Utkwiła wzrok w jego czarnych oczach. Nie poruszył się. Dobrze wiedziała, że czuje na sobie spojrzenie, ale niczym nie dała o tym po sobie poznać. Śledziła każdą rysę jego twarzy, każdą krzywiznę, każde znamię Prześlizgiwała po nim wzrokiem, jakby chciała na zawsze pamiętać ten widok, bo to on rodził to ciepło wewnątrz jej. Czuła jak ten promyk miłości rozgrzewa ją wewnątrz, przepełnia ją. Wiedziała, że musi teraz dobrze 'naładować baterie'. Tam gdzie zmierza będzie jej to potrzebne. Patrzyła na jego ruchy jakby w zwolnionym tempie. Uwielbiała te chwile. Gdy żadne z nich się nie odzywało. Aż w końcu uniósł wzrok i napotkał jej:
- Co? - zapytał uśmiechając się. Chwile zwlekała z odpowiedzią, napawając się tym widokiem. Roześmiane ciemne oczy i ten niemalże idealny uśmiech na jej ukochanej twarzy.
-Nic - odpowiedziała wymijająco, bo jak inaczej opisać to co teraz czuła? Przecież on i tak nie zrozumie. Uniósł tylko pytająco brew i powrócił do przerwanej czynności. Gotował.
-Patrzę - dodała po chwili, bo wiedziała już, że nie odpuści.
-Przystojniak ze mnie, co? - droczył się. 'Mój głuptasek' pomyślała w duchu. Zaczął coś mówić, żartować. Mimo tego, że rozumiała co mówił, to bardziej skupiona była na tym, jak mu to wytłumaczyć. Tak żeby ZROZUMIAŁ. Na razie niech cieszy się codziennością do której tak przywykł. Niech żyje w świecie, w którym wszystko ma swoje miejsce, wszystko jest udowodnione i udokumentowane. Gdy nadejdzie wiosna wszystko ulegnie zmianie.
Od początku bardziej zdane było to na niepowodzenie. On i Ona. Mimo to chciała spróbować. Wierzyła w jego DUSZĘ. Nie wszystko stracone.
Poczuła jak na tę myśl do oczu napływają łzy, ale czym prędzej stłumiła to w sobie i uśmiechnęła się. Nie dostrzegł Tak jak wiele innych rzeczy mu umykało, a może sam na to pozwalał. Gdyby tak było, to czy nie świadczyłoby to o tym ile dla niego znaczyła?
Spojrzała za okno. Śnieg już topniał. Chwila rozłąki i najcięższej próby jakby czaiła się już za rogiem. Wiedziała ze od tego nie ucieknie. Nawet nie miałaby jak próbować. Znów popatrzyła na niego i jedyne co teraz mogła powiedzieć to:
-Kocham Cię - i w duchu: pokochaj mnie tak samo...
-Ja Ciebie też kocham - powiedział nie odrywając wzroku od patelni, ale uśmiechnął się. Dostrzegła ten uśmiech spod opadających mu na twarz czarnych włosów.
On nie mógł zrozumieć, czemu ona tak wiele razy mu to powtarza, czemu tak natrętnie domaga się tego również od niego. Nie mógł przecież wiedzieć ile czasu im zostało. Nie mógł wiedzieć, że próbowała w ten sposób ochronić się przed ewentualnym zwątpieniem po tak długim czasie. Nie wiedział nic, ale co on sama wiedziała? Niewiele więcej, jednak wolałaby nie wiedzieć nic i żyć jak do tej pory. Do wiosny... Już nie daleko...
-Coś pogoda ostatnio szaleje. Mamy już marzec, a końca zimy nie widać. Co się śnieg roztopi to zaraz znów pada... eh.. - narzekał jakby sam do siebie.
-Cóż, może wiosna ma powody by opóźnić przyjście... Jednak już nie długo. Aż będzie gotowa - szepnęła.
- Co? - zapytał uśmiechając się. Chwile zwlekała z odpowiedzią, napawając się tym widokiem. Roześmiane ciemne oczy i ten niemalże idealny uśmiech na jej ukochanej twarzy.
-Nic - odpowiedziała wymijająco, bo jak inaczej opisać to co teraz czuła? Przecież on i tak nie zrozumie. Uniósł tylko pytająco brew i powrócił do przerwanej czynności. Gotował.
-Patrzę - dodała po chwili, bo wiedziała już, że nie odpuści.
-Przystojniak ze mnie, co? - droczył się. 'Mój głuptasek' pomyślała w duchu. Zaczął coś mówić, żartować. Mimo tego, że rozumiała co mówił, to bardziej skupiona była na tym, jak mu to wytłumaczyć. Tak żeby ZROZUMIAŁ. Na razie niech cieszy się codziennością do której tak przywykł. Niech żyje w świecie, w którym wszystko ma swoje miejsce, wszystko jest udowodnione i udokumentowane. Gdy nadejdzie wiosna wszystko ulegnie zmianie.
Od początku bardziej zdane było to na niepowodzenie. On i Ona. Mimo to chciała spróbować. Wierzyła w jego DUSZĘ. Nie wszystko stracone.
Poczuła jak na tę myśl do oczu napływają łzy, ale czym prędzej stłumiła to w sobie i uśmiechnęła się. Nie dostrzegł Tak jak wiele innych rzeczy mu umykało, a może sam na to pozwalał. Gdyby tak było, to czy nie świadczyłoby to o tym ile dla niego znaczyła?
Spojrzała za okno. Śnieg już topniał. Chwila rozłąki i najcięższej próby jakby czaiła się już za rogiem. Wiedziała ze od tego nie ucieknie. Nawet nie miałaby jak próbować. Znów popatrzyła na niego i jedyne co teraz mogła powiedzieć to:
-Kocham Cię - i w duchu: pokochaj mnie tak samo...
-Ja Ciebie też kocham - powiedział nie odrywając wzroku od patelni, ale uśmiechnął się. Dostrzegła ten uśmiech spod opadających mu na twarz czarnych włosów.
On nie mógł zrozumieć, czemu ona tak wiele razy mu to powtarza, czemu tak natrętnie domaga się tego również od niego. Nie mógł przecież wiedzieć ile czasu im zostało. Nie mógł wiedzieć, że próbowała w ten sposób ochronić się przed ewentualnym zwątpieniem po tak długim czasie. Nie wiedział nic, ale co on sama wiedziała? Niewiele więcej, jednak wolałaby nie wiedzieć nic i żyć jak do tej pory. Do wiosny... Już nie daleko...
-Coś pogoda ostatnio szaleje. Mamy już marzec, a końca zimy nie widać. Co się śnieg roztopi to zaraz znów pada... eh.. - narzekał jakby sam do siebie.
-Cóż, może wiosna ma powody by opóźnić przyjście... Jednak już nie długo. Aż będzie gotowa - szepnęła.