Jesteśmy tylko dziećmi, które zwojują świat.
Miałam dzisiaj taki sen:
Pośród codziennych szarości, gdzieś między wyśmiewaniem przez rówieśników, a kłótniami rodziców, wewnątrz niewielkiego ciałka, jarzyło się Ogromne Serduszko. Serce Małego Chłopca o krótkich nóżkach, które dość miało rzeczywistości, która je tak raniła.
Pewnej nocy chłopiec ten, nie wiadomo jak i skąd, przeniósł się w magiczna krainę.
Jego wielkie, mądre oczka próbowały ogarnąć to co się przed nimi roztaczało. Wielki, ciemny las, jednak nie był to taki las jaki znał. Ten był niezwykły.
Wszystkie drzewa i roślinki wydawały się jarzyć błękitnym światełkiem, które wyraźniejsze było przy samych kwiatach i owocach. Wszystko rosło bardzo blisko siebie, a spowijała ten widok gęsta, mleczna mgła. Chłopiec stał na wydeptanej ścieżce, przecinającej te zarośla.
Lekko zdezorientowany, ruszył do przodu, bo co zostało mu do zrobienia?
Było niezwykle cicho. Jakby nie było tu nikogo żyjącego. Tylko On sam. W powietrzy unosił się ciężki, słodki zapach. Na początku trochę Mu dokuczał, jednak gdy odetchnął głęboko dyskomfort odszedł.
Powoli przesuwał się do przodu, krętą ścieżką. Z każdym krokiem nabierał pewności siebie, a radość w Jego Serduszku rosła.
I wtedy napotkał znak. Sam nie wiedział na co patrzy, ani co przedstawia.
Na środku dróżki, jakby przed wiekami wkopana w ziemię betonowa tablica z napisami nie do odczytania. Jedyne co sprawiło ze zwrócił na nią uwagę, to rzucający się w oczy świecący na niebiesko półksiężyc, a wtedy coś wokół Niego się zmieniło.
Podniósł zaciekawione spojrzenie i spostrzegł że gdzieniegdzie na jego drodze pojawiły się gwiazdki.
Czuł na policzkach ich żółte ciepło i to uczucie ogromnego szczęścia bijące z ich wnętrza.
Niewiele myśląc podbiegło do pierwszego. Wisiało nad ziemią, zawieszone jakby na niewidzialnej nitce. Chwile się wahał zanim je dotknął. Było chłodne, mimo dającego ciepła, zrobione jakby ze szkła, pustego wewnątrz. Wewnątrz przelewała się ta świecąca substancja.
Trzymał na swoich niewielkich dłoniach szklaną gwiazdkę z którą nie wiedział co zrobić, a widział przed sobą kolejne z nich. Zrozumiał też, ze kiedy dotyka któreś nie może ich już zostawić na miejscu. Musiał je zbierać.
Więc szedł powoli i zbierał kolejne gwiazdki.
Po jakimś czasie cały stosik gwiazdek, który zebrał na ramionach przysłaniał mu widok, do tego stopnia że potknął się o coś i przewracając się upuścił je wszystkie. Mimo że zrobione ze szkła, nic im się nie stało. Rozsypane dookoła Niego, czekały aż je pozbiera. Kiedy się do tego zabierał, ujrzał pod sobą kolejna tablicę. A więc o to się potknął.
I nagle usłyszał. Zamarł w bezruchu, nie podnosząc wzroku. Czekał, by nabrać pewności, że mu się nie wydaje.
Tak! To śmiechy. Czyżby ktoś znów śmiał się z jego niskiego wzrostu?
Ale nie, wydają się nie zdawać sobie jeszcze sprawy z jego obecności. Nieśmiało wychylił głowę zza jakiejś paprotki i zobaczył inne dzieci! Biegały dookoła i rzucały się gwiazdkami. Były tak samo radosne, jak On jeszcze sekundkę temu.
Może i one znalazły się tu, z tego samego powodu co On?
Pozbierał rozsypane gwiazdki i powoli zmierzał ścieżką dalej w ich kierunku. Brzdęki wydawane, przez uderzające o siebie gwiazdki zaalarmowały bawiące się dzieci. Chłopiec zatrzymał się kiedy jedna z dziewczynek o blond włosach, zaplecionych w warkocze, podbiegła do niego z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Cześć! - krzyknęła już z daleka.
-W-w-witam - odpowiedział.
Dziewczynka w przypływie podekscytowania, chwyciła Małego Chłopca za rękę, powodując tym samym, że wszystkie gwiazdki znów się rozsypały i pociągnęła Go za sobą.
-Patrzcie, nowy! - krzyknęła do pozostałych.
Wszyscy wesoło zaczęli się witać z przybyszem i przedstawiać się. Byli pośród nich, oprócz blondynki, która nazywała się Lilii, wysoki brunet Ben, okularnica Marry i Obrońca Lasu, który wyglądał jak jeleń, stojący na dwóch nogach, z czaszką z porożami, zamiast normalnego pyszczka i miał ze sobą łuk i strzały.
Chłopiec zachęcony do zabawy, powoli zaczął się rozluźniać i czuć całkiem swobodnie. Wszyscy razem biegali, robili zawody na to kto zbierze gwiazdek najwięcej, rzucali nimi, wygłupiali się i śmiali. Po wszystkim natknęli się na kolejny znak świecącego półksiężyca, a wtedy Obrońca Lasu podszedł, do naszego Małego Chłopca o Wielkim Sercu i zapytał:
-Musimy iść dalej, ale to co czeka nas tam, bardzo mnie przeraża, czy mógłbyś mi potowarzyszyć? - Chłopiec nie wszystko rozumiejąc, kierował się znów swoim Sercem i od razu się zgodził. Jelenio-podobna istota podniosła chłopca na ręce i zaczęła kroczyć z nim w kierunku ściany, która po prostu pojawiła się przed nimi.
Kiedy wszyscy przeniknęli przez ścianę, wpadli natychmiast do wody. Zimnej, głębokiej i ciemnej wody.
-Witam, was w moim wspomnieniu - powiedziała Lilii. Teraz jakby odmieniona, wyglądała zupełnie inaczej niż wtedy kiedy się poznali. Była już nastolatką.
Wtedy nasz Chłopiec zrozumiał, że wszyscy, oprócz Niego i Obrońcy Lasu dorośli. Czyżby o to chodziło mu kiedy prosił Go o pomoc? A może bał się wody? Cieszył się jednak ze Obrońca Lasu ma go wciąż w objęciach, gdyż Chłopiec sam nie umiał pływać.
Wszyscy próbowali zrozumieć, czemu w zasadzie znaleźli się w wodzie i co ma to związanego ze wspomnieniem Lilii, kiedy pod ich stopami zaczęło coś się przesuwać. Był to wielki długi smoczy-wąż. Z okropną paszczą i zębiskami, ale nic nie robił.
Kiedy Chłopiec miał już się odezwać, krzyknąć, lub coś takiego, otworzył nagle oczy. Znów był w swoim łóżku, w szarej rzeczywistości.
Na tym w zasadzie skończył się mój sen.