wtorek, 8 kwietnia 2014

Same problemy - czyli nic nowego

Czułabym się szczęśliwsza, gdybym spełniała swoje wewnętrzne pragnienia. W zasadzie nic odkrywczego, chyba każdy z nas tego chce, prawda?
Paradoksalnie czułam się staro od zawsze. A może od momentu kiedy zaczęłam myśleć i starałam się zrozumieć to co mnie otacza. Jednak teraz kiedy ta właśnie dorosłość mnie dopada, czuję się jak mała dziewczynka w wielkim świecie. Czuję ogrom tego co mnie otacza, a ja chciałabym objąć to wszystko swoimi krótkimi łapkami. Nie da rady.
Moja hierarchia problemów przedstawia się następująco:
- MATURA
- ROZSTANIE
- STUDIA
- ŻYCIOWE PLANY
- i całą reszta.
Ja chyba zawsze chcę mieć wszystko pod kontrolą. Zawsze być przygotowaną na ewentualności. Stąd zawsze przewiduję sobie zakończenie i do niego dążę. Tylko problem związany z taką taktyką w moim przypadku jest taki, że:
1. Asia w podstawówce, wierzyła że podstawówka nigdy się nie kończy, a mnie gimnazjum nie dotyczy.
2. Asia zaakceptowała gimnazjum, ale nagle zwilżają się testy gimnazjalne i liceum. Ale jak to tak? JA? W liceum? Oszaleliście?
3. Ok nie jest tu tak źle, trzy lata to przecież długo. Trochę pod górkę, ale spędzę tu najbliższą przyszłość.
4. MATURA?! Ale jak to?! To już?! Ale ze teraz? Za chwilę? Przecież ja jej nigdy nie miałam dożyć :O

Głupie. Ja wiem. ... Ja wiem zawsze wszystko. ... Czy tylko ja odnoszę wrażenie, jakbym była przekonana o tym, ze pozjadałam wszystkie rozumy?