Można czuć się samotnym będąc w związku?
Oczywiście.
Można czuć się nieszczęśliwie? Męczyć się?
Oczywiście.
Można nie czuć się kochanym?
Oczywiście.
Można nie kochać?
Oczywiście.
Można wszystko, tylko ja sobie obiecałam, że więcej tak nie chcę. Chcę być szczęśliwa i spełniona.
Oczywiście, nie chodzi o szukanie ideałów, już coś o tym wiem.
Nie można wymagać wszystkiego i nie będzie różowo. Trzeba się dotrzeć, dopasować, akceptować i kochać.
Ciekawe za ile będę to czytała i myślała: "Ależ byłaś głupia!"
Ciekawe jak bardzo i w którą stronę zmieni mi się zdanie. Chciałabym być jedynie utwierdzana w tym przekonaniu.
Tak sobie myślę, może naiwnie i zbyt pochopnie, ale fajnie by było gdybyś wytrzymywał ze mną w chuj i jeszcze trochę. O całym życiu nie śmiem marzyć, za wcześnie. Ale jedno wiem: czuję się bezpiecznie, na swoim. Wiem, że nie skrzywdzisz mnie i nie wykorzystasz. Wiesz o moich błędach z przeszłości i wiesz jak bardzo to na mnie wpłynęło. To takie słodkie, urocze i bardzo wiele dla mnie znaczy kiedy pytasz.
Wiem, nie łatwo mnie zrozumieć i pojąć, ale mam nadzieję że dasz mi dużo czasu żebyś zdążył poznać mechanizmy mojego działania i myślenia, bo na marne doszukiwać się w tym logiki. Tu chodzi o to, żebyś wiedział jak myślę, a nie czy jest to logiczne i poprawne.
Teraz czuję się jakbym stąpała po bardzo kruchym lodzie. Boję się uwierzyć, że to prawda, bo poprzednio mnie to zawiodło. Teraz wedle mojego zabobonnego myślenia dopóki nie będę pewna, twoich uczuć to będzie dobrze. W momencie kiedy pomyślę: "O kurwa, on mnie kocha!" Wszystko jebnie.
I nie ważne jak bardzo by to bolało. Nie ważne jak bardzo bym cierpiała gdybyś jednak odszedł, to zawsze mam tą jedną, jedyną osobę zawsze trwającą. Moją współuzależnioną, z którą nie mogę pogadać już tak długi czas. I niech nawet nie śmie twierdzić, że nie myślę.
Dzisiaj w autobusie myślałam, jakby to zrobić żeby udać się w środku nocy do tego lasu, jak kiedyś sobie obiecałyśmy. I wiesz co? Boli mnie serce, kiedy myślę o tym jak bardzo jesteśmy nieodważne. Jak bardzo leniwe. Tyle planów, tyle marzeń. Furgonetka. Forks. Portland. Japonia. Podróż życia. Magia. Tak wiele tego i jako pesymistka jebnę optymistycznym tekstem: Nie wierzę, żeby chciało nam się ruszyć dupę by coś z tego osiągnąć. To boli. Te marzenia to jak część mnie. Część nas, ale nie mamy odwagi by ruszyć tyłki i działać. Młodość przeminie, a wraz z nią te piękne idee. Jak o tym myślę, to wolałabym już odejść.
Żeby tak się jednak nie stało, obiecajmy sobie chociaż spełnienie jednego z nich. Proszę. Jeśli nam się nie uda, chyba już nigdy w siebie nie uwierzę. Tracę kawałek duszy. Dosłownie. Boli. Bardzo.
Skreślać siebie już na początku - cała ja : )
*to bez znaczenia.
Oczywiście.
Można czuć się nieszczęśliwie? Męczyć się?
Oczywiście.
Można nie czuć się kochanym?
Oczywiście.
Można nie kochać?
Oczywiście.
Można wszystko, tylko ja sobie obiecałam, że więcej tak nie chcę. Chcę być szczęśliwa i spełniona.
Oczywiście, nie chodzi o szukanie ideałów, już coś o tym wiem.
Nie można wymagać wszystkiego i nie będzie różowo. Trzeba się dotrzeć, dopasować, akceptować i kochać.
Ciekawe za ile będę to czytała i myślała: "Ależ byłaś głupia!"
Ciekawe jak bardzo i w którą stronę zmieni mi się zdanie. Chciałabym być jedynie utwierdzana w tym przekonaniu.
Tak sobie myślę, może naiwnie i zbyt pochopnie, ale fajnie by było gdybyś wytrzymywał ze mną w chuj i jeszcze trochę. O całym życiu nie śmiem marzyć, za wcześnie. Ale jedno wiem: czuję się bezpiecznie, na swoim. Wiem, że nie skrzywdzisz mnie i nie wykorzystasz. Wiesz o moich błędach z przeszłości i wiesz jak bardzo to na mnie wpłynęło. To takie słodkie, urocze i bardzo wiele dla mnie znaczy kiedy pytasz.
Wiem, nie łatwo mnie zrozumieć i pojąć, ale mam nadzieję że dasz mi dużo czasu żebyś zdążył poznać mechanizmy mojego działania i myślenia, bo na marne doszukiwać się w tym logiki. Tu chodzi o to, żebyś wiedział jak myślę, a nie czy jest to logiczne i poprawne.
Teraz czuję się jakbym stąpała po bardzo kruchym lodzie. Boję się uwierzyć, że to prawda, bo poprzednio mnie to zawiodło. Teraz wedle mojego zabobonnego myślenia dopóki nie będę pewna, twoich uczuć to będzie dobrze. W momencie kiedy pomyślę: "O kurwa, on mnie kocha!" Wszystko jebnie.
I nie ważne jak bardzo by to bolało. Nie ważne jak bardzo bym cierpiała gdybyś jednak odszedł, to zawsze mam tą jedną, jedyną osobę zawsze trwającą. Moją współuzależnioną, z którą nie mogę pogadać już tak długi czas. I niech nawet nie śmie twierdzić, że nie myślę.
Dzisiaj w autobusie myślałam, jakby to zrobić żeby udać się w środku nocy do tego lasu, jak kiedyś sobie obiecałyśmy. I wiesz co? Boli mnie serce, kiedy myślę o tym jak bardzo jesteśmy nieodważne. Jak bardzo leniwe. Tyle planów, tyle marzeń. Furgonetka. Forks. Portland. Japonia. Podróż życia. Magia. Tak wiele tego i jako pesymistka jebnę optymistycznym tekstem: Nie wierzę, żeby chciało nam się ruszyć dupę by coś z tego osiągnąć. To boli. Te marzenia to jak część mnie. Część nas, ale nie mamy odwagi by ruszyć tyłki i działać. Młodość przeminie, a wraz z nią te piękne idee. Jak o tym myślę, to wolałabym już odejść.
Żeby tak się jednak nie stało, obiecajmy sobie chociaż spełnienie jednego z nich. Proszę. Jeśli nam się nie uda, chyba już nigdy w siebie nie uwierzę. Tracę kawałek duszy. Dosłownie. Boli. Bardzo.
Skreślać siebie już na początku - cała ja : )
*to bez znaczenia.