poniedziałek, 26 listopada 2012

Owca w grubej wełnie

A teraz coś już zupełnie z innej bajki, ale...:
Powinnam się teraz uczyć. Olewam naukę i właściwie gówno robię. Gówno pisze i gówno rysuję.
Ale złość i agresja we mnie wciąż się gotują. Pod ciężka pokrywą próbuję to ukryć, no ale kurwa!

Jestem tak wściekła i tak strasznie zła, a ni jak dać temu upust.
Wszystko, WSZYSTKO robi nie tak!
Ja już nie mogę funkcjonować  Napawam się gniewem, i złością. Napawam się słodkim dreszczykiem kiedy mam psychopatyczne myśli. Napawam się jego cierpieniem...

Teraz widzę jak bardzo się okłamywałam. Teraz widzę do czego doprowadziłam, a co nigdy nie powinno mieć miejsce. Teraz rozumiem, że chcąc dobrze narobiłam sobie szkód.

Słucham o tym co robi, co mówi i z kim jest. A wściekłość mnie rozsadza.

Chciałabym podejść i wywrzeszczeć mu prosto w twarz co o nim myślę! ale nie potrafię.
Jestem zbyt słaba. Zbyt słaba by powstrzymać się przed wypruciem mu flaków.
I właściwie nie wiem czemu. Co on mi takiego strasznego zrobił?
Fakt bolało, ale dzielnie to znosiłam. Do pewnego momentu. Mam dość.
Mogę go wyciąć z własnego życia?

Mogłabym patrzeć na niego z dala, tak jak do tej pory go nie znałam i nie pamiętać tego jak blisko mogłam z nim dawno temu być.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz