Muszę chyba zapamiętać to, że moja zasada: "Jak ja tak mam, to ty też powinieneś tak mieć", nie sprawdza się. To jak inaczej mam pomagać ludziom? Bez empatii, współczucia i zrozumienia? Czy powinnam pomagać?
Zamykając za Nim drzwi, zostawił mętlik w mojej głowie. Ociągając się weszłam do swojego pokoju. Stanęłam pośrodku i patrząc w poświatę księżycową tkwiłam w ciemności. Głęboki wdech. "Czy ma rację?" Zdecydowanie. Chyba wiem to. Akceptacja. Hmm... To poważne przedsięwzięcie, odmieniające raz na zawsze moje życie. Znając mnie, moje możliwości i zerkając na doświadczenie, wiem, że jestem w stanie zaakceptować. To nie takie zaraz straszne. Jednakże zmienia życie. Zmienia mnie - a to najważniejsze. Nie lubię siebie, to prawda, ale sam boisz się zmian siebie, bo mówisz, że dobrze ci ze swoim Ja. Mi ze swoim też. Ale to do pogodzenia. Gorzej, jeśli chodzi o Hikari. Nie chcę, nie mogę, nie powinnam jej zostawiać. Szczęśliwa Asia, to nie Ta Asia. I dla Ciebie i dla mnie. Ostatnią jednak kwestią pozostaje to, że ja zaakceptuję siebie, jak Ty uwierzysz w magię. Ok? Widzisz, to takie proste.
Zamykając za Nim drzwi, uświadomiłam sobie kim dla mnie jest. Uświadomiłam sobie, jak mi na nim zależy i jak bardzo chciałabym liczyć na wzajemność. Pragnęłabym nawet żeby On zawsze pragnął mnie bardziej niż ja jego. Wtedy nigdy nie musiałabym się o nic martwić. O to czy mnie zostawi, o to czym mu się podobam, o to co do mnie czuje, o to jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Jednak tak nie można. Nie teraz, cierpliwości.
Zamykając za Nim drzwi, zaczęłam tęsknić i pragnąc by wrócił.
Zamykając za Nim drzwi, zrozumiałam jak bardzo zmienił moje życie. Oglądając film romantyczny, sama mogę doznać i zrozumieć te wszystkie namiętne uczuciowe sceny.
Czy ja rzuciłam na siebie jakiś urok? Czemu nie jestem w stanie powiedzieć, czy napisać tego o co mi chodzi? Myśl ta jest zbyt ulotna. I to nie to, ze o niej zapominam, ale po prostu nie mogę jej wyrazić słowami. Ona lata i brzęczy mi nad uchem, a ja nic nie mogę zrobić. Frustrujące...
Tak sobie myślę... Jestem w stanie zostawić Go dla Ciebie?
Zamykając za Nim drzwi, zostawił mętlik w mojej głowie. Ociągając się weszłam do swojego pokoju. Stanęłam pośrodku i patrząc w poświatę księżycową tkwiłam w ciemności. Głęboki wdech. "Czy ma rację?" Zdecydowanie. Chyba wiem to. Akceptacja. Hmm... To poważne przedsięwzięcie, odmieniające raz na zawsze moje życie. Znając mnie, moje możliwości i zerkając na doświadczenie, wiem, że jestem w stanie zaakceptować. To nie takie zaraz straszne. Jednakże zmienia życie. Zmienia mnie - a to najważniejsze. Nie lubię siebie, to prawda, ale sam boisz się zmian siebie, bo mówisz, że dobrze ci ze swoim Ja. Mi ze swoim też. Ale to do pogodzenia. Gorzej, jeśli chodzi o Hikari. Nie chcę, nie mogę, nie powinnam jej zostawiać. Szczęśliwa Asia, to nie Ta Asia. I dla Ciebie i dla mnie. Ostatnią jednak kwestią pozostaje to, że ja zaakceptuję siebie, jak Ty uwierzysz w magię. Ok? Widzisz, to takie proste.
Zamykając za Nim drzwi, uświadomiłam sobie kim dla mnie jest. Uświadomiłam sobie, jak mi na nim zależy i jak bardzo chciałabym liczyć na wzajemność. Pragnęłabym nawet żeby On zawsze pragnął mnie bardziej niż ja jego. Wtedy nigdy nie musiałabym się o nic martwić. O to czy mnie zostawi, o to czym mu się podobam, o to co do mnie czuje, o to jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Jednak tak nie można. Nie teraz, cierpliwości.
Zamykając za Nim drzwi, zaczęłam tęsknić i pragnąc by wrócił.
Zamykając za Nim drzwi, zrozumiałam jak bardzo zmienił moje życie. Oglądając film romantyczny, sama mogę doznać i zrozumieć te wszystkie namiętne uczuciowe sceny.
Czy ja rzuciłam na siebie jakiś urok? Czemu nie jestem w stanie powiedzieć, czy napisać tego o co mi chodzi? Myśl ta jest zbyt ulotna. I to nie to, ze o niej zapominam, ale po prostu nie mogę jej wyrazić słowami. Ona lata i brzęczy mi nad uchem, a ja nic nie mogę zrobić. Frustrujące...