Jestem młoda, chcę robić wszystko na co mam ochotę, czego pragnę. Nie mogę się tyle martwić.
W pogoni za szczęściem
sobota, 4 lipca 2015
All I want
Jestem młoda, chcę robić wszystko na co mam ochotę, czego pragnę. Nie mogę się tyle martwić.
wtorek, 12 maja 2015
Bądź silna. Jestem silna
Chyba stanełam w miejscu. Niedobrze. Kłębię się i chmurzę .
Dzisiaj postanawiam: nie chcę więcej płakać. KONIEC Z PŁAKANIEM. Nie jestem małym dzieckiem, żeby wciąż płakać.
Nie będę więcej płakać z powodu Michała. To nie jest tego warte. Miłość ma dawać szczęście, inaczej nie ma sensu.
Jestem silną kobietą, ale miłość do Michała to mój słaby punkt. Muszę się pozbierać. Zebrać w sobie siły.
Zrobię z tym coś, a jeśli się nie da to będę zmuszona zrezygnować.
Zastanawiam się tylko, czym sobie na to zasłużyłam.
Może zbyt pochłonięta szczęściem jakie mi dawał, za bardzo się przechwalałam? Może życzyłam innym źle i sądziłąm że nikt nie zasługuje na to co dostałam? Kurczę... to nie tak miało być.
Zatraciłam się w szczęściu.
Widziałam Michała ostatnio w czwartek (potem jeszcze raz na 3 sekundy jak strzelił focha). Ostatni czas jaki spędziliśmy był udany. Był kochany, byłam szczęśliwa. Paradoksalnie wydaje mi się jakby od tamtego czasu minęła wieczność, a wszystko się zmieniło. Jednak czy na pewno coś się zmieniło? Może to tylko ja.
Skąd się to bierze? Z mojej bezsilności? Z żalu?
Czuję ciągle niepokój, strach, panikę. To wynika z rodzącego się braku zaufania, braku zrozumienia i braku rozmowy. Powinniśmy zacząć rozmawiać, a nie denerwować się.
Chcę osiągnąć wewnętrzny spokój, harmonię. Pytanie: jak?
Dzisiaj postanawiam: nie chcę więcej płakać. KONIEC Z PŁAKANIEM. Nie jestem małym dzieckiem, żeby wciąż płakać.
Nie będę więcej płakać z powodu Michała. To nie jest tego warte. Miłość ma dawać szczęście, inaczej nie ma sensu.
Jestem silną kobietą, ale miłość do Michała to mój słaby punkt. Muszę się pozbierać. Zebrać w sobie siły.
Zrobię z tym coś, a jeśli się nie da to będę zmuszona zrezygnować.
Zastanawiam się tylko, czym sobie na to zasłużyłam.
Może zbyt pochłonięta szczęściem jakie mi dawał, za bardzo się przechwalałam? Może życzyłam innym źle i sądziłąm że nikt nie zasługuje na to co dostałam? Kurczę... to nie tak miało być.
Zatraciłam się w szczęściu.
Widziałam Michała ostatnio w czwartek (potem jeszcze raz na 3 sekundy jak strzelił focha). Ostatni czas jaki spędziliśmy był udany. Był kochany, byłam szczęśliwa. Paradoksalnie wydaje mi się jakby od tamtego czasu minęła wieczność, a wszystko się zmieniło. Jednak czy na pewno coś się zmieniło? Może to tylko ja.
Skąd się to bierze? Z mojej bezsilności? Z żalu?
Czuję ciągle niepokój, strach, panikę. To wynika z rodzącego się braku zaufania, braku zrozumienia i braku rozmowy. Powinniśmy zacząć rozmawiać, a nie denerwować się.
Chcę osiągnąć wewnętrzny spokój, harmonię. Pytanie: jak?
wtorek, 31 marca 2015
Moment zmian
Dzisiaj już jestem spokojniejesz.
Czasami siadam, zakładam słuchawki i oddaję się samej przyjemności. Czuję to co piosenki niosą ze sobą. Nie znam języka obcego, wystarczy, że czuję to jaką niosą energię, a nie sens. Ty powiesz, że siedzę i nic nie robię, a ja Ci powiem, że właśnie wtedy mają miejsce największe wydarzenia w moim życiu. To właśnie wtedy podejmuję decyzję o swoim losie, postanawiam wziąć życie za rogi i pokierować nim tak jak ja chcę, a wierzę w to, że to ja jestem Kreatorem swojego życia.
To daje mi dużo siły.
Siadam, słucham, a wewnątrz rodzi się we mnie ogromna moc i wiara w to, że uda mi się osiągnąć wszystko. Czuję się wtedy jakby moje ciało było tylko powłoką służącą mi wszystkim co ma do zaoferowania. Jesteśmy tylko zagęszczoną energią.
Nadeszła pora zmian. Wzięłam się za siebie, w końcu.
Nie powinnam tracić z oczu moich celów, zaczynam się rozpraszać, zamieniać w szarą masę, skupiona na egzystencji. Dużo lepiej czuję się wewnętrznie czując w sobie zmiany. Samorozwój. Krok po kroku do przodu, osiągnę WSZYSTKO czego chcę, a przecież nie chcę wiele. Chcę szczęścia.
Złamię wszystkie swoje lęki, bo te wypełzły z szafy i rozlazły się po całym świecie, wyskakując mi dosłownie zza każdego rogu. Strach nie jest zły, dopóki nie paraliżuje i nie dyktuje Ci warunków.
Uwierzę, że mam moc dokonania wszystkiego.
Zacznę traktować Michała jako partnera, a nie chłopaka. Nie mogę sie go kurczowo trzymać, to ja jestem źródłem własnego szczęścia, nie powinnam skupiać się na nim, a na sobie. Wtedy uzyskam harmonię w tym co daję i otrzymuję.
To bardzo ważne zdanie.
Będę płakała ile tylko będę chciała. Łzy to nie oznaka słabości.
Będę zachwycała się każdą chwilą, każdym widokiem, każdym uśmiechem, każdą ciekawostką.
Nauczę się żyć gospodarnie.
Będę dbała o swoje ciało. Po za ograniczeniami daje mi przecież wiele możliwości.
Dlatego będę czuła się kobieca, a nawet seksowna.
Chcę być dobra dla ludzi, nie muszę oczekiwać, że dostanę to samo, jeśli nie czuję się wykorzystywana.
Nauczę się mówić: szukam, zamiast nie wiem; doświadczyłam, zamiast zawiodłam się,
Będę medytowała, ćwiczyła - rozwijała siebie i Siebie.
Nauczę się mówić tyle ile powinnam.
Nauczę się intymności.
Będę piła wodę, a alkohol wcale nie powoduje, że jestem lepsza.
Powoli zacznę przekonywać się do tego co lubię, do pisania i rysowania. Uwierzę, że dam radę, więc zacznę robić to dla własnej przyjemności, a nie dla innych. Wtedy znów będę czerpać z tego radość.
Przestane bać się reakcji.
Przestanę się martwić.
Pomyślę o swojej przyszłości i co mogę z nią zrobić, póki jeszcze mam czas coś zmienić.
Będę obserwować swoje zmiany. Czuję że z dziewczyny staję się kobietą. Czuję, że macierzyństwo powoli, powoli się zbliża. Wiem, że przyjdzie moment w którym zapragnę zostać mamą. Teraz ściska mnie nieokreślone uczucie na myśl o macierzyństwie.
Zapragnę stworzyć najpierw dom, potem rodzinę.
Stanę się pewniejsza siebie i na nowo odkryję swoją wartość. To ja jej dowiodę, nie potrzebuję niczyich zapewnień.
Będę kochała mocniej, trzeźwo i czysto.
Będę się pilnie uczyć, przecież wszystko co mnie otacza jest takie interesujące.
Będę ciekawa świata.
Myślę, że już wiele osiągnęłam. Dla wszystkich to tak mało znaczące, a dla mnie ogromny krok do przodu. Nikt nie musi tego rozumieć tak jak ja.
Jestem Panią swojego życia i tylko to powinno mnie obchodzić. Cała reszta rozumie się sama przez się.
Nie wiem czy powinieneś to czytać. Czy powinnam i czy mogę pokazać Ci to wszystko. Chciałabym napisać: "Boję się, bo.." ale przecież już miałam się nie bać.
Chcę zatem, żebyś wiedział, jak bardzo dla mnie jest to ważne. Piszę to dla siebie. W momencie kiedy to piszę, czuję ulgę z różnorakich przyczyn, czuję też radość pisania, ale zostawiam to tu wszystko by do tego wracać. Widzieć zmiany lub ich brak, przypominać sobie chwile kiedy to pisałam i pamiętać kim byłam i kim jestem.
Jeśli masz z tego skorzystać, i być może zrozumieć jak myślę, co mną kieruje i może poznać mnie troszkę bardziej, to proszę, ale nie śmiej się z tego. Nie oceniaj. Zrozum treść a nie formę przekazu. Nie piszę tego gramatycznie, składniowo czy poprawnie, a jedynie tak żeby każda moja myśl, znalazła tu miejsce.
Dnia poprzedniego natchniona momentem chwili zagłębiłam się we własne wnętrze.
Czasami siadam, zakładam słuchawki i oddaję się samej przyjemności. Czuję to co piosenki niosą ze sobą. Nie znam języka obcego, wystarczy, że czuję to jaką niosą energię, a nie sens. Ty powiesz, że siedzę i nic nie robię, a ja Ci powiem, że właśnie wtedy mają miejsce największe wydarzenia w moim życiu. To właśnie wtedy podejmuję decyzję o swoim losie, postanawiam wziąć życie za rogi i pokierować nim tak jak ja chcę, a wierzę w to, że to ja jestem Kreatorem swojego życia.
To daje mi dużo siły.
Siadam, słucham, a wewnątrz rodzi się we mnie ogromna moc i wiara w to, że uda mi się osiągnąć wszystko. Czuję się wtedy jakby moje ciało było tylko powłoką służącą mi wszystkim co ma do zaoferowania. Jesteśmy tylko zagęszczoną energią.
Nadeszła pora zmian. Wzięłam się za siebie, w końcu.
Nie powinnam tracić z oczu moich celów, zaczynam się rozpraszać, zamieniać w szarą masę, skupiona na egzystencji. Dużo lepiej czuję się wewnętrznie czując w sobie zmiany. Samorozwój. Krok po kroku do przodu, osiągnę WSZYSTKO czego chcę, a przecież nie chcę wiele. Chcę szczęścia.
Złamię wszystkie swoje lęki, bo te wypełzły z szafy i rozlazły się po całym świecie, wyskakując mi dosłownie zza każdego rogu. Strach nie jest zły, dopóki nie paraliżuje i nie dyktuje Ci warunków.
Uwierzę, że mam moc dokonania wszystkiego.
Zacznę traktować Michała jako partnera, a nie chłopaka. Nie mogę sie go kurczowo trzymać, to ja jestem źródłem własnego szczęścia, nie powinnam skupiać się na nim, a na sobie. Wtedy uzyskam harmonię w tym co daję i otrzymuję.
To bardzo ważne zdanie.
Będę płakała ile tylko będę chciała. Łzy to nie oznaka słabości.
Będę zachwycała się każdą chwilą, każdym widokiem, każdym uśmiechem, każdą ciekawostką.
Nauczę się żyć gospodarnie.
Będę dbała o swoje ciało. Po za ograniczeniami daje mi przecież wiele możliwości.
Dlatego będę czuła się kobieca, a nawet seksowna.
Chcę być dobra dla ludzi, nie muszę oczekiwać, że dostanę to samo, jeśli nie czuję się wykorzystywana.
Nauczę się mówić: szukam, zamiast nie wiem; doświadczyłam, zamiast zawiodłam się,
Będę medytowała, ćwiczyła - rozwijała siebie i Siebie.
Nauczę się mówić tyle ile powinnam.
Nauczę się intymności.
Będę piła wodę, a alkohol wcale nie powoduje, że jestem lepsza.
Powoli zacznę przekonywać się do tego co lubię, do pisania i rysowania. Uwierzę, że dam radę, więc zacznę robić to dla własnej przyjemności, a nie dla innych. Wtedy znów będę czerpać z tego radość.
Przestane bać się reakcji.
Przestanę się martwić.
Pomyślę o swojej przyszłości i co mogę z nią zrobić, póki jeszcze mam czas coś zmienić.
Będę obserwować swoje zmiany. Czuję że z dziewczyny staję się kobietą. Czuję, że macierzyństwo powoli, powoli się zbliża. Wiem, że przyjdzie moment w którym zapragnę zostać mamą. Teraz ściska mnie nieokreślone uczucie na myśl o macierzyństwie.
Zapragnę stworzyć najpierw dom, potem rodzinę.
Stanę się pewniejsza siebie i na nowo odkryję swoją wartość. To ja jej dowiodę, nie potrzebuję niczyich zapewnień.
Będę kochała mocniej, trzeźwo i czysto.
Będę się pilnie uczyć, przecież wszystko co mnie otacza jest takie interesujące.
Będę ciekawa świata.
Myślę, że już wiele osiągnęłam. Dla wszystkich to tak mało znaczące, a dla mnie ogromny krok do przodu. Nikt nie musi tego rozumieć tak jak ja.
Jestem Panią swojego życia i tylko to powinno mnie obchodzić. Cała reszta rozumie się sama przez się.
Nie wiem czy powinieneś to czytać. Czy powinnam i czy mogę pokazać Ci to wszystko. Chciałabym napisać: "Boję się, bo.." ale przecież już miałam się nie bać.
Chcę zatem, żebyś wiedział, jak bardzo dla mnie jest to ważne. Piszę to dla siebie. W momencie kiedy to piszę, czuję ulgę z różnorakich przyczyn, czuję też radość pisania, ale zostawiam to tu wszystko by do tego wracać. Widzieć zmiany lub ich brak, przypominać sobie chwile kiedy to pisałam i pamiętać kim byłam i kim jestem.
Jeśli masz z tego skorzystać, i być może zrozumieć jak myślę, co mną kieruje i może poznać mnie troszkę bardziej, to proszę, ale nie śmiej się z tego. Nie oceniaj. Zrozum treść a nie formę przekazu. Nie piszę tego gramatycznie, składniowo czy poprawnie, a jedynie tak żeby każda moja myśl, znalazła tu miejsce.
poniedziałek, 30 marca 2015
Żalenie się
Michał kazał mi ruszyć dupsko i ćwiczyć, a ja wewnętrznie czuję bunt, bo z jednej strony chłopak ma rację, rozleniwiłam się, nie mam kondycji, nie wygląda to korzystnie, chciałabym być "dobrą dupą", ubrać sukienkę i nie wstydzić się tego jak to wygląda. Ma rację, bo ćwiczenie ma korzystny wpływ na moje życie. Jednak tak naprawdę czuję się dla niego zupełnie nie atrakcyjnie. Jakby kazał mi ćwiczyć, bo nie może już na mnie patrzeć. To nie miłe, ale dam radę z tym żyć.
To co naprawdę mnie dotknęło, to to jak mnie potraktował. Michał potrafi byc naprawdę kochany, jednym zdaniem potrafi mnie całkiem rozbroić, ale potrafi też być kutasem. Nie podoba mi się to, jak się do mnie odnosi. Jak potrafi mnie olać. Jak czuje się ode mnie lepszy. Jak ma do mnie pretensje i wkurza się. To mnie bardzo dotyka.
I wiem, że jeżeli nie uda nam się nic z tym zrobić, to ja nie zamierzam być z kimś kto nie okazuje mi szacunku.
Wyznaję prostą zasadę: ja staram się być wyrozumiała, spokojna, opanowana to i tego wymagam. Wymagam szacunku.
Czuję niesprawiedliwość i niepokój, a także rosnące pretensje i zdenerwowanie. To daje mi siłę, do bycia nieugiętą.
Muszę stawiać na swoim.
Potrzebuje i zmuszam się do kilku dni bez niego, Odpocząć, odsapnąć, zatęsknić.
To w jaki sposób mnie potraktował, mocno zachwiało wszystkim tym co mi mówił. Przekonałam się, że jego słowa to nie wszystko. I bardzo mi się to nie spodobało.
Kocham go tak jak nikogo innego. Nigdy nie przypuszczałam, że miłością mojego życia będzie właśnie on. Jednak to nie wygląda tak, jak się tego spodziewałam. Powinnam z nim o tym pogadać, powinniśmy coś z tym zrobić.
Zależy mi na tym, żeby się nie kłócić, a rozwiązywać problemy rozmową. Tymczasem już kolejny raz on potraktował mnie jak gówno.
Mam w sobie z tego powodu ogromny żal. Dlatego teraz przeszłam na odwyk, a potem planuję kontratak (tj. rozmowę).
środa, 17 września 2014
Nic więcej
Coś się ze mną dzieje. Czuję potrzebę pisania, jednak jestem zbyt leniwa, a może zbyt zagubiona, by pisać. Może to jesień.
Znów znajome uczucie czekania na coś co miałoby się wydarzyć, ale nie przychodzi. Czuję się opuszczona, a może tylko samotna. Wszystko jest takie proste, a jednocześnie skomplikowane.
Niewypowiedziane uczucia uciskają mnie gdzieś w środku.
Wiem, że jestem przerażona i to powoduje mój smutek, ale to nie wszystko. Chyba potrzebuję kogoś, kto mnie wesprze. Kogoś kto będzie wiedział jak mnie prowadzić przez życie. Czuję się zmęczona udawaniem, że daje radę ze wszystkim sama. Wiem, że dam radę, ale boję się radzić sobie sama.
Chciałabym jakiejś stabilizacji. Kogoś przy kim poczuję się bezpieczna, przy kim nie będę musiała być "jedną nogą poza". Nie obawiać się zranienia.
I to tyle..
Znów znajome uczucie czekania na coś co miałoby się wydarzyć, ale nie przychodzi. Czuję się opuszczona, a może tylko samotna. Wszystko jest takie proste, a jednocześnie skomplikowane.
Niewypowiedziane uczucia uciskają mnie gdzieś w środku.
Wiem, że jestem przerażona i to powoduje mój smutek, ale to nie wszystko. Chyba potrzebuję kogoś, kto mnie wesprze. Kogoś kto będzie wiedział jak mnie prowadzić przez życie. Czuję się zmęczona udawaniem, że daje radę ze wszystkim sama. Wiem, że dam radę, ale boję się radzić sobie sama.
Chciałabym jakiejś stabilizacji. Kogoś przy kim poczuję się bezpieczna, przy kim nie będę musiała być "jedną nogą poza". Nie obawiać się zranienia.
I to tyle..
czwartek, 21 sierpnia 2014
Owca w pogoni za szczęściem
Traktuję tego bloga trochę z sentymentem, trochę jak śmietnik moich uczuć i wspomnień. Daje mi poczucie wyżycia artystycznego w jakimś minimalnym stopniu. Odzwierciedla moje zmiany. Opowiada moją historię.
Od kilku dni czuję ogromny smutek. Powoli zaczyna mnie przygniatać. Sama chyba nie potrafię sobie z nim poradzić. Potrzebuję rozmowy. I wina. Dużooo wina.
Idę na studia. Czuję w sobie przymus zmian. Znów chcę być innym człowiekiem.
Tęsknię przeokropnie za Arturem. Gdziekolwiek się nie rozejrzę widzę wspomnienia. Wszystko z nim jest związane. Pod jego wpływem stałam się troszkę inna - to normalne. Przyjęłam wiele od niego i pewnie troszkę sama mu oddałam. Zrobiłam już wszystko, by wiedzieć, że on nie wróci. Odebrałam sobie nadzieję. Wyjdzie mi to na zdrowie.
Brakuje mi oparcia. Kogoś takiego jak on, kiedy wiedziałam, że zawsze go mam. Mogłam z nim pogadać o wszystkim. Jest moim przyjacielem, mimo że często mnie nie rozumie.
Nie podoba mi się to, że teraz muszę zaczynać wszystko od nowa. Chciałabym zacząć tam gdzie skończyłam. Chciałabym ufać i czuć się pewnie. Z Michałem jest inaczej. Nie potrafię traktować go jak swojego chłopaka. Chciałabym, żeby dla niego znaczyło to coś więcej. Wtedy cieszyłabym się gdybym mogła pomóc mu uwolnić się od byłej i ja byłabym szczęśliwa, czując się pewnie i bezpiecznie.
Tymczasem czuję się jak tymczasowe rozwiązanie na wakacje i traktuję go tak samo, bojąc się skrzywdzenia.
Zawiłość moich emocji nie ma końca.
Samotnie spędzane wieczory to męczarnia.
Moim marzeniem jest : winko, rozmowy i spędzenie całej nocy z Michałem. W jego ramionach odnajduję ukojenie.
Przestałam tęsknić, zaczęłam potrzebować.
W pogoni za szczęściem - całe życie. Bez końca.
Kiedy słyszę jak pięknie on mówi o miłości, zrozumiałam, że nigdy jej nie przeżyłam. I to chyba boli. Zrozumienie, że twój facet nigdy Cię nie kochał, bo jest mu z Tobą za dobrze. To nie ma sensu.
Przeczytałam dziś jeden z wcześniejszych napisanych przeze mnie postów i zdziwiłam się kiedy słowa te pocieszyły mnie. Pocieszyłam się sama. Asia z przeszłości pocieszyła tą, którą jestem dzisiaj. Dziwne uczucie, ale mam rację. To chyba w końcu znak z nieba, że powinnam zacząć żyć według tego co wyznaję, a nie tylko gadać.
To by było na tyle.
Od kilku dni czuję ogromny smutek. Powoli zaczyna mnie przygniatać. Sama chyba nie potrafię sobie z nim poradzić. Potrzebuję rozmowy. I wina. Dużooo wina.
Idę na studia. Czuję w sobie przymus zmian. Znów chcę być innym człowiekiem.
Tęsknię przeokropnie za Arturem. Gdziekolwiek się nie rozejrzę widzę wspomnienia. Wszystko z nim jest związane. Pod jego wpływem stałam się troszkę inna - to normalne. Przyjęłam wiele od niego i pewnie troszkę sama mu oddałam. Zrobiłam już wszystko, by wiedzieć, że on nie wróci. Odebrałam sobie nadzieję. Wyjdzie mi to na zdrowie.
Brakuje mi oparcia. Kogoś takiego jak on, kiedy wiedziałam, że zawsze go mam. Mogłam z nim pogadać o wszystkim. Jest moim przyjacielem, mimo że często mnie nie rozumie.
Nie podoba mi się to, że teraz muszę zaczynać wszystko od nowa. Chciałabym zacząć tam gdzie skończyłam. Chciałabym ufać i czuć się pewnie. Z Michałem jest inaczej. Nie potrafię traktować go jak swojego chłopaka. Chciałabym, żeby dla niego znaczyło to coś więcej. Wtedy cieszyłabym się gdybym mogła pomóc mu uwolnić się od byłej i ja byłabym szczęśliwa, czując się pewnie i bezpiecznie.
Tymczasem czuję się jak tymczasowe rozwiązanie na wakacje i traktuję go tak samo, bojąc się skrzywdzenia.
Zawiłość moich emocji nie ma końca.
Samotnie spędzane wieczory to męczarnia.
Moim marzeniem jest : winko, rozmowy i spędzenie całej nocy z Michałem. W jego ramionach odnajduję ukojenie.
Przestałam tęsknić, zaczęłam potrzebować.
W pogoni za szczęściem - całe życie. Bez końca.
Kiedy słyszę jak pięknie on mówi o miłości, zrozumiałam, że nigdy jej nie przeżyłam. I to chyba boli. Zrozumienie, że twój facet nigdy Cię nie kochał, bo jest mu z Tobą za dobrze. To nie ma sensu.
Przeczytałam dziś jeden z wcześniejszych napisanych przeze mnie postów i zdziwiłam się kiedy słowa te pocieszyły mnie. Pocieszyłam się sama. Asia z przeszłości pocieszyła tą, którą jestem dzisiaj. Dziwne uczucie, ale mam rację. To chyba w końcu znak z nieba, że powinnam zacząć żyć według tego co wyznaję, a nie tylko gadać.
To by było na tyle.
środa, 20 sierpnia 2014
Lekarstwo na zatrutą duszę.
Wiele się zmienia. W otaczającym mnie świecie i tym który mam w sobie.
Jedna obawa wyrasta na drugiej. Trujące myśli, owładają mną.
Uczucie, że coś jest nie tak sączy się moimi żyłami.
Stoję na krawędzi emocjonalnej, zadając sobie pytanie czy skoczyć i poddać się temu, czy odwlekać to w nieskończoność. Czy warto oddawać mu wszystko, kiedy nie jestem pewna tego co dostanę w zamian. Za wcześnie by cokolwiek sądzić. Za wcześnie by o cokolwiek pytać.
Czuję się strasznie niepewna. Jak tymczasowe rozwiązanie, a chyba nie koniecznie takim chcę być. Muszę spróbować mu zaufać. I zaufać sobie.
Powinnam mieć na uwadze, że relacje międzyludzkie to zawsze gra. Kiedy ja wolę grac w otwarte karty. Kiedy za dużo myślę - to za dużo gadam. Mówię o wszystkim. Zdaję sobie sprawę jak bardzo to męczy.
Panicznie boję się wejść mu w drogę. Czuję się jakbym nie miała wobec niego praw, tylko obowiązki i ograniczenia.
Nie wierzę, że dzieje się to naprawdę, bo boję się, że pryśnie jak bańka mydlana. Zniknie.
I wtedy przychodzi ta uspakajająca myśl: "Niczego na tym nie tracisz. Nie analizuj. Nie myśl. Niech się dzieje. Co złego może się stać?"
Jednak ta myśl wciąż jest malutka, za słaba, żebym mogła zacząć nią żyć. Jedynym lekarstwem jest czas.
Jedna obawa wyrasta na drugiej. Trujące myśli, owładają mną.
Uczucie, że coś jest nie tak sączy się moimi żyłami.
Stoję na krawędzi emocjonalnej, zadając sobie pytanie czy skoczyć i poddać się temu, czy odwlekać to w nieskończoność. Czy warto oddawać mu wszystko, kiedy nie jestem pewna tego co dostanę w zamian. Za wcześnie by cokolwiek sądzić. Za wcześnie by o cokolwiek pytać.
Czuję się strasznie niepewna. Jak tymczasowe rozwiązanie, a chyba nie koniecznie takim chcę być. Muszę spróbować mu zaufać. I zaufać sobie.
Powinnam mieć na uwadze, że relacje międzyludzkie to zawsze gra. Kiedy ja wolę grac w otwarte karty. Kiedy za dużo myślę - to za dużo gadam. Mówię o wszystkim. Zdaję sobie sprawę jak bardzo to męczy.
Panicznie boję się wejść mu w drogę. Czuję się jakbym nie miała wobec niego praw, tylko obowiązki i ograniczenia.
Nie wierzę, że dzieje się to naprawdę, bo boję się, że pryśnie jak bańka mydlana. Zniknie.
I wtedy przychodzi ta uspakajająca myśl: "Niczego na tym nie tracisz. Nie analizuj. Nie myśl. Niech się dzieje. Co złego może się stać?"
Jednak ta myśl wciąż jest malutka, za słaba, żebym mogła zacząć nią żyć. Jedynym lekarstwem jest czas.
czwartek, 31 lipca 2014
Mam zamiar kiedyś tak zrobić :)
Lista marzeń:
1. Oglądać rozgwieżdżone niebo w środku nocy z chłopakiem.
2. Przeżyć prawdziwie romantyczny wieczór.
3. Pojechać KONIECZNIE na Woodstock.
4. Spędzić całą noc z kimś jeżdżąc po prostu autkiem.
1. Oglądać rozgwieżdżone niebo w środku nocy z chłopakiem.
2. Przeżyć prawdziwie romantyczny wieczór.
3. Pojechać KONIECZNIE na Woodstock.
4. Spędzić całą noc z kimś jeżdżąc po prostu autkiem.
środa, 23 lipca 2014
Dylematy
Zagubiona we własnych emocjach - tak bardzo.
Same pytania bez odpowiedzi:
Co się dzieje?
Czy to jest dobre?
Czy będę żałować?
Czy kogoś ranię?
Czy powinnam?
Czy wypada?
Co pomyślą inni?
I wtedy myślę: młodość. Przecież to czas popełniania błędów i uczenia się na nich.
Boję się. Nie mogę wymagać za dużo, nie wiedząc na czym stoję. Nie wiedząc nic.
Nie chcę się angażować. Za wcześnie, albo wcale tego nie chcę?
Z drugiej strony jest tak pięknie, że mogłoby się nic nie zmieniać.
Stoję na granicy między tym i tamtym, zupełnie nie wiedząc co dla mnie słuszne.
To może mieć tragiczne skutki, nie mieć ich wcale albo skończyć się pięknie.
To łamie moje zasady no i w zasadzie biorąc to schematycznie, nie ma prawa bytu. Fantazje pozostają fantazjami.
Gryzie mnie to. Ludzie krzyczą. A mi tak dobrze. Nie chcę niczego innego. Po prostu mi dobrze. Dobrze.
Jednak konsekwencje nie dają zapomnieć się i trwać.
Same pytania bez odpowiedzi:
Co się dzieje?
Czy to jest dobre?
Czy będę żałować?
Czy kogoś ranię?
Czy powinnam?
Czy wypada?
Co pomyślą inni?
I wtedy myślę: młodość. Przecież to czas popełniania błędów i uczenia się na nich.
Boję się. Nie mogę wymagać za dużo, nie wiedząc na czym stoję. Nie wiedząc nic.
Nie chcę się angażować. Za wcześnie, albo wcale tego nie chcę?
Z drugiej strony jest tak pięknie, że mogłoby się nic nie zmieniać.
Stoję na granicy między tym i tamtym, zupełnie nie wiedząc co dla mnie słuszne.
To może mieć tragiczne skutki, nie mieć ich wcale albo skończyć się pięknie.
To łamie moje zasady no i w zasadzie biorąc to schematycznie, nie ma prawa bytu. Fantazje pozostają fantazjami.
Gryzie mnie to. Ludzie krzyczą. A mi tak dobrze. Nie chcę niczego innego. Po prostu mi dobrze. Dobrze.
Jednak konsekwencje nie dają zapomnieć się i trwać.
niedziela, 20 lipca 2014
wtorek, 10 czerwca 2014
Marzenia.
Słowa które chciałabym usłyszeć:
1. Mocno Cię kocham.
2. Nie zostawię Cię.
3. Jesteś najpiękniejsza i bardzo mi się podobasz. Nie potrzebuję nikogo innego.
4. Uwielbiam spędzać z Tobą czas.
5. Tęskniłem.
6. Nie mogę doczekać się naszego spotkania.
7. Kupmy sobie kota albo chomika.
8. Jestem zazdrosny.
9. Zabieram Cię na wycieczkę, zabierz ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy na 3 kolejne dni.
10. Przyjechałem wcześniej. Niespodzianka!
11. Jesteś dla mnie najważniejsza i bardzo mi na Tobie zależy.
12. Nie bój się, jestem przy Tobie. Zaopiekuję się Tobą.
1. Mocno Cię kocham.
2. Nie zostawię Cię.
3. Jesteś najpiękniejsza i bardzo mi się podobasz. Nie potrzebuję nikogo innego.
4. Uwielbiam spędzać z Tobą czas.
5. Tęskniłem.
6. Nie mogę doczekać się naszego spotkania.
7. Kupmy sobie kota albo chomika.
8. Jestem zazdrosny.
9. Zabieram Cię na wycieczkę, zabierz ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy na 3 kolejne dni.
10. Przyjechałem wcześniej. Niespodzianka!
11. Jesteś dla mnie najważniejsza i bardzo mi na Tobie zależy.
12. Nie bój się, jestem przy Tobie. Zaopiekuję się Tobą.
czwartek, 5 czerwca 2014
Nic bardziej mylnego
Miłość, jako mało doświadczona w tych sprawach kobieta, powiem tylko, ze nie tak to miało wyglądać.
Zanim jeszcze wpakowałam się w związek, z utęsknieniem spoglądałam na wszystkie 'romantyczne obrazki' par w serduszkach. Myślałam, że też tak będę miała. Nic bardziej mylnego.
Wyobrażałam sobie, że mój związek będzie okresem czasu wypełnionym po brzegi czułościami, pięknymi słowami, romantycznymi gestami i szaleństwem miłości. Byłam przekonana o tym, że związek robi z czasem i człowiekiem takie: BUM! I wszystko się zmienia. Wewnętrznie czujesz tą zmianę, inaczej widzisz świat, wszystko jest inne. Nic bardziej mylnego.
Jako dziecko nauczona byłam kochać przez rodzinę. Kochałam mamę, tatę, braci - całym sercem. Oglądając romantyczne filmy, zrozumiałam że miłość do zupełnie innego człowieka (z poza rodziny) jest czymś większym, czymś przepełniającym, czymś tak ogromnym, ze aż nie do opisania. Nic bardziej mylnego.
Słysząc o pustce jaką zostawia strata kochanej osoby - uważałam, że jest to przerysowane, przesadzone. Moje serce dotąd nie było puste, więc jak mogłoby się nim stać? Nic bardziej mylnego...
Dzisiaj, wciąż mało doświadczona, ale wiem czym miłość jest dla mnie. Zrozumiałam, że miłość to uczucie, stan człowieka, a każdy postrzega je inaczej. Pomijając fakt, że inaczej się kocha mamę, czy tatę, a inaczej 'wybranka serca', zupełnie inaczej wygląda miłość do własnych dzieci, inna jest miłość do wnuków. Można kochać przyjaciół, można kochać - uwielbiać.
Jestem kobietą - kocham inaczej niż mężczyźni. Jednak miłość i tu i tu bywa podobna. Osobiście sądzę, że miłość łączy fakt potrzeby dbania o drugą osobę. Żeby było jej dobrze, ciepło, żeby była szczęśliwa. Miłość to taki stan kiedy cieszymy się z przebywania z tą drugą osobą. Miłość to stan kiedy czerpiesz radość z dawania, a nie brania.
Miłość to stan absurdalny: nie chcemy stracić osoby na której nam zależy, którą trzymamy przy sobie bo daje nam szczęście to, że możemy uszczęśliwiać ją.
Teraz wiem, jak mylnym wrażeniem karmiły mnie filmy, historie, 'romantyczne obrazki', sentymentalne teksty. Miłość to coś zupełnie osobistego.
Tu moja subiektywna opinia o tym, jak ja ją postrzegam: Dotąd kochałam rodzinę i było to coś co miałam zawsze, coś co nie przemijało, co może się bardzie utrwalało. Coś stałego.
Przygotowana na wielkie BUM! spowodowane nagłą zmianą (statusu na facebooku :D ), nie wiedziałam czego się spodziewać. I zaskoczyło mnie to. Zaskoczyła mnie subtelność tych zmian. Nie przerażały. Były tak naturalne jak przemijalność dnia.
Kiedy zdecydowaliśmy się zostać razem, to był po prostu najlepszy moment do następnego kroku - zaraz po etapie bliższego poznawania. Dużo ze sobą rozmawialiśmy, wykształciliśmy zalążki zaufania i na tym opierała się dalsza część naszego związku.
Najpierw oboje (chyba), czuliśmy się zakłopotani nową sytuacją, ale minęło to w ciągu niecałego tygodnia. Były to momenty pierwszego kontaktu fizycznego i musieliśmy wtedy wyznaczyć sobie pewne granice. Potem wszystko się powoli rozwijało. Czuliśmy* podekscytowanie z czasu który spędzaliśmy razem. Między nami wybuchło zauroczenie - motyli w brzuchu, ekscytacja, ciepełko w brzuszku. Zauroczenie ma to do siebie, ze po prostu wybucha. To etap kiedy człowiek jest przekonany o swojej miłości i o tym ile by zrobił dla drugiej osoby, ale tak naprawdę to tylko odurzenie hormonami, czysty objaw szaleństwa. Mija przeważnie po 3 miesiącach. Dopiero po tym etapie można stwierdzić co zostało.
Zauroczenie jest niezwykle intensywne i całkiem absurdalne, ale jeśli wybuchło zbyt gwałtownie, szybko się wypala. Potem nie zostaje nic, chyba że...
Chyba, że jednak coś zostało.
U nas tak było. Została radość z przebywania razem, pozostała wciąż setka tematów o których mogliśmy godzinami rozmawiać, pozostała więź. Na więzi i zaufaniu rozwijały się kolejne pietra naszego związku.
Tu nie ma już miejsca na absurdalne, intensywne uczucia. Tu już nie ma uniesień i motylków w brzuchu. Rodzi się coś większego, bardziej prawdziwego i subtelnego - miłość.
Zaufanie, które jest fundamentem tego związku, sprawiło, że staliśmy się sobie przyjaciółmi. To co między nami zostało, w dalszej części się już tylko umacniało. Czerpaliśmy radość z samego przebywania ze sobą, nawet jeśli było to siedzenie w milczeniu i oglądanie seriali. Wykształciliśmy szereg nawyków i zachowań, które wciąż powtarzaliśmy. Potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim i zupełnie o niczym. Zostawialiśmy to co było między nami, tylko dla siebie - w śród ludzi nie było miejsca na wynurzanie się.
Oczywiście równolegle z całymi przemianami emocjonalnymi rozwijała się nasza seksualność. Na wszystko przychodził czas, niczego nie przyśpieszaliśmy. Uczyliśmy się swoich ciał i ich potrzeb powoli, jednak dość intensywnie.
Jednak kiedy doszło do pierwszego razu, może nie byłam na to jeszcze gotowa. Wtedy jeszcze bałam się odrobinę skrzywdzenia. Zdobył mnie, oddałam mu się cała dopiero po roku współżycia. Wtedy nauczyłam się czerpać z tego przyjemność naprawdę. Dojrzałam do tego.
Miłość to więź - a my ją wykształciliśmy. Nauczyliśmy się egzystować ze sobą, wspierać się, wiedzieliśmy kiedy odpuścić i kiedy przeprosić. Mogliśmy rozmawiać o poważnych sprawach, uczuciach i mieliśmy odwagę mówić o tym co myślimy i czujemy, nawet jeśli nie było miłe.
Myślę, ze jest to miłość. Nie bylibyśmy ze sobą tak długo, gdyby jej nie było.
Teraz przed nami największa próba.
Damy radę. Wierzę w to.
Zanim jeszcze wpakowałam się w związek, z utęsknieniem spoglądałam na wszystkie 'romantyczne obrazki' par w serduszkach. Myślałam, że też tak będę miała. Nic bardziej mylnego.
Wyobrażałam sobie, że mój związek będzie okresem czasu wypełnionym po brzegi czułościami, pięknymi słowami, romantycznymi gestami i szaleństwem miłości. Byłam przekonana o tym, że związek robi z czasem i człowiekiem takie: BUM! I wszystko się zmienia. Wewnętrznie czujesz tą zmianę, inaczej widzisz świat, wszystko jest inne. Nic bardziej mylnego.
Jako dziecko nauczona byłam kochać przez rodzinę. Kochałam mamę, tatę, braci - całym sercem. Oglądając romantyczne filmy, zrozumiałam że miłość do zupełnie innego człowieka (z poza rodziny) jest czymś większym, czymś przepełniającym, czymś tak ogromnym, ze aż nie do opisania. Nic bardziej mylnego.
Słysząc o pustce jaką zostawia strata kochanej osoby - uważałam, że jest to przerysowane, przesadzone. Moje serce dotąd nie było puste, więc jak mogłoby się nim stać? Nic bardziej mylnego...
Dzisiaj, wciąż mało doświadczona, ale wiem czym miłość jest dla mnie. Zrozumiałam, że miłość to uczucie, stan człowieka, a każdy postrzega je inaczej. Pomijając fakt, że inaczej się kocha mamę, czy tatę, a inaczej 'wybranka serca', zupełnie inaczej wygląda miłość do własnych dzieci, inna jest miłość do wnuków. Można kochać przyjaciół, można kochać - uwielbiać.
Jestem kobietą - kocham inaczej niż mężczyźni. Jednak miłość i tu i tu bywa podobna. Osobiście sądzę, że miłość łączy fakt potrzeby dbania o drugą osobę. Żeby było jej dobrze, ciepło, żeby była szczęśliwa. Miłość to taki stan kiedy cieszymy się z przebywania z tą drugą osobą. Miłość to stan kiedy czerpiesz radość z dawania, a nie brania.
Miłość to stan absurdalny: nie chcemy stracić osoby na której nam zależy, którą trzymamy przy sobie bo daje nam szczęście to, że możemy uszczęśliwiać ją.
Teraz wiem, jak mylnym wrażeniem karmiły mnie filmy, historie, 'romantyczne obrazki', sentymentalne teksty. Miłość to coś zupełnie osobistego.
Tu moja subiektywna opinia o tym, jak ja ją postrzegam: Dotąd kochałam rodzinę i było to coś co miałam zawsze, coś co nie przemijało, co może się bardzie utrwalało. Coś stałego.
Przygotowana na wielkie BUM! spowodowane nagłą zmianą (statusu na facebooku :D ), nie wiedziałam czego się spodziewać. I zaskoczyło mnie to. Zaskoczyła mnie subtelność tych zmian. Nie przerażały. Były tak naturalne jak przemijalność dnia.
Kiedy zdecydowaliśmy się zostać razem, to był po prostu najlepszy moment do następnego kroku - zaraz po etapie bliższego poznawania. Dużo ze sobą rozmawialiśmy, wykształciliśmy zalążki zaufania i na tym opierała się dalsza część naszego związku.
Najpierw oboje (chyba), czuliśmy się zakłopotani nową sytuacją, ale minęło to w ciągu niecałego tygodnia. Były to momenty pierwszego kontaktu fizycznego i musieliśmy wtedy wyznaczyć sobie pewne granice. Potem wszystko się powoli rozwijało. Czuliśmy* podekscytowanie z czasu który spędzaliśmy razem. Między nami wybuchło zauroczenie - motyli w brzuchu, ekscytacja, ciepełko w brzuszku. Zauroczenie ma to do siebie, ze po prostu wybucha. To etap kiedy człowiek jest przekonany o swojej miłości i o tym ile by zrobił dla drugiej osoby, ale tak naprawdę to tylko odurzenie hormonami, czysty objaw szaleństwa. Mija przeważnie po 3 miesiącach. Dopiero po tym etapie można stwierdzić co zostało.
Zauroczenie jest niezwykle intensywne i całkiem absurdalne, ale jeśli wybuchło zbyt gwałtownie, szybko się wypala. Potem nie zostaje nic, chyba że...
Chyba, że jednak coś zostało.
U nas tak było. Została radość z przebywania razem, pozostała wciąż setka tematów o których mogliśmy godzinami rozmawiać, pozostała więź. Na więzi i zaufaniu rozwijały się kolejne pietra naszego związku.
Tu nie ma już miejsca na absurdalne, intensywne uczucia. Tu już nie ma uniesień i motylków w brzuchu. Rodzi się coś większego, bardziej prawdziwego i subtelnego - miłość.
Zaufanie, które jest fundamentem tego związku, sprawiło, że staliśmy się sobie przyjaciółmi. To co między nami zostało, w dalszej części się już tylko umacniało. Czerpaliśmy radość z samego przebywania ze sobą, nawet jeśli było to siedzenie w milczeniu i oglądanie seriali. Wykształciliśmy szereg nawyków i zachowań, które wciąż powtarzaliśmy. Potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim i zupełnie o niczym. Zostawialiśmy to co było między nami, tylko dla siebie - w śród ludzi nie było miejsca na wynurzanie się.
Oczywiście równolegle z całymi przemianami emocjonalnymi rozwijała się nasza seksualność. Na wszystko przychodził czas, niczego nie przyśpieszaliśmy. Uczyliśmy się swoich ciał i ich potrzeb powoli, jednak dość intensywnie.
Jednak kiedy doszło do pierwszego razu, może nie byłam na to jeszcze gotowa. Wtedy jeszcze bałam się odrobinę skrzywdzenia. Zdobył mnie, oddałam mu się cała dopiero po roku współżycia. Wtedy nauczyłam się czerpać z tego przyjemność naprawdę. Dojrzałam do tego.
Miłość to więź - a my ją wykształciliśmy. Nauczyliśmy się egzystować ze sobą, wspierać się, wiedzieliśmy kiedy odpuścić i kiedy przeprosić. Mogliśmy rozmawiać o poważnych sprawach, uczuciach i mieliśmy odwagę mówić o tym co myślimy i czujemy, nawet jeśli nie było miłe.
Myślę, ze jest to miłość. Nie bylibyśmy ze sobą tak długo, gdyby jej nie było.
Teraz przed nami największa próba.
Damy radę. Wierzę w to.
środa, 28 maja 2014
Urwane myśli.
By zacząć tą historię trzeba sięgnąć głębiej i jeszcze głębiej niż starczy nam ramienia.
Utonąć we własnych myślach i marzeniach.
Poczuć to co jest tak piękne i raniące jednocześnie - jak róża.
Historia ta zaczęła się głęboko we mnie i w Tobie.
Usiądź i czytaj... :
Zastanów się czy ty też pamiętasz moment kiedy twoje życie się zmienia? Jak z dnia na dzień coś w tobie pęka i rodzi się z tego coś zupełnie nowego. Można to nawet porównać do przemiany gąsienicy w motylka. To własnie dojrzewanie. Jesteśmy jego świadkiem codziennie.
Urwane mysli.
Utonąć we własnych myślach i marzeniach.
Poczuć to co jest tak piękne i raniące jednocześnie - jak róża.
Historia ta zaczęła się głęboko we mnie i w Tobie.
Usiądź i czytaj... :
Zastanów się czy ty też pamiętasz moment kiedy twoje życie się zmienia? Jak z dnia na dzień coś w tobie pęka i rodzi się z tego coś zupełnie nowego. Można to nawet porównać do przemiany gąsienicy w motylka. To własnie dojrzewanie. Jesteśmy jego świadkiem codziennie.
Urwane mysli.
wtorek, 29 kwietnia 2014
Możesz być kim tylko zechcesz. Świat jest piękny.
Słoneczko, leżaczek, muzyczka i przygotowania do matury. A taki super klimacik.
Tylko piwka brakuje.
Wystarczy się rozejrzeć by dostrzec piękno. Ludzie za bardzo biegną do przodu by zachwycić się pięknem i na chwilę odpocząć. Wszyscy biegniemy. Gonimy, ale czy wiemy za czym ?
Dzisiaj matura, jutro studia, potem praca, rodzina, dzieci.... Kto z nas nie chce mieć rodziny? Jednak czy warto całe życie robić to co ci każą: uczyć się, zeby mieć pracę? Nie lepiej cieszyć się z nauki, rozwijać pasję, znaleźć pomysł na siebie?
To gadanie małolaty, z umysłem pełnym idei. Ja wiem, ale ja chce wierzyć, że tak się da, że dam radę. Wiara czyni cuda. Mozesz byc tym kim chcesz. Możesz robić co tylko chcesz. Możesz się zatrzymać i odetchnąć. Możesz, musisz tylko WIEDZIEĆ, że możesz i WIERZYĆ.
Tak niewiele.
Jesteśmy tym za których się uważamy. Zatem ja muszę wierzyć, że dam radę zdać maturę, przecież to umiem. Widzisz? Tyle samo czeka mnie pracy, co Ciebie jeśli chciałbyś coś zmienić.
Kiedyś byłam pesymistką. Siedziałam całe dnie w domu, w swoim pokoju i zamartwiałam się, do dziś nie wiem czym. Dzisiaj dalej siedzę w domu, ale inaczej sie z tym czuję. Nie zamykam się w sobie, siedzę nie sama, ale z rodziną, nawet jesli ze sobą nie rozmawiamy. Staram się być dobrym człowiekiem dla siebie. Za długo robiłam wszystko dla innych. Dzisiaj chcę świętego spokoju, to sobie go wezmę. Chcę mieć internetowego 'kochanka' z którym dzielę szczęście i smutek, to sobie będę miała. Chcę sobie popisać głupoty na blogu to to robię.
Mam punkty które muszę osiągnąć. Dużo pracy jest nad samym sobą. Całe życie. Zawsze. Zmieniamy się. Nie ma tak, ze osiągnę wiek 20 lat i stop. Już się przestałam rozwijać. Nie. Życie płynie a ty razem z nim.
Ważne jest kogo na swojej drodze spotykasz i co ta osoba wnosi. Kochaj wszystkich. Miłość ma wiele odcieni. Upajaj się światem i życiem puki możesz.
Mój internetowy kochanek, podchodzi bardzo surowo do świata. Mimo że twierdzi (tak jak ja), że nie ma zasad, to sam sobie takie nakłada. Świat jest zły, szary, surowy, bla bla bla. Chociaż dobrze ze widzi jego piękno.
Świat jest tylko taki jakim go widzisz. Zapamiętaj. I zmienia się z każdą chwila w której poznajesz nowe informacje i sam je interpretujesz.
Ajjjj chmurki przyszły. Zimno mi w brzusio.
Jest tyle rzeczy które chciałabym powiedzieć ludziom. O tym co do nich czuję. Każdego odbieram inaczej. Niektórych podkochuję od razu. Po pierwszych chwilach rozmowy. Potem może sie to zmieniać. Tak, ja się zakochuję w ludziach, a dopiero potem kształtuję sobie zdanie o nich.
Jak dowiem się KIM jestem to dam znać.
Dziś jestem Maturzystką. Ojacie. Dam radę. Zawsze daję.
Nie bój żaby Asiu. Pamiętaj co ci zawsze powtarzam.
Dziękuję. Idę się dalej uczyć i dłubać sobie.
Tylko piwka brakuje.
Wystarczy się rozejrzeć by dostrzec piękno. Ludzie za bardzo biegną do przodu by zachwycić się pięknem i na chwilę odpocząć. Wszyscy biegniemy. Gonimy, ale czy wiemy za czym ?
Dzisiaj matura, jutro studia, potem praca, rodzina, dzieci.... Kto z nas nie chce mieć rodziny? Jednak czy warto całe życie robić to co ci każą: uczyć się, zeby mieć pracę? Nie lepiej cieszyć się z nauki, rozwijać pasję, znaleźć pomysł na siebie?
To gadanie małolaty, z umysłem pełnym idei. Ja wiem, ale ja chce wierzyć, że tak się da, że dam radę. Wiara czyni cuda. Mozesz byc tym kim chcesz. Możesz robić co tylko chcesz. Możesz się zatrzymać i odetchnąć. Możesz, musisz tylko WIEDZIEĆ, że możesz i WIERZYĆ.
Tak niewiele.
Jesteśmy tym za których się uważamy. Zatem ja muszę wierzyć, że dam radę zdać maturę, przecież to umiem. Widzisz? Tyle samo czeka mnie pracy, co Ciebie jeśli chciałbyś coś zmienić.
Kiedyś byłam pesymistką. Siedziałam całe dnie w domu, w swoim pokoju i zamartwiałam się, do dziś nie wiem czym. Dzisiaj dalej siedzę w domu, ale inaczej sie z tym czuję. Nie zamykam się w sobie, siedzę nie sama, ale z rodziną, nawet jesli ze sobą nie rozmawiamy. Staram się być dobrym człowiekiem dla siebie. Za długo robiłam wszystko dla innych. Dzisiaj chcę świętego spokoju, to sobie go wezmę. Chcę mieć internetowego 'kochanka' z którym dzielę szczęście i smutek, to sobie będę miała. Chcę sobie popisać głupoty na blogu to to robię.
Mam punkty które muszę osiągnąć. Dużo pracy jest nad samym sobą. Całe życie. Zawsze. Zmieniamy się. Nie ma tak, ze osiągnę wiek 20 lat i stop. Już się przestałam rozwijać. Nie. Życie płynie a ty razem z nim.
Ważne jest kogo na swojej drodze spotykasz i co ta osoba wnosi. Kochaj wszystkich. Miłość ma wiele odcieni. Upajaj się światem i życiem puki możesz.
Mój internetowy kochanek, podchodzi bardzo surowo do świata. Mimo że twierdzi (tak jak ja), że nie ma zasad, to sam sobie takie nakłada. Świat jest zły, szary, surowy, bla bla bla. Chociaż dobrze ze widzi jego piękno.
Świat jest tylko taki jakim go widzisz. Zapamiętaj. I zmienia się z każdą chwila w której poznajesz nowe informacje i sam je interpretujesz.
Ajjjj chmurki przyszły. Zimno mi w brzusio.
Jest tyle rzeczy które chciałabym powiedzieć ludziom. O tym co do nich czuję. Każdego odbieram inaczej. Niektórych podkochuję od razu. Po pierwszych chwilach rozmowy. Potem może sie to zmieniać. Tak, ja się zakochuję w ludziach, a dopiero potem kształtuję sobie zdanie o nich.
Jak dowiem się KIM jestem to dam znać.
Dziś jestem Maturzystką. Ojacie. Dam radę. Zawsze daję.
Nie bój żaby Asiu. Pamiętaj co ci zawsze powtarzam.
Dziękuję. Idę się dalej uczyć i dłubać sobie.
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
piątek, 25 kwietnia 2014
Polać!
Skończyłam szkołę. Mam wykształcenie średnie. Mogę mówić już o jakimś niewielkim sukcesie w życiu?
Jest to chyba jedna z niewielu rzeczy jakie zrobiłam sama. Za które wzięłam całkowita odpowiedzialność i dałam radę :)
Niech nie czyta tego Miś... Wkręcam mu że jestem bardzo odpowiedzialna, ale szczerze mówiąc nie mam bladego pojęcia.
Boi dupa ze mnie na razie. Jednak zbieram się w sobie. Trochę jak tsunami. Taka metafora, wiecie, że najpierw woda od brzegu odpływa a potem jak za*ebie :) To taka niepozorna Asia. Tu się wycofuję i unikam wszystkiego co mogę, ale jak już muszę to z pełną siłą. I nikt się z tego nie pozbiera. Będę jeszcze triumfować zwycięstwo. Zobaczymy - wszyscy ;) Wierzycie we mnie tak, jak ja próbuję wierzyć w siebie?
Ktoś pójdzie ze mną na piwko? :) ładna pogoda
Jest to chyba jedna z niewielu rzeczy jakie zrobiłam sama. Za które wzięłam całkowita odpowiedzialność i dałam radę :)
Niech nie czyta tego Miś... Wkręcam mu że jestem bardzo odpowiedzialna, ale szczerze mówiąc nie mam bladego pojęcia.
Boi dupa ze mnie na razie. Jednak zbieram się w sobie. Trochę jak tsunami. Taka metafora, wiecie, że najpierw woda od brzegu odpływa a potem jak za*ebie :) To taka niepozorna Asia. Tu się wycofuję i unikam wszystkiego co mogę, ale jak już muszę to z pełną siłą. I nikt się z tego nie pozbiera. Będę jeszcze triumfować zwycięstwo. Zobaczymy - wszyscy ;) Wierzycie we mnie tak, jak ja próbuję wierzyć w siebie?
Ktoś pójdzie ze mną na piwko? :) ładna pogoda
wtorek, 8 kwietnia 2014
Same problemy - czyli nic nowego
Czułabym się szczęśliwsza, gdybym spełniała swoje wewnętrzne pragnienia. W zasadzie nic odkrywczego, chyba każdy z nas tego chce, prawda?
Paradoksalnie czułam się staro od zawsze. A może od momentu kiedy zaczęłam myśleć i starałam się zrozumieć to co mnie otacza. Jednak teraz kiedy ta właśnie dorosłość mnie dopada, czuję się jak mała dziewczynka w wielkim świecie. Czuję ogrom tego co mnie otacza, a ja chciałabym objąć to wszystko swoimi krótkimi łapkami. Nie da rady.
Moja hierarchia problemów przedstawia się następująco:
- MATURA
- ROZSTANIE
- STUDIA
- ŻYCIOWE PLANY
- i całą reszta.
Ja chyba zawsze chcę mieć wszystko pod kontrolą. Zawsze być przygotowaną na ewentualności. Stąd zawsze przewiduję sobie zakończenie i do niego dążę. Tylko problem związany z taką taktyką w moim przypadku jest taki, że:
1. Asia w podstawówce, wierzyła że podstawówka nigdy się nie kończy, a mnie gimnazjum nie dotyczy.
2. Asia zaakceptowała gimnazjum, ale nagle zwilżają się testy gimnazjalne i liceum. Ale jak to tak? JA? W liceum? Oszaleliście?
3. Ok nie jest tu tak źle, trzy lata to przecież długo. Trochę pod górkę, ale spędzę tu najbliższą przyszłość.
4. MATURA?! Ale jak to?! To już?! Ale ze teraz? Za chwilę? Przecież ja jej nigdy nie miałam dożyć :O
Głupie. Ja wiem. ... Ja wiem zawsze wszystko. ... Czy tylko ja odnoszę wrażenie, jakbym była przekonana o tym, ze pozjadałam wszystkie rozumy?
Paradoksalnie czułam się staro od zawsze. A może od momentu kiedy zaczęłam myśleć i starałam się zrozumieć to co mnie otacza. Jednak teraz kiedy ta właśnie dorosłość mnie dopada, czuję się jak mała dziewczynka w wielkim świecie. Czuję ogrom tego co mnie otacza, a ja chciałabym objąć to wszystko swoimi krótkimi łapkami. Nie da rady.
Moja hierarchia problemów przedstawia się następująco:
- MATURA
- ROZSTANIE
- STUDIA
- ŻYCIOWE PLANY
- i całą reszta.
Ja chyba zawsze chcę mieć wszystko pod kontrolą. Zawsze być przygotowaną na ewentualności. Stąd zawsze przewiduję sobie zakończenie i do niego dążę. Tylko problem związany z taką taktyką w moim przypadku jest taki, że:
1. Asia w podstawówce, wierzyła że podstawówka nigdy się nie kończy, a mnie gimnazjum nie dotyczy.
2. Asia zaakceptowała gimnazjum, ale nagle zwilżają się testy gimnazjalne i liceum. Ale jak to tak? JA? W liceum? Oszaleliście?
3. Ok nie jest tu tak źle, trzy lata to przecież długo. Trochę pod górkę, ale spędzę tu najbliższą przyszłość.
4. MATURA?! Ale jak to?! To już?! Ale ze teraz? Za chwilę? Przecież ja jej nigdy nie miałam dożyć :O
Głupie. Ja wiem. ... Ja wiem zawsze wszystko. ... Czy tylko ja odnoszę wrażenie, jakbym była przekonana o tym, ze pozjadałam wszystkie rozumy?
poniedziałek, 24 marca 2014
Lepienie kulek
Żałuję, że nie potrafimy normalnie pogadać.
Nie odzywasz się do mnie, ja do Ciebie.
Już nie mam siły by wciąż zapewniać, że wciąż jestem. Siedzę sobie tu cichutko, owinięta w kocyk, uciekającą przed światem. Musisz zrozumieć, że nie mam ochoty wychodzić, spotykać się z ludźmi. Żadnej. I nie szkoda mi każdej opuszczonej imprezy. Staram się otaczać ludźmi, którzy chcą mnie odwiedzić i którzy dają mi ten spokój wewnętrzny.
Wyobraź sobie, jak całą noc i cały dzień siedzę i trzęsę się z przerażenia. Sama wiesz, lubię wyolbrzymiać.
I tak tkwię w melancholijności, dryfuję do przodu, nie mając czego się złapać.
Ale tak bardzo ciesze się, kiedy ktoś się do mnie odezwie. Może nie mam tyle sił, by zajmować się sprawami innych. Może nie ma we mnie energii by dawać dobre rady. Ale ileż dają mi te osoby spokoju duszy. W sumie są to dwie, a powinny być trzy, osoby.
Nie ja się do nich odzywam, a to one przypominają mi o swojej obecności. Potrzebuję ich wsparcia, aby się uspokoić.
Jestem zbyt przerażona, aby choćby kiwnąć palcem, inaczej jest kiedy jest przy mnie ktoś ważny.
I nie oszukuj się, ze Ty też przestałaś być ważna. Nie, ale ja czuję się zapomniana i opuszczona przez Ciebie.
Jak bardzo interesuje Cię moje życie? Czy na tyle, na ile ja interesowałam się twoim (dopóki w nim byłam)?
W skrócie: przerażenie zrobiło ze mnie egoistkę i nieruszającą się masę. Jak masz ochotę coś z tym zrobić, to zostało tylko lepić kulki.
niedziela, 2 marca 2014
Pragnienia małej dziewczynki
Jesteśmy tylko dziećmi, które zwojują świat.
Miałam dzisiaj taki sen:
Pośród codziennych szarości, gdzieś między wyśmiewaniem przez rówieśników, a kłótniami rodziców, wewnątrz niewielkiego ciałka, jarzyło się Ogromne Serduszko. Serce Małego Chłopca o krótkich nóżkach, które dość miało rzeczywistości, która je tak raniła.
Pewnej nocy chłopiec ten, nie wiadomo jak i skąd, przeniósł się w magiczna krainę.
Jego wielkie, mądre oczka próbowały ogarnąć to co się przed nimi roztaczało. Wielki, ciemny las, jednak nie był to taki las jaki znał. Ten był niezwykły.
Wszystkie drzewa i roślinki wydawały się jarzyć błękitnym światełkiem, które wyraźniejsze było przy samych kwiatach i owocach. Wszystko rosło bardzo blisko siebie, a spowijała ten widok gęsta, mleczna mgła. Chłopiec stał na wydeptanej ścieżce, przecinającej te zarośla.
Lekko zdezorientowany, ruszył do przodu, bo co zostało mu do zrobienia?
Było niezwykle cicho. Jakby nie było tu nikogo żyjącego. Tylko On sam. W powietrzy unosił się ciężki, słodki zapach. Na początku trochę Mu dokuczał, jednak gdy odetchnął głęboko dyskomfort odszedł.
Powoli przesuwał się do przodu, krętą ścieżką. Z każdym krokiem nabierał pewności siebie, a radość w Jego Serduszku rosła.
I wtedy napotkał znak. Sam nie wiedział na co patrzy, ani co przedstawia.
Na środku dróżki, jakby przed wiekami wkopana w ziemię betonowa tablica z napisami nie do odczytania. Jedyne co sprawiło ze zwrócił na nią uwagę, to rzucający się w oczy świecący na niebiesko półksiężyc, a wtedy coś wokół Niego się zmieniło.
Podniósł zaciekawione spojrzenie i spostrzegł że gdzieniegdzie na jego drodze pojawiły się gwiazdki.
Czuł na policzkach ich żółte ciepło i to uczucie ogromnego szczęścia bijące z ich wnętrza.
Niewiele myśląc podbiegło do pierwszego. Wisiało nad ziemią, zawieszone jakby na niewidzialnej nitce. Chwile się wahał zanim je dotknął. Było chłodne, mimo dającego ciepła, zrobione jakby ze szkła, pustego wewnątrz. Wewnątrz przelewała się ta świecąca substancja.
Trzymał na swoich niewielkich dłoniach szklaną gwiazdkę z którą nie wiedział co zrobić, a widział przed sobą kolejne z nich. Zrozumiał też, ze kiedy dotyka któreś nie może ich już zostawić na miejscu. Musiał je zbierać.
Więc szedł powoli i zbierał kolejne gwiazdki.
Po jakimś czasie cały stosik gwiazdek, który zebrał na ramionach przysłaniał mu widok, do tego stopnia że potknął się o coś i przewracając się upuścił je wszystkie. Mimo że zrobione ze szkła, nic im się nie stało. Rozsypane dookoła Niego, czekały aż je pozbiera. Kiedy się do tego zabierał, ujrzał pod sobą kolejna tablicę. A więc o to się potknął.
I nagle usłyszał. Zamarł w bezruchu, nie podnosząc wzroku. Czekał, by nabrać pewności, że mu się nie wydaje.
Tak! To śmiechy. Czyżby ktoś znów śmiał się z jego niskiego wzrostu?
Ale nie, wydają się nie zdawać sobie jeszcze sprawy z jego obecności. Nieśmiało wychylił głowę zza jakiejś paprotki i zobaczył inne dzieci! Biegały dookoła i rzucały się gwiazdkami. Były tak samo radosne, jak On jeszcze sekundkę temu.
Może i one znalazły się tu, z tego samego powodu co On?
Pozbierał rozsypane gwiazdki i powoli zmierzał ścieżką dalej w ich kierunku. Brzdęki wydawane, przez uderzające o siebie gwiazdki zaalarmowały bawiące się dzieci. Chłopiec zatrzymał się kiedy jedna z dziewczynek o blond włosach, zaplecionych w warkocze, podbiegła do niego z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Cześć! - krzyknęła już z daleka.
-W-w-witam - odpowiedział.
Dziewczynka w przypływie podekscytowania, chwyciła Małego Chłopca za rękę, powodując tym samym, że wszystkie gwiazdki znów się rozsypały i pociągnęła Go za sobą.
-Patrzcie, nowy! - krzyknęła do pozostałych.
Wszyscy wesoło zaczęli się witać z przybyszem i przedstawiać się. Byli pośród nich, oprócz blondynki, która nazywała się Lilii, wysoki brunet Ben, okularnica Marry i Obrońca Lasu, który wyglądał jak jeleń, stojący na dwóch nogach, z czaszką z porożami, zamiast normalnego pyszczka i miał ze sobą łuk i strzały.
Chłopiec zachęcony do zabawy, powoli zaczął się rozluźniać i czuć całkiem swobodnie. Wszyscy razem biegali, robili zawody na to kto zbierze gwiazdek najwięcej, rzucali nimi, wygłupiali się i śmiali. Po wszystkim natknęli się na kolejny znak świecącego półksiężyca, a wtedy Obrońca Lasu podszedł, do naszego Małego Chłopca o Wielkim Sercu i zapytał:
-Musimy iść dalej, ale to co czeka nas tam, bardzo mnie przeraża, czy mógłbyś mi potowarzyszyć? - Chłopiec nie wszystko rozumiejąc, kierował się znów swoim Sercem i od razu się zgodził. Jelenio-podobna istota podniosła chłopca na ręce i zaczęła kroczyć z nim w kierunku ściany, która po prostu pojawiła się przed nimi.
Kiedy wszyscy przeniknęli przez ścianę, wpadli natychmiast do wody. Zimnej, głębokiej i ciemnej wody.
-Witam, was w moim wspomnieniu - powiedziała Lilii. Teraz jakby odmieniona, wyglądała zupełnie inaczej niż wtedy kiedy się poznali. Była już nastolatką.
Wtedy nasz Chłopiec zrozumiał, że wszyscy, oprócz Niego i Obrońcy Lasu dorośli. Czyżby o to chodziło mu kiedy prosił Go o pomoc? A może bał się wody? Cieszył się jednak ze Obrońca Lasu ma go wciąż w objęciach, gdyż Chłopiec sam nie umiał pływać.
Wszyscy próbowali zrozumieć, czemu w zasadzie znaleźli się w wodzie i co ma to związanego ze wspomnieniem Lilii, kiedy pod ich stopami zaczęło coś się przesuwać. Był to wielki długi smoczy-wąż. Z okropną paszczą i zębiskami, ale nic nie robił.
Kiedy Chłopiec miał już się odezwać, krzyknąć, lub coś takiego, otworzył nagle oczy. Znów był w swoim łóżku, w szarej rzeczywistości.
Na tym w zasadzie skończył się mój sen.
Miałam dzisiaj taki sen:
Pośród codziennych szarości, gdzieś między wyśmiewaniem przez rówieśników, a kłótniami rodziców, wewnątrz niewielkiego ciałka, jarzyło się Ogromne Serduszko. Serce Małego Chłopca o krótkich nóżkach, które dość miało rzeczywistości, która je tak raniła.
Pewnej nocy chłopiec ten, nie wiadomo jak i skąd, przeniósł się w magiczna krainę.
Jego wielkie, mądre oczka próbowały ogarnąć to co się przed nimi roztaczało. Wielki, ciemny las, jednak nie był to taki las jaki znał. Ten był niezwykły.
Wszystkie drzewa i roślinki wydawały się jarzyć błękitnym światełkiem, które wyraźniejsze było przy samych kwiatach i owocach. Wszystko rosło bardzo blisko siebie, a spowijała ten widok gęsta, mleczna mgła. Chłopiec stał na wydeptanej ścieżce, przecinającej te zarośla.
Lekko zdezorientowany, ruszył do przodu, bo co zostało mu do zrobienia?
Było niezwykle cicho. Jakby nie było tu nikogo żyjącego. Tylko On sam. W powietrzy unosił się ciężki, słodki zapach. Na początku trochę Mu dokuczał, jednak gdy odetchnął głęboko dyskomfort odszedł.
Powoli przesuwał się do przodu, krętą ścieżką. Z każdym krokiem nabierał pewności siebie, a radość w Jego Serduszku rosła.
I wtedy napotkał znak. Sam nie wiedział na co patrzy, ani co przedstawia.
Na środku dróżki, jakby przed wiekami wkopana w ziemię betonowa tablica z napisami nie do odczytania. Jedyne co sprawiło ze zwrócił na nią uwagę, to rzucający się w oczy świecący na niebiesko półksiężyc, a wtedy coś wokół Niego się zmieniło.
Podniósł zaciekawione spojrzenie i spostrzegł że gdzieniegdzie na jego drodze pojawiły się gwiazdki.
Czuł na policzkach ich żółte ciepło i to uczucie ogromnego szczęścia bijące z ich wnętrza.
Niewiele myśląc podbiegło do pierwszego. Wisiało nad ziemią, zawieszone jakby na niewidzialnej nitce. Chwile się wahał zanim je dotknął. Było chłodne, mimo dającego ciepła, zrobione jakby ze szkła, pustego wewnątrz. Wewnątrz przelewała się ta świecąca substancja.
Trzymał na swoich niewielkich dłoniach szklaną gwiazdkę z którą nie wiedział co zrobić, a widział przed sobą kolejne z nich. Zrozumiał też, ze kiedy dotyka któreś nie może ich już zostawić na miejscu. Musiał je zbierać.
Więc szedł powoli i zbierał kolejne gwiazdki.
Po jakimś czasie cały stosik gwiazdek, który zebrał na ramionach przysłaniał mu widok, do tego stopnia że potknął się o coś i przewracając się upuścił je wszystkie. Mimo że zrobione ze szkła, nic im się nie stało. Rozsypane dookoła Niego, czekały aż je pozbiera. Kiedy się do tego zabierał, ujrzał pod sobą kolejna tablicę. A więc o to się potknął.
I nagle usłyszał. Zamarł w bezruchu, nie podnosząc wzroku. Czekał, by nabrać pewności, że mu się nie wydaje.
Tak! To śmiechy. Czyżby ktoś znów śmiał się z jego niskiego wzrostu?
Ale nie, wydają się nie zdawać sobie jeszcze sprawy z jego obecności. Nieśmiało wychylił głowę zza jakiejś paprotki i zobaczył inne dzieci! Biegały dookoła i rzucały się gwiazdkami. Były tak samo radosne, jak On jeszcze sekundkę temu.
Może i one znalazły się tu, z tego samego powodu co On?
Pozbierał rozsypane gwiazdki i powoli zmierzał ścieżką dalej w ich kierunku. Brzdęki wydawane, przez uderzające o siebie gwiazdki zaalarmowały bawiące się dzieci. Chłopiec zatrzymał się kiedy jedna z dziewczynek o blond włosach, zaplecionych w warkocze, podbiegła do niego z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Cześć! - krzyknęła już z daleka.
-W-w-witam - odpowiedział.
Dziewczynka w przypływie podekscytowania, chwyciła Małego Chłopca za rękę, powodując tym samym, że wszystkie gwiazdki znów się rozsypały i pociągnęła Go za sobą.
-Patrzcie, nowy! - krzyknęła do pozostałych.
Wszyscy wesoło zaczęli się witać z przybyszem i przedstawiać się. Byli pośród nich, oprócz blondynki, która nazywała się Lilii, wysoki brunet Ben, okularnica Marry i Obrońca Lasu, który wyglądał jak jeleń, stojący na dwóch nogach, z czaszką z porożami, zamiast normalnego pyszczka i miał ze sobą łuk i strzały.
Chłopiec zachęcony do zabawy, powoli zaczął się rozluźniać i czuć całkiem swobodnie. Wszyscy razem biegali, robili zawody na to kto zbierze gwiazdek najwięcej, rzucali nimi, wygłupiali się i śmiali. Po wszystkim natknęli się na kolejny znak świecącego półksiężyca, a wtedy Obrońca Lasu podszedł, do naszego Małego Chłopca o Wielkim Sercu i zapytał:
-Musimy iść dalej, ale to co czeka nas tam, bardzo mnie przeraża, czy mógłbyś mi potowarzyszyć? - Chłopiec nie wszystko rozumiejąc, kierował się znów swoim Sercem i od razu się zgodził. Jelenio-podobna istota podniosła chłopca na ręce i zaczęła kroczyć z nim w kierunku ściany, która po prostu pojawiła się przed nimi.
Kiedy wszyscy przeniknęli przez ścianę, wpadli natychmiast do wody. Zimnej, głębokiej i ciemnej wody.
-Witam, was w moim wspomnieniu - powiedziała Lilii. Teraz jakby odmieniona, wyglądała zupełnie inaczej niż wtedy kiedy się poznali. Była już nastolatką.
Wtedy nasz Chłopiec zrozumiał, że wszyscy, oprócz Niego i Obrońcy Lasu dorośli. Czyżby o to chodziło mu kiedy prosił Go o pomoc? A może bał się wody? Cieszył się jednak ze Obrońca Lasu ma go wciąż w objęciach, gdyż Chłopiec sam nie umiał pływać.
Wszyscy próbowali zrozumieć, czemu w zasadzie znaleźli się w wodzie i co ma to związanego ze wspomnieniem Lilii, kiedy pod ich stopami zaczęło coś się przesuwać. Był to wielki długi smoczy-wąż. Z okropną paszczą i zębiskami, ale nic nie robił.
Kiedy Chłopiec miał już się odezwać, krzyknąć, lub coś takiego, otworzył nagle oczy. Znów był w swoim łóżku, w szarej rzeczywistości.
Na tym w zasadzie skończył się mój sen.
wtorek, 25 lutego 2014
Rozmoknięte rękawy
Czemu mam wrażenie, że to potrafi boleć bardziej?
Chyba nie wiem kto miałby pojecie co dzieje się wewnątrz mnie. Każdego dnia zdaję sobie sprawę z tego kim on dla mnie jest. Ile byłabym w stanie mu oddać i podarować. Ile jest dla mnie wart. I jak bardzo przeraża mnie myśl, ze nie ma na świecie lepszej osoby dla mnie niż on.
Siedzę teraz zapłakana. Nie mam nawet okresu by na niego zwalić mój stan.
Tak już mam. Moje serce pęka na pół, a ja nie wiem jak to wszystko zniosę.
Myślę ze jestem silna i nie zrobię głupstw, ale kto może wiedzieć?
On pojedzie. Rozpocznie nowe życie, nawet nie zatęskni. Będę bladym wspomnieniem gdzieś na końcu jego umysłu.
Czemu nie skończyć tego teraz? Kilka miesięcy temu? - może nie było by wtedy za późno.
Czasy kiedy czytałeś cokolwiek bym tu napisała minęły tak szybko i bezpowrotnie.
Zastanawiam się co do mnie czujesz. Co to jest. Ile dla Ciebie znaczę, bo opuszcza mnie nadzieja. Dopiero teraz. Może powinnam zostawić ją już dawno?
Ale nie żałuje. Jeszcze nie
I nie mam zamiaru nigdy żałować. Nie mam czego.
Żałować tego, że nigdy nie było źle?
Słowa pożegnania chyba na zawsze już zostaną wypalone w moim sercu.
Koniec.
Chyba nie wiem kto miałby pojecie co dzieje się wewnątrz mnie. Każdego dnia zdaję sobie sprawę z tego kim on dla mnie jest. Ile byłabym w stanie mu oddać i podarować. Ile jest dla mnie wart. I jak bardzo przeraża mnie myśl, ze nie ma na świecie lepszej osoby dla mnie niż on.
Siedzę teraz zapłakana. Nie mam nawet okresu by na niego zwalić mój stan.
Tak już mam. Moje serce pęka na pół, a ja nie wiem jak to wszystko zniosę.
Myślę ze jestem silna i nie zrobię głupstw, ale kto może wiedzieć?
On pojedzie. Rozpocznie nowe życie, nawet nie zatęskni. Będę bladym wspomnieniem gdzieś na końcu jego umysłu.
Czemu nie skończyć tego teraz? Kilka miesięcy temu? - może nie było by wtedy za późno.
Czasy kiedy czytałeś cokolwiek bym tu napisała minęły tak szybko i bezpowrotnie.
Zastanawiam się co do mnie czujesz. Co to jest. Ile dla Ciebie znaczę, bo opuszcza mnie nadzieja. Dopiero teraz. Może powinnam zostawić ją już dawno?
Ale nie żałuje. Jeszcze nie
I nie mam zamiaru nigdy żałować. Nie mam czego.
Żałować tego, że nigdy nie było źle?
Słowa pożegnania chyba na zawsze już zostaną wypalone w moim sercu.
Koniec.
sobota, 15 lutego 2014
Depresja
Oglądałam w telewizji że nawet pingwiny w Wlk. Brytanii ja mają :O
Jest 7 rano. Sobota. Piję herbatę. Słucham U2 Beautiful Day. Jest mi.... ambiwalentnie? A nie, w zasadzie jest mi bardzo smutno.
Nic nie ogarniam. Życia, siebie, nic.
Zabrali miii laptopa... umarł biedactwo z powodu jakiegoś choróbska, a lekarz od komputerów, nie mógł mu już pomóc ;(
Wczoraj były walentynki, a mój chłopak jest dalej niż bym tego chciała. I nie wróci przez najbliższe 2 tygodnie. Toż to niedopuszczalne!
Mam okres = dziwne zmienne stany emocjonalne. Stąd w zasadzie ta depresja ;o Której nie mam. Ohohoh, ale ze mnie żartowniś...
Koniec.
czwartek, 6 lutego 2014
Ból dupy
O jejku, ja chce już mieć wszystko za sobą.
Czy tylko ja marzę, by te niemiłe chwile przeskakiwały, żeby były już wczorajszym wspomnieniem?
Matura - przesrane - a to dopiero początek.
Kiedyś powiem: "Pfffff, GUPIA CIPO! Nie wiedziałaś wtedy, że może być gorzej, poczuj to co ja czuję teraz."
I taka będzie prawda.
To co przeżywam dziś, to pikuś z tym co mnie jeszcze czeka.
Pogódź się z tym, nie ma co walczyć.
Czy tylko ja marzę, by te niemiłe chwile przeskakiwały, żeby były już wczorajszym wspomnieniem?
Matura - przesrane - a to dopiero początek.
Kiedyś powiem: "Pfffff, GUPIA CIPO! Nie wiedziałaś wtedy, że może być gorzej, poczuj to co ja czuję teraz."
I taka będzie prawda.
To co przeżywam dziś, to pikuś z tym co mnie jeszcze czeka.
Pogódź się z tym, nie ma co walczyć.
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Pożegnania, pożegnania, pożegnania....
Będę musiała się przekonać czym są naprawdę pożegnania.
Znienawidzę je.
Każdego dnia o tym myślę. Wymyślam całe dialogi, piszę listy, płaczę.
Każdego dnia wstaję z łóżka i się do niego kładę, próbując wymyślić sposób.
Ta rana dopiero powstaje. Chciałabym zatrzymać ten proces. Jednak czy cofnęłabym czas?
Nie mam czego żałować.
Każde spotkanie traktuję jak pożegnanie.
Z kotem, wspomnieniami i herbatą patrzę niespokojnie w przyszłość.
Przytłaczający smutek śmieje mi się w twarz.
Znienawidzę je.
Każdego dnia o tym myślę. Wymyślam całe dialogi, piszę listy, płaczę.
Każdego dnia wstaję z łóżka i się do niego kładę, próbując wymyślić sposób.
Ta rana dopiero powstaje. Chciałabym zatrzymać ten proces. Jednak czy cofnęłabym czas?
Nie mam czego żałować.
Każde spotkanie traktuję jak pożegnanie.
Z kotem, wspomnieniami i herbatą patrzę niespokojnie w przyszłość.
Przytłaczający smutek śmieje mi się w twarz.
sobota, 11 stycznia 2014
Śmierć
A na koniec przyjdę i zapytam:
"To jak? Te wszystkie głupie teorie, którymi zaprzątałam sobie głowę każdego dnia mojego życia, to były chociaż blisko prawdy? Opowiadaj."
"To jak? Te wszystkie głupie teorie, którymi zaprzątałam sobie głowę każdego dnia mojego życia, to były chociaż blisko prawdy? Opowiadaj."
mam nadzieję, że szybko nie zapomnę.
czwartek, 2 stycznia 2014
Noworoczny bełkot.
Zaczęłam łapać dystans, w końcu - mimo że ciągle się usprawiedliwiam, przed samą sobą. Czas zrozumieć, że mam prawo do własnego zdania i nie zawsze musi być tak, że to inni dyktują mi warunki.
Ej, czuję się silna. Naprawdę silna. Jakby ta moc był ze mną, we mnie, zawsze jednak pozostaje uśpiona.
Życie stawia mi wyzwania, a ja muszę się z nimi raz za razem zmierzać - na tym polega życie. Jest grą.
Oby ten rok nie był tak okropny, jak zawsze się tego obawiałam. Aby pokłady mocy dały się we znaki i abym stawiła czoła wszelkim przeszkodom. I żebym nigdy nie odpuszczała swoich marzeń. Nigdy.
Nie ma to jak składać sobie samej życzenia, ale to co komu chciałam życzyć to już mu powiedziałam, a cóż, czytelników przecież nie mam. Gdyby jednak tacy się znaleźli, to chciałabym wam powiedzieć, nie życzyć, a dać radę, a mianowicie:
Nigdy się nie poddawajcie i dążcie do marzeń i celów, co innego wam zostało?
Życzę tylko: Powodzenia :)
Bolą mnie dziąsła ;o osiemnastka wybiła - zaczęłam się starzeć. Straszne.
Dobranoc.
Ej, czuję się silna. Naprawdę silna. Jakby ta moc był ze mną, we mnie, zawsze jednak pozostaje uśpiona.
Życie stawia mi wyzwania, a ja muszę się z nimi raz za razem zmierzać - na tym polega życie. Jest grą.
Oby ten rok nie był tak okropny, jak zawsze się tego obawiałam. Aby pokłady mocy dały się we znaki i abym stawiła czoła wszelkim przeszkodom. I żebym nigdy nie odpuszczała swoich marzeń. Nigdy.
Nie ma to jak składać sobie samej życzenia, ale to co komu chciałam życzyć to już mu powiedziałam, a cóż, czytelników przecież nie mam. Gdyby jednak tacy się znaleźli, to chciałabym wam powiedzieć, nie życzyć, a dać radę, a mianowicie:
Nigdy się nie poddawajcie i dążcie do marzeń i celów, co innego wam zostało?
Życzę tylko: Powodzenia :)
Bolą mnie dziąsła ;o osiemnastka wybiła - zaczęłam się starzeć. Straszne.
Dobranoc.
niedziela, 29 grudnia 2013
Myślę, że mineło zbyt dużo czasu
Piszę już sama dla siebie,
Jednak potrzebuję tego.
Codzienność pożera mnie,
Nie oszczędzając mi bólu.
Powstaje nieokreślona,
ulotna cząstka na nowo.
Może obudziła się ta,
Która była tu od zawsze?
Każde uderzenie serca,
Każdy oddech - tworzy pancerz.
Nazywany: "Dorosłość".
Zamyka gdzieś na dnie jaźni
wszystko w to co wierzyłam,
wszystko - co jak sądziłam -
budowało mnie przez te lata.
Dopóki będę to widziała, może zawsze zostanie ziarno nadziei?
Dopóki mój splot słoneczny jarzy się małymi iskierkami dziecinności.
Ciężki okres. Przeczytam to za 5 lat i będę sobie śmiała się w twarz. Zapytam się wtedy: Kim jesteś Asiu? Jesteś szczęśliwa? Chciałbym żeby tak było ;)
A może za te 5 lat będę sobie w brodę pluła, że dzisiaj nie zrobiłam czegoś co mogłoby mnie uratować?
Nie będzie to łatwe, czuję się jak przerażona sarenka, jednak zawsze, ZAWSZE, chcę kierować się w życiu marzeniami, osiąganiem marzeń, korzystaniem z tych niewielu lat, które zostały mi do śmierci.
Nie chcę być jedną osobą z tej szarej masy ludzkości, która udławiła się stereotypem pracy, domu, rodziny, prazy, pieniędzy, pracy, pracy, pracy. Myślę że można swoje własne szczecie osiągać na wszelakie sposoby. Nigdy nie chcę stać się niewolnikiem pracy.
Pięknie brzmi, a ile z tego będzie prawdziwe, za te 5 lat?
Pięć krótkich lat.
Przeżyłam już osiemnaście lat. Piękna okrągła pełnoletność. A kiedy się nad tym zastanowię minęła jak wczorajszy sen. Czasami zaczynam wierzyć w to, że wszystko co przeżyłam wczoraj, tydzień temu, 7 lat temu, to tylko moja wyobraźnia. Coś co każdemu z nas zostało wpojone, a dzień jutrzejszy nie istnieje. Żyjemy tym co mamy dziś. A ty co będziesz dziś robił? Siedział na komputerze?
W takiej perspektywie może życie nabiera większego rozpędu? Większej ulotności?
Możesz pomyśleć, że "przecież tak nie jest", ale prawda wygląda znacznie inaczej.
Człowiek zachłysnął się technologią, wszystko uwieczniamy na zdjęciach, dodajemy na facebooka, patrzymy co dziś dodali nasi znajomi, obdzieramy się z prywatności, żyjemy tu i teraz. Pragniemy zachować wieczną młodość, chcemy zostawić trwały ślad po sobie. Chcielibyśmy stać się nieśmiertelni, tylko po to by żyć dniem dzisiejszym.
Mam rację?
Zastanów się nad własnym życiem. To jedyne co dla ciebie dobre.
Jednak potrzebuję tego.
Codzienność pożera mnie,
Nie oszczędzając mi bólu.
Powstaje nieokreślona,
ulotna cząstka na nowo.
Może obudziła się ta,
Która była tu od zawsze?
Każde uderzenie serca,
Każdy oddech - tworzy pancerz.
Nazywany: "Dorosłość".
Zamyka gdzieś na dnie jaźni
wszystko w to co wierzyłam,
wszystko - co jak sądziłam -
budowało mnie przez te lata.
Dopóki będę to widziała, może zawsze zostanie ziarno nadziei?
Dopóki mój splot słoneczny jarzy się małymi iskierkami dziecinności.
Ciężki okres. Przeczytam to za 5 lat i będę sobie śmiała się w twarz. Zapytam się wtedy: Kim jesteś Asiu? Jesteś szczęśliwa? Chciałbym żeby tak było ;)
A może za te 5 lat będę sobie w brodę pluła, że dzisiaj nie zrobiłam czegoś co mogłoby mnie uratować?
Nie będzie to łatwe, czuję się jak przerażona sarenka, jednak zawsze, ZAWSZE, chcę kierować się w życiu marzeniami, osiąganiem marzeń, korzystaniem z tych niewielu lat, które zostały mi do śmierci.
Nie chcę być jedną osobą z tej szarej masy ludzkości, która udławiła się stereotypem pracy, domu, rodziny, prazy, pieniędzy, pracy, pracy, pracy. Myślę że można swoje własne szczecie osiągać na wszelakie sposoby. Nigdy nie chcę stać się niewolnikiem pracy.
Pięknie brzmi, a ile z tego będzie prawdziwe, za te 5 lat?
Pięć krótkich lat.
Przeżyłam już osiemnaście lat. Piękna okrągła pełnoletność. A kiedy się nad tym zastanowię minęła jak wczorajszy sen. Czasami zaczynam wierzyć w to, że wszystko co przeżyłam wczoraj, tydzień temu, 7 lat temu, to tylko moja wyobraźnia. Coś co każdemu z nas zostało wpojone, a dzień jutrzejszy nie istnieje. Żyjemy tym co mamy dziś. A ty co będziesz dziś robił? Siedział na komputerze?
W takiej perspektywie może życie nabiera większego rozpędu? Większej ulotności?
Możesz pomyśleć, że "przecież tak nie jest", ale prawda wygląda znacznie inaczej.
Człowiek zachłysnął się technologią, wszystko uwieczniamy na zdjęciach, dodajemy na facebooka, patrzymy co dziś dodali nasi znajomi, obdzieramy się z prywatności, żyjemy tu i teraz. Pragniemy zachować wieczną młodość, chcemy zostawić trwały ślad po sobie. Chcielibyśmy stać się nieśmiertelni, tylko po to by żyć dniem dzisiejszym.
Mam rację?
Zastanów się nad własnym życiem. To jedyne co dla ciebie dobre.
poniedziałek, 21 października 2013
Dla Niej
Ktoś wrócił mi wiarę w to co robię. Dobrze wiesz o kim mówię.
Wyobraź sobie zawsze kiedy patrze na TO drzewo myślę o Tobie. Zawsze. Kiedyś było moim, ale odkąd się nim z Tobą podzieliłam, stało się Naszym. Patrzę jak z z czasem się zmienia. Rośnie, dojrzewa, zielenieje, opada z liści. Żyje w rytm pór roku, pór dnia - czasu... Jak nasza przyjaźń. Nic nie jest jednakowe przez cały czas.
Zmieniamy się i my, jednak Ty i Ja wciąż wewnątrz mamy TO.
Wciąż tylko czeka, by po to sięgnąć. By odkrywać to wspólnie. Czeka i nie chce byś zapomniane, wiesz?
A ja dorastam. Nawet delicje jem już jak normalne ciastka. Jednak magia wciąż czeka we mnie. Czuję ją.
19 była pełnia, widziałaś? Siedziałam wtedy na łóżku, pielęgnując to uczucie w sobie, a wiesz co było potem? Usnęłam.
Nie ma to dla mnie większego sensu kiedy robię to sama. Nie mam motywacji, by to robić.
Ale nigdy nie zapomniałam o chatce w środku lasu, 25 kotach z nami, ani o naszych planach i marzeniach.
Tylko widzisz, ja chcę spędzać czas TYLKO z Tobą. Bez nich wszystkich. Zostawić miłość za drzwiami, a skupić się na naszej osobliwej miłości, braterstwie dusz, uczyć, myśli, a wreszcie Magii.
Myślę, że Magia nie ma za wiele wspólnego z czasem, a obie chyba za dużo czasu poświęciłyśmy skupiając się na jego ubywaniu. Odliczamy do końca matury, do końca roku, do półmetku/studniówki, do rocznic, do okresu i tak dalej... A magia po prostu trwa. Powinnyśmy trwać z nią, w niej, przez co byłybyśmy - Ty i Ja - dla siebie. Czekam. Przepraszam. Dziękuję.
Twoja Współuzależniona.
(dzisiaj dałaś mi wiarę i powód by pisać i mówić)
Wyobraź sobie zawsze kiedy patrze na TO drzewo myślę o Tobie. Zawsze. Kiedyś było moim, ale odkąd się nim z Tobą podzieliłam, stało się Naszym. Patrzę jak z z czasem się zmienia. Rośnie, dojrzewa, zielenieje, opada z liści. Żyje w rytm pór roku, pór dnia - czasu... Jak nasza przyjaźń. Nic nie jest jednakowe przez cały czas.
Zmieniamy się i my, jednak Ty i Ja wciąż wewnątrz mamy TO.
Wciąż tylko czeka, by po to sięgnąć. By odkrywać to wspólnie. Czeka i nie chce byś zapomniane, wiesz?
A ja dorastam. Nawet delicje jem już jak normalne ciastka. Jednak magia wciąż czeka we mnie. Czuję ją.
19 była pełnia, widziałaś? Siedziałam wtedy na łóżku, pielęgnując to uczucie w sobie, a wiesz co było potem? Usnęłam.
Nie ma to dla mnie większego sensu kiedy robię to sama. Nie mam motywacji, by to robić.
Ale nigdy nie zapomniałam o chatce w środku lasu, 25 kotach z nami, ani o naszych planach i marzeniach.
Tylko widzisz, ja chcę spędzać czas TYLKO z Tobą. Bez nich wszystkich. Zostawić miłość za drzwiami, a skupić się na naszej osobliwej miłości, braterstwie dusz, uczyć, myśli, a wreszcie Magii.
Myślę, że Magia nie ma za wiele wspólnego z czasem, a obie chyba za dużo czasu poświęciłyśmy skupiając się na jego ubywaniu. Odliczamy do końca matury, do końca roku, do półmetku/studniówki, do rocznic, do okresu i tak dalej... A magia po prostu trwa. Powinnyśmy trwać z nią, w niej, przez co byłybyśmy - Ty i Ja - dla siebie. Czekam. Przepraszam. Dziękuję.
Twoja Współuzależniona.
(dzisiaj dałaś mi wiarę i powód by pisać i mówić)
niedziela, 20 października 2013
Żegnając się
Nikt nie czyta tego już. Cóż może ma rację. Nic tu nie jest już wartościowe.
Pora to zakończyć.
Pora to zakończyć.
Atmosferę między nami można byłoby siekać już nożem. Oboje odwróceni od siebie. Pod własnymi kołdrami. Oboje udajemy, że idziemy spać. Tymczasem próbowaliśmy uspokoić się, czy też wymyślić coś co uspokoiło by klimat. On był zły na mnie, a ja na niego. A właściwie nie... On był zły, a mi nie pasowało, że jestem dla niego okropna i jest na mnie zły. Zdenerwowałam się bo coś nie szło po mojej myśli - po prostu.
Wtedy on wskoczył na mnie, tak że zakleszczona między jego nogami i rękoma, leżałam pod nim jak placek. Przytulił mnie. Wtulił się we mnie i wyszeptał mi do ucha: "Nie potrafię się na Ciebie gniewać" i pocałował mnie mimo całego mojego zaskoczenia.
***
"Jesteś piękna" - wysapał, kiedy jego oczy płonęły pożądaniem. Pewna swojego ciała zbliżyłam się, by złożyć pocałunek na jego rozchylonych ustach.
***
Chyba zaczyna mi się to podobać. Wszystko jakby zaczyna mieć swoje miejsce. Nie pokoi mnie tylko to, że na pewne rzeczy tego miejsca nie ma. Nie ma już Magii.
czwartek, 10 października 2013
czwartek, 3 października 2013
Stała oniemiała patrząc jak odchodzi. Musiał zjeść coś wcześniej. Przecież nigdy nie odchodził z pustym żołądkiem. Nie taka jest natura kotów.
Cóż, wzruszyła ramionami i energicznie odwróciła się w stronę drzwi balkonowych. Jej ogniście rude włosy zatrzepotały nagle poruszone. Wlepiła spojrzenie w te intensywnie zielone oczy, które widywała już tyle razy wpatrujące się w nią, lecz nigdy nie widziała ani do kogo należą, ani nawet jak wygląda ich posiadacz. Jakby same oczy były nazbyt magnetyzujące, tak ze reszta ciała przestawała mieć znaczenie. Nie mogła oprzeć się temu widokowi. Przesunęła szklane drzwi balkonowe, mimo całego chłodu i jesiennej pogody, bez opamiętania wyszła przed dom. Szła już bosymi stopami po mokrej trawie, a zmierzała gdzieś na koniec własnego podwórka, a może i dalej do pobliskiego lasu? Trudno było nawet jej samej to określić. Po prostu szła oczarowana. Jak za każdym razem kiedy się pojawiał.
Cóż, wzruszyła ramionami i energicznie odwróciła się w stronę drzwi balkonowych. Jej ogniście rude włosy zatrzepotały nagle poruszone. Wlepiła spojrzenie w te intensywnie zielone oczy, które widywała już tyle razy wpatrujące się w nią, lecz nigdy nie widziała ani do kogo należą, ani nawet jak wygląda ich posiadacz. Jakby same oczy były nazbyt magnetyzujące, tak ze reszta ciała przestawała mieć znaczenie. Nie mogła oprzeć się temu widokowi. Przesunęła szklane drzwi balkonowe, mimo całego chłodu i jesiennej pogody, bez opamiętania wyszła przed dom. Szła już bosymi stopami po mokrej trawie, a zmierzała gdzieś na koniec własnego podwórka, a może i dalej do pobliskiego lasu? Trudno było nawet jej samej to określić. Po prostu szła oczarowana. Jak za każdym razem kiedy się pojawiał.
Tak bardzo mi smutno tak bardzo mi źle.
Nikt tego nie czyta. Noże i nawet w sumie nie ma tu nic ciekawego... Jedynie moje jakieś tam narzekania, obawy. Czyli wszystko to i może ciut więcej o codziennie truję dupę mojemu Misiowi.
Boli mnie bardzo to, że moja przyjaciółka we mnie nie wierzy, uważa że ją zostawiłam. Znów, nie?
A to nie tak. Ja się po prostu miotam i szarpię z własnym życiem. Potrzebuję na to trochę czasu i miejsca, nie? Zazwyczaj jestem samowystarczalna - tak sądzę, chyba że chodzi o mizianie, przytulanie i całowanie, bo to niemalże sens mojego istnienia, a sama się przecież dobrze nie wymiziam.
Chyba trochę stanęłam w miejscu z pewnymi rzeczami. Nie zauważyłam jak bardzo zmieniają się ludzie. Z wyglądu i z zachowania. To już niemal nie ci ludzie. Tak, myślę tu o Niej. Byłam na jej pbl. Widzę jej twarz i szukam w niej czegoś Mojego? Ale co mogę znaleźć na płaskim ekranie?
To boli. I tak bardzo nie wiem co z tym zrobić... może dlatego o tym piszę... z nadzieją, że przeczyta i zauważy...
Do tego staram się mimo całego mojego pesymizmu i całej tej goryczy jaką odczuwam do świata, próbuję zachować resztki pogodności. Codzienne jadąc do szkoły, patrzę i widzę piękno. Oh jakim ono szczęściem mnie napawa, jaką radością. To buduje we mnie nadzieję, że nie musi być tak źle, że jestem tu bo mam coś do zrobienia i będzie co ma być. Wystarczy cieszyć się chwilą i nie zadręczać. Jednak mając coś jakby nerwicę natręctw nie jest łatwo, nie?
Mamy jesień. Co roku o tej porze, wpadam w typowo jesienną depresję. Myślę sobie o tym jak jest źle i bla bla bla, czyli to co zawsze, ale tym razem nie muszę się z tym ukrywać. Niemalże upajam się tym stanem. Co roku, wieczorem siadałam na parapecie i czekałam. Siadałam owinięta kocem w roku pokoju i milczałam, myśląc. Zamykałam się w swoim prywatnym, głębokim świecie, odizolowując się od reszty i budując w sobie nadzieję, że ma to sens, że ktoś kiedyś przyjdzie i zainteresuje się tym kim jestem, a jednocześnie pomoże mi samej to odkryć.
Jednak teraz tego nie mam.
Nic.
Dzisiaj, siedzę i myślę o tym co mam zrobić do szkoły, o tym co muszę zrobić żeby zdać maturę, o tym czego się boję. Chyba to jest ta dorosłość. Nic fajnego.
Dorosłość zabiera mi magię życia. Drugą stronę rzeczywistości. Smutne.
Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Muszę być bardziej sobą w sobie i w dodatku chyba przywyknąć do samotności duszy.
...... Mam tytuł na książkę nową :) "Samotność duszy" - dobre ;) Może kiedyś ją napiszę ; o
Boli mnie bardzo to, że moja przyjaciółka we mnie nie wierzy, uważa że ją zostawiłam. Znów, nie?
A to nie tak. Ja się po prostu miotam i szarpię z własnym życiem. Potrzebuję na to trochę czasu i miejsca, nie? Zazwyczaj jestem samowystarczalna - tak sądzę, chyba że chodzi o mizianie, przytulanie i całowanie, bo to niemalże sens mojego istnienia, a sama się przecież dobrze nie wymiziam.
Chyba trochę stanęłam w miejscu z pewnymi rzeczami. Nie zauważyłam jak bardzo zmieniają się ludzie. Z wyglądu i z zachowania. To już niemal nie ci ludzie. Tak, myślę tu o Niej. Byłam na jej pbl. Widzę jej twarz i szukam w niej czegoś Mojego? Ale co mogę znaleźć na płaskim ekranie?
To boli. I tak bardzo nie wiem co z tym zrobić... może dlatego o tym piszę... z nadzieją, że przeczyta i zauważy...
Do tego staram się mimo całego mojego pesymizmu i całej tej goryczy jaką odczuwam do świata, próbuję zachować resztki pogodności. Codzienne jadąc do szkoły, patrzę i widzę piękno. Oh jakim ono szczęściem mnie napawa, jaką radością. To buduje we mnie nadzieję, że nie musi być tak źle, że jestem tu bo mam coś do zrobienia i będzie co ma być. Wystarczy cieszyć się chwilą i nie zadręczać. Jednak mając coś jakby nerwicę natręctw nie jest łatwo, nie?
Mamy jesień. Co roku o tej porze, wpadam w typowo jesienną depresję. Myślę sobie o tym jak jest źle i bla bla bla, czyli to co zawsze, ale tym razem nie muszę się z tym ukrywać. Niemalże upajam się tym stanem. Co roku, wieczorem siadałam na parapecie i czekałam. Siadałam owinięta kocem w roku pokoju i milczałam, myśląc. Zamykałam się w swoim prywatnym, głębokim świecie, odizolowując się od reszty i budując w sobie nadzieję, że ma to sens, że ktoś kiedyś przyjdzie i zainteresuje się tym kim jestem, a jednocześnie pomoże mi samej to odkryć.
Jednak teraz tego nie mam.
Nic.
Dzisiaj, siedzę i myślę o tym co mam zrobić do szkoły, o tym co muszę zrobić żeby zdać maturę, o tym czego się boję. Chyba to jest ta dorosłość. Nic fajnego.
Dorosłość zabiera mi magię życia. Drugą stronę rzeczywistości. Smutne.
Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Muszę być bardziej sobą w sobie i w dodatku chyba przywyknąć do samotności duszy.
...... Mam tytuł na książkę nową :) "Samotność duszy" - dobre ;) Może kiedyś ją napiszę ; o
poniedziałek, 30 września 2013
Gdyby słowa mogły latać
Jestem trochę jakby pisarką, nie? Muszę o tym pamiętać :)
Trochę mi źle, trochę mi smutno. Nie wszystko idzie po mojej myśli. Na tą chwilę chciałabym zatrzymać czas. Nie pisać matury, nie brać odpowiedzialności za swój los, nie żegnać się z tymi, których kocham. Trwać w tym co mam. Taki ze mnie tchórz.
Od czasu do czasu budzi się we mnie takie poczucie, że o swoje trzeba walczyć i iść przez życie z podniesionym czołem - i to złota prawda - jednak ciężko mi pamiętać o tym zawsze i w każdym momencie. Jeśli czasami staniesz i rozejrzysz się w około, zastanowisz się nad tym co widzisz i w czym żyjesz. Trochę jakbyś był narratorem powieści, to co zobaczysz?
Jeśli przestaniesz biec i chwilę odetchniesz, to co? Może zaczniesz rozmyślać o tym PO CO to wszystko jest, albo KIM JESTEM. Jak dla mnie to trochę jak wielka gra z kilkoma zasadami, którą dał nam Bóg. To on jest trochę jako niemy obserwator i patrzy co też zrobimy. Czasami pomaga, czasami poddaje nas próbom. To gra, która nie ma określonej fabuły, po to żebyś mógł robić co tylko chcesz. Sam ja kreujesz, a On jest jak towarzyszący ci przyjaciel.
W Piśmie Świętym jest takie zdanie, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz. Całkiem logicznie myślimy, że My podobni jesteśmy do Niego. Można to rozumieć jako cechy zewnętrzne czy wewnętrzne, prawda?
Ja jednak proponuję rozważyć taką możliwość, że tworząc nas na swój obraz, tak naprawdę dał nam możliwość przedstawiania Go na nasz osobisty sposób. Indywidualnie.
Bo w duchowości wszystko jest indywidualne i prywatne.
Dla mnie Bóg nie jest surowym dziadkiem z chmurek, tak jak często jest przedstawiany. Dla mnie jest On pociesznym Bytem, który ma poczucie humoru, lubi dyskutować, bawić się, jest wyrozumiały. Ma niektóre cechy podobne do mnie inne zupełnie różne. Jest dla mnie kimś takim z kim zawsze mogę pogadać. Z kim mi się dobrze rozmawia. To ma sens?
Znów zatraciłam myśl... chyba się do tego przyzwyczaję...
Trochę mi źle, trochę mi smutno. Nie wszystko idzie po mojej myśli. Na tą chwilę chciałabym zatrzymać czas. Nie pisać matury, nie brać odpowiedzialności za swój los, nie żegnać się z tymi, których kocham. Trwać w tym co mam. Taki ze mnie tchórz.
Od czasu do czasu budzi się we mnie takie poczucie, że o swoje trzeba walczyć i iść przez życie z podniesionym czołem - i to złota prawda - jednak ciężko mi pamiętać o tym zawsze i w każdym momencie. Jeśli czasami staniesz i rozejrzysz się w około, zastanowisz się nad tym co widzisz i w czym żyjesz. Trochę jakbyś był narratorem powieści, to co zobaczysz?
Jeśli przestaniesz biec i chwilę odetchniesz, to co? Może zaczniesz rozmyślać o tym PO CO to wszystko jest, albo KIM JESTEM. Jak dla mnie to trochę jak wielka gra z kilkoma zasadami, którą dał nam Bóg. To on jest trochę jako niemy obserwator i patrzy co też zrobimy. Czasami pomaga, czasami poddaje nas próbom. To gra, która nie ma określonej fabuły, po to żebyś mógł robić co tylko chcesz. Sam ja kreujesz, a On jest jak towarzyszący ci przyjaciel.
W Piśmie Świętym jest takie zdanie, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz. Całkiem logicznie myślimy, że My podobni jesteśmy do Niego. Można to rozumieć jako cechy zewnętrzne czy wewnętrzne, prawda?
Ja jednak proponuję rozważyć taką możliwość, że tworząc nas na swój obraz, tak naprawdę dał nam możliwość przedstawiania Go na nasz osobisty sposób. Indywidualnie.
Bo w duchowości wszystko jest indywidualne i prywatne.
Dla mnie Bóg nie jest surowym dziadkiem z chmurek, tak jak często jest przedstawiany. Dla mnie jest On pociesznym Bytem, który ma poczucie humoru, lubi dyskutować, bawić się, jest wyrozumiały. Ma niektóre cechy podobne do mnie inne zupełnie różne. Jest dla mnie kimś takim z kim zawsze mogę pogadać. Z kim mi się dobrze rozmawia. To ma sens?
Znów zatraciłam myśl... chyba się do tego przyzwyczaję...
niedziela, 29 września 2013
czwartek, 8 sierpnia 2013
Wakacje
Basen, słonko, piwko i przyjaciele. Czekam tylko na mojego misia i będę szczęśliwa :) wakacje
sobota, 27 lipca 2013
Zmiany
Ja się chyba już po prostu boję pisać.
To takie strasznie zobowiązujące. Każdy klawisz jaki nacisnę, pozostawia po sobie ślad, ślad odzwierciadlający moje myśli, które oszalały.
Moje poglądy na życie, świat, szczęście i Boga zmieniają się nieustannie. Szybciej niż miało to miejsce do tej pory. Jestem szczęśliwa, przerażona, bezradna, słaba i zniewolona przez to co się dzieje. Przez czas.
Zmieniłam się. Zaczynając od ścięcia włosów, diety i ćwiczeń, chodzenia w sukienkach, krótkich spodenkach. Mam teraz komu się podobać. Zmiana dotyczy również tego, że dzięki Niemu znam swoją wartość i jestem pewniejsza siebie. Widzę swoje wady i zalety - również te zewnętrzne.
Może nie zawsze jest tak jakbym sobie tego życzyła. Wiadomo, kobiety oczekują tego księcia na białym koniu, który sprawiłby, że czułabyś się wyjątkowa, kochana, piękna i wspaniała. Tymczasem facet to facet. Trudno.
Staram się być dla Niego dobra. Nie lubię kiedy jest na mnie zły, krzyczy na mnie. Nie lubię mu też mówić co czuję, mimo że bardzo bym tego pragnęła. Może chciałabym, żeby poświęcał więcej czasu na mój świat wewnętrzny, na to co tu piszę, na to o czym marzę, czym się zajmuję, a nie tym co ugotowałam, czy co robiłam danego dnia. Jednak nie opowiem mu o tym sama, bo wiem że go tym nudzę. Nie opowiem mu o tym, bo sądzę, że dla niego to nie jest nic nadzwyczajnego.
Myślę, że już znacznie lepiej radzę sobie z zaakceptowaniem tej stałej niepewności, mimo iż ciągle wydaje mi się, że otaczają go dziewczyny są znacznie ładniejsze niż ja.
Nieustannie żyje w lęku. To tak paraliżujący strach przed przyszłością, dorosłością i odpowiedzialnością, że gdy tylko zaczynam o tym mówić/myśleć/pisać mój żołądek zamienia się w jedną wielką kupę nerwów, automatycznie mój mózg chce to od siebie odsunąć, a w oczach pojawiają się łzy.
Przyszłość to dla mnie: MATURA i przerażenie, że jej nie zdam.
ODPOWIEDZIALNOŚĆ za własny los
ROZŁĄKA z Nim, Ecią, Aniną i przyjaciółmi
DOROSŁOŚĆ - praca, dom, rodzina, dzieci
Przerażające.
Powoli też zaczynam układać sobie w głowie to w co właściwie wierzę i jak postrzegam świat.
Myślę, że Bóg jest dla mnie ENERGIĄ. Wszystko jest z niej stworzone, zaczynając od atomu, pierwiastku, roślinki, kamienia, człowieka, a kończąc na myślach i świadomości. Energia, która egzystuje pomiędzy nami bez przybierania widzialnej formy, może też być kształtowana przez nas i nasze przekonania.To oznacza tyle, że świat rzeczywisty i duchowy są na tym samym poziomie prawdziwe. Idąc dalej tym tokiem myślenia, o tym jak wygląda świat paranormalny i duchowy decydują również nasze przekonania.
To takie dla mnie podstawy moich przekonań o Bogu, ale też modlę się do niego, czerpię z niego siły i ogólnie jest obecny w moim życiu, a do kościoła nie muszę chodzić, jeżeli nie czuję takiej potrzeby.
To tak mniej-więcej :)
To takie strasznie zobowiązujące. Każdy klawisz jaki nacisnę, pozostawia po sobie ślad, ślad odzwierciadlający moje myśli, które oszalały.
Moje poglądy na życie, świat, szczęście i Boga zmieniają się nieustannie. Szybciej niż miało to miejsce do tej pory. Jestem szczęśliwa, przerażona, bezradna, słaba i zniewolona przez to co się dzieje. Przez czas.
Zmieniłam się. Zaczynając od ścięcia włosów, diety i ćwiczeń, chodzenia w sukienkach, krótkich spodenkach. Mam teraz komu się podobać. Zmiana dotyczy również tego, że dzięki Niemu znam swoją wartość i jestem pewniejsza siebie. Widzę swoje wady i zalety - również te zewnętrzne.
Może nie zawsze jest tak jakbym sobie tego życzyła. Wiadomo, kobiety oczekują tego księcia na białym koniu, który sprawiłby, że czułabyś się wyjątkowa, kochana, piękna i wspaniała. Tymczasem facet to facet. Trudno.
Staram się być dla Niego dobra. Nie lubię kiedy jest na mnie zły, krzyczy na mnie. Nie lubię mu też mówić co czuję, mimo że bardzo bym tego pragnęła. Może chciałabym, żeby poświęcał więcej czasu na mój świat wewnętrzny, na to co tu piszę, na to o czym marzę, czym się zajmuję, a nie tym co ugotowałam, czy co robiłam danego dnia. Jednak nie opowiem mu o tym sama, bo wiem że go tym nudzę. Nie opowiem mu o tym, bo sądzę, że dla niego to nie jest nic nadzwyczajnego.
Myślę, że już znacznie lepiej radzę sobie z zaakceptowaniem tej stałej niepewności, mimo iż ciągle wydaje mi się, że otaczają go dziewczyny są znacznie ładniejsze niż ja.
Nieustannie żyje w lęku. To tak paraliżujący strach przed przyszłością, dorosłością i odpowiedzialnością, że gdy tylko zaczynam o tym mówić/myśleć/pisać mój żołądek zamienia się w jedną wielką kupę nerwów, automatycznie mój mózg chce to od siebie odsunąć, a w oczach pojawiają się łzy.
Przyszłość to dla mnie: MATURA i przerażenie, że jej nie zdam.
ODPOWIEDZIALNOŚĆ za własny los
ROZŁĄKA z Nim, Ecią, Aniną i przyjaciółmi
DOROSŁOŚĆ - praca, dom, rodzina, dzieci
Przerażające.
Powoli też zaczynam układać sobie w głowie to w co właściwie wierzę i jak postrzegam świat.
Myślę, że Bóg jest dla mnie ENERGIĄ. Wszystko jest z niej stworzone, zaczynając od atomu, pierwiastku, roślinki, kamienia, człowieka, a kończąc na myślach i świadomości. Energia, która egzystuje pomiędzy nami bez przybierania widzialnej formy, może też być kształtowana przez nas i nasze przekonania.To oznacza tyle, że świat rzeczywisty i duchowy są na tym samym poziomie prawdziwe. Idąc dalej tym tokiem myślenia, o tym jak wygląda świat paranormalny i duchowy decydują również nasze przekonania.
To takie dla mnie podstawy moich przekonań o Bogu, ale też modlę się do niego, czerpię z niego siły i ogólnie jest obecny w moim życiu, a do kościoła nie muszę chodzić, jeżeli nie czuję takiej potrzeby.
To tak mniej-więcej :)
poniedziałek, 15 lipca 2013
piątek, 14 czerwca 2013
Dziękuję
Dziękuję Ci, choć wcale już nie czytasz...
Dziękuję Ci, za chęć do życia... ze mną.
Pewnie wiesz, bo znamy się nie od dziś, ile dla mnie to znaczyło. Jak wiele dała mi ta rozmowa, której nie byłabym wstanie podjąć.
Może jestem przewrażliwiona, może wszystko odbieram bardziej sobą niż powinnam, ale taka jestem. Przeżywam świat uczuciami, a nie logiką - stąd tyle różnic.
Nie potrafisz mnie zrozumieć, kiedy nawet ja sama nie umiem się pojąć. Kluczem do tego jest proste słowo: akceptacja. Mnie nie można definiować, moich myśli wyrażać w słowach, moich uczuć zamykać w klatce. Musisz się nauczyć nie myśleć - a czuć. To moje zadanie przecież od początku. Chcę tego wciąż.
Mimo tego, że to co mówiłeś było bardziej negatywne, to dało mi ulgę. Dopiero wtedy dałeś mi do zrozumienia, że jestem dla Ciebie ważna, dopiero wtedy powiedziałam wszystko czym się krztusiłam.
Przepraszam za swoje zachowanie i za to, że musiałeś patrzeć na moje łzy...
Dziękuję Ci, za chęć do życia... ze mną.
Pewnie wiesz, bo znamy się nie od dziś, ile dla mnie to znaczyło. Jak wiele dała mi ta rozmowa, której nie byłabym wstanie podjąć.
Może jestem przewrażliwiona, może wszystko odbieram bardziej sobą niż powinnam, ale taka jestem. Przeżywam świat uczuciami, a nie logiką - stąd tyle różnic.
Nie potrafisz mnie zrozumieć, kiedy nawet ja sama nie umiem się pojąć. Kluczem do tego jest proste słowo: akceptacja. Mnie nie można definiować, moich myśli wyrażać w słowach, moich uczuć zamykać w klatce. Musisz się nauczyć nie myśleć - a czuć. To moje zadanie przecież od początku. Chcę tego wciąż.
Mimo tego, że to co mówiłeś było bardziej negatywne, to dało mi ulgę. Dopiero wtedy dałeś mi do zrozumienia, że jestem dla Ciebie ważna, dopiero wtedy powiedziałam wszystko czym się krztusiłam.
Przepraszam za swoje zachowanie i za to, że musiałeś patrzeć na moje łzy...
wtorek, 21 maja 2013
Żyjąc
Jadąc autem widzę piękny błękit nieba, wchodzący w niemal kobaltowy. Słońce powolnie zmierzające ku horyzontowi, prześwitywało przez pierzaste chmurki, tak że ich krawędzie jarzyły się złotem. Poniżej wiatr przechodził się między długimi, wiosennie zielonymi trawami. Gdzieś w tym wszystkim odnalazłam wzrokiem małego królika polnego, który czujnym okiem przyglądał się przejeżdżającemu samochodowi.
Myślę, że nasze życie zawsze będzie tylko takie jakie chcemy żeby było. To my je kształtujemy. To co nas spotyka to tylko konsekwencje podejmowanych wcześniej decyzji. Człowiek chyba zgubił się w cywilizacji. Najpierw ją stworzył, a teraz jest jej niewolnikiem. A mimo to, można to zmienić. Zaczynając od Ciebie. Zmieniając siebie - zmieniasz świat.
Ile znaczy jednak jedna osoba w całym społeczeństwie? Wbrew pozorom bardzo wiele, bo ludzie już tak mają, że lubią brać z kogoś przykład o ile wydaje im się sensowne to co robi. Więc jeśli Ty się zmienisz, zmienisz otoczenie, a oni zmienią swoje otoczenie... Może nie sięgnie to na skalę ogólnoświatową, ale na pewno zmieni Twój świat, w którym żyjesz.
Więc warto próbować.
Więc warto próbować.
Ludzie mają pretensje do życia i świata że jest nie takie jakby chcieli, jednak zmieniając siebie, zmieniasz to w czym żyjesz.
Życie jest zlepkiem chwil i wspomnień
interpretowanych przez pryzmat naszych przekonań.
środa, 10 kwietnia 2013
Tak sobie myślę...
Jeśli ty powoli tracisz (może już straciłaś) nadzieję na to, że nasza przyjaźń przetrwa próbę czasu (szkołę średnią, studia, rozłąkę na wiele lat) - to ja pewnie nie długo też ja stracę.
Według zasady: jeśli ty, to i ja - która działa między nami od początku chyba.
Mimo to, myślę że nigdy nie przestanę nazywać Cię swoją najlepszą przyjaciółką. Mimo wszystko zawsze nią będziesz, nawet na krańcu świata i jeszcze dalej. Bo przyjaźń nie powstaje na chwile, na moment, a właśnie na całe życie.
Nie zapominaj proszę o mnie, tak jak ja nie mogę zapomnieć o Tobie.
To trochę brzmi jak pożegnanie, ale kto wie... może nim jest? Teraz wszystko zależy od Ciebie.
Wciąż czekam na Ciebie w swoim domku, z otwartymi ramionami, ale sama się boję do Ciebie pójść.. Boję się, że zostanę skarcona...
Przyjaciół poznaje się w biedzie, prawda? Takie stare, jakże mądre powiedzenie. Więc czy my jesteśmy przyjaciółkami? Oczywiście! Każda z nas coraz bardziej oddala się, nie mamy na siebie czasu, czasami nawet ochoty (dobrze wiesz jak to jest jak się ma okres), to chyba nawet normalne... Każda z nas ma swoje problemy, kompleksy, toksyczne myśli, te złe chwile, to też normalne. I mimo to, że czasami obie bardzo chcemy wzajemnie swojego towarzystwa, to czemu nie zadzwonimy? Tak wychodzi... prawda? (nie zwalaj na moje 'sprzątanie', bo tak jest! Dobrze znasz moją mamę!;) ) Mimo tego, mimo tych wszystkich 'niedogodności' dajemy sobie radę "same". "Same", bo obie doskonale wiemy, że gdyby nasz świat nagle zaczął się walić, to zawsze wiemy do kogo się zwrócić, nawet jeśli na co dzień praktycznie się do siebie nie odzywamy. Wciąż żyjemy ze świadomością, że jakieś 200m dalej jest osoba, która jest filarem mojego życia i tylko ona może mi to życie znów poukładać.
Takie są fakty! : )
Czasami tylko lubię przypomnieć Tobie, że ja wcale nie zapominam, że istniejesz. Lubię Tobie pokazać ile wciąż dla mnie znaczysz. Nie mogę pozwolić, byś kiedykolwiek w to zwątpiła.
Twoja - na zawsze - Współuzależniona.
Według zasady: jeśli ty, to i ja - która działa między nami od początku chyba.
Mimo to, myślę że nigdy nie przestanę nazywać Cię swoją najlepszą przyjaciółką. Mimo wszystko zawsze nią będziesz, nawet na krańcu świata i jeszcze dalej. Bo przyjaźń nie powstaje na chwile, na moment, a właśnie na całe życie.
Nie zapominaj proszę o mnie, tak jak ja nie mogę zapomnieć o Tobie.
To trochę brzmi jak pożegnanie, ale kto wie... może nim jest? Teraz wszystko zależy od Ciebie.
Wciąż czekam na Ciebie w swoim domku, z otwartymi ramionami, ale sama się boję do Ciebie pójść.. Boję się, że zostanę skarcona...
Przyjaciół poznaje się w biedzie, prawda? Takie stare, jakże mądre powiedzenie. Więc czy my jesteśmy przyjaciółkami? Oczywiście! Każda z nas coraz bardziej oddala się, nie mamy na siebie czasu, czasami nawet ochoty (dobrze wiesz jak to jest jak się ma okres), to chyba nawet normalne... Każda z nas ma swoje problemy, kompleksy, toksyczne myśli, te złe chwile, to też normalne. I mimo to, że czasami obie bardzo chcemy wzajemnie swojego towarzystwa, to czemu nie zadzwonimy? Tak wychodzi... prawda? (nie zwalaj na moje 'sprzątanie', bo tak jest! Dobrze znasz moją mamę!;) ) Mimo tego, mimo tych wszystkich 'niedogodności' dajemy sobie radę "same". "Same", bo obie doskonale wiemy, że gdyby nasz świat nagle zaczął się walić, to zawsze wiemy do kogo się zwrócić, nawet jeśli na co dzień praktycznie się do siebie nie odzywamy. Wciąż żyjemy ze świadomością, że jakieś 200m dalej jest osoba, która jest filarem mojego życia i tylko ona może mi to życie znów poukładać.
Takie są fakty! : )
Czasami tylko lubię przypomnieć Tobie, że ja wcale nie zapominam, że istniejesz. Lubię Tobie pokazać ile wciąż dla mnie znaczysz. Nie mogę pozwolić, byś kiedykolwiek w to zwątpiła.
Twoja - na zawsze - Współuzależniona.
wtorek, 9 kwietnia 2013
wtorek, 2 kwietnia 2013
niedziela, 31 marca 2013
Kiedy nadejdzie wiosna
Utkwiła wzrok w jego czarnych oczach. Nie poruszył się. Dobrze wiedziała, że czuje na sobie spojrzenie, ale niczym nie dała o tym po sobie poznać. Śledziła każdą rysę jego twarzy, każdą krzywiznę, każde znamię Prześlizgiwała po nim wzrokiem, jakby chciała na zawsze pamiętać ten widok, bo to on rodził to ciepło wewnątrz jej. Czuła jak ten promyk miłości rozgrzewa ją wewnątrz, przepełnia ją. Wiedziała, że musi teraz dobrze 'naładować baterie'. Tam gdzie zmierza będzie jej to potrzebne. Patrzyła na jego ruchy jakby w zwolnionym tempie. Uwielbiała te chwile. Gdy żadne z nich się nie odzywało. Aż w końcu uniósł wzrok i napotkał jej:
- Co? - zapytał uśmiechając się. Chwile zwlekała z odpowiedzią, napawając się tym widokiem. Roześmiane ciemne oczy i ten niemalże idealny uśmiech na jej ukochanej twarzy.
-Nic - odpowiedziała wymijająco, bo jak inaczej opisać to co teraz czuła? Przecież on i tak nie zrozumie. Uniósł tylko pytająco brew i powrócił do przerwanej czynności. Gotował.
-Patrzę - dodała po chwili, bo wiedziała już, że nie odpuści.
-Przystojniak ze mnie, co? - droczył się. 'Mój głuptasek' pomyślała w duchu. Zaczął coś mówić, żartować. Mimo tego, że rozumiała co mówił, to bardziej skupiona była na tym, jak mu to wytłumaczyć. Tak żeby ZROZUMIAŁ. Na razie niech cieszy się codziennością do której tak przywykł. Niech żyje w świecie, w którym wszystko ma swoje miejsce, wszystko jest udowodnione i udokumentowane. Gdy nadejdzie wiosna wszystko ulegnie zmianie.
Od początku bardziej zdane było to na niepowodzenie. On i Ona. Mimo to chciała spróbować. Wierzyła w jego DUSZĘ. Nie wszystko stracone.
Poczuła jak na tę myśl do oczu napływają łzy, ale czym prędzej stłumiła to w sobie i uśmiechnęła się. Nie dostrzegł Tak jak wiele innych rzeczy mu umykało, a może sam na to pozwalał. Gdyby tak było, to czy nie świadczyłoby to o tym ile dla niego znaczyła?
Spojrzała za okno. Śnieg już topniał. Chwila rozłąki i najcięższej próby jakby czaiła się już za rogiem. Wiedziała ze od tego nie ucieknie. Nawet nie miałaby jak próbować. Znów popatrzyła na niego i jedyne co teraz mogła powiedzieć to:
-Kocham Cię - i w duchu: pokochaj mnie tak samo...
-Ja Ciebie też kocham - powiedział nie odrywając wzroku od patelni, ale uśmiechnął się. Dostrzegła ten uśmiech spod opadających mu na twarz czarnych włosów.
On nie mógł zrozumieć, czemu ona tak wiele razy mu to powtarza, czemu tak natrętnie domaga się tego również od niego. Nie mógł przecież wiedzieć ile czasu im zostało. Nie mógł wiedzieć, że próbowała w ten sposób ochronić się przed ewentualnym zwątpieniem po tak długim czasie. Nie wiedział nic, ale co on sama wiedziała? Niewiele więcej, jednak wolałaby nie wiedzieć nic i żyć jak do tej pory. Do wiosny... Już nie daleko...
-Coś pogoda ostatnio szaleje. Mamy już marzec, a końca zimy nie widać. Co się śnieg roztopi to zaraz znów pada... eh.. - narzekał jakby sam do siebie.
-Cóż, może wiosna ma powody by opóźnić przyjście... Jednak już nie długo. Aż będzie gotowa - szepnęła.
- Co? - zapytał uśmiechając się. Chwile zwlekała z odpowiedzią, napawając się tym widokiem. Roześmiane ciemne oczy i ten niemalże idealny uśmiech na jej ukochanej twarzy.
-Nic - odpowiedziała wymijająco, bo jak inaczej opisać to co teraz czuła? Przecież on i tak nie zrozumie. Uniósł tylko pytająco brew i powrócił do przerwanej czynności. Gotował.
-Patrzę - dodała po chwili, bo wiedziała już, że nie odpuści.
-Przystojniak ze mnie, co? - droczył się. 'Mój głuptasek' pomyślała w duchu. Zaczął coś mówić, żartować. Mimo tego, że rozumiała co mówił, to bardziej skupiona była na tym, jak mu to wytłumaczyć. Tak żeby ZROZUMIAŁ. Na razie niech cieszy się codziennością do której tak przywykł. Niech żyje w świecie, w którym wszystko ma swoje miejsce, wszystko jest udowodnione i udokumentowane. Gdy nadejdzie wiosna wszystko ulegnie zmianie.
Od początku bardziej zdane było to na niepowodzenie. On i Ona. Mimo to chciała spróbować. Wierzyła w jego DUSZĘ. Nie wszystko stracone.
Poczuła jak na tę myśl do oczu napływają łzy, ale czym prędzej stłumiła to w sobie i uśmiechnęła się. Nie dostrzegł Tak jak wiele innych rzeczy mu umykało, a może sam na to pozwalał. Gdyby tak było, to czy nie świadczyłoby to o tym ile dla niego znaczyła?
Spojrzała za okno. Śnieg już topniał. Chwila rozłąki i najcięższej próby jakby czaiła się już za rogiem. Wiedziała ze od tego nie ucieknie. Nawet nie miałaby jak próbować. Znów popatrzyła na niego i jedyne co teraz mogła powiedzieć to:
-Kocham Cię - i w duchu: pokochaj mnie tak samo...
-Ja Ciebie też kocham - powiedział nie odrywając wzroku od patelni, ale uśmiechnął się. Dostrzegła ten uśmiech spod opadających mu na twarz czarnych włosów.
On nie mógł zrozumieć, czemu ona tak wiele razy mu to powtarza, czemu tak natrętnie domaga się tego również od niego. Nie mógł przecież wiedzieć ile czasu im zostało. Nie mógł wiedzieć, że próbowała w ten sposób ochronić się przed ewentualnym zwątpieniem po tak długim czasie. Nie wiedział nic, ale co on sama wiedziała? Niewiele więcej, jednak wolałaby nie wiedzieć nic i żyć jak do tej pory. Do wiosny... Już nie daleko...
-Coś pogoda ostatnio szaleje. Mamy już marzec, a końca zimy nie widać. Co się śnieg roztopi to zaraz znów pada... eh.. - narzekał jakby sam do siebie.
-Cóż, może wiosna ma powody by opóźnić przyjście... Jednak już nie długo. Aż będzie gotowa - szepnęła.
sobota, 30 marca 2013
Te Jesienne dni przez duże P
Wtulona w rękaw jego koszuli. Rozkoszując się jego zapachem. Zapach słodki, aczkolwiek stanowczy. Męski. Niczym chłopiec stojący na pograniczu dojrzałości, a on pozostawał wciąż dużym chłopcem.
Łzy spływały po policzku, pragnęłam by tego nie dostrzegł. Dowodziły o mojej słabości, a słaba byłam coraz bardziej.
Coś się kończyło, a coś zaczynało, jeszcze tylko nie wiedziałam co.
Tulił mnie do siebie, uśmiechając się. Nie musiałam tego widzieć, by to wiedzieć. Uśmiech niemalże nie schodził z jego ust. W tym zastawieniu to ja byłam tym ponurakiem.
Nie rozumiał co miałam mu do powiedzenia, był głuchy na moje bezgłośne wołanie. Zbyt bardzo absorbował go świat zewnętrzny by mógł choć na ułamek sekundy zobaczyć co jest pod powierzchnią, w wtedy zakochałby się. Teraz to tylko pierwiastek uczucia, które dla niego znaczy więcej niż może powinno.
Mimo tego musiałam powiedzieć: Odchodzę.
Poczułam jak przeszywa go dreszcz, jak się napiął.
-Spokojnie, tylko na jakiś czas. Wrócę. - dodałam.
-O czym ty mówisz? - zapytał, tak bardzo nieświadomy ostatnich wydarzeń. Bolało mnie to, ze wszystko trzymałam dla siebie. W tajemnicy.
-Powiedzmy, ze to takie wakacje z rodziną... Tylko rodzina zostaje tutaj - szepnęłam, ale dosłyszał.
-Przestań do cholery mówić zagadkami! - Złość. Jak kwitnący kwiat w jego piersi, zawrzał czerwienią. Jak miałam mu to wytłumaczyć? 'Hej chłopcze, niedługo znajdą moje zwłoki, ale się tym nie przejmuj?'
Świat ten ponad światem, dla niego nie istniał. Miał rację, ale ja byłam jego częścią. Więc na jakiś czas musiałam nie istnieć dla niego tak samo jak ten świat. Może kiedyś otworzę mu oczy.
Musiałam opuścić ziemskie ciało, by udać się w dalszą podróż w głąb siebie. Oby tylko nie rzucić na siebie uroku.
Łzy spływały po policzku, pragnęłam by tego nie dostrzegł. Dowodziły o mojej słabości, a słaba byłam coraz bardziej.
Coś się kończyło, a coś zaczynało, jeszcze tylko nie wiedziałam co.
Tulił mnie do siebie, uśmiechając się. Nie musiałam tego widzieć, by to wiedzieć. Uśmiech niemalże nie schodził z jego ust. W tym zastawieniu to ja byłam tym ponurakiem.
Nie rozumiał co miałam mu do powiedzenia, był głuchy na moje bezgłośne wołanie. Zbyt bardzo absorbował go świat zewnętrzny by mógł choć na ułamek sekundy zobaczyć co jest pod powierzchnią, w wtedy zakochałby się. Teraz to tylko pierwiastek uczucia, które dla niego znaczy więcej niż może powinno.
Mimo tego musiałam powiedzieć: Odchodzę.
Poczułam jak przeszywa go dreszcz, jak się napiął.
-Spokojnie, tylko na jakiś czas. Wrócę. - dodałam.
-O czym ty mówisz? - zapytał, tak bardzo nieświadomy ostatnich wydarzeń. Bolało mnie to, ze wszystko trzymałam dla siebie. W tajemnicy.
-Powiedzmy, ze to takie wakacje z rodziną... Tylko rodzina zostaje tutaj - szepnęłam, ale dosłyszał.
-Przestań do cholery mówić zagadkami! - Złość. Jak kwitnący kwiat w jego piersi, zawrzał czerwienią. Jak miałam mu to wytłumaczyć? 'Hej chłopcze, niedługo znajdą moje zwłoki, ale się tym nie przejmuj?'
Świat ten ponad światem, dla niego nie istniał. Miał rację, ale ja byłam jego częścią. Więc na jakiś czas musiałam nie istnieć dla niego tak samo jak ten świat. Może kiedyś otworzę mu oczy.
Musiałam opuścić ziemskie ciało, by udać się w dalszą podróż w głąb siebie. Oby tylko nie rzucić na siebie uroku.
sobota, 9 marca 2013
Od długiego czasu już mam wewnątrz takie uczucia. Nie umiem ich określić. Chodzi o to po prostu, że są to uczucia które czułam już wcześniej. Jakby wspomnienia, ale nie chwil, a samych uczuć jakie czułam w danym momencie mojego życia. Coraz częściej się odzywają. Chciałabym znów je przezywać.
Jednak tamto nie wróci i muszę to zaakceptować. Już wiem, że teraz są chwile i uczucia, do jakich zatęsknię za miesiąc, za dwa, za pół roku, za dziesięć lat.
Trzeba się cieszyć tym co mamy teraz.
Przeraża mnie przemijalność chwil, może to wynika właśnie stąd?
Całą sobą staram się zakotwiczyć siebie w mojej własnej przeszłości, bo przyszłość zbliża się wielkimi krokami. I tak, słucham starej muzyki, powtarzam czynności, które robiłam 4 lata temu, wracam do przemyśleń jakie miałam rok temu. Nie chcę przyjąć nowych nawyków, a to co jest nowe, jest dla mnie zbyt skomplikowane i trudno się w tym odnaleźć.
Zmieniłam się i to bardzo. Słyszę to od dawnych znajomych z którymi ostatnio udaje mi się spotkać. Zmieniłam się i to diametralnie, jednak nie podoba mi się to. Nie wiem już czego właściwie chcę. Wciąż się zmieniam, czy to na siłę czy samo tak wychodzi. Nigdy nie jestem zadowolona z rezultatów. Może tak ma być?
Może własnie mam sobie odpuścić?
Czy to ten moment w którym powinnam pozbierać do kupy to co mam i po prostu w końcu wyprostować się i iść do przodu?
Zdaję sobie sprawę, że stoję u progu życia.
Życie to jednak książka. Poważnie.
Bohater książki musi najpierw żyć własnym życiem, potem spotyka go coś co nazywane jest 'drzwiami bez powrotu', czyli momentem w egzystencji bohatera, który skłania go do działań, do zmiany jego codzienności, bez możliwości odwrotu. Potem są kolejne 'drzwi bez powrotu' i zakończenie.
Czy nie przypomina nam to życia? Gdy się rodzimy i dorastamy pod czujnym okiem rodziców, jesteśmy w pierwszej części książki. Gdy przechodzimy przez magiczną bramę dorosłości, otwieramy nowy rozdział życia i tu są nasze 'drzwi bez powrotu'. Potem toczy się zupełnie inne życie niż takie które mieliśmy dotychczas.
Większość osób lgnie do dorosłości, ale z czy się ona wiążę?
Z odpowiedzialnością za własny los. Pytanie, czy jesteśmy na to gotowi?
Bo ja się tego boję. Wiem, że dam radę - innego wyjścia nie widzę - jednak gdyby dano mi jeszcze trochę czasu...
Codziennie jadąc do szkoły myślę o przeróżnych sprawach.
Codziennie widok z autobusowego okna wygląda tak pięknie, a jednocześnie tak odmiennie. Zależnie od tego widoku i od muzyki jakiej słucham, zmienia się mój nastrój.
Kiedy jechałam do szkoły pewnego jesiennego poranka, gdy na dworze było jeszcze szaro, a słońce ledwo wychylało się znad horyzontu, cały autobus dookoła spowiła gęsta mgła. Pola przykryte były wczesnym o tej porze śniegiem, który zlał się kolorem z mgłą i białym niebem. Jedyne co dostrzegałam to kontury smutnych drzew, i ciemna droga. Z racji wczesnej godziny droga była pusta. Samotny autobus pośród bieli.
Myślałam o tym, jak w tym momencie nic po za tym miejscem dla mnie nie istniało. Jakby tylko to co jest tu i teraz było prawdziwe.
Jednak gdy przyszłe pierwsze promienie wiosennego słońca, odbijające się od drzew spragnionych ciepła po długiej zimie, na myśli przyszło mi to jak często marnujemy chwile.
Jak podążamy ślepo za ideałami, wymaganiami a nie cieszymy się tym co mamy teraz. Nie zatrzymamy się i nie spojrzymy na to co przyroda robi dla nas.
Jednak tamto nie wróci i muszę to zaakceptować. Już wiem, że teraz są chwile i uczucia, do jakich zatęsknię za miesiąc, za dwa, za pół roku, za dziesięć lat.
Trzeba się cieszyć tym co mamy teraz.
Przeraża mnie przemijalność chwil, może to wynika właśnie stąd?
Całą sobą staram się zakotwiczyć siebie w mojej własnej przeszłości, bo przyszłość zbliża się wielkimi krokami. I tak, słucham starej muzyki, powtarzam czynności, które robiłam 4 lata temu, wracam do przemyśleń jakie miałam rok temu. Nie chcę przyjąć nowych nawyków, a to co jest nowe, jest dla mnie zbyt skomplikowane i trudno się w tym odnaleźć.
Zmieniłam się i to bardzo. Słyszę to od dawnych znajomych z którymi ostatnio udaje mi się spotkać. Zmieniłam się i to diametralnie, jednak nie podoba mi się to. Nie wiem już czego właściwie chcę. Wciąż się zmieniam, czy to na siłę czy samo tak wychodzi. Nigdy nie jestem zadowolona z rezultatów. Może tak ma być?
Może własnie mam sobie odpuścić?
Czy to ten moment w którym powinnam pozbierać do kupy to co mam i po prostu w końcu wyprostować się i iść do przodu?
Zdaję sobie sprawę, że stoję u progu życia.
Życie to jednak książka. Poważnie.
Bohater książki musi najpierw żyć własnym życiem, potem spotyka go coś co nazywane jest 'drzwiami bez powrotu', czyli momentem w egzystencji bohatera, który skłania go do działań, do zmiany jego codzienności, bez możliwości odwrotu. Potem są kolejne 'drzwi bez powrotu' i zakończenie.
Czy nie przypomina nam to życia? Gdy się rodzimy i dorastamy pod czujnym okiem rodziców, jesteśmy w pierwszej części książki. Gdy przechodzimy przez magiczną bramę dorosłości, otwieramy nowy rozdział życia i tu są nasze 'drzwi bez powrotu'. Potem toczy się zupełnie inne życie niż takie które mieliśmy dotychczas.
Większość osób lgnie do dorosłości, ale z czy się ona wiążę?
Z odpowiedzialnością za własny los. Pytanie, czy jesteśmy na to gotowi?
Bo ja się tego boję. Wiem, że dam radę - innego wyjścia nie widzę - jednak gdyby dano mi jeszcze trochę czasu...
Codziennie jadąc do szkoły myślę o przeróżnych sprawach.
Codziennie widok z autobusowego okna wygląda tak pięknie, a jednocześnie tak odmiennie. Zależnie od tego widoku i od muzyki jakiej słucham, zmienia się mój nastrój.
Kiedy jechałam do szkoły pewnego jesiennego poranka, gdy na dworze było jeszcze szaro, a słońce ledwo wychylało się znad horyzontu, cały autobus dookoła spowiła gęsta mgła. Pola przykryte były wczesnym o tej porze śniegiem, który zlał się kolorem z mgłą i białym niebem. Jedyne co dostrzegałam to kontury smutnych drzew, i ciemna droga. Z racji wczesnej godziny droga była pusta. Samotny autobus pośród bieli.
Myślałam o tym, jak w tym momencie nic po za tym miejscem dla mnie nie istniało. Jakby tylko to co jest tu i teraz było prawdziwe.
Jednak gdy przyszłe pierwsze promienie wiosennego słońca, odbijające się od drzew spragnionych ciepła po długiej zimie, na myśli przyszło mi to jak często marnujemy chwile.
Jak podążamy ślepo za ideałami, wymaganiami a nie cieszymy się tym co mamy teraz. Nie zatrzymamy się i nie spojrzymy na to co przyroda robi dla nas.
wtorek, 19 lutego 2013
wtorek, 5 lutego 2013
Okres
Mam ochotę krzyczeć z bezsilności.
Zdaję sobie sprawę, że mój nastrój spowodowany jest zbliżającym się okresem, ale w tym momencie sobie z tym nie radzę, więc piszę.
Dobija mnie i przeraża sytuacja polityczna w naszym kraju. Nie oglądam wiadomości, nie czytam o tym co się dzieje. Próbuję się od tego odciąć, bo to mnie przerasta. Jestem za słaba by coś z tym zrobić. Nawet nie wiem co bym mogła zrobić. Przeraża mnie to jak nasza gospodarka upada, jak nasz rząd jest bezsilny, bezradny, rozmemłany - inaczej tego nie nazwę. Jeśli nic się nie zmieni to Polska upadnie. Inne państwa przejmą nad nami kontrolę. Trochę to wygląda tak jakby to się już działo. Jesteśmy marionetkami w rekach kogoś wyżej. Jeśli to się nie zmieni to będę musiała dosłownie uciekać z kraju jak większość młodych polaków. Nie chcę. Boję się, nie znam języka. Obawiam się, że sobie nie poradzę.
Obejrzałam dzisiaj wiadomości i do teraz taka panika mnie trzyma. Może i to bezsensu, może wyolbrzymiam, ale tak jest. Nasz rząd jest bezradny. Potrzebujemy kogoś kto przeprowadzi rewolucję. A Polacy potrafią.
Wracając do spraw całkiem przyziemnych i szarych jak na zwykłego obywatela, to... przytyłam. I poważnie mnie to zdołowało. Nie ważyłam się jakiś czas, ale patrzę na siebie i widzę tłuściocha, a to nic dziwnego patrząc na to ile ja jem. Jak hipopotam. Po za tym piję za dużo kawy i herbaty. Właściwie to nie piję nic innego. Tróję swój organizm. Czuję jak on jest coraz bardziej dysfunkcyjny. Pomocy.
Do tego stoję na progu życia. od teraz zaczyna się proces wchodzenia w to samodzielne życie. Musze zacząć planować przyszłość, wiedzieć co chcę robić i zabrać się do tego. Plan na razie jest tylko słabym zarysem tego co mogłabym robić, a nie chciałabym. To przytłaczające. Teraz gdy nic nie wiem mam podejmować najważniejsze decyzje w moim życiu?
Rozmawiałam z tatą wczoraj. Dał mi wiele do myślenia. Poważnie Opowiedziałam mu o tym jak Ona rzuca szkołę w pogoni za ideałami i powiedziałam ze mnie to niepokoi, a mimo to jestem pełna podziwu dla jej odwagi że jest w stanie tak zrobić. Zazdroszczę jej tego, bo chciałabym tak samo, a boję się ruszyć tyłek. Myślałam, że tato, jako rodzic powie coś w stylu, zę nauka jest najważniejsza i bla bla, tym czasem on mnie zaskoczył, bo powiedział, że Ona dobrze robi. A czemu? Bo czy w tym kraju to czy skończysz studia czy nie świadczy potem o tym czy będziesz mieć pracę, czy nie? Chyba sam znasz odpowiedź.
Potem zastanawiałam się czy sama bym tak mogła zrobić. Jednak doszłam do wniosku, że mnie na to nie stać.
Wolę się uciekać do świata ponad światem. Zostanę egzorcystą? Oczywiście... że nie, idę na ekonomię. Blisko...
Okres to wielkie zło.! powaznie.
Zdaję sobie sprawę, że mój nastrój spowodowany jest zbliżającym się okresem, ale w tym momencie sobie z tym nie radzę, więc piszę.
Dobija mnie i przeraża sytuacja polityczna w naszym kraju. Nie oglądam wiadomości, nie czytam o tym co się dzieje. Próbuję się od tego odciąć, bo to mnie przerasta. Jestem za słaba by coś z tym zrobić. Nawet nie wiem co bym mogła zrobić. Przeraża mnie to jak nasza gospodarka upada, jak nasz rząd jest bezsilny, bezradny, rozmemłany - inaczej tego nie nazwę. Jeśli nic się nie zmieni to Polska upadnie. Inne państwa przejmą nad nami kontrolę. Trochę to wygląda tak jakby to się już działo. Jesteśmy marionetkami w rekach kogoś wyżej. Jeśli to się nie zmieni to będę musiała dosłownie uciekać z kraju jak większość młodych polaków. Nie chcę. Boję się, nie znam języka. Obawiam się, że sobie nie poradzę.
Obejrzałam dzisiaj wiadomości i do teraz taka panika mnie trzyma. Może i to bezsensu, może wyolbrzymiam, ale tak jest. Nasz rząd jest bezradny. Potrzebujemy kogoś kto przeprowadzi rewolucję. A Polacy potrafią.
Wracając do spraw całkiem przyziemnych i szarych jak na zwykłego obywatela, to... przytyłam. I poważnie mnie to zdołowało. Nie ważyłam się jakiś czas, ale patrzę na siebie i widzę tłuściocha, a to nic dziwnego patrząc na to ile ja jem. Jak hipopotam. Po za tym piję za dużo kawy i herbaty. Właściwie to nie piję nic innego. Tróję swój organizm. Czuję jak on jest coraz bardziej dysfunkcyjny. Pomocy.
Do tego stoję na progu życia. od teraz zaczyna się proces wchodzenia w to samodzielne życie. Musze zacząć planować przyszłość, wiedzieć co chcę robić i zabrać się do tego. Plan na razie jest tylko słabym zarysem tego co mogłabym robić, a nie chciałabym. To przytłaczające. Teraz gdy nic nie wiem mam podejmować najważniejsze decyzje w moim życiu?
Rozmawiałam z tatą wczoraj. Dał mi wiele do myślenia. Poważnie Opowiedziałam mu o tym jak Ona rzuca szkołę w pogoni za ideałami i powiedziałam ze mnie to niepokoi, a mimo to jestem pełna podziwu dla jej odwagi że jest w stanie tak zrobić. Zazdroszczę jej tego, bo chciałabym tak samo, a boję się ruszyć tyłek. Myślałam, że tato, jako rodzic powie coś w stylu, zę nauka jest najważniejsza i bla bla, tym czasem on mnie zaskoczył, bo powiedział, że Ona dobrze robi. A czemu? Bo czy w tym kraju to czy skończysz studia czy nie świadczy potem o tym czy będziesz mieć pracę, czy nie? Chyba sam znasz odpowiedź.
Potem zastanawiałam się czy sama bym tak mogła zrobić. Jednak doszłam do wniosku, że mnie na to nie stać.
Wolę się uciekać do świata ponad światem. Zostanę egzorcystą? Oczywiście... że nie, idę na ekonomię. Blisko...
Okres to wielkie zło.! powaznie.
niedziela, 3 lutego 2013
Fragment pierwszego rozdziału, wedle mojej obietnicy.
Wróciłam do rzeczywistości, jakby wyciągnięto mnie spod wody. Wciąż leżałam we własnym łóżku w pokoju. Ostry, pulsujący ból nie pozwalał zebrać mi myśli. Przetarłam dłonią twarz i sięgnęłam po telefon. To jego wibracje wyrwały mnie ze snu. Budzik. Włączyłam tryb drzemki i ukryłam głowę pod poduszką. Wizja wstawania wcale mi się nie uśmiechała. Wychyliłam tylko kawałek twarzy, tak żeby zobaczyć jak prezentuje się pogoda tego dnia i od razu tego pożałowałam. Za oknem było tak ponuro, szaro i ciemno, że jedyne o czym marzyłam, to kubek gorącego kakao i święty spokój. Były to pierwsze jesienne dni tego roku. Wszędzie mokro i wietrznie, tak że nie sposób dojść do szkoły z nienaruszonym makijażem i ułożoną fryzurą. Nie powiem, że nie lubię jesieni. Jest piękna, ale tylko jak nie muszę ruszać się z własnego kąta w domu. Próbowałam szybko przemyśleć jaki też czeka mnie dzień w szkole, ale zdając sobie sprawę z tych wszystkich obowiązków szkolnych, pogorszyłam jedynie swój humor i miałam ochotę zapaść się pod ziemię i udawać że wcale nie istnieję. Jednakże mogłam tylko pofantazjować. Ślimaczymi ruchami zwlekłam się z łóżka, powoli odbyłam poranną toaletę, próbowałam ukryć pod makijażem worki pod oczami i ogólnie poprawić wygląd swojej twarzy, jednak zdało się to na marne. Z fryzurą nie było co szaleć w taką pogodę, więc jedynie związałam włosy w luźnego koka. W kuchni już czekało na mnie śniadanie zrobione przez mamę, zanim wyszła do pracy. W domu było cicho i pusto. Rodzice wychodzili do pracy zanim wstawałam i wracali późno, przez co właściwie się z nimi nie widywałam. Usiadłam przy kremowym blacie i wzięłam do ust pierwszy kawałek kanapki z serem. Jadłam w spokoju, od czasu do czasu popijając letnią już herbatą. I wtedy poczułam to. Atmosfera zrobiła się niespodziewanie napięta, jakby gęsta. Po plecach przebiegł mi dreszcz, było nieprzyjemnie zimno. To wystarczyło mi abym zrozumiała, że nie jestem tu sama. Wstrzymałam oddech, zamarłam w pół ruchu. Czekałam na rozwój wydarzeń. Napięta, w skupieniu, aż podskoczyłam ze strachu kiedy ktoś wszedł do domu. Momentalnie wszystko wróciło do normy. To Hikari.
niedziela, 27 stycznia 2013
PROLOG
A więc ostatnio właściwie nic nie piszę i to mnie trochę dobija. Mam do napisania książkę ale od września napisałam aż 1,5 strony. Więc może, żeby się bardziej zmobilizować postanowiłam (począwszy od dzisiaj), że co tydzień będę tutaj dodawała fragmenty rozdziałów. Czyli krótko mówiąc w tydzień mam napisać co najmniej jeden rozdział. Nie wiem czy tak naprawdę kogokolwiek to interesuje, tak czy siak co niedziela będzie chociaż kawałek. Całych rozdziałów dodawać nie będę, jak skończę to może podam skąd ściągnąć całość. Mam wielkie ambicje, może ktoś pomoże mi w nich wytrwać? Pod groźbą nie dania mi obiadku np?
A więc zaczynam od prologu, który już tu kiedyś był, ale trochę go zmieniłam (to i tak nie ostateczna wersja tylko taki już konkretniejszy szkic).
PROLOG
Kiedyś każdy z nas dochodzi do punktu, w którym zostajemy sami. Kroczący z nami przez życie ludzie, odchodzą własnymi ścieżkami. Nasze drogi się mijają, krzyżują. Czasami idziemy równolegle w jednym tempie. Mimo to jesteśmy sami ze sobą. Czy to miłe towarzystwo? JA?
Co jeśli nasze JA milczy? Albo w wyścigu szczurów, zwanym życiem, tracimy zdolność słuchania go?Co jeśli towarzystwo twoje dla ciebie jest nic niewarte i nic nie wnoszące? Nudne – po prostu.Wieczna pustka jak bezdenna studnia. Czarna otchłań. Samotność z braku towarzystwa SIEBIE.Tak zaczyna się opowieść o zaginionej duszyczce i jej głodu poznania. Opowieść prowadząca przez życie. Moje, może twoje. Wewnętrzne Ja.Pustka. Gęsta mgła ogranicza widoczność. Tylko ta droga, a dookoła wyjałowione pola. Wyschnięte, zorane bruzdy ziemi. Zimno. Pośród tego znajduje się dziewczyna.Jej włosy w rożnych odcieniach brązu, miejscami nawet rudawych, sięgające lekko poniżej połowy pleców, falowane, powiewają na lekkim jesiennym wietrze. Gładka, blada twarz, drobna sylwetka i jej oczy koloru mlecznej czekolady. Spoglądała w dal, jakby potrafiła przejrzeć zasłonę z mgły. Wypatrywała czegoś, a może czekała. Twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Bawełniana błękitna sukienka podkreślała jej zaokrąglone biodra. Była zbyt lekka, ale dziewczyna jakby nie odczuwała chłodu. Powoli zaczęła iść. Bose stopy stawiały równomiernie kroki.Wszędzie dookoła, otaczały ją jedynie dwa kolory: brązowy kolor popękanej ziemi oraz mleczny odcień nieba, które wraz z mgłą zacierały zarys horyzontu. Z mgły z każdym krokiem wyłaniał się coraz to ciemniejszy kształt. Wreszcie można było rozpoznać kształt samotnego drzewa, a obok opartego na nim człowieka. Wiatr rozwiał włosy dziewczyny na jej twarz. Różowe usteczka wykrzywiły się w niewinny uśmiech. Nieśpiesznie wciąż podążała w jego kierunku. Mężczyzna. Ubrany na czarno z głową opuszczoną tak, że czarne półdługie włosy zasłaniały mu twarz. Wzięła głęboki oddech i...
Otworzyłam oczy.
sobota, 26 stycznia 2013
Ba dum tss!
'Poosła'
czasami jest tak, że życie odwraca się do nas plecami.
czasami próbujemy złapać swój kawałek nieba.
czasami miłość czeka za rogiem, bawiąc się z nami w berka.
czasami wątpisz i tracisz nadzieję, ale czy warto?
Krew przelana na froncie, daje nowe życie. Uczucie, Gniew!
Szarpanie, przepychanki, śmierć - cóż nam z tego?!
Czego chcemy?
Śmierć - tak unikana a tak bardzo nam bliska.
Przychodzi niespodziewanie.
Co jej wtedy powiesz?
Śmierć się uśmiecha.
Ponura jest dla tych pozostających w niewiedzy.
czasami jest tak, że życie odwraca się do nas plecami.
czasami próbujemy złapać swój kawałek nieba.
czasami miłość czeka za rogiem, bawiąc się z nami w berka.
czasami wątpisz i tracisz nadzieję, ale czy warto?
Krew przelana na froncie, daje nowe życie. Uczucie, Gniew!
Szarpanie, przepychanki, śmierć - cóż nam z tego?!
Czego chcemy?
Śmierć - tak unikana a tak bardzo nam bliska.
Przychodzi niespodziewanie.
Co jej wtedy powiesz?
Śmierć się uśmiecha.
Ponura jest dla tych pozostających w niewiedzy.
Nie mogłam tego tu nie opublikować. Genialne. Zakochałam się od pierwszego przeczytania i aż mi wstyd.
Opublikuję sobie bez jej zgody, ale co mi tam. Zbyt dobrze napisała to czego ja nie potrafiłam. '
-Utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nie jesteśmy do końca dwiema istotami : )
A tu wspomniane dzieło:
Do Współuzależnionej: I tak nie czytasz tego blogaska, ale co mi tam, mam coś dla ciebie. Potrzebuję cię.
Opublikuję sobie bez jej zgody, ale co mi tam. Zbyt dobrze napisała to czego ja nie potrafiłam. '
-Utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nie jesteśmy do końca dwiema istotami : )
A tu wspomniane dzieło:
Z całej siły na twej szyi zaciskam obiema dłońmi
O wszystkim zapomnij, wprowadzę cię w stan agonii
Jak już będziesz nieprzytomny twój świat w mroku się schowa
Ja cię ocucę żeby powtórzyć wszystko od nowa
Zobacz, to co ja widzę, piękno które tworzę
To jest jak galeria z eksponatami martwych stworzeń
Wyryję nożem odwrócony krzyż na twoim pysku
By zbić policyjne ślady w stronę sekty satanistów
W niedużym ognisku płonie stos wyschniętych żerdzi
A ja obserwuję jak się bezwładnie w powietrzu wiercisz
Jestem handlarzem śmierci możesz mówić mi królu
Ja pomogę ci przekroczyć znaną granicę bólu
Kilometry sznuru są moimi farbami i płótnem
Jestem artystą śmierć to dla mnie piękno absolutne
Wejdź na łódkę, a ja jak Charon wezmę cię ze sobą
Dzień twoich urodzin będzie obchodzony żałobą
Jak już będziesz nieprzytomny twój świat w mroku się schowa
Ja cię ocucę żeby powtórzyć wszystko od nowa
Zobacz, to co ja widzę, piękno które tworzę
To jest jak galeria z eksponatami martwych stworzeń
Wyryję nożem odwrócony krzyż na twoim pysku
By zbić policyjne ślady w stronę sekty satanistów
W niedużym ognisku płonie stos wyschniętych żerdzi
A ja obserwuję jak się bezwładnie w powietrzu wiercisz
Jestem handlarzem śmierci możesz mówić mi królu
Ja pomogę ci przekroczyć znaną granicę bólu
Kilometry sznuru są moimi farbami i płótnem
Jestem artystą śmierć to dla mnie piękno absolutne
Wejdź na łódkę, a ja jak Charon wezmę cię ze sobą
Dzień twoich urodzin będzie obchodzony żałobą
Do Współuzależnionej: I tak nie czytasz tego blogaska, ale co mi tam, mam coś dla ciebie. Potrzebuję cię.
środa, 23 stycznia 2013
sobota, 12 stycznia 2013
Wziąć się za siebie!
Chowam głowę w piasek, czyli w moim wydaniu wygląda to tak, że zaszywam się w swoim kąciku w domu.
Nie podoba mi się to co widzę i co czuję.
Przestaję się łudzić, określając swoje okresy w życiu jako Ja, Stara Ja, Nowa Ja. Pisałam już o tym chyba wcześniej, jednak teraz zrozumiałam, że nigdy ich nie było. Te okresy nigdy już nie powrócą, ważne jednak żebym zachowała je głęboko w pamięci, lubię te momenty. Może nie są najszczęśliwsze ale uwielbiam wspominać, kiedy to niemalże codziennie po skończeniu lekcji w drugiej gimnazjum udawaliśmy się wszyscy 'Na Budowlanych', na nasza ławkę i tam spędzaliśmy popołudnia, śmiejąc się, gadając, fazując. Organizowaliśmy razem ogniska - bez ognia, gdyż chłopaki nigdy nie potrafili się do tego zabrać.
Pamiętam te wieczory, zaraz po wyjeździe moich braci na studia, kiedy zajęłam ich pokój i kiedy siedziałam po ciemku na podłodze, ze spokojną muzyką w tle i tocząc niekończące się rozmowy, wywody i marzenia z Ećką czy Aniną. Albo te wieczory, kiedy samotnie "wypatrywałam ukochanego" siedząc na parapecie.
Na moje życie, krótkie, aczkolwiek barwne, składa się wiele okresów. Teraz patrząc na nie z perspektywy, nie musiałam wtedy czuć się szczęśliwa, żebym dzisiaj wiedziała, zę wtedy naprawdę było mi dobrze, mimo jakiś tam niedogodności. Myślę - i to daje mi siłę - że mimo że może dzisiaj nie zawsze jest kolorowo, to całokształt tych wydarzeń będzie szczęśliwy.
Nie mam bladego pojęcia czym to jest spowodowane, jednak uaktywniła się moja panika i przewrażliwienie na punkcie mojego ciała. Każda gulka, każde dziwnie-wyglądające znamię, zgrubiałość swędzenie, ból czy cokolwiek innego jest śmiertelnym dla mnie zagrożeniem i pewnie w niedługim czasie umrę, na ból małego palca u nogi czy inne ustrojstwo. obawiam się wszystkiego, nawet tego ze sobie mózg przegrzeję, no litości!
Muszę się koniecznie wyspać.
Nie podoba mi się to co widzę i co czuję.
Przestaję się łudzić, określając swoje okresy w życiu jako Ja, Stara Ja, Nowa Ja. Pisałam już o tym chyba wcześniej, jednak teraz zrozumiałam, że nigdy ich nie było. Te okresy nigdy już nie powrócą, ważne jednak żebym zachowała je głęboko w pamięci, lubię te momenty. Może nie są najszczęśliwsze ale uwielbiam wspominać, kiedy to niemalże codziennie po skończeniu lekcji w drugiej gimnazjum udawaliśmy się wszyscy 'Na Budowlanych', na nasza ławkę i tam spędzaliśmy popołudnia, śmiejąc się, gadając, fazując. Organizowaliśmy razem ogniska - bez ognia, gdyż chłopaki nigdy nie potrafili się do tego zabrać.
Pamiętam te wieczory, zaraz po wyjeździe moich braci na studia, kiedy zajęłam ich pokój i kiedy siedziałam po ciemku na podłodze, ze spokojną muzyką w tle i tocząc niekończące się rozmowy, wywody i marzenia z Ećką czy Aniną. Albo te wieczory, kiedy samotnie "wypatrywałam ukochanego" siedząc na parapecie.
Na moje życie, krótkie, aczkolwiek barwne, składa się wiele okresów. Teraz patrząc na nie z perspektywy, nie musiałam wtedy czuć się szczęśliwa, żebym dzisiaj wiedziała, zę wtedy naprawdę było mi dobrze, mimo jakiś tam niedogodności. Myślę - i to daje mi siłę - że mimo że może dzisiaj nie zawsze jest kolorowo, to całokształt tych wydarzeń będzie szczęśliwy.
Nie mam bladego pojęcia czym to jest spowodowane, jednak uaktywniła się moja panika i przewrażliwienie na punkcie mojego ciała. Każda gulka, każde dziwnie-wyglądające znamię, zgrubiałość swędzenie, ból czy cokolwiek innego jest śmiertelnym dla mnie zagrożeniem i pewnie w niedługim czasie umrę, na ból małego palca u nogi czy inne ustrojstwo. obawiam się wszystkiego, nawet tego ze sobie mózg przegrzeję, no litości!
Muszę się koniecznie wyspać.
niedziela, 6 stycznia 2013
Odejdę.
Dzieje się źle. Odchodzę powoli, powoli...
Tracę kontakt z rzeczywistością. To źle. Bardzo źle, bo wyparuję odrywając duszę od ciała. Ale tak bardzo nie chcę tego zmieniać. Tak bardzo chcę w tym pozostać. Odejść. Wizja tego, jest tak kusząca.
Ciiii..... już nie jestem zdolna by pisać...
Tracę kontakt z rzeczywistością. To źle. Bardzo źle, bo wyparuję odrywając duszę od ciała. Ale tak bardzo nie chcę tego zmieniać. Tak bardzo chcę w tym pozostać. Odejść. Wizja tego, jest tak kusząca.
Ciiii..... już nie jestem zdolna by pisać...
wtorek, 1 stycznia 2013
wtorek, 25 grudnia 2012
niedziela, 23 grudnia 2012
Ot co
Coś tak czuję, że pisanie to będzie mojej jedyne zajęcie przez kolejne 5 dni, a że nie mam humoru, ochoty i weny, to uprzedzam, że będzie chujowe. Ot co.
Taki miszmasz ze wszystkiego i zniczego.
Piję sobie kawkę i kątem oka oglądam program o opancerzowaniu czołków. Całkiem interesujące, okazuje się, że kiedy pocisk trafia w pionowy pancerz to sięga głębiej, niz gdy trafia w poprzecznie nachylony (jakby pod ukosem). Spowodowane jest to tym, że gdy trafia w nachylony to pocisk ma większy opór. Cięzko to wyjaśnić bez rysunku ; o
Chodzi mniej-więcej o to:
(że też chciało mi się szukać ;o )
Musi mi się naprawdę nudzić. A to okres przedświąteczny, czyli powinnam latać z mopem i mieć urwanie dupy. No ogólnie to mam, ale nie teraz. Teraz to się nudzę.
Dobra to, napiszę sobie jeszcze o tym, ze czasami pojawiają się prądy takie w morzu, które wynoszą nas daleko w morze. Są powodowane tym, że pod wodą znajdują się skały i wody wydostająca się spomiędzy nich tworzy w pewnych miejscach silny prąd. Kiedy znajdziemy się w takim miejscu niewolno płynąć pod prąd, a w poprzek prądy, co pozwoli nam wydostać się z miejsca zagrożenia i bezpiecznie samemu dopłynąć do brzegu.
Są jeszcze prądy zawracające, zdarzają się na zakrętach gdzie jest silny nurt (w rzekach)
(Nie umiem pływać : ) )
Nie mam pojęcia po co to piszę ;o
sobota, 22 grudnia 2012
Iluzja
oooooo mam taki rozpierdol w głowie, że no nie ogarniesz. Ja nie wiem Kim jestem, Czego chcę, Co robię, Co mnie śmieszy, Co mnie wzrusza. Reaguję gwałtownie i nieprzewidywanie - sama dla siebie. Tak już chyba jest jak zaczynamy sie oddalać.
Aaaaa ja nie wiem jak sobie poradzę. Aaaaa! nie ma i Cię i Cię, więc nie ma kto mnie przytulić.
Ja jestem za bardzo egoistyczna tak naprawdę, tylko dopiero teraz o tym mówię.
taaaak.
No nic, nic mi nie wychodzi. Nawet głupie pisanie!
Arrrrrrr. No pierdolca mam.
Ktoś potrafi uspokoić huragan mojej duszy?
Ujarzmić wściekłą bestię emocji?
Rozwiązać supeł zawiłych myśli?
Przewidzieć nieprzewidywalne zachowania?
No weźźźźźx....... ktoś musi taki potrafić ; o
Martwię się, no nie powiem... 5 dni. Pięć dłuuuuuugich zimowych dni. 5 długiiiich samotnych wieczorów, kiedy nie ma kto mnie przytulić, rozgrzać, czy powygłupiać na podłodze w kuchni... No jak tak można?! Kto to widział! Ja? Ja?! Ja, zostałam sama ze sobą?... To nie tak... To nie tak, ze jestem chora psychicznie czy coś. To nie tak, że nic nie istnieje. To nie tak, że to iluzja. To nie tak, że ja to lubię... Wiesz jak wygląda mina psychopaty? Tak? To dobrze, tak teraz wyglądam.
I jem pomarańczka.
Och coś się zmieniło. Coś wybuchło i po czymś zostały strzępki. Bardzo niebezpieczne strzępki niewiadomegoczegoś. Coś tam w środku, wewnątrz mnie jest inne. Jakby narodziła się zupełnie inna odmiana mnie. Ale trzy w jednym to o dwie za dużo. I ja to wiem i Ja i Ja też to wiem.
Jedna jest taka standardowa, coraz cichsza, coraz bardziej skryta, schowana gdzieś głęboko, ta Ja, którą znają tylko nieliczni. Tylko przyjaciele i mama.
Kolejna Ja, powstała rok temu, zupełne przeciwieństwo tej pierwszej. Taka aby łatwiej wpasować się w tłum, spełniać oczekiwania, będąc kimś oryginalnym. To ta zboczona, fazowa część mnie. Mniej tolerowana przeze mnie. Jedyną jej zaleta jest to, ze ta cześć czyni mnie na swój sposób wyjątkową, w takim zestawieniu.
A ta zupełnie teraz inna Ja jest ciągle poirytowana, ale się śmieje. Nie wie co mówi, nie czuje życia, świata, siebie. Całkiem zdominowała dwie wcześniejsze. Rozpętała prawdziwy huragan wewnątrz. Tracę jakiekolwiek normy. Boże ale to wkurwia! Ja tego nienawidzę. Ale znam to.... Znam to bardzo dobrze... Bo to co wybuchło było od zawsze, ale teraz eksplodowało, a nie pamiętam co....
Wiesz co jest najśmieszniejsze?
To, że to czytasz. Wiem. I wiem jak bardzo się mylisz.
Wiesz po co to piszę?
Po to, żeby o tym nie mówić. Ani Tobie, ani jej, jemu, im, wam... Nikomu. Bo to co piszę trafia tam gdzie chcę, póki nikt nic z tym nie robi. Moje. I precz te brudne łapska.
Aaaaa ja nie wiem jak sobie poradzę. Aaaaa! nie ma i Cię i Cię, więc nie ma kto mnie przytulić.
Ja jestem za bardzo egoistyczna tak naprawdę, tylko dopiero teraz o tym mówię.
taaaak.
No nic, nic mi nie wychodzi. Nawet głupie pisanie!
Arrrrrrr. No pierdolca mam.
Ktoś potrafi uspokoić huragan mojej duszy?
Ujarzmić wściekłą bestię emocji?
Rozwiązać supeł zawiłych myśli?
Przewidzieć nieprzewidywalne zachowania?
No weźźźźźx....... ktoś musi taki potrafić ; o
Martwię się, no nie powiem... 5 dni. Pięć dłuuuuuugich zimowych dni. 5 długiiiich samotnych wieczorów, kiedy nie ma kto mnie przytulić, rozgrzać, czy powygłupiać na podłodze w kuchni... No jak tak można?! Kto to widział! Ja? Ja?! Ja, zostałam sama ze sobą?... To nie tak... To nie tak, ze jestem chora psychicznie czy coś. To nie tak, że nic nie istnieje. To nie tak, że to iluzja. To nie tak, że ja to lubię... Wiesz jak wygląda mina psychopaty? Tak? To dobrze, tak teraz wyglądam.
I jem pomarańczka.
Och coś się zmieniło. Coś wybuchło i po czymś zostały strzępki. Bardzo niebezpieczne strzępki niewiadomegoczegoś. Coś tam w środku, wewnątrz mnie jest inne. Jakby narodziła się zupełnie inna odmiana mnie. Ale trzy w jednym to o dwie za dużo. I ja to wiem i Ja i Ja też to wiem.
Jedna jest taka standardowa, coraz cichsza, coraz bardziej skryta, schowana gdzieś głęboko, ta Ja, którą znają tylko nieliczni. Tylko przyjaciele i mama.
Kolejna Ja, powstała rok temu, zupełne przeciwieństwo tej pierwszej. Taka aby łatwiej wpasować się w tłum, spełniać oczekiwania, będąc kimś oryginalnym. To ta zboczona, fazowa część mnie. Mniej tolerowana przeze mnie. Jedyną jej zaleta jest to, ze ta cześć czyni mnie na swój sposób wyjątkową, w takim zestawieniu.
A ta zupełnie teraz inna Ja jest ciągle poirytowana, ale się śmieje. Nie wie co mówi, nie czuje życia, świata, siebie. Całkiem zdominowała dwie wcześniejsze. Rozpętała prawdziwy huragan wewnątrz. Tracę jakiekolwiek normy. Boże ale to wkurwia! Ja tego nienawidzę. Ale znam to.... Znam to bardzo dobrze... Bo to co wybuchło było od zawsze, ale teraz eksplodowało, a nie pamiętam co....
Wiesz co jest najśmieszniejsze?
To, że to czytasz. Wiem. I wiem jak bardzo się mylisz.
Wiesz po co to piszę?
Po to, żeby o tym nie mówić. Ani Tobie, ani jej, jemu, im, wam... Nikomu. Bo to co piszę trafia tam gdzie chcę, póki nikt nic z tym nie robi. Moje. I precz te brudne łapska.
środa, 19 grudnia 2012
Proud in this sky*
Można czuć się samotnym będąc w związku?
Oczywiście.
Można czuć się nieszczęśliwie? Męczyć się?
Oczywiście.
Można nie czuć się kochanym?
Oczywiście.
Można nie kochać?
Oczywiście.
Można wszystko, tylko ja sobie obiecałam, że więcej tak nie chcę. Chcę być szczęśliwa i spełniona.
Oczywiście, nie chodzi o szukanie ideałów, już coś o tym wiem.
Nie można wymagać wszystkiego i nie będzie różowo. Trzeba się dotrzeć, dopasować, akceptować i kochać.
Ciekawe za ile będę to czytała i myślała: "Ależ byłaś głupia!"
Ciekawe jak bardzo i w którą stronę zmieni mi się zdanie. Chciałabym być jedynie utwierdzana w tym przekonaniu.
Tak sobie myślę, może naiwnie i zbyt pochopnie, ale fajnie by było gdybyś wytrzymywał ze mną w chuj i jeszcze trochę. O całym życiu nie śmiem marzyć, za wcześnie. Ale jedno wiem: czuję się bezpiecznie, na swoim. Wiem, że nie skrzywdzisz mnie i nie wykorzystasz. Wiesz o moich błędach z przeszłości i wiesz jak bardzo to na mnie wpłynęło. To takie słodkie, urocze i bardzo wiele dla mnie znaczy kiedy pytasz.
Wiem, nie łatwo mnie zrozumieć i pojąć, ale mam nadzieję że dasz mi dużo czasu żebyś zdążył poznać mechanizmy mojego działania i myślenia, bo na marne doszukiwać się w tym logiki. Tu chodzi o to, żebyś wiedział jak myślę, a nie czy jest to logiczne i poprawne.
Teraz czuję się jakbym stąpała po bardzo kruchym lodzie. Boję się uwierzyć, że to prawda, bo poprzednio mnie to zawiodło. Teraz wedle mojego zabobonnego myślenia dopóki nie będę pewna, twoich uczuć to będzie dobrze. W momencie kiedy pomyślę: "O kurwa, on mnie kocha!" Wszystko jebnie.
I nie ważne jak bardzo by to bolało. Nie ważne jak bardzo bym cierpiała gdybyś jednak odszedł, to zawsze mam tą jedną, jedyną osobę zawsze trwającą. Moją współuzależnioną, z którą nie mogę pogadać już tak długi czas. I niech nawet nie śmie twierdzić, że nie myślę.
Dzisiaj w autobusie myślałam, jakby to zrobić żeby udać się w środku nocy do tego lasu, jak kiedyś sobie obiecałyśmy. I wiesz co? Boli mnie serce, kiedy myślę o tym jak bardzo jesteśmy nieodważne. Jak bardzo leniwe. Tyle planów, tyle marzeń. Furgonetka. Forks. Portland. Japonia. Podróż życia. Magia. Tak wiele tego i jako pesymistka jebnę optymistycznym tekstem: Nie wierzę, żeby chciało nam się ruszyć dupę by coś z tego osiągnąć. To boli. Te marzenia to jak część mnie. Część nas, ale nie mamy odwagi by ruszyć tyłki i działać. Młodość przeminie, a wraz z nią te piękne idee. Jak o tym myślę, to wolałabym już odejść.
Żeby tak się jednak nie stało, obiecajmy sobie chociaż spełnienie jednego z nich. Proszę. Jeśli nam się nie uda, chyba już nigdy w siebie nie uwierzę. Tracę kawałek duszy. Dosłownie. Boli. Bardzo.
Skreślać siebie już na początku - cała ja : )
*to bez znaczenia.
Oczywiście.
Można czuć się nieszczęśliwie? Męczyć się?
Oczywiście.
Można nie czuć się kochanym?
Oczywiście.
Można nie kochać?
Oczywiście.
Można wszystko, tylko ja sobie obiecałam, że więcej tak nie chcę. Chcę być szczęśliwa i spełniona.
Oczywiście, nie chodzi o szukanie ideałów, już coś o tym wiem.
Nie można wymagać wszystkiego i nie będzie różowo. Trzeba się dotrzeć, dopasować, akceptować i kochać.
Ciekawe za ile będę to czytała i myślała: "Ależ byłaś głupia!"
Ciekawe jak bardzo i w którą stronę zmieni mi się zdanie. Chciałabym być jedynie utwierdzana w tym przekonaniu.
Tak sobie myślę, może naiwnie i zbyt pochopnie, ale fajnie by było gdybyś wytrzymywał ze mną w chuj i jeszcze trochę. O całym życiu nie śmiem marzyć, za wcześnie. Ale jedno wiem: czuję się bezpiecznie, na swoim. Wiem, że nie skrzywdzisz mnie i nie wykorzystasz. Wiesz o moich błędach z przeszłości i wiesz jak bardzo to na mnie wpłynęło. To takie słodkie, urocze i bardzo wiele dla mnie znaczy kiedy pytasz.
Wiem, nie łatwo mnie zrozumieć i pojąć, ale mam nadzieję że dasz mi dużo czasu żebyś zdążył poznać mechanizmy mojego działania i myślenia, bo na marne doszukiwać się w tym logiki. Tu chodzi o to, żebyś wiedział jak myślę, a nie czy jest to logiczne i poprawne.
Teraz czuję się jakbym stąpała po bardzo kruchym lodzie. Boję się uwierzyć, że to prawda, bo poprzednio mnie to zawiodło. Teraz wedle mojego zabobonnego myślenia dopóki nie będę pewna, twoich uczuć to będzie dobrze. W momencie kiedy pomyślę: "O kurwa, on mnie kocha!" Wszystko jebnie.
I nie ważne jak bardzo by to bolało. Nie ważne jak bardzo bym cierpiała gdybyś jednak odszedł, to zawsze mam tą jedną, jedyną osobę zawsze trwającą. Moją współuzależnioną, z którą nie mogę pogadać już tak długi czas. I niech nawet nie śmie twierdzić, że nie myślę.
Dzisiaj w autobusie myślałam, jakby to zrobić żeby udać się w środku nocy do tego lasu, jak kiedyś sobie obiecałyśmy. I wiesz co? Boli mnie serce, kiedy myślę o tym jak bardzo jesteśmy nieodważne. Jak bardzo leniwe. Tyle planów, tyle marzeń. Furgonetka. Forks. Portland. Japonia. Podróż życia. Magia. Tak wiele tego i jako pesymistka jebnę optymistycznym tekstem: Nie wierzę, żeby chciało nam się ruszyć dupę by coś z tego osiągnąć. To boli. Te marzenia to jak część mnie. Część nas, ale nie mamy odwagi by ruszyć tyłki i działać. Młodość przeminie, a wraz z nią te piękne idee. Jak o tym myślę, to wolałabym już odejść.
Żeby tak się jednak nie stało, obiecajmy sobie chociaż spełnienie jednego z nich. Proszę. Jeśli nam się nie uda, chyba już nigdy w siebie nie uwierzę. Tracę kawałek duszy. Dosłownie. Boli. Bardzo.
Skreślać siebie już na początku - cała ja : )
*to bez znaczenia.
wtorek, 18 grudnia 2012
wtorek, 11 grudnia 2012
Prosto w serce
Płaczę.
Zabolało. Rozdzierasz mi serce. Jak możesz twierdzić, że nie jesteś mi potrzebna? Że mogę mieć sprawy ponad Ciebie. Nie wierzysz mi? Pogadaj z Nimi. Oni ci powiedzą ile jestem w stanie o Tobie gadać. Ile razy podkreślam jak bardzo jestem z Tobą zżyta. Ale ok, wolisz wmawiać sobie, że mogę Cię zostawić. To boli. Tu, wewnątrz. Moje serce. Sprawiasz mi ból.
Zabolało. Rozdzierasz mi serce. Jak możesz twierdzić, że nie jesteś mi potrzebna? Że mogę mieć sprawy ponad Ciebie. Nie wierzysz mi? Pogadaj z Nimi. Oni ci powiedzą ile jestem w stanie o Tobie gadać. Ile razy podkreślam jak bardzo jestem z Tobą zżyta. Ale ok, wolisz wmawiać sobie, że mogę Cię zostawić. To boli. Tu, wewnątrz. Moje serce. Sprawiasz mi ból.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





