poniedziałek, 27 stycznia 2014

Pożegnania, pożegnania, pożegnania....

Będę musiała się przekonać czym są naprawdę pożegnania.
Znienawidzę je.

Każdego dnia o tym myślę. Wymyślam całe dialogi, piszę listy, płaczę.
Każdego dnia wstaję z łóżka i się do niego kładę, próbując wymyślić sposób.
Ta rana dopiero powstaje. Chciałabym zatrzymać ten proces. Jednak czy cofnęłabym czas?
Nie mam czego żałować.

Każde spotkanie traktuję jak pożegnanie.

Z kotem, wspomnieniami i herbatą patrzę niespokojnie w przyszłość.
Przytłaczający smutek śmieje mi się w twarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz