A teraz coś już zupełnie z innej bajki, ale...:
Powinnam się teraz uczyć. Olewam naukę i właściwie gówno robię. Gówno pisze i gówno rysuję.
Ale złość i agresja we mnie wciąż się gotują. Pod ciężka pokrywą próbuję to ukryć, no ale kurwa!
Jestem tak wściekła i tak strasznie zła, a ni jak dać temu upust.
Wszystko, WSZYSTKO robi nie tak!
Ja już nie mogę funkcjonować Napawam się gniewem, i złością. Napawam się słodkim dreszczykiem kiedy mam psychopatyczne myśli. Napawam się jego cierpieniem...
Teraz widzę jak bardzo się okłamywałam. Teraz widzę do czego doprowadziłam, a co nigdy nie powinno mieć miejsce. Teraz rozumiem, że chcąc dobrze narobiłam sobie szkód.
Słucham o tym co robi, co mówi i z kim jest. A wściekłość mnie rozsadza.
Chciałabym podejść i wywrzeszczeć mu prosto w twarz co o nim myślę! ale nie potrafię.
Jestem zbyt słaba. Zbyt słaba by powstrzymać się przed wypruciem mu flaków.
I właściwie nie wiem czemu. Co on mi takiego strasznego zrobił?
Fakt bolało, ale dzielnie to znosiłam. Do pewnego momentu. Mam dość.
Mogę go wyciąć z własnego życia?
Mogłabym patrzeć na niego z dala, tak jak do tej pory go nie znałam i nie pamiętać tego jak blisko mogłam z nim dawno temu być.
poniedziałek, 26 listopada 2012
Może...
Może wreszcie będzie tak jak być powinno.
Może wszystko wróci na swoje miejsce.
Może wreszcie będę mogła usiąść w fotelu i powiedzieć sobie: Dobra robota Asiu, teraz możesz pomyśleć o sobie.
Może.
Wcale nie musi tak być.
Chcę.
Potrzebuję: zrozumienia, akceptacji, dominacji, wsparcia, zaufania i szczerości.
Może to za wiele?
Mam parę spraw do ogarnięcia. Spraw które nie dają mi spokoju, a ja wciąż odkładam je na później, albo nie radzę sobie z nimi.
Szkoła, przyjaźń, miłość, złość, zmęczenie, obowiązki, pasje,..., ja.
Tylko jak to wszystko ze sobą połączyć i ulepić coś na kształt Mojego Życia?
Jakie ja mam problemy?
Czy można je tak nazwać?
A może to tylko fanaberie głupiej nastolatki.
To zabawne, ale z czasem patrzę w przeszłość i myślę: Oj Asiu, Asiu - ale ty głupia byłaś. Teraz patrzysz na to inaczej. Lepiej.
Ale dokładnie po upływie kolejnego czasu myśl ta powtarza się.
Wychodzi na to, że wciąż jestem głupia, tylko dnia dzisiejszego jeszcze o tym nie wiem. Będę wiedziała jutro.
Jadąc do szkoły myślałam o chwilach w swoim życiu. O tych wszystkich chwilach spędzonych z przyjaciółmi. Zaczynając od zabaw w piaskownicy, przez wycieczki z Panią Irenką, przez wypady na Budowlanych, pierwsze ogniska z Ekipą (czyt. Wataha Wilków) i tańczenie walca z Aniną, do wieczorów ze świeczuszką z Ećką, pierwsze miłostki, obozy/kolonie.
Może nie robiłam niczego szalonego, nie spełniałam marzeń (bo te są szalone), ale mimo to patrząc z perspektywy czasu byłam szczęśliwa. Na własny sposób. Było mi dobrze. Te chwile są wspaniałe, jednak doceniam je dopiero po latach. Dopiero z biegiem czasu patrzę myślę, że wtedy było mi tak dobrze, mimo tego ze byłam głupia i popełniałam błędy, których mogłabym żałować ale ukształtowały mnie taką jaką jestem. Tą mnie. Mnie, która wciąż dąży do doskonałości, której nigdy nie wystarcza to co ma, dla której wciąż jest coś nie tak. Ale tak mi wygodnie.
Lubię użalać się nad sobą. Robię to w nadmiarze. Przepraszam, ale potrzebuje tego.
Teraz też przezywam wspaniałe chwile. Naprawdę jest mi dobrze. Ja chcę tak ciągle. Zostań.
Za dokładnie 9 dni, możesz to skończyć.
Wytrzymasz?
Mam wiele wyrzutów sumienia, wiele wątpliwości, zmartwień, lęku, przy czym chciałabym wpaść w wir i oderwać się od tego, ale trzymam się ostatniej suchej gałązki rzeczywistości, panicznie bojąc się ją puścić.
Może wszystko wróci na swoje miejsce.
Może wreszcie będę mogła usiąść w fotelu i powiedzieć sobie: Dobra robota Asiu, teraz możesz pomyśleć o sobie.
Może.
Wcale nie musi tak być.
Chcę.
Potrzebuję: zrozumienia, akceptacji, dominacji, wsparcia, zaufania i szczerości.
Może to za wiele?
Mam parę spraw do ogarnięcia. Spraw które nie dają mi spokoju, a ja wciąż odkładam je na później, albo nie radzę sobie z nimi.
Szkoła, przyjaźń, miłość, złość, zmęczenie, obowiązki, pasje,..., ja.
Tylko jak to wszystko ze sobą połączyć i ulepić coś na kształt Mojego Życia?
Jakie ja mam problemy?
Czy można je tak nazwać?
A może to tylko fanaberie głupiej nastolatki.
To zabawne, ale z czasem patrzę w przeszłość i myślę: Oj Asiu, Asiu - ale ty głupia byłaś. Teraz patrzysz na to inaczej. Lepiej.
Ale dokładnie po upływie kolejnego czasu myśl ta powtarza się.
Wychodzi na to, że wciąż jestem głupia, tylko dnia dzisiejszego jeszcze o tym nie wiem. Będę wiedziała jutro.
Jadąc do szkoły myślałam o chwilach w swoim życiu. O tych wszystkich chwilach spędzonych z przyjaciółmi. Zaczynając od zabaw w piaskownicy, przez wycieczki z Panią Irenką, przez wypady na Budowlanych, pierwsze ogniska z Ekipą (czyt. Wataha Wilków) i tańczenie walca z Aniną, do wieczorów ze świeczuszką z Ećką, pierwsze miłostki, obozy/kolonie.
Może nie robiłam niczego szalonego, nie spełniałam marzeń (bo te są szalone), ale mimo to patrząc z perspektywy czasu byłam szczęśliwa. Na własny sposób. Było mi dobrze. Te chwile są wspaniałe, jednak doceniam je dopiero po latach. Dopiero z biegiem czasu patrzę myślę, że wtedy było mi tak dobrze, mimo tego ze byłam głupia i popełniałam błędy, których mogłabym żałować ale ukształtowały mnie taką jaką jestem. Tą mnie. Mnie, która wciąż dąży do doskonałości, której nigdy nie wystarcza to co ma, dla której wciąż jest coś nie tak. Ale tak mi wygodnie.
Lubię użalać się nad sobą. Robię to w nadmiarze. Przepraszam, ale potrzebuje tego.
Teraz też przezywam wspaniałe chwile. Naprawdę jest mi dobrze. Ja chcę tak ciągle. Zostań.
Za dokładnie 9 dni, możesz to skończyć.
Wytrzymasz?
Mam wiele wyrzutów sumienia, wiele wątpliwości, zmartwień, lęku, przy czym chciałabym wpaść w wir i oderwać się od tego, ale trzymam się ostatniej suchej gałązki rzeczywistości, panicznie bojąc się ją puścić.
Subskrybuj:
Posty (Atom)