niedziela, 27 stycznia 2013

PROLOG

A więc ostatnio właściwie nic nie piszę i to mnie trochę dobija. Mam do napisania książkę  ale od września napisałam aż 1,5 strony. Więc może, żeby się bardziej zmobilizować postanowiłam (począwszy od dzisiaj), że co tydzień będę tutaj dodawała fragmenty rozdziałów. Czyli krótko mówiąc w tydzień mam napisać co najmniej jeden rozdział. Nie wiem czy tak naprawdę kogokolwiek to interesuje, tak czy siak co niedziela będzie chociaż kawałek. Całych rozdziałów dodawać nie będę, jak skończę to może podam skąd ściągnąć całość. Mam wielkie ambicje, może ktoś pomoże mi w nich wytrwać? Pod groźbą nie dania mi obiadku np? 
A więc zaczynam od prologu, który już tu kiedyś był, ale trochę go zmieniłam (to i tak nie ostateczna wersja tylko taki już konkretniejszy szkic).



PROLOG

Kiedyś każdy z nas dochodzi do punktu, w którym zostajemy sami. Kroczący z nami przez życie ludzie, odchodzą własnymi ścieżkami. Nasze drogi się mijają, krzyżują. Czasami idziemy równolegle w jednym tempie. Mimo to jesteśmy sami ze sobą. Czy to miłe towarzystwo? JA?

Co jeśli nasze JA milczy? Albo w wyścigu szczurów, zwanym życiem, tracimy zdolność słuchania go? 
Co jeśli towarzystwo twoje dla ciebie jest nic niewarte i nic nie wnoszące? Nudne – po prostu. 
Wieczna pustka jak bezdenna studnia. Czarna otchłań. Samotność z braku towarzystwa SIEBIE. 
Tak zaczyna się opowieść o zaginionej duszyczce i jej głodu poznania. Opowieść prowadząca przez życie. Moje, może twoje. Wewnętrzne Ja. 
Pustka. Gęsta mgła ogranicza widoczność. Tylko ta droga, a dookoła wyjałowione pola. Wyschnięte, zorane bruzdy ziemi. Zimno. Pośród tego znajduje się dziewczyna. 
Jej włosy w rożnych odcieniach brązu, miejscami nawet rudawych, sięgające lekko poniżej połowy pleców, falowane, powiewają na lekkim jesiennym wietrze. Gładka, blada twarz, drobna sylwetka i jej oczy koloru mlecznej czekolady. Spoglądała w dal, jakby potrafiła przejrzeć zasłonę z mgły. Wypatrywała czegoś, a może czekała. Twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Bawełniana błękitna sukienka podkreślała jej zaokrąglone biodra. Była zbyt lekka, ale dziewczyna jakby nie odczuwała chłodu. Powoli zaczęła iść. Bose stopy stawiały równomiernie kroki. 
Wszędzie dookoła, otaczały ją jedynie dwa kolory: brązowy kolor popękanej ziemi oraz mleczny odcień nieba, które wraz z mgłą zacierały zarys horyzontu. Z mgły z każdym krokiem wyłaniał się coraz to ciemniejszy kształt. Wreszcie można było rozpoznać kształt samotnego drzewa, a obok opartego na nim człowieka. Wiatr rozwiał włosy dziewczyny na jej twarz. Różowe usteczka wykrzywiły się w niewinny uśmiech. Nieśpiesznie wciąż podążała w jego kierunku. Mężczyzna. Ubrany na czarno z głową opuszczoną tak, że czarne półdługie włosy zasłaniały mu twarz. Wzięła głęboki oddech i... 

Otworzyłam oczy.

sobota, 26 stycznia 2013

Ba dum tss!

'Poosła'
czasami jest tak, że życie odwraca się do nas plecami.
czasami próbujemy złapać swój kawałek nieba.
czasami miłość czeka za rogiem, bawiąc się z nami w berka.
czasami wątpisz i tracisz nadzieję, ale czy warto?

Krew przelana na froncie, daje nowe życie. Uczucie, Gniew!
Szarpanie, przepychanki, śmierć - cóż nam z tego?!
Czego chcemy? 
Śmierć - tak unikana a tak bardzo nam bliska.
Przychodzi niespodziewanie.
Co jej wtedy powiesz?

Śmierć się uśmiecha.
Ponura jest dla tych pozostających w niewiedzy.

Nie mogłam tego tu nie opublikować. Genialne. Zakochałam się od pierwszego przeczytania i aż mi wstyd.
Opublikuję sobie bez jej zgody, ale co mi tam. Zbyt dobrze napisała to czego ja nie potrafiłam. '
-Utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nie jesteśmy do końca dwiema istotami : )

A tu wspomniane dzieło:


Z całej siły na twej szyi zaciskam obiema dłońmi
O wszystkim zapomnij, wprowadzę cię w stan agonii
Jak już będziesz nieprzytomny twój świat w mroku się schowa
Ja cię ocucę żeby powtórzyć wszystko od nowa
Zobacz, to co ja widzę, piękno które tworzę
To jest jak galeria z eksponatami martwych stworzeń
Wyryję nożem odwrócony krzyż na twoim pysku
By zbić policyjne ślady w stronę sekty satanistów
W niedużym ognisku płonie stos wyschniętych żerdzi
A ja obserwuję jak się bezwładnie w powietrzu wiercisz
Jestem handlarzem śmierci możesz mówić mi królu
Ja pomogę ci przekroczyć znaną granicę bólu
Kilometry sznuru są moimi farbami i płótnem
Jestem artystą śmierć to dla mnie piękno absolutne
Wejdź na łódkę, a ja jak Charon wezmę cię ze sobą
Dzień twoich urodzin będzie obchodzony żałobą


Do Współuzależnionej: I tak nie czytasz tego blogaska, ale co mi tam, mam coś dla ciebie. Potrzebuję cię.

środa, 23 stycznia 2013

Na jakiś czas muszę zniknąć. 
Udać się w podróż w głąb siebie. 
Poznać Go.
Może On jeden wie kim jestem? 

sobota, 12 stycznia 2013

Wziąć się za siebie!

Chowam głowę w piasek, czyli w moim wydaniu wygląda to tak, że zaszywam się w swoim kąciku w domu.
Nie podoba mi się to co widzę i co czuję.
Przestaję się łudzić, określając swoje okresy w życiu jako Ja, Stara Ja, Nowa Ja. Pisałam już o tym chyba wcześniej, jednak teraz zrozumiałam, że nigdy ich nie było. Te okresy nigdy już nie powrócą, ważne jednak żebym zachowała je głęboko w pamięci, lubię te momenty. Może nie są najszczęśliwsze  ale uwielbiam wspominać, kiedy to niemalże codziennie po skończeniu lekcji w drugiej gimnazjum udawaliśmy się wszyscy 'Na Budowlanych', na nasza ławkę i tam spędzaliśmy popołudnia, śmiejąc się, gadając, fazując. Organizowaliśmy razem ogniska - bez ognia, gdyż chłopaki nigdy nie potrafili się do tego zabrać.
Pamiętam te wieczory, zaraz po wyjeździe moich braci na studia, kiedy zajęłam ich pokój i kiedy siedziałam po ciemku na podłodze, ze spokojną muzyką w tle i tocząc niekończące się rozmowy, wywody i marzenia z Ećką czy Aniną. Albo te wieczory, kiedy samotnie "wypatrywałam ukochanego" siedząc na parapecie.
Na moje życie, krótkie, aczkolwiek barwne, składa się wiele okresów. Teraz patrząc na nie z perspektywy, nie musiałam wtedy czuć się szczęśliwa, żebym dzisiaj wiedziała, zę wtedy naprawdę było mi dobrze, mimo jakiś tam niedogodności. Myślę - i to daje mi siłę - że mimo że może dzisiaj nie zawsze jest kolorowo, to całokształt tych wydarzeń będzie szczęśliwy.

Nie mam bladego pojęcia czym to jest spowodowane, jednak uaktywniła się moja panika i przewrażliwienie na punkcie mojego ciała. Każda gulka, każde dziwnie-wyglądające znamię, zgrubiałość  swędzenie, ból czy cokolwiek innego jest śmiertelnym dla mnie zagrożeniem i pewnie w niedługim czasie umrę, na ból małego palca u nogi czy inne ustrojstwo. obawiam się wszystkiego, nawet tego ze sobie mózg przegrzeję, no litości!


Muszę się koniecznie wyspać.

niedziela, 6 stycznia 2013

Chcę tak!!!!


Odejdę.

Dzieje się źle. Odchodzę powoli, powoli...
Tracę kontakt z rzeczywistością. To źle. Bardzo źle, bo wyparuję odrywając duszę od ciała. Ale tak bardzo nie chcę tego zmieniać. Tak bardzo chcę w tym pozostać. Odejść. Wizja tego, jest tak kusząca.

Ciiii..... już nie jestem zdolna by pisać...