z drugiej strony nie chcę żebyś się tym przejmował, bo dla Ciebie to głupie.
Są rzeczy z którymi radzę sobie raz lepiej, raz gorzej.
Mam parę problemów w domku, ze sobą. Opowiem Ci o tym jak będziesz chciał.
Ale chyba oczekuję za wiele. Jak zawsze zawiodę się na rzeczywistości. Na sobie.
Lubię takie chwile. Wtedy potrzebuję przy sobie dwóch bliskich mi osób, kocyka, herbatki i mogę smutać. Potrzebuje tylko Waszej obecności. Zrozumienia. Po porostu żebyście byli i akceptowali. Nie umiem tego opowiedzieć, wyrazić, napisać - chociaż pisać mi łatwiej.
To takie uczucie hmm... Zagubienia, lęków, obaw. Co jeśli mnie zostawisz, nie spodoba ci się to? Związałeś się z wymagającą osobą, moi przyjaciele przywykli, byli przy kształceniu się tej osobowości, a ja Cię wrzucam na głęboką wodę. Szczególnie, że mam taki humor akurat teraz, kiedy mogę wszystko zjebać jeszcze. Strasznie się tego boję. Przez to tak, a nie inaczej się zachowuję.
Co jeśli odsunę się od Edka przez to? Co jeśli zaniedbam inne kontakty, nie chcę tego. Co jeśli się zatracę?
Zaniedbuję przy okazji naukę, mamę, dom.
Oh nienawidzę chwil kiedy chcę się wyrwać za wszelką cenę, przez co jebię wszystko dookoła. Mam do tego niezwykły talent.
Łzy.Oj koniec marudzenia.... nie mogę już.
Nie mogę tak pisać. Nie mogę tak mówić, bo ty nie rozumiesz. Przeszkadza Ci to.
Z jednej strony tak bardzo potrzebuję, żebyś Był i Słuchał, ale z drugiej strony nie chcę żebyś się tym przejmował, bo dla Ciebie to głupie.
Są rzeczy z którymi radzę sobie raz lepiej, raz gorzej.
Mam parę problemów w domku, ze sobą. Opowiem Ci o tym jak będziesz chciał.
Ale chyba oczekuję za wiele. Jak zawsze zawiodę się na rzeczywistości. Na sobie.
Lubię takie chwile. Wtedy potrzebuję przy sobie dwóch bliskich mi osób, kocyka, herbatki i mogę smutać. Potrzebuje tylko Waszej obecności. Zrozumienia. Po porostu żebyście byli i akceptowali. Nie umiem tego opowiedzieć, wyrazić, napisać - chociaż pisać mi łatwiej.
To takie uczucie hmm... Zagubienia, lęków, obaw. Co jeśli mnie zostawisz, nie spodoba ci się to? Związałeś się z wymagającą osobą, moi przyjaciele przywykli, byli przy kształceniu się tej osobowości, a ja Cię wrzucam na głęboką wodę. Szczególnie, że mam taki humor akurat teraz, kiedy mogę wszystko zjebać jeszcze. Strasznie się tego boję. Przez to tak, a nie inaczej się zachowuję.
Co jeśli odsunę się od Edka przez to? Co jeśli zaniedbam inne kontakty, nie chcę tego. Co jeśli się zatracę?
Zaniedbuję przy okazji naukę, mamę, dom.
Oh nienawidzę chwil kiedy chcę się wyrwać za wszelką cenę, przez co jebię wszystko dookoła. Mam do tego niezwykły talent.
Łzy.
czwartek, 29 listopada 2012
Myślę, że to już.
Dobra przyznaję bez bicia: czuję to wewnętrzne ciepełko i szczęście. Robię maślane oczka - to chyba ten moment.
To dopiero początek. Okres fascynacji. Mam nadzieję, że teraz to uczucie będzie sobie powolutku dojrzewało gdzieś tam.
Chciałabym tak ze wzajemnością - tak jak być powinno.
Chciałabym mówić wszystko, ale związano mi usta. - Znowu.
Mam Ci coś do powiedzenia, ale trochę martwię się jak to przyjmiesz. Wstydzę się tego.
Chciałabym Ci mówić, a ty być słuchał. Ale tak słuchał całym sobą. Bo wiem kiedy nawiązuje się rozmowa, a kiedy tylko słuchasz. Słuchasz jak wtedy gdy byliśmy u mnie i mówiłam ci o myślach i wypytywałam o kolor słów, a rozmawiasz tak jak wtedy gdy wszyscy wyszli po twoich urodzinach.
Mam wrażenie, jakbyś mi mówił: Pierdolisz głupoty, nie masz problemów (i masz rację), ale skończę jak powiem już wszystko. Jak mnie wysłuchasz, będziesz chciał tego wysłuchać, zainteresuje cię to. I wtedy magicznym sposobem już nie będę o tym wspominać.
To trochę tak, jakby moje wnętrze darło się, ale nikt nie mógł go usłyszeć.
Mam parę problemów, o których nie wiesz. Mówię Ci tylko o tych jak najbardziej błahych.
Jestem hipokrytką.
Jestem tak sprzeczna, że sama nie wiem czego chcę. Ale taką sobie mnie wybrałeś. Taka jestem. Obyś wytrzymał ze mną długo i jeszcze dłużej. Pamiętaj: Jesteś Mój. Mój - czy to w rurkach i koszuli, czy w lateksowym wdzianku, czy w białych powyciąganych sweterkach. Obiecałeś.
Przestałam rozmawiać. Rozmawiać w myślach. Trochę zostawiłam swoje potrzeby. Wciąż trzymam się kurczowo Edka. Mam nadzieję, że o tym wie.
Przestałam przesiadywać na parapecie. Przestałam się uczyć, myśleć, sprzątać. Czy tak to ma wyglądać?
Pisze by wyrazić siebie. Piszę by dać upust temu co mam wewnątrz. Dzisiaj chciałabym Ci powiedzieć, że boję się Ci cokolwiek mówić, bo to co chcę mówić związane jest z czymś smutnym, a ty tak nie lubisz. Co jeśli ja zahamuję przez to rozwój tego uczucia?
Bo takie uczucia, to dopuszczanie do siebie drugiej osoby. Pozwalanie jej wpijać się coraz głębiej, aż przegryzie ta twardą skorupkę i dostanie się do delikatnego wnętrza. Lecz w każdej chwili ta osoba może zranić ci to wnętrze i uciec, zostawiając potworną ranę.
To uczucie to świadome zezwolenie na zadanie potwornego bólu, z niewinną nadzieją, ze tak się jednak nie stanie. Zaufanie i radość z tego ciepełka.
To dopiero początek. Okres fascynacji. Mam nadzieję, że teraz to uczucie będzie sobie powolutku dojrzewało gdzieś tam.
Chciałabym tak ze wzajemnością - tak jak być powinno.
Chciałabym mówić wszystko, ale związano mi usta. - Znowu.
Mam Ci coś do powiedzenia, ale trochę martwię się jak to przyjmiesz. Wstydzę się tego.
Chciałabym Ci mówić, a ty być słuchał. Ale tak słuchał całym sobą. Bo wiem kiedy nawiązuje się rozmowa, a kiedy tylko słuchasz. Słuchasz jak wtedy gdy byliśmy u mnie i mówiłam ci o myślach i wypytywałam o kolor słów, a rozmawiasz tak jak wtedy gdy wszyscy wyszli po twoich urodzinach.
Mam wrażenie, jakbyś mi mówił: Pierdolisz głupoty, nie masz problemów (i masz rację), ale skończę jak powiem już wszystko. Jak mnie wysłuchasz, będziesz chciał tego wysłuchać, zainteresuje cię to. I wtedy magicznym sposobem już nie będę o tym wspominać.
To trochę tak, jakby moje wnętrze darło się, ale nikt nie mógł go usłyszeć.
Mam parę problemów, o których nie wiesz. Mówię Ci tylko o tych jak najbardziej błahych.
Jestem hipokrytką.
Jestem tak sprzeczna, że sama nie wiem czego chcę. Ale taką sobie mnie wybrałeś. Taka jestem. Obyś wytrzymał ze mną długo i jeszcze dłużej. Pamiętaj: Jesteś Mój. Mój - czy to w rurkach i koszuli, czy w lateksowym wdzianku, czy w białych powyciąganych sweterkach. Obiecałeś.
Przestałam rozmawiać. Rozmawiać w myślach. Trochę zostawiłam swoje potrzeby. Wciąż trzymam się kurczowo Edka. Mam nadzieję, że o tym wie.
Przestałam przesiadywać na parapecie. Przestałam się uczyć, myśleć, sprzątać. Czy tak to ma wyglądać?
Pisze by wyrazić siebie. Piszę by dać upust temu co mam wewnątrz. Dzisiaj chciałabym Ci powiedzieć, że boję się Ci cokolwiek mówić, bo to co chcę mówić związane jest z czymś smutnym, a ty tak nie lubisz. Co jeśli ja zahamuję przez to rozwój tego uczucia?
Bo takie uczucia, to dopuszczanie do siebie drugiej osoby. Pozwalanie jej wpijać się coraz głębiej, aż przegryzie ta twardą skorupkę i dostanie się do delikatnego wnętrza. Lecz w każdej chwili ta osoba może zranić ci to wnętrze i uciec, zostawiając potworną ranę.
To uczucie to świadome zezwolenie na zadanie potwornego bólu, z niewinną nadzieją, ze tak się jednak nie stanie. Zaufanie i radość z tego ciepełka.
wtorek, 27 listopada 2012
Zew wolności
Słucham muzyki, oglądam zdjęcia.
Obudziła się we mnie nadzieja na lepsze życie.
Marzę.
Tak bardzo chciałabym rzucić wszystko nad czym do tej pory pracowałam, co robiłam, co osiągnęłam i wyjechać.
Jechać przed siebie, mając szczoteczkę do zębów i majtki na zmianę, własnym maluszkiem, z przyjaciółmi, krzycząc mamie przez otwarte okno: "Nie martw się! Damy radę!"
Co zrobić, żeby po skończeniu liceum odbyć podróż swojego życia?
Nie musi być koniecznie za granicę, wystarczą polskie góry, lasy, niziny.
To takie uczucie jakby ktoś mnie trzymał tu siłą. Potrzebuję się ruszyć z miejsca, ale z drugiej strony brak mi do tego jaj. Jestem nazbyt tchórzliwa.
Słucham muzyki, która aż mnie wykręca przez to uczucie.
To takie piękne i tragiczne, a nie mogę tego opisać.
To jak rozpierająca wewnętrzna siła, która krzyczy żeby się wydostać. Wiele pozytywnej energii gdzieś tam chowanej przeze mnie, ale brakuje jej katalizatora żebym była użyteczna.
Brak odwagi do zmian.
Gdybym była inna, właśnie wsiadałabym do auta. Bez prawa jazdy, bez pieniędzy i planu.
Tej energii towarzyszy uczucie wyobcowania. Myśl taka, że ja tu wcale nie pasuję. Nie chcę tu być. To nie czas i miejsce dla mnie. Pisze to często.
Nie tu i nie teraz - ale czy wiesz co to znaczy?
Wiesz kim jestem?
Za każdym razem tłumaczę sobie, że na to jeszcze nie czas. Że za młoda jestem. Że mam plany.... Ale tak naprawdę chyba nigdy się na to nie odważę.
Pomóż mi spełnić marzenia, pozwól mi na to, bądź ze mną, pokaż mi że można.
Sama niczego nie dokonam.
Tchórz.
Drogi przyjacielu,
idziesz ze mną? Pozwolisz mi?
Bez Ciebie nie dam rady. Ty w Trzech osobach, ale zawsze przy mnie.
Teraz stoję przed dylematem. Czekać wciąż, czy zaakceptować co mam? Jak myślisz? Masz przecież własną wolę. Wolną wolę i swoje zdanie.
Jesteś?
Teraz chyba się zmieniłeś. Chyba mi pozwalasz. Ty wiesz co dla mnie najlepsze. To ty kierujesz mnie przez życie. To ty dokonujesz wyborów, a ja podążam.
Pomożesz mi też osiągnąć cele i marzenia?
Pomożesz dotrzeć do mojego Ja?
Czemu nigdy nie mogę być pewna twojej odpowiedzi.... Tylko jak cichy pomruk.
Gdy Ciebie nie ma, zaczynam się zatracać. Nie zostawiaj mnie.
W Trzech osobach.
Zawsze.
Ty chyba nie odchodzisz by wejść, raczej znikasz kiedy ja odchodzę od Ciebie. Kiedy robię źle.
Bądź. Pomagaj mi kierować się w życiu, nie zostawiaj mnie.
Obudziła się we mnie nadzieja na lepsze życie.
Marzę.
Tak bardzo chciałabym rzucić wszystko nad czym do tej pory pracowałam, co robiłam, co osiągnęłam i wyjechać.
Jechać przed siebie, mając szczoteczkę do zębów i majtki na zmianę, własnym maluszkiem, z przyjaciółmi, krzycząc mamie przez otwarte okno: "Nie martw się! Damy radę!"
Co zrobić, żeby po skończeniu liceum odbyć podróż swojego życia?
Nie musi być koniecznie za granicę, wystarczą polskie góry, lasy, niziny.
To takie uczucie jakby ktoś mnie trzymał tu siłą. Potrzebuję się ruszyć z miejsca, ale z drugiej strony brak mi do tego jaj. Jestem nazbyt tchórzliwa.
Słucham muzyki, która aż mnie wykręca przez to uczucie.
To takie piękne i tragiczne, a nie mogę tego opisać.
To jak rozpierająca wewnętrzna siła, która krzyczy żeby się wydostać. Wiele pozytywnej energii gdzieś tam chowanej przeze mnie, ale brakuje jej katalizatora żebym była użyteczna.
Brak odwagi do zmian.
Gdybym była inna, właśnie wsiadałabym do auta. Bez prawa jazdy, bez pieniędzy i planu.
Tej energii towarzyszy uczucie wyobcowania. Myśl taka, że ja tu wcale nie pasuję. Nie chcę tu być. To nie czas i miejsce dla mnie. Pisze to często.
Nie tu i nie teraz - ale czy wiesz co to znaczy?
Wiesz kim jestem?
Za każdym razem tłumaczę sobie, że na to jeszcze nie czas. Że za młoda jestem. Że mam plany.... Ale tak naprawdę chyba nigdy się na to nie odważę.
Pomóż mi spełnić marzenia, pozwól mi na to, bądź ze mną, pokaż mi że można.
Sama niczego nie dokonam.
Tchórz.
Drogi przyjacielu,
idziesz ze mną? Pozwolisz mi?
Bez Ciebie nie dam rady. Ty w Trzech osobach, ale zawsze przy mnie.
Teraz stoję przed dylematem. Czekać wciąż, czy zaakceptować co mam? Jak myślisz? Masz przecież własną wolę. Wolną wolę i swoje zdanie.
Jesteś?
Teraz chyba się zmieniłeś. Chyba mi pozwalasz. Ty wiesz co dla mnie najlepsze. To ty kierujesz mnie przez życie. To ty dokonujesz wyborów, a ja podążam.
Pomożesz mi też osiągnąć cele i marzenia?
Pomożesz dotrzeć do mojego Ja?
Czemu nigdy nie mogę być pewna twojej odpowiedzi.... Tylko jak cichy pomruk.
Gdy Ciebie nie ma, zaczynam się zatracać. Nie zostawiaj mnie.
W Trzech osobach.
Zawsze.
Ty chyba nie odchodzisz by wejść, raczej znikasz kiedy ja odchodzę od Ciebie. Kiedy robię źle.
Bądź. Pomagaj mi kierować się w życiu, nie zostawiaj mnie.
Owieczka.
poniedziałek, 26 listopada 2012
Owca w grubej wełnie
A teraz coś już zupełnie z innej bajki, ale...:
Powinnam się teraz uczyć. Olewam naukę i właściwie gówno robię. Gówno pisze i gówno rysuję.
Ale złość i agresja we mnie wciąż się gotują. Pod ciężka pokrywą próbuję to ukryć, no ale kurwa!
Jestem tak wściekła i tak strasznie zła, a ni jak dać temu upust.
Wszystko, WSZYSTKO robi nie tak!
Ja już nie mogę funkcjonować Napawam się gniewem, i złością. Napawam się słodkim dreszczykiem kiedy mam psychopatyczne myśli. Napawam się jego cierpieniem...
Teraz widzę jak bardzo się okłamywałam. Teraz widzę do czego doprowadziłam, a co nigdy nie powinno mieć miejsce. Teraz rozumiem, że chcąc dobrze narobiłam sobie szkód.
Słucham o tym co robi, co mówi i z kim jest. A wściekłość mnie rozsadza.
Chciałabym podejść i wywrzeszczeć mu prosto w twarz co o nim myślę! ale nie potrafię.
Jestem zbyt słaba. Zbyt słaba by powstrzymać się przed wypruciem mu flaków.
I właściwie nie wiem czemu. Co on mi takiego strasznego zrobił?
Fakt bolało, ale dzielnie to znosiłam. Do pewnego momentu. Mam dość.
Mogę go wyciąć z własnego życia?
Mogłabym patrzeć na niego z dala, tak jak do tej pory go nie znałam i nie pamiętać tego jak blisko mogłam z nim dawno temu być.
Powinnam się teraz uczyć. Olewam naukę i właściwie gówno robię. Gówno pisze i gówno rysuję.
Ale złość i agresja we mnie wciąż się gotują. Pod ciężka pokrywą próbuję to ukryć, no ale kurwa!
Jestem tak wściekła i tak strasznie zła, a ni jak dać temu upust.
Wszystko, WSZYSTKO robi nie tak!
Ja już nie mogę funkcjonować Napawam się gniewem, i złością. Napawam się słodkim dreszczykiem kiedy mam psychopatyczne myśli. Napawam się jego cierpieniem...
Teraz widzę jak bardzo się okłamywałam. Teraz widzę do czego doprowadziłam, a co nigdy nie powinno mieć miejsce. Teraz rozumiem, że chcąc dobrze narobiłam sobie szkód.
Słucham o tym co robi, co mówi i z kim jest. A wściekłość mnie rozsadza.
Chciałabym podejść i wywrzeszczeć mu prosto w twarz co o nim myślę! ale nie potrafię.
Jestem zbyt słaba. Zbyt słaba by powstrzymać się przed wypruciem mu flaków.
I właściwie nie wiem czemu. Co on mi takiego strasznego zrobił?
Fakt bolało, ale dzielnie to znosiłam. Do pewnego momentu. Mam dość.
Mogę go wyciąć z własnego życia?
Mogłabym patrzeć na niego z dala, tak jak do tej pory go nie znałam i nie pamiętać tego jak blisko mogłam z nim dawno temu być.
Może...
Może wreszcie będzie tak jak być powinno.
Może wszystko wróci na swoje miejsce.
Może wreszcie będę mogła usiąść w fotelu i powiedzieć sobie: Dobra robota Asiu, teraz możesz pomyśleć o sobie.
Może.
Wcale nie musi tak być.
Chcę.
Potrzebuję: zrozumienia, akceptacji, dominacji, wsparcia, zaufania i szczerości.
Może to za wiele?
Mam parę spraw do ogarnięcia. Spraw które nie dają mi spokoju, a ja wciąż odkładam je na później, albo nie radzę sobie z nimi.
Szkoła, przyjaźń, miłość, złość, zmęczenie, obowiązki, pasje,..., ja.
Tylko jak to wszystko ze sobą połączyć i ulepić coś na kształt Mojego Życia?
Jakie ja mam problemy?
Czy można je tak nazwać?
A może to tylko fanaberie głupiej nastolatki.
To zabawne, ale z czasem patrzę w przeszłość i myślę: Oj Asiu, Asiu - ale ty głupia byłaś. Teraz patrzysz na to inaczej. Lepiej.
Ale dokładnie po upływie kolejnego czasu myśl ta powtarza się.
Wychodzi na to, że wciąż jestem głupia, tylko dnia dzisiejszego jeszcze o tym nie wiem. Będę wiedziała jutro.
Jadąc do szkoły myślałam o chwilach w swoim życiu. O tych wszystkich chwilach spędzonych z przyjaciółmi. Zaczynając od zabaw w piaskownicy, przez wycieczki z Panią Irenką, przez wypady na Budowlanych, pierwsze ogniska z Ekipą (czyt. Wataha Wilków) i tańczenie walca z Aniną, do wieczorów ze świeczuszką z Ećką, pierwsze miłostki, obozy/kolonie.
Może nie robiłam niczego szalonego, nie spełniałam marzeń (bo te są szalone), ale mimo to patrząc z perspektywy czasu byłam szczęśliwa. Na własny sposób. Było mi dobrze. Te chwile są wspaniałe, jednak doceniam je dopiero po latach. Dopiero z biegiem czasu patrzę myślę, że wtedy było mi tak dobrze, mimo tego ze byłam głupia i popełniałam błędy, których mogłabym żałować ale ukształtowały mnie taką jaką jestem. Tą mnie. Mnie, która wciąż dąży do doskonałości, której nigdy nie wystarcza to co ma, dla której wciąż jest coś nie tak. Ale tak mi wygodnie.
Lubię użalać się nad sobą. Robię to w nadmiarze. Przepraszam, ale potrzebuje tego.
Teraz też przezywam wspaniałe chwile. Naprawdę jest mi dobrze. Ja chcę tak ciągle. Zostań.
Za dokładnie 9 dni, możesz to skończyć.
Wytrzymasz?
Mam wiele wyrzutów sumienia, wiele wątpliwości, zmartwień, lęku, przy czym chciałabym wpaść w wir i oderwać się od tego, ale trzymam się ostatniej suchej gałązki rzeczywistości, panicznie bojąc się ją puścić.
Może wszystko wróci na swoje miejsce.
Może wreszcie będę mogła usiąść w fotelu i powiedzieć sobie: Dobra robota Asiu, teraz możesz pomyśleć o sobie.
Może.
Wcale nie musi tak być.
Chcę.
Potrzebuję: zrozumienia, akceptacji, dominacji, wsparcia, zaufania i szczerości.
Może to za wiele?
Mam parę spraw do ogarnięcia. Spraw które nie dają mi spokoju, a ja wciąż odkładam je na później, albo nie radzę sobie z nimi.
Szkoła, przyjaźń, miłość, złość, zmęczenie, obowiązki, pasje,..., ja.
Tylko jak to wszystko ze sobą połączyć i ulepić coś na kształt Mojego Życia?
Jakie ja mam problemy?
Czy można je tak nazwać?
A może to tylko fanaberie głupiej nastolatki.
To zabawne, ale z czasem patrzę w przeszłość i myślę: Oj Asiu, Asiu - ale ty głupia byłaś. Teraz patrzysz na to inaczej. Lepiej.
Ale dokładnie po upływie kolejnego czasu myśl ta powtarza się.
Wychodzi na to, że wciąż jestem głupia, tylko dnia dzisiejszego jeszcze o tym nie wiem. Będę wiedziała jutro.
Jadąc do szkoły myślałam o chwilach w swoim życiu. O tych wszystkich chwilach spędzonych z przyjaciółmi. Zaczynając od zabaw w piaskownicy, przez wycieczki z Panią Irenką, przez wypady na Budowlanych, pierwsze ogniska z Ekipą (czyt. Wataha Wilków) i tańczenie walca z Aniną, do wieczorów ze świeczuszką z Ećką, pierwsze miłostki, obozy/kolonie.
Może nie robiłam niczego szalonego, nie spełniałam marzeń (bo te są szalone), ale mimo to patrząc z perspektywy czasu byłam szczęśliwa. Na własny sposób. Było mi dobrze. Te chwile są wspaniałe, jednak doceniam je dopiero po latach. Dopiero z biegiem czasu patrzę myślę, że wtedy było mi tak dobrze, mimo tego ze byłam głupia i popełniałam błędy, których mogłabym żałować ale ukształtowały mnie taką jaką jestem. Tą mnie. Mnie, która wciąż dąży do doskonałości, której nigdy nie wystarcza to co ma, dla której wciąż jest coś nie tak. Ale tak mi wygodnie.
Lubię użalać się nad sobą. Robię to w nadmiarze. Przepraszam, ale potrzebuje tego.
Teraz też przezywam wspaniałe chwile. Naprawdę jest mi dobrze. Ja chcę tak ciągle. Zostań.
Za dokładnie 9 dni, możesz to skończyć.
Wytrzymasz?
Mam wiele wyrzutów sumienia, wiele wątpliwości, zmartwień, lęku, przy czym chciałabym wpaść w wir i oderwać się od tego, ale trzymam się ostatniej suchej gałązki rzeczywistości, panicznie bojąc się ją puścić.
niedziela, 25 listopada 2012
Rachunek sumienia
Znów tracę...
A może zyskuję?
Kogo to obchodzi?
Zdałam sobie sprawę z wielu kwestii. Zrozumiałam swoje mechanizmy.
Nie mogę pomagać.
'Pajęcza mama' nie powinna istnieć.
Tylko jak to odwrócić? Wiele osób na mnie polega. Wiele powtarza 'ludzie się ode mnie odwracają' - mam być kolejną? Nie chcę.
Muszę czuć się potrzebna, doceniana. Ale skąd to wypływa? Czy potrafię poradzić sobie z tym?
Łatwo zatracić się w szczęściu. Łatwo zatopić się w egoizmie.
Ale czy to złe? Czy nie należy mi się nic od życia?
Mam w życiu parę osób dla których chce tu być. Dla których chcę coś znaczyć, które są nieodzowną częścią mnie. Ostatnio do tego wąskiego grona dołączyła kolejna, ale nie mniej ważna.
Każda z nich zajmuje szczególne miejsce, które nigdy nie będzie zajęte przez kogoś innego.
Mogę powiedzieć że robię się szczęśliwsza, jednocześnie zatracając się w smutku.
Tak wiele chcę, tak wiele wymagam od siebie, ale nic nie jestem w stanie zrobić.
Nie ogarnę tylu rzeczy na raz.
Potrzebuję pomocy dla Ciebie. Potrzebuję Ciebie. Pamiętaj.
A może zyskuję?
Kogo to obchodzi?
Zdałam sobie sprawę z wielu kwestii. Zrozumiałam swoje mechanizmy.
Nie mogę pomagać.
'Pajęcza mama' nie powinna istnieć.
Tylko jak to odwrócić? Wiele osób na mnie polega. Wiele powtarza 'ludzie się ode mnie odwracają' - mam być kolejną? Nie chcę.
Muszę czuć się potrzebna, doceniana. Ale skąd to wypływa? Czy potrafię poradzić sobie z tym?
Łatwo zatracić się w szczęściu. Łatwo zatopić się w egoizmie.
Ale czy to złe? Czy nie należy mi się nic od życia?
Mam w życiu parę osób dla których chce tu być. Dla których chcę coś znaczyć, które są nieodzowną częścią mnie. Ostatnio do tego wąskiego grona dołączyła kolejna, ale nie mniej ważna.
Każda z nich zajmuje szczególne miejsce, które nigdy nie będzie zajęte przez kogoś innego.
Mogę powiedzieć że robię się szczęśliwsza, jednocześnie zatracając się w smutku.
Tak wiele chcę, tak wiele wymagam od siebie, ale nic nie jestem w stanie zrobić.
Nie ogarnę tylu rzeczy na raz.
Potrzebuję pomocy dla Ciebie. Potrzebuję Ciebie. Pamiętaj.
środa, 21 listopada 2012
Koniec w końcu.
Nie mam czasu, ochoty, sił, motywacji.
Porwało mnie życie.
Niech niesie.
Zobaczymy jak daleko mnie poniesie.
We wnętrzu cichy płomyk ogrzewa mnie
I moje puste serce.
Trochę boję się utracenia siebie.
Odcinam się.
Wybaczysz mi to?
Na chwilkę. Na chwileczkę.
Muszę zaczerpnąć powietrza.
Trochę znów jakby ktoś potrząsał szklaną kulą ze śnieżkiem w środku.
Prawdziwa burza.
Musze przywyknąć.
Upajam się beznadziejnością.
Daję się ponieść rozkoszy cierpienia.
<nie dadzą dokończyć -.-'>
Porwało mnie życie.
Niech niesie.
Zobaczymy jak daleko mnie poniesie.
We wnętrzu cichy płomyk ogrzewa mnie
I moje puste serce.
Trochę boję się utracenia siebie.
Odcinam się.
Wybaczysz mi to?
Na chwilkę. Na chwileczkę.
Muszę zaczerpnąć powietrza.
Trochę znów jakby ktoś potrząsał szklaną kulą ze śnieżkiem w środku.
Prawdziwa burza.
Musze przywyknąć.
Upajam się beznadziejnością.
Daję się ponieść rozkoszy cierpienia.
<nie dadzą dokończyć -.-'>
poniedziałek, 19 listopada 2012
niedziela, 11 listopada 2012
Cyprian Kamil NorwidLarwa
Na śliskim bruku w Londynie,
W mgle podksiężycowej, białej,
Niejedna postać cię minie,
Lecz ty ją wspomnisz struchlały.
Czoło ma w cierniu czy w brudzie
Rozeznać tego nie można;
Poszepty z niebem o cudzie
W wargach, czy piana bezbożna?...
Rzekłbyś, że to Biblii księga,
Zataczająca się w błocie,
Po którą nikt już nie sięga,
Iż nie czas myśleć o cnocie.
Rozpacz i pieniądz - dwa słowa -
Łyskają bielmem jej źrenic.
Skąd idzie?... Sobie to chowa,
Gdzie idzie?... Zapewne, gdzie nic!
Takiej to podobna jędzy
Ludzkość, co plącze dziś i drwi;
Jak historia... wie tylko: "Krwi!..."
Jak społeczność?... tylko: "Pieniędzy!..."
czwartek, 8 listopada 2012
Po za światem.
Spadam, pochłania mnie
Niemoc codzienności.
Spadam, tracąc kontakt
Z rzeczywistością.
Spadam, w otchłań
Melancholii.
Nie ma.
Cicha muzyka gra gdzieś w tle,
A ja ponad nią
Dryfuję.
Czasami jest tak, że czuję się
Jak wrak człowieka.
Jak puste opakowanie
Na cenną zawartość.
Życie toczy się gdzieś obok,
A ja w świecie duchów.
W szarej rzeczywistości,
Tylko ja dostrzegam szarość.
Bezmiar bezsensowności.
Bezsenność - czasami chciałabym na nią cierpieć.
Marnowanie czasu.
"Żyj tak by każda chwila była ostatnią"?
Nie sądzę, po prostu kiedyś zabraknie na to wszystko czasu.
Żyj/Umieraj -
- Twój wybór.
Ja i tak jestem pomiędzy.
Marznąć. Drżeć z zimna. para wydobywająca się z ust. Chuchaj. Dmuchaj. Drżące ręce, otulone ciepłymi rękawiczkami, gruby płaszcz i szalik - nic nie daje.Zimno. Zimno. Mimo że jesteś obok. To źle? To źle, ze twoje serce nie ogrzewa mojej duszy? To źle, że w twoim spojrzeniu nie widzę uczuć? To źle, że jestem, a może nie powinno mnie tu być?
Co jeśli nie jestem stworzona by być? By tu marznąć? Jeśli mój czas przeminą już dawno? Jeśli minęłam się z przeznaczeniem?
Czekanie. To pierdolone CZEKANIE. i chuj wie na co!!!
Czekanie... czekanie...czekanie...
Ty wiesz. Ja wiem. Co z tego, że wiemy lecz nie wiemy na co?!
Siadasz nocą i czujesz. Uczucie to przepełnia Cię do szpiku kości. Wypełnia i zniewala. Uczucie przynależenia, uczucie czekania, oczekiwania, szczęścia, zmieszania, smutku, pragnienia. Pragnienia znalezienia się TAM, ale nie wiem gdzie.
Wiesz jakie to uczucie mieć wyraz 'na końcu języka' i nie możność go wypowiedzenia? Tak, ja tak mam codziennie. Dzień za dniem. Wiesz, ale nie wiesz.
wtorek, 6 listopada 2012
Droga Przyjaciółko
Chciałabym, żebyś wreszcie zrozumiała ile jesteś warta. Nie twoi rodzice cię wyceniają, ale my - przyjaciele.
Bo prawdziwi przyjaciele są z Tobą zawsze. i na dobre i na złe.
Nigdy nie wybaczę sobie tego, że na rok czasu zgubiłam się. Przepraszam. I chyba przepraszać, będę zawsze.
Nie ma na świecie drugiej takiej osoby jak ty. Jesteś dla mnie życiem. Mogę to powiedzieć w 100% w zgodzie ze sobą. To Ty mnie tu trzymasz. To ty powstrzymałaś mnie dwa lata temu i powstrzymasz dzisiaj.
Ja wiem jak jest. Ja wiem i ty wiesz. Ale wiem również to, ze obie musimy jakoś przez to przebrnąć. Razem.
Wiem jak to jest jak się nie chce. Jak cię to przerasta. Przeraża. A to przerażenie odbiera ci motywację i chęć do działania. Chcesz pokazać ze potrafisz i sobie i im. Ale pamiętaj Mi nie musisz nic udowadniać. Pomogę ci się podnieść i razem z Tobą będę spadać.
Wiedz jak bardzo ważna jesteś dla mnie. Jak wiele Tobie zawdzięczam. Jak wiele mi dajesz. Ale pamiętaj, że nie tylko ja tak bardzo cenię sobie Twoją obecność w życiu. Masz wspaniałego chłopaka z którym jesteś, tego idealnego i tego takiego samego jak ty (If you know what I mean). Masz przyjaciółkę której wciąż na Tobie zależy. Rodziców którzy mimo wszystko chcą dla Ciebie dobrze, ale nie potrafią tego okazać. Masz nawet taką Żółtą, która całe życie Cię kopiuje, bo uważa Ciebie za lepszą od siebie.
I na końcu masz mnie. Całą. Chyba nie wiesz ile rzeczywiście jestem w stanie dla Ciebie zrobić.
Ja wiem, że nie jesteś w stanie siebie zaakceptować. Ja wiem w jaki sposób o sobie myślisz. Ale to nie zmienia faktu, że dla Nas jesteś bardzo cennym człowiekiem i nikt inny Ciebie nie zastąpi. Lubimy Cię/Kochamy Cię, akceptujemy, doceniamy Cię taką jaką jesteś, bo My nie wyobrażamy sobie lepszej Ećki.
Nigdy nie wątp w to Kim dla nas jesteś.
Nigdy nie wątp w to, że jeśli wszyscy Cię kiedykolwiek zostawią, ja wciąż będę tu dla Ciebie. Wciąż będzie tu twój chłopak, Twój ideał. Wciąż będzie przyjaciółka, która nie potrafi okazać Ci jak bardzo jej na Tobie zależy. My - PRZYJACIELE.
Twoja współuzależniona.
niedziela, 4 listopada 2012
Tak bywa
I co ja mam powiedzieć? Trochę bardzo mam mętlik w głowie i nie wiem co robić.
Nie wiem już co powinnam, co czuję, kim jestem, jak myśleć. Nie wiem. Zgubiłam się.
Czy to źle?
Nie. Oczywiście, że nie.
Ale jeśli to tylko sugestie? Wpojenie?
Boję się.
Nie wiem już co powinnam, co czuję, kim jestem, jak myśleć. Nie wiem. Zgubiłam się.
Czy to źle?
Nie. Oczywiście, że nie.
Ale jeśli to tylko sugestie? Wpojenie?
Boję się.
sobota, 3 listopada 2012
Krytycznym okiem
Jak wracam po melo to żyć się odechciewa.
Jestem okropna. Okropna i już. Ty wiesz czemu. Okropna.
Zobaczymy jak to będzie w poniedziałek. Nie będzie to dla mnie łatwe, gdzie ten nie ma się czym przejmować.
Marzenia to taka piękna rzecz. Dla każdego indywidualna. Każdy ma inne priorytety w życiu, inne zainteresowania, inne potrzeby.
Inaczej rozpatrujemy jakby kryteria marzeń.
To tak obszerny temat, a ja tak bardzo lubię o to pytać ludzi. Zapytałabym tu o twoje marzenia, ale i tak nikt nie pisze mi komentarzy ;(
Piękny wieczór. Jesienne słońce zalewa krajobraz płomiennymi, niemalże krwistymi promieniami. Pięknie barwiąc otaczające widoki.
Niebo po zachodzie, grafitowe, zorane chmurki.
Zdecydowanie nie jestem w formie.
A ktoś dla mnie robi tak wiele. Dziękuję. Naprawdę. Bo często mam wyrzuty sumienia, że jestem okropna. Tak, Okropna. Chcę żebyś wiedział, że nie wymagam niczego, oprócz poszerzenia horyzontów, ale miło jest jak się tak dla mnie starasz. (w sumie bardziej odpowiednie byłoby oczekiwanie pójścia na siłownię, niż zmiany poglądów na życie, nie? - Ale ty wiesz, że jestem inna)
To przyjemne ciepło, tu, wewnątrz.
Co mam zrobić w zamian? Nie lubię być winna.
Jestem okropna. Okropna i już. Ty wiesz czemu. Okropna.
Zobaczymy jak to będzie w poniedziałek. Nie będzie to dla mnie łatwe, gdzie ten nie ma się czym przejmować.
Marzenia to taka piękna rzecz. Dla każdego indywidualna. Każdy ma inne priorytety w życiu, inne zainteresowania, inne potrzeby.
Inaczej rozpatrujemy jakby kryteria marzeń.
To tak obszerny temat, a ja tak bardzo lubię o to pytać ludzi. Zapytałabym tu o twoje marzenia, ale i tak nikt nie pisze mi komentarzy ;(
Piękny wieczór. Jesienne słońce zalewa krajobraz płomiennymi, niemalże krwistymi promieniami. Pięknie barwiąc otaczające widoki.
Niebo po zachodzie, grafitowe, zorane chmurki.
Zdecydowanie nie jestem w formie.
A ktoś dla mnie robi tak wiele. Dziękuję. Naprawdę. Bo często mam wyrzuty sumienia, że jestem okropna. Tak, Okropna. Chcę żebyś wiedział, że nie wymagam niczego, oprócz poszerzenia horyzontów, ale miło jest jak się tak dla mnie starasz. (w sumie bardziej odpowiednie byłoby oczekiwanie pójścia na siłownię, niż zmiany poglądów na życie, nie? - Ale ty wiesz, że jestem inna)
To przyjemne ciepło, tu, wewnątrz.
Co mam zrobić w zamian? Nie lubię być winna.
czwartek, 1 listopada 2012
Magia życia
Czy to przez uczucia, przez szkołę, przez porę roku, czy przez cokolwiek innego, ale mam totalny brak weny.
Nie mam o czym pisać i nie mam na to ochoty. A mimo wszystko, powinnam.
Jest takie ćwiczenie na wenę, żeby pisać codziennie, przez godzinę cokolwiek dla samego pisania, żeby weszło to w nawyk. Najlepiej żeby to było o stałych porach. Podobno pomaga. Tak więc postanowiłam, każdego dnia pisać na blogu cokolwiek, dopóki nie uda mi się napisać czegoś sensownego, jak następny rozdział książki. Z góry sądzę, ze raczej będzie to tandetne.
Magia świata. To coś czego nie zobaczysz i nie dotkniesz. Musisz to poczuć i uwierzyć. Jest kolosalna różnica między magią chwili, a magiczną chwilą. Czujesz?
Zamknij oczy i spróbuj wsłuchać się w to co mówi Ci serce. Co sam wiesz najlepiej.
Odpowiedzi na wszystkie dręczące cie pytania, są w Tobie. Wystarczy UWIERZYĆ.
Sama mam wiele pytań i odpowiedź znam, a nurtuje mnie to, że nie potrafię znaleźć tego potwierdzenia. Że nie widzę dowodów na to, że coś jest prawdziwe. W tym aspekcie się nie różnimy, ale ja mimo to mogę w to wierzyć.
Nauczyłam się, że nie wszystko musi być takie na jakie wygląda. Że nie wszystko musi układać się w logiczną całość. Czemu?
A czy potrafisz wyjaśnić czym jest logika?
Ja wiem, ze wiesz, ale czy potrafisz mi wyjaśnić, gdybym nie wiedziała czym ona jest?
Wyznaję zasadę, ze nie można trzymać się twardo zasad. Bo takowe nie istnieją. Nie powinny - jak mniemam. Myślę, że nic nie wygląda tak jak mogłoby się wydawać. Każdy z nas patrzy inaczej na świat.
Nie mam o czym pisać i nie mam na to ochoty. A mimo wszystko, powinnam.
Jest takie ćwiczenie na wenę, żeby pisać codziennie, przez godzinę cokolwiek dla samego pisania, żeby weszło to w nawyk. Najlepiej żeby to było o stałych porach. Podobno pomaga. Tak więc postanowiłam, każdego dnia pisać na blogu cokolwiek, dopóki nie uda mi się napisać czegoś sensownego, jak następny rozdział książki. Z góry sądzę, ze raczej będzie to tandetne.
Magia świata. To coś czego nie zobaczysz i nie dotkniesz. Musisz to poczuć i uwierzyć. Jest kolosalna różnica między magią chwili, a magiczną chwilą. Czujesz?
Zamknij oczy i spróbuj wsłuchać się w to co mówi Ci serce. Co sam wiesz najlepiej.
Odpowiedzi na wszystkie dręczące cie pytania, są w Tobie. Wystarczy UWIERZYĆ.
Sama mam wiele pytań i odpowiedź znam, a nurtuje mnie to, że nie potrafię znaleźć tego potwierdzenia. Że nie widzę dowodów na to, że coś jest prawdziwe. W tym aspekcie się nie różnimy, ale ja mimo to mogę w to wierzyć.
Nauczyłam się, że nie wszystko musi być takie na jakie wygląda. Że nie wszystko musi układać się w logiczną całość. Czemu?
A czy potrafisz wyjaśnić czym jest logika?
Ja wiem, ze wiesz, ale czy potrafisz mi wyjaśnić, gdybym nie wiedziała czym ona jest?
Wyznaję zasadę, ze nie można trzymać się twardo zasad. Bo takowe nie istnieją. Nie powinny - jak mniemam. Myślę, że nic nie wygląda tak jak mogłoby się wydawać. Każdy z nas patrzy inaczej na świat.
środa, 31 października 2012
Czasami życie nieźle zaskakuje.
Jej, nie spodziewałam się tego.
Co jeśli on tam cały czas był, a ty go nie widziałaś?
niedziela, 28 października 2012
czekam
Chyba czasami jednak się naprawdę uśmiecham.
Czasami.
Ale mimo to boję się popełnić błędy, które jeszcze niczego mnie nie nauczyły.
Znów milczeć.
Znów zajmować czymś myśli, uczucia, dłonie, usta.
Trochę się gubię. Nie trudno zapomnieć się w życiu.
Czy jeśli muszę się skupiać, żeby robić tak jak uwielbiam, to czy nie udaję?
Zapomnienie.
Tylko ja, tylko ona, noc, ciepły jesienny wieczór, świeczka i długie, długie rozmowy.
Przechadzając się między nagrobkami, na których poustawiane są migoczące znicze, dla upamiętnienia zmarłych.
Nic więcej nam nie potrzeba.
Kocham to. Cała sobą. Z Nią.
Czasami wydaje mi się, że jesteśmy związane bliżej z umarłymi niż z ludźmi.
Nasze ciała jak puste wydmuszki, bo dusze razem gdzieś daleko.
Zbyt daleko, żebyś mógł nas dogonić.
Kłóci się we mnie wyższa potrzeba duchowości z nastolatkowymi problemami. Ale tak chyba trzeba, czasami... nie?
Czasami.
Ale mimo to boję się popełnić błędy, które jeszcze niczego mnie nie nauczyły.
Znów milczeć.
Znów zajmować czymś myśli, uczucia, dłonie, usta.
Trochę się gubię. Nie trudno zapomnieć się w życiu.
Czy jeśli muszę się skupiać, żeby robić tak jak uwielbiam, to czy nie udaję?
Zapomnienie.
Tylko ja, tylko ona, noc, ciepły jesienny wieczór, świeczka i długie, długie rozmowy.
Przechadzając się między nagrobkami, na których poustawiane są migoczące znicze, dla upamiętnienia zmarłych.
Nic więcej nam nie potrzeba.
Kocham to. Cała sobą. Z Nią.
Czasami wydaje mi się, że jesteśmy związane bliżej z umarłymi niż z ludźmi.
Nasze ciała jak puste wydmuszki, bo dusze razem gdzieś daleko.
Zbyt daleko, żebyś mógł nas dogonić.
Kłóci się we mnie wyższa potrzeba duchowości z nastolatkowymi problemami. Ale tak chyba trzeba, czasami... nie?
wtorek, 23 października 2012
Fantazje
Wtulając głowę w jego zagłębienie między szyją i ramieniem,
Zapominam o świecie.
Czując jego silne ramiona,
Nie muszę się niczym martwić.
Jego ręka na mojej tali i
Czuję się ociupinkę seksownie.
Trzyma mnie w objęciach,
A ja czuję się bezpiecznie.
Niczego nam nie potrzeba.
Tylko nasza bliskość.
Nasze przyspieszone oddechy.
Wspólne bicie serca.
Nasz własny raj na ziemi.
My.
Miłość łącząca nas.
Jakie to piękne.
I wtedy otwieram oczy.
niedziela, 21 października 2012
Wyprane
Kiedy czasami jest tak....że są myśli, których nie można wypowiedzieć. Boisz się. Boisz się postawić się przed faktem dokonanym którego jeszcze nie akceptujesz lub boisz się, że inni tego nie zaakceptują.
Ostatnio przeraża mnie wszystko. W głowie słyszę tylko ciche:... nie...
Coś mnie blokuje, a sama nie wiem co. Słowa jakby wcale nie chciały wyjść. Nie mogę pozwolić na to, co może się stać. Nie mogę pozwolić sobie i sama nie wiem czemu. Nie mogę Bo...
...to jest puste. Bez wyrazu. A może tylko sobie tak mówię? Mam ochotę schować się w moim kącie i nie uczestniczyć w tym życiu. W życiu które nie jest moje. Które jest zbyt płytkie, a ja szukam głębiej. Znajdę?
Ale czego szukam? Wiesz to? Bo ja nie.
Cisza. Nikt nie ma odwagi krzyknąć?
Głucha cisza. Jestem tylko szarym człowiekiem, który nie ma odwagi pokazać co potrafi. A to podobno zabija. Kiedy nie jesteśmy indywidualni, życie staje się nudne. Tkwimy w tym. W tej nudzie i monotonni.
Nie próbuj zrozumieć, dzisiaj się nie da. Mam okres. Ał. Boli.mnie brzuszek.
Ale gdzie w tym sens? Kiedyś mogłam porozmawiać i poradzić. Dzisiaj:
Już nic nie mówię. Nic nie powiem. To po za Tobą, po za mną.
sobota, 20 października 2012
Doświadczenia po za ciałem
Ludzie tak bardzo boją się śmierci, unikają jej i odwlekają ją. Ale czemu?
Chyba dlatego, że człowiek ma wrodzony lęk do nieznanego. Z tego samego powodu często boimy się ciemności - bo nie widzimy, przez co wyobraźnia płata nam figle, a to co otaczające jest dla nas zagadką, bo nic nie widzimy. Jest nieznane.
Zwykle jednak to my tutaj pozostający bardziej cierpimy od nieboszczyka, gdyż brakuje nam jego osoby, ale zapewne mu wcale źle nie jest.
Zdarza się, i wierzę w to, że dusza może oddzielić się od ciała. już w starożytności ludzie wiedzieli, że te dwa człony nie są ze sobą ściśle powiązane. Zdarza się więc, że świadomie pozwalamy wyjść duszy z ciała. Podobno widzi się wtedy wszystko wokół i można patrzeć na leżące swoje własne ciało. Z ciałem wiąże nas wtedy krucha niteczka, byśmy mogli wrócić. Jedyną zagadką jest to, co dzieje się z duszą która utraci niteczkę? Trudno takie informacje wyciągnąć od osób które tego doświadczyły.
Cały zabieg nazywany jest OOBE, czyli out of body experience, co znaczy doświadczenie poza ciałem.
Mam zamiar zacząć się w to bawić, bo zbyt bardzo mnie to fascynuje. Zbyt bardzo pragnę wolności.
Chyba dlatego, że człowiek ma wrodzony lęk do nieznanego. Z tego samego powodu często boimy się ciemności - bo nie widzimy, przez co wyobraźnia płata nam figle, a to co otaczające jest dla nas zagadką, bo nic nie widzimy. Jest nieznane.
Zwykle jednak to my tutaj pozostający bardziej cierpimy od nieboszczyka, gdyż brakuje nam jego osoby, ale zapewne mu wcale źle nie jest.
Zdarza się, i wierzę w to, że dusza może oddzielić się od ciała. już w starożytności ludzie wiedzieli, że te dwa człony nie są ze sobą ściśle powiązane. Zdarza się więc, że świadomie pozwalamy wyjść duszy z ciała. Podobno widzi się wtedy wszystko wokół i można patrzeć na leżące swoje własne ciało. Z ciałem wiąże nas wtedy krucha niteczka, byśmy mogli wrócić. Jedyną zagadką jest to, co dzieje się z duszą która utraci niteczkę? Trudno takie informacje wyciągnąć od osób które tego doświadczyły.
Cały zabieg nazywany jest OOBE, czyli out of body experience, co znaczy doświadczenie poza ciałem.
Mam zamiar zacząć się w to bawić, bo zbyt bardzo mnie to fascynuje. Zbyt bardzo pragnę wolności.
poniedziałek, 15 października 2012
Jesienna depresja daje się ostro we znaki
Wiatr smaga twarz i tarmosi włosy, a deszcz ogranicza widoczność.
Drżąc z zimna stawiam kolejne kroki w walce z żywiołem.
Coś ze staroci:
Nic.
Nic nie istnieje. Świat jest szary. Bezbarwny. Nie ma nic. Żadnej
magii. Żadnych uczuć. Wszystko jest dla siebie. Egoistyczne,
parszywe świństwo. Nie jestem święta. Jestem wypompowana. Nie
ogarniam siebie. O co mi chodzi? Mam zdrowie, kochającą rodzinę,
mogę się uczyć, rozwijać. Nie mam szczęścia – spełnienia
siebie. Mnie nie ma. Nigdy nie było i nigdy nie będzie. Nie jestem
normalna, a przynajmniej nie chciałabym być.
Staram
się pomagać. Doradzam, wysłuchuję ludzi, staram się być
wsparciem. Nie tylko dla przyjaciół, ale dla wszystkich którzy
chcą mojej pomocy. Lubie czuć się potrzebna, ale chcę tego samego
w zamian. Tymczasem jestem skazana na siebie, może dlatego że
zwykle czyjeś problemy stawiam wyżej niż własne?
W
społeczeństwie nie ma możliwości bycia indywidualnym. Tak się
tylko mówi. Nie możesz być inny niż wszyscy bo nie zaakceptują
cię i wtedy jesteś samotny.
niedziela, 14 października 2012
Wśród nich ja sama
Harmonia duszy i ciała.
Łącząc wszystkie żywioły, wsłuchując się we własne ciało.
Ono wie co dla ciebie najlepsze. Ono wie czego mu potrzeba. Posłuchaj. Odetchnij.
Wróciwszy z lasu, wzięłam gorącą kąpiel, zapaliłam świeczkę, a teraz siedzę na parapecie z otwartym oknem.
Szum wiatru koi moje zmysły.
To czas tylko dla mnie. Dla duszy i ciała.
Prawie jak starożytne rytuały.
Skacząc w około ogniska, wykrzykując nieznane ci słowa, zaklinając żywioły - tańczą czarownice.
Wśród nich ja sama.
czwartek, 11 października 2012
Magia chwili
Są takie chwile, których nie da się uchwycić na zdjęciu, a słowem trudno jest opisać.
Piękny zachód, słońce w kolorach ognistej pomarańczy, niczym iskrząca się świetlista kula wisząca na nieboskłonie. Rzucało krwistą poświatę na zmarznięte leśne poszycie, sprawiając wrażenie jarzących się jeszcze ognisk. Jakby dywan z rozpalonych węgli. Liście na drzewach od spodu sprawiały wrażenie tlące się nieśmiałymi płomyczkami. W oddali, na horyzoncie wzgórza odcieniu kobaltu, a nad nimi różowawo-pąsowe niebo z ciemno-lawendowymi chmurami z jaskrawo różową pierzastą obwódką.
Całe to przedstawienie świateł, rozgrywało się na tle spowitych mgłą polami, majaczącą jak welon rozciągający się tuż nad ziemią. Gdzieniegdzie wyłaniały się z niej ciemne iglaste drzewa. Widok tak przesycony barwami, a tak bardzo sprawiający wrażenie tajemnicy.
Tak bardzo żałuję, że opisy słowne nie mogą równać się z magią tych chwil.
Piękny zachód, słońce w kolorach ognistej pomarańczy, niczym iskrząca się świetlista kula wisząca na nieboskłonie. Rzucało krwistą poświatę na zmarznięte leśne poszycie, sprawiając wrażenie jarzących się jeszcze ognisk. Jakby dywan z rozpalonych węgli. Liście na drzewach od spodu sprawiały wrażenie tlące się nieśmiałymi płomyczkami. W oddali, na horyzoncie wzgórza odcieniu kobaltu, a nad nimi różowawo-pąsowe niebo z ciemno-lawendowymi chmurami z jaskrawo różową pierzastą obwódką.
Całe to przedstawienie świateł, rozgrywało się na tle spowitych mgłą polami, majaczącą jak welon rozciągający się tuż nad ziemią. Gdzieniegdzie wyłaniały się z niej ciemne iglaste drzewa. Widok tak przesycony barwami, a tak bardzo sprawiający wrażenie tajemnicy.
Tak bardzo żałuję, że opisy słowne nie mogą równać się z magią tych chwil.
środa, 10 października 2012
Z starej szafy II...:
Może
nie powinnam tak mówić, ale chciałabym ten koniec świata. Może
powinien on już nastąpić? Problem jednak tkwi gdzieś indziej, ale
muszę tu poruszyć temat Boga.
Jeśli
nie wierzysz w Boga, to nie ma to znaczenia. i tak wierzysz w
przypadek, los, przeznaczenie, Allaha, buddę, Zeusa czy coś innego.
Nazywaj to jak chcesz, wiara to część człowieczeństwa, bez tego
nic byśmy nie osiągnęli. A więc czym jest Bóg (pozwolę sobie To
tak nazywać)? człowiek ma wbrew pozorom zbyt ograniczoną
wyobraźnie, aby to ogarnąć umysłem. Dlatego też często mówiąc
o Bogu wyobrażamy sobie go pod jakąś postacią. Tym czasem on nie
jest materialny. Bóg jest uczuciem. Miłością, szczęściem,
nadzieją, uśmiechem, myślą. Powiesz mi ze to nieprawda, bo
przecież szczęście to tylko hormon wydzielany przez mózg, z
miłością podobnie, a uśmiech to tylko skurcz mięśni twarzy. Ale
czy zastanawiałeś się dlaczego tak, a nie inaczej reagujemy na
pewne aspekty naszego życia? Dlaczego patrząc na tą osobę czuje
miłość, a na inną nienawiść, skąd się to bierze? A no właśnie
od tzw Boga. Więc mówiąc że Bóg jest obecny wszędzie i nie ma
go konkretnie w jednym miejscu więcej, a w innym mniej, mówimy
prawdę. Człowiek nie umie tego pojąć: "Jak wszędzie? Ja nie
mogę być w kilku miejscach na raz", ale przecież uczucia
które podałam wyżej znajdują się w każdym z nas. Przeplatają
się ze sobą, pozwalając nam poznać świat, poznać siebie.
A
więc Bóg w jednym miejscu się nie znajduje, a cuda które robi nie
są bezpośrednie. Mam na myśli to, że np jestem na pustyni i
umieram z pragnienia. Modlę się o wodę. Bóg nie sprawi cudu i nie
ześle mi z nieba wiadra wody. Sprawi, że w końcu odnajdę oazę, ale
sam będę musiała tam dojść, czyż nie? My raczej otrzymujemy
narzędzia, a nie gotowy 'produkt'. Podobnie będzie z końcem
świata. Nie stanie się to konkretnie jednego dnia. Nagle wszystko
wybuchnie, albo zawali się, albo pochłonie to ogień. Koniec świata
następuje latami, tysiącami lat. Są to procesy całkowicie
naturalne. Teraz mamy globalne ocieplenie, co prowadzi do zagłady
tego świata, ale nie nastąpi to jednego dnia. Wszystko będzie
wymykało nam się spod 'kontroli' przez jakiś czas. Dziś mamy
problem z zanieczyszczeniami, jeśli nie uda nam się tego opanować
to sprawimy 'koniec świata'.
; )
wtorek, 9 października 2012
Hahahah XD
On:
"to piosenka na moje smutki
ja przyniej siedze na parapecie i pije kawkę
i przy tym jescze łbem wale w szybę"
Ja:
"słucham tego niemal codziennie "
On:
"ja tylko kiedy wstaje
wracam że szkoły
i za nim pójde spać
jako dobranocka"
Z starej szafy...:
Życie.
Każdy ma własne i niepowtarzalne. Tylko jedno. Nie jeden z nas zastanawiał się kiedyś jaki jest jego cel. Przychodzimy na ten świat, przezywamy, a potem odchodzimy. Odchodzimy ale gdzie? To kwestia wiary, ale tym zajmę się potem. Dzisiaj mam rozmyślania nad życiem. Zaczynając pisać, miałam zupełnie inne zdanie, ale z czasem doszła do mnie jedna kwestia, a mianowicie: bezsensowne jest szukanie sensu życia. To nasze życie i robimy z nim co chcemy. Możesz je zmarnować, albo wykorzystać. Każdy z nas sens swojego życia ma zupełnie inny, indywidualny. Nie każdy musi zdawać sobie z tego sprawy. Nie wszyscy się nad tym zastanawiają, dają się ponieść.
Doszłam do wniosku, że moim sensem jest samospełnienie, poznanie samej siebie i osiągnięcie wyznaczonych celów. Z punktów biologicznych, tj naturalnych (czy jak je zwać) życie każdego z nas ma cel przedłużenie gatunku. Można by się zastanawiać po co go przedłużać, naukowcy jednak prawdopodobnie się nad tym nie rozwodzą.
Przejdę tu może do tematu wiary. To jeden z moich ulubionych tematów. A mianowicie każdy z nas jest wierzący. Wiara to jeden z aspektów składający się na człowieczeństwo. Wiara (nie koniecznie religia) jest z nami zawsze. Pierwotni ludzie mieli jaskinie w których to znajdujemy ich malowidła. Przypuszcza się ze prawdopodobnie pełniły one funkcje jakby świątyń. W starożytności mamy politeizm, wielobóstwo. Później przekształciło się to w wiarę jaka mamy dzisiaj. Nie koniecznie każdy jest wierzący w sposób jaki to rozumiemy. Wiara to nie tylko oddawania jakiejś czci bogu/bogom, jest to również wiara w tzw los, przeznaczenie, przypadek. Wiara to także nadzieja na lepsze jutro. Bez wiary człowiekowi nie chciało by się żyć. Bo tak właściwie po co żyjesz? Tak całkowicie realistycznie. Po co? Gdyby nie to, że zawsze myślisz: kiedyś będzie lepiej, albo jakoś sobie poradzę pewnie stracił byś chęć do czegokolwiek.
~stare, sprzed miesięcy paru : )
poniedziałek, 8 października 2012
sobota, 6 października 2012
Umierający milczy
Nie mam o czym pisać. Znowu. Jakoś tak chcę a nie potrafię. Straszne uczucie.
Mam napisany pierwszy rozdział ale mnie nie satysfakcjonuje. Wszystko bym zmieniła, a nie potrafię napisać tego lepiej. Mam dobre tylko pierwsze zdanie. Nie wiem gdzie to umiejscowić, od czego zacząć akcję i wgl. Jakieś pomysły?
Była bym wdzięczna...
Postanowiłam zacząć od klasyki. Właście ściągam Draculę, czytam trochę o wampiryzmie itp. Strasznie mnie to interesuje. Myślicie że one jeszcze istnieją?
Kto wie, może jeden z nich właśnie to czyta?
No bo myślę, sobie że jeżeli te wszystkie legendy i zapiski dotyczące wampiryzmu skąd się wzięły ze ludzie w tamtych czasach panicznie bali się 'żywych trupów', ze wykopywano zwłoki żeby sprawdzić, czy wyglądają jak zwłoki i inne dziwne dla nas praktyki, to daje mi to podstawy do myślenia, że nie wzięło się to znikąd. Ludzie tamtych czasów nie mogli tak bardzo różnić się od nas.
Więc osobiście uważam, że wampiry, czy też inne stworzenia jak jednorożce, wiły, strzygi, wilkołaki, itd , kiedyś istniały, bądź wciąż istnieją, ukrywając się między nami.
Bo jeżeli świat jest naprawdę tak normalny i przewidywalny, to ja nie chcę w nim żyć. Świat w którym sama egzystuję jest pełen magii i niezrozumiałych zjawisk.
Mam napisany pierwszy rozdział ale mnie nie satysfakcjonuje. Wszystko bym zmieniła, a nie potrafię napisać tego lepiej. Mam dobre tylko pierwsze zdanie. Nie wiem gdzie to umiejscowić, od czego zacząć akcję i wgl. Jakieś pomysły?
Była bym wdzięczna...
Postanowiłam zacząć od klasyki. Właście ściągam Draculę, czytam trochę o wampiryzmie itp. Strasznie mnie to interesuje. Myślicie że one jeszcze istnieją?
Kto wie, może jeden z nich właśnie to czyta?
No bo myślę, sobie że jeżeli te wszystkie legendy i zapiski dotyczące wampiryzmu skąd się wzięły ze ludzie w tamtych czasach panicznie bali się 'żywych trupów', ze wykopywano zwłoki żeby sprawdzić, czy wyglądają jak zwłoki i inne dziwne dla nas praktyki, to daje mi to podstawy do myślenia, że nie wzięło się to znikąd. Ludzie tamtych czasów nie mogli tak bardzo różnić się od nas.
Więc osobiście uważam, że wampiry, czy też inne stworzenia jak jednorożce, wiły, strzygi, wilkołaki, itd , kiedyś istniały, bądź wciąż istnieją, ukrywając się między nami.
Bo jeżeli świat jest naprawdę tak normalny i przewidywalny, to ja nie chcę w nim żyć. Świat w którym sama egzystuję jest pełen magii i niezrozumiałych zjawisk.
czwartek, 4 października 2012
Czarna pantera
Bo to co nas łączy nie jest codzienne. My nie jesteśmy codzienne. Trochę jakby z innego świata - świata książek. I weź tu narzekaj, że mamy nieksiążkowe życie.
To co w Tobie kocham najbardziej, to Ty. Cała Ty. Nic dodać, nic ująć. Wprost idealna. To w pewnym sensie ta prawdziwa przyjaźń, ale nieco ponad. Ponad miłość, ponad przeciętne ludzkie związki. Nie da się zrobić o tym demotywatora czy kwejka. Bo TO mamy tylko my.
Razem tworzymy jedno. I tylko wtedy ma to jakiś sens. Bez Ciebie moja egzystencja tu, byłaby tak wypłowiała, że nie żal byłoby mi pozbawić go siebie.
Jesteś jedyną na świecie tak wspaniała i bliską mi osobą. Ucieleśnieniem wszystkiego czego potrzebuję. Potrzebuję Ciebie. Tylko Ciebie.
Kiedyś bałam się, że w czasie dorastania, każdej z nas potrzeby się zmienią, że kiedyś przestaniemy się dogadywać, ale teraz już wiem, że jest wprost odwrotnie. Z czasem nasza więź wydaje się być ciaśniejsza, mocniejsza, magiczna, nasza. Mimo, że myślimy 'że bardziej już się nie da', to okazuje się, że potrafimy niemalże rozmawiać telepatycznie. Niedługo zaczniemy wchodzić sobie we własne myśli. Normalni ludzie baliby się tego, bo byłoby to największe pogwałcenie ich prywatności, ale my? My znamy się już niemal na wylot, więc co mamy do ukrycia? Może teraz wydawać się to trochę abstrakcyjne, ale nie zdziwię się jak będzie tak za jakiś czas. Pamiętaj, że mamy czas tylko do mojej matury :P
Wiesz, chciałabym Ci podziękować. Tak dogłębnie z całego serca. Podziękować Ci, że chcesz mnie. Za to, że Ci wystarczam. Za to, że zawsze mogę się zwrócić do Ciebie o pomoc, o radę, o wsparcie o szczerość, o pocieszenie, o uśmiech, o historię nie z tego świata, o wskazanie drogi. O wszystko.
Tak bardzo chciałabym być tak idealna jak mnie widzisz. Nie wybaczę sobie roku mojej nieobecności. Tak, przepraszam. Przepraszam, choć chyba nigdy sobie tego nie daruję. Nie ma co wykręcać się: Tamta Ja. Tamta i Ta ja to wciąż ta sama Ja. W lepszej czy gorszej wersji. Najpiękniejsze jest to, że potrafiłaś z otwartymi ramionami powitać mnie na nowo. Wskazać drogę. Czekałaś cierpliwie, żeby wreszcie powiedzieć mi co robić powinnam, w momencie kiedy tego potrzebowałam. Potrzebuję.
Tego nie da się opisać. Oni nie zrozumieją. Czasami czuję jakby moje serce biło w Tobie, a ja wiem, że jest ono tam bezpieczne. Ufam Ci bezgranicznie, bo wiem, że mnie nie zawiedziesz. Kocham Cię więcej niż sercem, więcej niż cała sobą, więcej niż potrafię. Rozpisywać mogę się o tym w nieskończoność, a chyba nigdy nie oddam esencji Tego co Nas tworzy, ale Ty wiesz. Zawsze przymnie, Zawsze razem, Zawsze na zawsze.
środa, 3 października 2012
Czekając
Błagalny krzyk w niebiosa.
Jakby to tylko one mogły wysłuchiwać tego tęsknego lamentu.
Niczym wilk wyjący do pełni.
Z czasem obumarłych komórek jest coraz więcej.
Z czasem ludzkie zachowania się zmieniają.
Czas.
Czekanie.
Patrząc na głębokie i przejrzyste kolory czerni i mroku.
Patrząc jak poświata księżyca otula delikatnie świat.
Mgła niczym majaczące dusze unosi się nad zoranym polem.
Zaciągając się świeżym powietrzem, myśli są daleko.
Nikt nie wie.
Jego imię, piękniejsze niż melodia.
Elfickie słowa.
Niemy śpiew. Wołanie.
Nadzieja wyłoni się z tej mgły.
Mleczne opary.
Przemykający gdzieś między drzewami w oddali wietrzyk, uspokaja cichym szeleszczeniem.
Kroki. Oddech. obecność.
Chodź. Chodź do mnie. Długo musiałam czekać, ale ile jeszcze?
Cisza.
Tylko pomruki gdzieś w środku.
I wiem.
Tylko ja. Tylko ty i Ona. My.
Światło nadziei rozpromienia serca.
Wierzę dla Niej. Dla niego.
Siła by przetrwać.
Jakby to tylko one mogły wysłuchiwać tego tęsknego lamentu.
Niczym wilk wyjący do pełni.
Z czasem obumarłych komórek jest coraz więcej.
Z czasem ludzkie zachowania się zmieniają.
Czas.
Czekanie.
Patrząc na głębokie i przejrzyste kolory czerni i mroku.
Patrząc jak poświata księżyca otula delikatnie świat.
Mgła niczym majaczące dusze unosi się nad zoranym polem.
Zaciągając się świeżym powietrzem, myśli są daleko.
Nikt nie wie.
Jego imię, piękniejsze niż melodia.
Elfickie słowa.
Niemy śpiew. Wołanie.
Nadzieja wyłoni się z tej mgły.
Mleczne opary.
Przemykający gdzieś między drzewami w oddali wietrzyk, uspokaja cichym szeleszczeniem.
Kroki. Oddech. obecność.
Chodź. Chodź do mnie. Długo musiałam czekać, ale ile jeszcze?
Cisza.
Tylko pomruki gdzieś w środku.
I wiem.
Tylko ja. Tylko ty i Ona. My.
Światło nadziei rozpromienia serca.
Wierzę dla Niej. Dla niego.
Siła by przetrwać.
niedziela, 30 września 2012
Hala Stulecia
A gdyby mieć taką oswojoną panterę?
Bo to nie przyjaźń, nie uzależnienie, a dziwna nieokreślona więź tak bliska, że gotowa byłabym oddać życie dla niej. Moje Światło Nadziei. Nie jestem w stanie opisać tego słowami. Tylko Ja i Ty jesteśmy w stanie to poczuć, zawsze tak samo. Nasze łzy i nasze uśmiechy.
"Czym jest miłość w obliczu śmierci?
Sensem istnienia.
Niczym. Sensem istnienia jest przyjaźń.
Ta prawdziwa i jedyna."
Bo to nie przyjaźń, nie uzależnienie, a dziwna nieokreślona więź tak bliska, że gotowa byłabym oddać życie dla niej. Moje Światło Nadziei. Nie jestem w stanie opisać tego słowami. Tylko Ja i Ty jesteśmy w stanie to poczuć, zawsze tak samo. Nasze łzy i nasze uśmiechy.
"Czym jest miłość w obliczu śmierci?
Niczym. Sensem istnienia jest przyjaźń.
Ta prawdziwa i jedyna."
niedziela, 23 września 2012
Prolog
Kiedyś każdy z nas dochodzi do
punktu, w którym zostajemy sami. Wszyscy, niegdyś kroczący z nami
przez życie ludzie, odchodzą własnymi ścieżkami. Nasze drogi się
mijają, krzyżują. Czasami idziemy równolegle w jednym tempie.
Mimo to jesteśmy sami ze sobą. Czy to miłe towarzystwo? JA?
Co jeśli nasze JA milczy? Albo w
wyścigu szczurów, zwanym życiem, tracimy zdolność słuchania go?
Co jeśli towarzystwo twoje dla ciebie
jest nic niewarte i nic nie wnoszące? Nudne – po prostu.
Wieczna pusta jak bezdenna studnia.
Czarna otchłań. Samotność z braku towarzystwa SIEBIE.
Tak zaczyna się opowieść o
zaginionej duszyczce i jej głodu poznania. Opowieść prowadząca
przez życie. Moje, może twoje. Wewnętrzne Ja.
Pustka.
Gęsta mgła ogranicza widoczność. Tylko ta droga, a dookoła
wyjałowione pola. Wyschnięte, szare, zorane bruzdy ziemi. Zimno.
Pośród tego znajduje się dziewczyna.
Jej
włosy w rożnych odcieniach brązu, miejscami nawet rudawych,
sięgające lekko poniżej połowy pleców, falowane, powiewają na
lekkim jesiennym wietrze. Gładka, blada twarz, drobna sylwetka i jej
oczy koloru mlecznej czekolady. Spoglądała w dal, jakby potrafiła
przejrzeć zasłonę z gęstej mgły. Wypatrywała czegoś, a może
czekała. Twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Bawełniana błękitna
sukienka podkreślała jej zaokrąglone biodra. Była zupełnie
nieprzystosowana do pory roku. Powoli zaczęła iść do przodu. Bose
stopy stawiały równomiernie kroki.
Z
mgły z każdym krokiem wyłaniał się coraz to ciemniejszy kształt.
Wiatr rozwiał włosy dziewczyny na jej twarz. Różowe usteczka
wykrzywiły się w niewinny uśmiech. Wzięła głęboki oddech i...
Otworzyłam
oczy.
Spowiedź
Z
jakim impetem wdziera się w krtań moich codzienności.
Z
jaką zajadłością wgryza się w tętnicę osobowości.
Czym
jest chandra kiedy nie ma cię obok?
Jak
wygląda życie gdy tuszuję jego obłok?
Czas
nie gra żadnej roli,
W
krótkim przedstawieniu.
W
życiu.
Wojna.
Płacz dzieci.
Jęki
matek.
Rozkładane
zwłoki czekają do późnego ranka,
Kury
wołają po ziarno,
A
sowa udaje się na nocne łowy.
Krążą
ploteczki i anegdotki.
Iście
zajęte twe czarne loczki.
Upięte
dziś w potargane koki.
Dajcie
mi koki!
Zieleń
rozkwita, barwi się i mieni.
Co
pożółkłe czerwienią się rozpromieni.
Nogi
łamane, dusze skruszone.
Czarna
łza z policzka opada.
Moknąc
na dnie studni,
Melancholia
dopada każdego.
Czerwone
smutki.
Niebieskie
smerfy.
Tak
gra melodia, w tle muzyka.
Tak
cudem odnajduję utracone myśli.
Słowa
płyną,
A
myśli gdzieś giną.
Brak
błota we znaki się daje,
Gdy
na polanie różowy królik oddaje.
Martwi
się i krzyczy,
Gdzie
jego skrywane uczucia.
Złodziej,
banda przykostnych,
Umierają
z pragnienia uniesień miłosnych
Kamuflaż
rozerwał na strzępki,
Zagryzając
kruche obrębki.
Uprzykrzają
życie codzienne,
Uwijam
w zwłokę dziś nagie plecy,
By
nazajutrz oddać je w ręce,
Matki
utraconych potępieńców,
Niechcianych
żołnierzyków, dzieci wojny rzecze
Gdy
na zachodzie stół się wlecze.
Gdy
brak ci czegoś,
Sumienie
nieczyste.
Upadając
coraz niżej, wzbijając obłoki kurzu.
Spadam
i śpiewam,
Tak
państwu przeczę.
Gdy
zwierze obudzi się z głośnym rykiem,
Nic
tu nie zostanie prócz czarnych siodeł.
Nasiona
namokły wilgocią jeziora,
Nic
z nich nie będzie - dla insektów pora
Skrajne
uniesienia, wydzierają twe imię,
Wywijając
twe ciało w rozkoszne płomienie.
Rozsypane
drzazgi wbijają się boleśnie.
Co
robić co poczuć, gdy obejdzie się z chlebem
Trwoniąc
żałość,
Usycham
na piedestale,
Obok
rojąc się cicho myszy igrają
Owa
dziwna przynależność dochodzi do zwierzeń państwowych
Spowiedź,
spowiedź przeczę
Gdy
na splecionym kontenerze.
Biała
konwalijka połyskuje wdzięcznie.
Opadając
na ramiona rzeczywistości
Ziewam,
przeciągam
I
wstaję by paść!
Rozrywane
wnętrzności nie wiedzą co robić.
Zbieram
i haftuję bo tęsknię po tobie.
Gmeram,
pluję, krzyczę, czerwienię,
Proszę,
błagam, swe prośby wykrzykuję.
Zostawcie
go! Niech żyje spokojnie!
Zasługuje
na szczęście i miłość
W
nieustannym żywocie.
Biała
kartka leży na stole.
List
bez słów, ona i tak zrozumie.
Wszystko
co chcę mieście w jej głowie
Kiwa
i śmieje się,
Budyniowa
potwora.
sobota, 22 września 2012
Normalność
Nienawidzę uczucia kiedy przepełnia mnie wzmożona chęć pisania, ale zupełnie nie potrafię się za to zabrać -.-'
Chyba zaczynam popadać w jesienną depresję. Lubię to.
Często złoszczę się sama na siebie, za to że w takich chwilach staję się wylewna i emocjonalnie reaguję na wszystkie otaczające mnie sytuacje. Czytając książkę potrafię piszczeć, płakać, śmiać się i wzruszać, wzdychać, rozmawiając z kimś potrafię wzruszyć się tym, że ktoś ma po prostu dobry dzień, reaguję gwałtownym wybuchem śmiechu na obrazek kota w internecie i wiele innych.
Przepełniają mnie uczucia jakich nie potrafię zrozumieć. Władają mną przeczucia, którymi zatwardziale kieruję się w życiu. Nie przypominam sobie, żeby mnie jeszcze zawiodły.
Człowiek każdy eden na świecie posiada intuicję. Jednak wraz z dorastaniem zatracamy zdolność rozpoznawania jej. Kierujemy się rozumem, a przecież wszechświat wie co dla nas dobre w tym momencie. Daje nam tysiące znaków, jak powinniśmy postąpić, a my albo nie dostrzegamy tego, albo wydaje nam się absurdalne to co nam podsuwa. Dzieci są najlepszym dowodem na słuszność moich słów. Nie potrafią patrzeć na świat racjonalnie, polegają tylko na tym co czują. Jeśli dziecko ma niedobór minerałów zacznie lizać ścianę, jeść gips czy ziemię. Nie rozumie i nie potrzebuje rozumieć czemu to robi. Po prostu. Z czasem jednak zaczynamy się zastawiać: czy to właściwe? Czy tak powinienem/powinnam? Czy to normalne?
Ale co tak naprawdę jest normalne? Co mamy na myśli mówiąc, ze coś jest normalne lub nie? Wyznaczamy kryteria normalności na zasadzie większości. Jeśli większość tak robi, to znaczy że jest ok.
Kiedyś krążył po internecie taki obrazek, przedstawiający eksperyment na małpach, że w pokoju umieszczona 6 małp, drabinę a pod sufitem powieszono banana. Jeśli któraś z małp zechciała sięgnąć po niego, wszystkie były oblewane zimną wodą. Potem wymieniono jedną małpę na nową. Nowa nie wiedziała, ze nie wolno sięgać po banana i spróbowała wejść na drabinę, a wtedy wszystkie małpy ją pobiły bo wiedziały co je czeka. Nie rozumiejąc tego nowa przystosowała się do reszty i nie sięgała po banana. Stopniowo zaczęto wymieniać kolejne małpy, aż wszystkie były 'nowe'. Każda z nich byłą powstrzymywana przed sięgnięciem po banana, ale żadna nie wiedziała czemu.
To można interpretować na wiele sposobów, ale według mnie ma to też coś wspólnego z określeniem 'normalności'.
Tak naprawdę tylko my stawiamy sobie sami ograniczenia. Jesteśmy zależni tylko od swoich myśli. Chciałabym zaszczepić u siebie myśl, ze jestem w stanie zrobić wszystko o czym tylko pomyślę i w co jestem w stanie uwierzyć.
To można interpretować na wiele sposobów, ale według mnie ma to też coś wspólnego z określeniem 'normalności'.
Tak naprawdę tylko my stawiamy sobie sami ograniczenia. Jesteśmy zależni tylko od swoich myśli. Chciałabym zaszczepić u siebie myśl, ze jestem w stanie zrobić wszystko o czym tylko pomyślę i w co jestem w stanie uwierzyć.
środa, 19 września 2012
Przyjaciele odchodzą
Najwspanialszy przyjaciel, najukochańszy towarzysz.
Największy pieszczoch i leniuch.
Największa strata.
Najukochańsze i najmilsze stworzenie na świecie.
Chciałabym móc zrobić cokolwiek, żeby znów wtulić się w jego śnieżnobiałe futerko. Znów oglądać film z nim obok. Znów bawić się z nim w berka. Znów powiedzieć mu jak bardzo go kocham.
Pamiętam jak pojawił się w moim życiu. Nie miał łatwo w życiu. Dałam mu szansę. Miłość. Dom. Pamiętam jak bardzo się o niego bałam, martwiłam, troszczyłam. Pamiętam jak zawsze siadał obok mnie gdy się uczyłam i robił wszystko żebym zwróciła na niego uwagę. Pamiętam jak zawsze cieszył się gdy wracałam po długim wyjeździe.
Pamiętam jak byłam z nim u weterynarza i tak bardzo się bał, że prawie schował mi się do rękawa.
Pamiętam jak uwielbiał siedzieć i godzinami lizać mi rękę, czy twarz. Uwielbiał jak się kładłam obok niego i leżeliśmy tak przez długie jesienne wieczory. Czułam jak jego małe serduszko bije.
Myślę, że mnie kochał, ale ja kochałam go całym sercem.
A teraz go zabrakło.
Tak wielki mam do siebie żal, że mogłam zrobić więcej.
Przepraszam mój przyjacielu. Przepraszam. Wciąż Cię kocham.
Największy pieszczoch i leniuch.
Największa strata.
Najukochańsze i najmilsze stworzenie na świecie.
Chciałabym móc zrobić cokolwiek, żeby znów wtulić się w jego śnieżnobiałe futerko. Znów oglądać film z nim obok. Znów bawić się z nim w berka. Znów powiedzieć mu jak bardzo go kocham.
Pamiętam jak pojawił się w moim życiu. Nie miał łatwo w życiu. Dałam mu szansę. Miłość. Dom. Pamiętam jak bardzo się o niego bałam, martwiłam, troszczyłam. Pamiętam jak zawsze siadał obok mnie gdy się uczyłam i robił wszystko żebym zwróciła na niego uwagę. Pamiętam jak zawsze cieszył się gdy wracałam po długim wyjeździe.
Pamiętam jak byłam z nim u weterynarza i tak bardzo się bał, że prawie schował mi się do rękawa.
Pamiętam jak uwielbiał siedzieć i godzinami lizać mi rękę, czy twarz. Uwielbiał jak się kładłam obok niego i leżeliśmy tak przez długie jesienne wieczory. Czułam jak jego małe serduszko bije.
Myślę, że mnie kochał, ale ja kochałam go całym sercem.
A teraz go zabrakło.
Tak wielki mam do siebie żal, że mogłam zrobić więcej.
Przepraszam mój przyjacielu. Przepraszam. Wciąż Cię kocham.
niedziela, 16 września 2012
czwartek, 13 września 2012
Zbrodnia na płótnie
Gniew wypełnia od środka.
Gniew zaciemnia umysł.
Gniew pcha w szaleńcze myśli.
W kieszeni mózg,
Rozpływa się pod naciskiem dłoni.
Krew, flaki, pędzle.
Długie pociągnięcia,
Wyładowują napięcia.
Natłok emocji,
Daje upust złości.
Niczym rytuał,
Uspokaja zmysły.
Farbą na płótnie,
Krwią na prześcieradle.
Odciski palców.
Tepmertyna.
Gniew zaciemnia umysł.
Gniew pcha w szaleńcze myśli.
W kieszeni mózg,
Rozpływa się pod naciskiem dłoni.
Krew, flaki, pędzle.
Długie pociągnięcia,
Wyładowują napięcia.
Natłok emocji,
Daje upust złości.
Niczym rytuał,
Uspokaja zmysły.
Farbą na płótnie,
Krwią na prześcieradle.
Odciski palców.
Tepmertyna.
Z lekcji geografii
Szara rzeczywistość
Powlekła gęstą mgłą.
Moje życie.
Moje życie, jak
Jazda górską kolejką.
Porywa mnie i niesie
Niesie w przestworza.
W przestworza bólu i cierpienia.
Jednak źle mi nie jest.
Wiem, jak wiele błędów w życiu popełnię.
Popełniam.
Zbyt szybko.
Zbyt zdesperowane.
Zbyt zafascynowane.
Czym jest miłość w obliczu śmierci?
Sensem istnienia.
Chcę czuć.
Lecz nie jak szara masa.
Chcę czuć.
Lecz nie jak bezkształtna papka.
Kurwa!
Krew we mnie wrze.
Gotuję się.
Czasami śmierć jest lepsza,
Ale pamiętaj:
TYLKO dla ciebie.
Życie jak skalna bryła.
Ty je formujesz za pomocą dłuta.
Każda rysa już na zawsze na niej zostanie.
Niczym znamię.
Ślad po stracie.
Hola! Hola!
Czego mogło nauczyć życie
Po parunastu latach?
Wystarczająco.
Wystarczająco - aby się sparzyć.
Nie wchodzić.
Zamieszkam w szarym domku
i będę prowadziła swoje szare życie,
w szarej rzeczywistości,
pośród szarych ludzi,
ubrana na szaro,
w szarej pracy,
jedząc szare jedzenie,
pijąc szarą kawę,
nawet dym z fajek jest bardziej szary niż zwykle,
głaszcząc czarnego kota na moich kolanach.
Moje życie.
Po prostu życie.
Powlekła gęstą mgłą.
Moje życie.
Moje życie, jak
Jazda górską kolejką.
Porywa mnie i niesie
Niesie w przestworza.
W przestworza bólu i cierpienia.
Jednak źle mi nie jest.
Wiem, jak wiele błędów w życiu popełnię.
Popełniam.
Zbyt szybko.
Zbyt zdesperowane.
Zbyt zafascynowane.
Czym jest miłość w obliczu śmierci?
Sensem istnienia.
Chcę czuć.
Lecz nie jak szara masa.
Chcę czuć.
Lecz nie jak bezkształtna papka.
Kurwa!
Krew we mnie wrze.
Gotuję się.
Czasami śmierć jest lepsza,
Ale pamiętaj:
TYLKO dla ciebie.
Życie jak skalna bryła.
Ty je formujesz za pomocą dłuta.
Każda rysa już na zawsze na niej zostanie.
Niczym znamię.
Ślad po stracie.
Hola! Hola!
Czego mogło nauczyć życie
Po parunastu latach?
Wystarczająco.
Wystarczająco - aby się sparzyć.
Nie wchodzić.
Zamieszkam w szarym domku
i będę prowadziła swoje szare życie,
w szarej rzeczywistości,
pośród szarych ludzi,
ubrana na szaro,
w szarej pracy,
jedząc szare jedzenie,
pijąc szarą kawę,
nawet dym z fajek jest bardziej szary niż zwykle,
głaszcząc czarnego kota na moich kolanach.
Moje życie.
Po prostu życie.
środa, 5 września 2012
wtorek, 4 września 2012
sobota, 1 września 2012
Wraz z ostatnim buchem
Nic interesującego tu niema. Zauważyłeś?
Mocha na jesienne wieczory : ) Za oknem deszcz i mgła. Księżyc wyłania się zza zasłony z chmur. Pełnia. Między drzewami przemyka wiatr. A Ty siedzisz na parapecie w oknie z kubkiem kawy i relaksacyjną muzyką w tle. Wpatrujesz się w ten widok i jutro się nie liczy - mimo iż masz masę sprawdzianów i nowych wyzwań w szkole. Jesień to piękna pora roku, jednak najbardziej przygnębiająca - głównie z powodu szkoły.
"W tym roku zamierzam się uczyć" - i śmiech na sali xD
Tylko takie wieczory, same dla siebie, jakoś potrafią utrzymać mnie w optymistycznej wierze, ze się uda. Znów będzie ciężko, ale jakoś trzeba będzie. Taka kolej rzeczy.
Czasami siadam w nocy na parapecie. Otwieram okno, wystawiam nogi na zewnątrz i odpalam fajkę. Zaciągając się dymem, świat wydaje się nie być taki zły.
Mocha na jesienne wieczory : ) Za oknem deszcz i mgła. Księżyc wyłania się zza zasłony z chmur. Pełnia. Między drzewami przemyka wiatr. A Ty siedzisz na parapecie w oknie z kubkiem kawy i relaksacyjną muzyką w tle. Wpatrujesz się w ten widok i jutro się nie liczy - mimo iż masz masę sprawdzianów i nowych wyzwań w szkole. Jesień to piękna pora roku, jednak najbardziej przygnębiająca - głównie z powodu szkoły.
"W tym roku zamierzam się uczyć" - i śmiech na sali xD
Tylko takie wieczory, same dla siebie, jakoś potrafią utrzymać mnie w optymistycznej wierze, ze się uda. Znów będzie ciężko, ale jakoś trzeba będzie. Taka kolej rzeczy.
Czasami siadam w nocy na parapecie. Otwieram okno, wystawiam nogi na zewnątrz i odpalam fajkę. Zaciągając się dymem, świat wydaje się nie być taki zły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









