sobota, 12 stycznia 2013

Wziąć się za siebie!

Chowam głowę w piasek, czyli w moim wydaniu wygląda to tak, że zaszywam się w swoim kąciku w domu.
Nie podoba mi się to co widzę i co czuję.
Przestaję się łudzić, określając swoje okresy w życiu jako Ja, Stara Ja, Nowa Ja. Pisałam już o tym chyba wcześniej, jednak teraz zrozumiałam, że nigdy ich nie było. Te okresy nigdy już nie powrócą, ważne jednak żebym zachowała je głęboko w pamięci, lubię te momenty. Może nie są najszczęśliwsze  ale uwielbiam wspominać, kiedy to niemalże codziennie po skończeniu lekcji w drugiej gimnazjum udawaliśmy się wszyscy 'Na Budowlanych', na nasza ławkę i tam spędzaliśmy popołudnia, śmiejąc się, gadając, fazując. Organizowaliśmy razem ogniska - bez ognia, gdyż chłopaki nigdy nie potrafili się do tego zabrać.
Pamiętam te wieczory, zaraz po wyjeździe moich braci na studia, kiedy zajęłam ich pokój i kiedy siedziałam po ciemku na podłodze, ze spokojną muzyką w tle i tocząc niekończące się rozmowy, wywody i marzenia z Ećką czy Aniną. Albo te wieczory, kiedy samotnie "wypatrywałam ukochanego" siedząc na parapecie.
Na moje życie, krótkie, aczkolwiek barwne, składa się wiele okresów. Teraz patrząc na nie z perspektywy, nie musiałam wtedy czuć się szczęśliwa, żebym dzisiaj wiedziała, zę wtedy naprawdę było mi dobrze, mimo jakiś tam niedogodności. Myślę - i to daje mi siłę - że mimo że może dzisiaj nie zawsze jest kolorowo, to całokształt tych wydarzeń będzie szczęśliwy.

Nie mam bladego pojęcia czym to jest spowodowane, jednak uaktywniła się moja panika i przewrażliwienie na punkcie mojego ciała. Każda gulka, każde dziwnie-wyglądające znamię, zgrubiałość  swędzenie, ból czy cokolwiek innego jest śmiertelnym dla mnie zagrożeniem i pewnie w niedługim czasie umrę, na ból małego palca u nogi czy inne ustrojstwo. obawiam się wszystkiego, nawet tego ze sobie mózg przegrzeję, no litości!


Muszę się koniecznie wyspać.