środa, 17 września 2014

Nic więcej

Coś się ze mną dzieje. Czuję potrzebę pisania, jednak jestem zbyt leniwa, a może zbyt zagubiona, by pisać. Może to jesień.

Znów znajome uczucie czekania na coś co miałoby się wydarzyć, ale nie przychodzi. Czuję się opuszczona, a może tylko samotna. Wszystko jest takie proste, a jednocześnie skomplikowane.
Niewypowiedziane uczucia uciskają mnie gdzieś w środku.
Wiem, że jestem przerażona i to powoduje mój smutek, ale to nie wszystko. Chyba potrzebuję kogoś, kto mnie wesprze. Kogoś kto będzie wiedział jak mnie prowadzić przez życie. Czuję się zmęczona udawaniem, że daje radę ze wszystkim sama. Wiem, że dam radę, ale boję się radzić sobie sama.
Chciałabym jakiejś stabilizacji. Kogoś przy kim poczuję się bezpieczna, przy kim nie będę musiała być "jedną nogą poza". Nie obawiać się zranienia.

I to tyle..

czwartek, 21 sierpnia 2014

Owca w pogoni za szczęściem

Traktuję tego bloga trochę z sentymentem, trochę jak śmietnik moich uczuć i wspomnień. Daje mi poczucie wyżycia artystycznego w jakimś minimalnym stopniu. Odzwierciedla moje zmiany. Opowiada moją historię.
Od kilku dni czuję ogromny smutek. Powoli zaczyna mnie przygniatać. Sama chyba nie potrafię sobie z nim poradzić. Potrzebuję rozmowy. I wina. Dużooo wina.

Idę na studia. Czuję w sobie przymus zmian. Znów chcę być innym człowiekiem.

Tęsknię przeokropnie za Arturem. Gdziekolwiek się nie rozejrzę widzę wspomnienia. Wszystko z nim jest związane. Pod jego wpływem stałam się troszkę inna - to normalne. Przyjęłam wiele od niego i pewnie troszkę sama mu oddałam. Zrobiłam już wszystko, by wiedzieć, że on nie wróci. Odebrałam sobie nadzieję. Wyjdzie mi to na zdrowie.

Brakuje mi oparcia. Kogoś takiego jak on, kiedy wiedziałam, że zawsze go mam. Mogłam z nim pogadać o wszystkim. Jest moim przyjacielem, mimo że często mnie nie rozumie.

Nie podoba mi się to, że teraz muszę zaczynać wszystko od nowa. Chciałabym zacząć tam gdzie skończyłam. Chciałabym ufać i czuć się pewnie. Z Michałem jest inaczej. Nie potrafię traktować go jak swojego chłopaka. Chciałabym, żeby dla niego znaczyło to coś więcej. Wtedy cieszyłabym się gdybym mogła pomóc mu uwolnić się od byłej i ja byłabym szczęśliwa, czując się pewnie i bezpiecznie.
Tymczasem czuję się jak tymczasowe rozwiązanie na wakacje i traktuję go tak samo, bojąc się skrzywdzenia.
Zawiłość moich emocji nie ma końca.

Samotnie spędzane wieczory to męczarnia.
Moim marzeniem jest : winko, rozmowy i spędzenie całej nocy z Michałem. W jego ramionach odnajduję ukojenie.
Przestałam tęsknić, zaczęłam potrzebować.

 W pogoni za szczęściem - całe życie. Bez końca.

Kiedy słyszę jak pięknie on mówi o miłości, zrozumiałam, że nigdy jej nie przeżyłam. I to chyba boli. Zrozumienie, że twój facet nigdy Cię nie kochał, bo jest mu z Tobą za dobrze. To nie ma sensu.



Przeczytałam dziś jeden z wcześniejszych napisanych przeze mnie postów i zdziwiłam się kiedy słowa te pocieszyły mnie. Pocieszyłam się sama. Asia z przeszłości pocieszyła tą, którą jestem dzisiaj. Dziwne uczucie, ale mam rację. To chyba w końcu znak z nieba, że powinnam zacząć żyć według tego co wyznaję, a nie tylko gadać.
To by było na tyle.

środa, 20 sierpnia 2014

Lekarstwo na zatrutą duszę.

Wiele się zmienia. W otaczającym mnie świecie i tym który mam w sobie.
Jedna obawa wyrasta na drugiej. Trujące myśli, owładają mną.
Uczucie, że coś jest nie tak sączy się moimi żyłami.

Stoję na krawędzi emocjonalnej, zadając sobie pytanie czy skoczyć i poddać się temu, czy odwlekać to w nieskończoność. Czy warto oddawać mu wszystko, kiedy nie jestem pewna tego co dostanę w zamian. Za wcześnie by cokolwiek sądzić. Za wcześnie by o cokolwiek pytać.

Czuję się strasznie niepewna. Jak tymczasowe rozwiązanie, a chyba nie koniecznie takim chcę być. Muszę spróbować mu zaufać. I zaufać sobie.
Powinnam mieć na uwadze, że relacje międzyludzkie to zawsze gra. Kiedy ja wolę grac w otwarte karty. Kiedy za dużo myślę - to za dużo gadam. Mówię o wszystkim. Zdaję sobie sprawę jak bardzo to męczy.
Panicznie boję się wejść mu w drogę. Czuję się jakbym nie miała wobec niego praw, tylko obowiązki i ograniczenia.
Nie wierzę, że dzieje się to naprawdę, bo boję się, że pryśnie jak bańka mydlana. Zniknie.

I wtedy przychodzi ta uspakajająca myśl: "Niczego na tym nie tracisz. Nie analizuj. Nie myśl. Niech się dzieje. Co złego może się stać?"
Jednak ta myśl wciąż jest malutka, za słaba, żebym mogła zacząć nią żyć. Jedynym lekarstwem jest czas.

czwartek, 31 lipca 2014

Mam zamiar kiedyś tak zrobić :)

Lista marzeń:

1. Oglądać rozgwieżdżone niebo w środku nocy z chłopakiem.
2. Przeżyć prawdziwie romantyczny wieczór.
3. Pojechać KONIECZNIE na Woodstock.
4. Spędzić całą noc z kimś jeżdżąc po prostu autkiem.

środa, 23 lipca 2014

Dylematy

Zagubiona we własnych emocjach - tak bardzo.

Same pytania bez odpowiedzi:
Co się dzieje?
Czy to jest dobre?
Czy będę żałować?
Czy kogoś ranię?
Czy powinnam?
Czy wypada?
Co pomyślą inni?


I wtedy myślę: młodość. Przecież to czas popełniania błędów i uczenia się na nich.
Boję się. Nie mogę wymagać za dużo, nie wiedząc na czym stoję. Nie wiedząc nic.
Nie chcę się angażować. Za wcześnie, albo wcale tego nie chcę?
Z drugiej strony jest tak pięknie, że mogłoby się nic nie zmieniać.

Stoję na granicy między tym i tamtym, zupełnie nie wiedząc co dla mnie słuszne.
To może mieć tragiczne skutki, nie mieć ich wcale albo skończyć się pięknie.

To łamie moje zasady no i w zasadzie biorąc to schematycznie, nie ma prawa bytu. Fantazje pozostają fantazjami.

Gryzie mnie to. Ludzie krzyczą. A mi tak dobrze. Nie chcę niczego innego. Po prostu mi dobrze. Dobrze.
Jednak konsekwencje nie dają zapomnieć się i trwać.

niedziela, 20 lipca 2014

Wszystko ma kiedyś koniec.
Kolejna data z mojego życia: 14.07.14 r.


Czy żałuję? Nie mam czego.
Czy płaczę? Nie mam już nad czym.
Czy boli? Jak cholera.


wtorek, 10 czerwca 2014

Marzenia.

Słowa które chciałabym usłyszeć:

1. Mocno Cię kocham.
2. Nie zostawię Cię.
3. Jesteś najpiękniejsza i bardzo mi się podobasz. Nie potrzebuję nikogo innego.
4. Uwielbiam spędzać z Tobą czas.
5. Tęskniłem.
6. Nie mogę doczekać się naszego spotkania.
7. Kupmy sobie kota albo chomika.
8. Jestem zazdrosny.
9. Zabieram Cię na wycieczkę, zabierz ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy na 3 kolejne dni.
10. Przyjechałem wcześniej. Niespodzianka!
11. Jesteś dla mnie najważniejsza i bardzo mi na Tobie zależy.
12. Nie bój się, jestem przy Tobie. Zaopiekuję się Tobą.

czwartek, 5 czerwca 2014

Nic bardziej mylnego

Miłość, jako mało doświadczona w tych sprawach kobieta, powiem tylko, ze nie tak to miało wyglądać.

Zanim jeszcze wpakowałam się w związek, z utęsknieniem spoglądałam na wszystkie 'romantyczne obrazki' par w serduszkach. Myślałam, że też tak będę miała. Nic bardziej mylnego.

Wyobrażałam sobie, że mój związek będzie okresem czasu wypełnionym po brzegi czułościami, pięknymi słowami, romantycznymi gestami i szaleństwem miłości. Byłam przekonana o tym, że związek robi z czasem i człowiekiem takie: BUM! I wszystko się zmienia. Wewnętrznie czujesz tą zmianę, inaczej widzisz świat, wszystko jest inne. Nic bardziej mylnego.

Jako dziecko nauczona byłam kochać przez rodzinę. Kochałam mamę, tatę, braci - całym sercem. Oglądając romantyczne filmy, zrozumiałam że miłość do zupełnie innego człowieka (z poza rodziny) jest czymś większym, czymś przepełniającym, czymś tak ogromnym, ze aż nie do opisania. Nic bardziej mylnego.

Słysząc o pustce jaką zostawia strata kochanej osoby - uważałam, że jest to przerysowane, przesadzone. Moje serce dotąd nie było puste, więc jak mogłoby się nim stać? Nic bardziej mylnego...


Dzisiaj, wciąż mało doświadczona, ale wiem czym miłość jest dla mnie. Zrozumiałam, że miłość to uczucie, stan człowieka, a każdy postrzega je inaczej. Pomijając fakt, że inaczej się kocha mamę, czy tatę, a inaczej 'wybranka serca', zupełnie inaczej wygląda miłość do własnych dzieci, inna jest miłość do wnuków. Można kochać przyjaciół, można kochać - uwielbiać.

Jestem kobietą - kocham inaczej niż mężczyźni. Jednak miłość i tu i tu bywa podobna. Osobiście sądzę, że miłość łączy fakt potrzeby dbania o drugą osobę. Żeby było jej dobrze, ciepło, żeby była szczęśliwa. Miłość to taki stan kiedy cieszymy się z przebywania z tą drugą osobą. Miłość to stan kiedy czerpiesz radość z dawania, a nie brania.

Miłość to stan absurdalny: nie chcemy stracić osoby na której nam zależy, którą trzymamy przy sobie bo daje nam szczęście to, że możemy uszczęśliwiać ją.

Teraz wiem, jak mylnym wrażeniem karmiły mnie filmy, historie, 'romantyczne obrazki', sentymentalne teksty. Miłość to coś zupełnie osobistego.

Tu moja subiektywna opinia o tym, jak ja ją postrzegam: Dotąd kochałam rodzinę i było to coś co miałam zawsze, coś co nie przemijało, co może się bardzie utrwalało. Coś stałego.
Przygotowana na wielkie BUM! spowodowane nagłą zmianą (statusu na facebooku :D ), nie wiedziałam czego się spodziewać. I zaskoczyło mnie to. Zaskoczyła mnie subtelność tych zmian. Nie przerażały. Były tak naturalne jak przemijalność dnia.
Kiedy zdecydowaliśmy się zostać razem, to był po prostu najlepszy moment do następnego kroku - zaraz po etapie bliższego poznawania. Dużo ze sobą rozmawialiśmy, wykształciliśmy zalążki zaufania i na tym opierała się dalsza część naszego związku.
Najpierw oboje (chyba), czuliśmy się zakłopotani nową sytuacją, ale minęło to w ciągu niecałego tygodnia. Były to momenty pierwszego kontaktu fizycznego i musieliśmy wtedy wyznaczyć sobie pewne granice. Potem wszystko się powoli rozwijało. Czuliśmy* podekscytowanie z czasu który spędzaliśmy razem. Między nami wybuchło zauroczenie - motyli w brzuchu, ekscytacja, ciepełko w brzuszku. Zauroczenie ma to do siebie, ze po prostu wybucha. To etap kiedy człowiek jest przekonany o swojej miłości i o tym ile by zrobił dla drugiej osoby, ale tak naprawdę to tylko odurzenie hormonami, czysty objaw szaleństwa. Mija przeważnie po 3 miesiącach. Dopiero po tym etapie można stwierdzić co zostało.

Zauroczenie jest niezwykle intensywne i całkiem absurdalne, ale jeśli wybuchło zbyt gwałtownie, szybko się wypala. Potem nie zostaje nic, chyba że...
Chyba, że jednak coś zostało.
U nas tak było. Została radość z przebywania razem, pozostała wciąż setka tematów o których mogliśmy godzinami rozmawiać, pozostała więź. Na więzi i zaufaniu rozwijały się kolejne pietra naszego związku.

Tu nie ma już miejsca na absurdalne, intensywne uczucia. Tu już nie ma uniesień i motylków w brzuchu. Rodzi się coś większego, bardziej prawdziwego i subtelnego - miłość.

Zaufanie, które jest fundamentem tego związku, sprawiło, że staliśmy się sobie przyjaciółmi. To co między nami zostało, w dalszej części się już tylko umacniało. Czerpaliśmy radość z samego przebywania ze sobą, nawet jeśli było to siedzenie w milczeniu i oglądanie seriali. Wykształciliśmy szereg nawyków i zachowań, które wciąż powtarzaliśmy. Potrafiliśmy rozmawiać o wszystkim i zupełnie o niczym. Zostawialiśmy to co było między nami, tylko dla siebie - w śród ludzi nie było miejsca na wynurzanie się.
Oczywiście równolegle z całymi przemianami emocjonalnymi rozwijała się nasza seksualność. Na wszystko przychodził czas, niczego nie przyśpieszaliśmy. Uczyliśmy się swoich ciał i ich potrzeb powoli, jednak dość intensywnie.
Jednak kiedy doszło do pierwszego razu, może nie byłam na to jeszcze gotowa. Wtedy jeszcze bałam się odrobinę skrzywdzenia. Zdobył mnie, oddałam mu się cała dopiero po roku współżycia. Wtedy nauczyłam się czerpać z tego przyjemność naprawdę. Dojrzałam do tego.

Miłość to więź - a my ją wykształciliśmy. Nauczyliśmy się egzystować ze sobą, wspierać się, wiedzieliśmy kiedy odpuścić i kiedy przeprosić. Mogliśmy rozmawiać o poważnych sprawach, uczuciach i mieliśmy odwagę mówić o tym co myślimy i czujemy, nawet jeśli nie było miłe.

Myślę, ze jest to miłość. Nie bylibyśmy ze sobą tak długo, gdyby jej nie było.
Teraz przed nami największa próba.
Damy radę. Wierzę w to. 

środa, 28 maja 2014

Urwane myśli.

By zacząć tą historię trzeba sięgnąć głębiej i jeszcze głębiej niż starczy nam ramienia.
Utonąć we własnych myślach i marzeniach.
Poczuć to co jest tak piękne i raniące jednocześnie - jak róża.
Historia ta zaczęła się głęboko we mnie i w Tobie.
Usiądź i czytaj... :


Zastanów się czy ty też pamiętasz moment kiedy twoje życie się zmienia? Jak z dnia na dzień coś w tobie pęka i rodzi się z tego coś zupełnie nowego. Można to nawet porównać do przemiany gąsienicy w motylka. To własnie dojrzewanie. Jesteśmy jego świadkiem codziennie.


Urwane mysli.

wtorek, 29 kwietnia 2014

Możesz być kim tylko zechcesz. Świat jest piękny.

Słoneczko, leżaczek, muzyczka i przygotowania do matury. A taki super klimacik.
Tylko piwka brakuje.

Wystarczy się rozejrzeć by dostrzec piękno. Ludzie za bardzo biegną do przodu by zachwycić się pięknem i na chwilę odpocząć. Wszyscy biegniemy. Gonimy, ale czy wiemy za czym ?
Dzisiaj matura, jutro studia, potem praca, rodzina, dzieci.... Kto z nas nie chce mieć rodziny? Jednak czy warto całe życie robić to co ci każą: uczyć się, zeby mieć pracę? Nie lepiej cieszyć się z nauki, rozwijać pasję, znaleźć pomysł na siebie?
To gadanie małolaty, z umysłem pełnym idei. Ja wiem, ale ja chce wierzyć, że tak się da, że dam radę. Wiara czyni cuda. Mozesz byc tym kim chcesz. Możesz robić co tylko chcesz. Możesz się zatrzymać i odetchnąć. Możesz, musisz tylko WIEDZIEĆ, że możesz i WIERZYĆ.
Tak niewiele.

Jesteśmy tym za których się uważamy. Zatem ja muszę wierzyć, że dam radę zdać maturę, przecież to umiem. Widzisz? Tyle samo czeka mnie pracy, co Ciebie jeśli chciałbyś coś zmienić.

Kiedyś byłam pesymistką. Siedziałam całe dnie w domu, w swoim pokoju i zamartwiałam się, do dziś nie wiem czym. Dzisiaj dalej siedzę w domu, ale inaczej sie z tym czuję. Nie zamykam się w sobie, siedzę nie sama, ale z rodziną, nawet jesli ze sobą nie rozmawiamy. Staram się być dobrym człowiekiem dla siebie. Za długo robiłam wszystko dla innych. Dzisiaj chcę świętego spokoju, to sobie go wezmę. Chcę mieć internetowego 'kochanka' z którym dzielę szczęście i smutek, to sobie będę miała. Chcę sobie popisać głupoty na blogu to to robię.
Mam punkty które muszę osiągnąć. Dużo pracy jest nad samym sobą. Całe życie. Zawsze. Zmieniamy się. Nie ma tak, ze osiągnę wiek 20 lat i stop. Już się przestałam rozwijać. Nie. Życie płynie a ty razem z nim.
Ważne jest kogo na swojej drodze spotykasz i co ta osoba wnosi. Kochaj wszystkich. Miłość ma wiele odcieni. Upajaj się światem i życiem puki możesz.

Mój internetowy kochanek, podchodzi bardzo surowo do świata. Mimo że twierdzi (tak jak ja), że nie ma zasad, to sam sobie takie nakłada. Świat jest zły, szary, surowy, bla bla bla. Chociaż dobrze ze widzi jego piękno.

Świat jest tylko taki jakim go widzisz. Zapamiętaj. I zmienia się z każdą chwila w której poznajesz nowe informacje i sam je interpretujesz.


Ajjjj chmurki przyszły. Zimno mi w brzusio.


Jest tyle rzeczy które chciałabym powiedzieć ludziom. O tym co do nich czuję. Każdego odbieram inaczej. Niektórych podkochuję od razu. Po pierwszych chwilach rozmowy. Potem może sie to zmieniać. Tak, ja się zakochuję w ludziach, a dopiero potem kształtuję sobie zdanie o nich.
Jak dowiem się KIM jestem to dam znać.

Dziś jestem Maturzystką. Ojacie. Dam radę. Zawsze daję.

Nie bój żaby Asiu. Pamiętaj co ci zawsze powtarzam.

Dziękuję. Idę się dalej uczyć i dłubać sobie. 

piątek, 25 kwietnia 2014

Polać!

Skończyłam szkołę. Mam wykształcenie średnie. Mogę mówić już o jakimś niewielkim sukcesie w życiu?
Jest to chyba jedna z niewielu rzeczy jakie zrobiłam sama. Za które wzięłam całkowita odpowiedzialność i dałam radę :)

Niech nie czyta tego Miś... Wkręcam mu że jestem bardzo odpowiedzialna, ale szczerze mówiąc nie mam bladego pojęcia.
Boi dupa ze mnie na razie. Jednak zbieram się w sobie. Trochę jak tsunami. Taka metafora, wiecie, że najpierw woda od brzegu odpływa a potem jak za*ebie :) To taka niepozorna Asia. Tu się wycofuję i unikam wszystkiego co mogę, ale jak już muszę to z pełną siłą. I nikt się z tego nie pozbiera. Będę jeszcze triumfować zwycięstwo. Zobaczymy - wszyscy ;) Wierzycie we mnie tak, jak ja próbuję wierzyć w siebie?
Ktoś pójdzie ze mną na piwko? :) ładna pogoda  

wtorek, 8 kwietnia 2014

Same problemy - czyli nic nowego

Czułabym się szczęśliwsza, gdybym spełniała swoje wewnętrzne pragnienia. W zasadzie nic odkrywczego, chyba każdy z nas tego chce, prawda?
Paradoksalnie czułam się staro od zawsze. A może od momentu kiedy zaczęłam myśleć i starałam się zrozumieć to co mnie otacza. Jednak teraz kiedy ta właśnie dorosłość mnie dopada, czuję się jak mała dziewczynka w wielkim świecie. Czuję ogrom tego co mnie otacza, a ja chciałabym objąć to wszystko swoimi krótkimi łapkami. Nie da rady.
Moja hierarchia problemów przedstawia się następująco:
- MATURA
- ROZSTANIE
- STUDIA
- ŻYCIOWE PLANY
- i całą reszta.
Ja chyba zawsze chcę mieć wszystko pod kontrolą. Zawsze być przygotowaną na ewentualności. Stąd zawsze przewiduję sobie zakończenie i do niego dążę. Tylko problem związany z taką taktyką w moim przypadku jest taki, że:
1. Asia w podstawówce, wierzyła że podstawówka nigdy się nie kończy, a mnie gimnazjum nie dotyczy.
2. Asia zaakceptowała gimnazjum, ale nagle zwilżają się testy gimnazjalne i liceum. Ale jak to tak? JA? W liceum? Oszaleliście?
3. Ok nie jest tu tak źle, trzy lata to przecież długo. Trochę pod górkę, ale spędzę tu najbliższą przyszłość.
4. MATURA?! Ale jak to?! To już?! Ale ze teraz? Za chwilę? Przecież ja jej nigdy nie miałam dożyć :O

Głupie. Ja wiem. ... Ja wiem zawsze wszystko. ... Czy tylko ja odnoszę wrażenie, jakbym była przekonana o tym, ze pozjadałam wszystkie rozumy? 

poniedziałek, 24 marca 2014

Lepienie kulek

Żałuję, że nie potrafimy normalnie pogadać.
Nie odzywasz się do mnie, ja do Ciebie.
Już nie mam siły by wciąż zapewniać, że wciąż jestem. Siedzę sobie tu cichutko, owinięta w kocyk, uciekającą przed światem. Musisz zrozumieć, że nie mam ochoty wychodzić, spotykać się z ludźmi. Żadnej. I nie szkoda mi każdej opuszczonej imprezy. Staram się otaczać ludźmi, którzy chcą mnie odwiedzić i którzy dają mi ten spokój wewnętrzny. 
Wyobraź sobie, jak całą noc i cały dzień siedzę i trzęsę się z przerażenia. Sama wiesz, lubię wyolbrzymiać.
I tak tkwię w melancholijności, dryfuję do przodu, nie mając czego się złapać. 
Ale tak bardzo ciesze się, kiedy ktoś się do mnie odezwie. Może nie mam tyle sił, by zajmować się sprawami innych. Może nie ma we mnie energii by dawać dobre rady. Ale ileż dają mi te osoby spokoju duszy. W sumie są to dwie, a powinny być trzy, osoby. 
Nie ja się do nich odzywam, a to one przypominają mi o swojej obecności. Potrzebuję ich wsparcia, aby się uspokoić.
Jestem zbyt przerażona, aby choćby kiwnąć palcem, inaczej jest kiedy jest przy mnie ktoś ważny. 
I nie oszukuj się, ze Ty też przestałaś być ważna. Nie, ale ja czuję się zapomniana i opuszczona przez Ciebie. 
Jak bardzo interesuje Cię moje życie? Czy na tyle, na ile ja interesowałam się twoim (dopóki w nim byłam)?

W skrócie: przerażenie zrobiło ze mnie egoistkę i nieruszającą się masę. Jak masz ochotę coś z tym zrobić, to zostało tylko lepić kulki. 

niedziela, 2 marca 2014

Pragnienia małej dziewczynki

Jesteśmy tylko dziećmi, które zwojują świat.

Miałam dzisiaj taki sen:

Pośród codziennych szarości, gdzieś między wyśmiewaniem przez rówieśników, a kłótniami rodziców, wewnątrz niewielkiego ciałka, jarzyło się Ogromne Serduszko. Serce Małego Chłopca o krótkich nóżkach, które dość miało rzeczywistości, która je tak raniła.
Pewnej nocy chłopiec ten, nie wiadomo jak i skąd, przeniósł się w magiczna krainę.
Jego wielkie, mądre oczka próbowały ogarnąć to co się przed nimi roztaczało. Wielki, ciemny las, jednak nie był to taki las jaki znał. Ten był niezwykły.

Wszystkie drzewa i roślinki wydawały się jarzyć błękitnym światełkiem, które wyraźniejsze było przy samych kwiatach i owocach. Wszystko rosło bardzo blisko siebie, a spowijała ten widok gęsta, mleczna mgła. Chłopiec stał na wydeptanej ścieżce, przecinającej te zarośla.
Lekko zdezorientowany, ruszył do przodu, bo co zostało mu do zrobienia?
Było niezwykle cicho. Jakby nie było tu nikogo żyjącego. Tylko On sam. W powietrzy unosił się ciężki, słodki zapach. Na początku trochę Mu dokuczał, jednak gdy odetchnął głęboko dyskomfort odszedł.
Powoli przesuwał się do przodu, krętą ścieżką. Z każdym krokiem nabierał pewności siebie, a radość w Jego Serduszku rosła.
I wtedy napotkał znak. Sam nie wiedział na co patrzy, ani co przedstawia.
Na środku dróżki, jakby przed wiekami wkopana w ziemię betonowa tablica z napisami nie do odczytania. Jedyne co sprawiło ze zwrócił na nią uwagę, to rzucający się w oczy świecący na niebiesko półksiężyc, a wtedy coś wokół Niego się zmieniło.
Podniósł zaciekawione spojrzenie i spostrzegł że gdzieniegdzie na jego drodze pojawiły się gwiazdki.
Czuł na policzkach ich żółte ciepło i to uczucie ogromnego szczęścia bijące z ich wnętrza.
Niewiele myśląc podbiegło do pierwszego. Wisiało nad ziemią, zawieszone jakby na niewidzialnej nitce.  Chwile się wahał zanim je dotknął. Było chłodne, mimo dającego ciepła, zrobione jakby ze szkła, pustego wewnątrz. Wewnątrz przelewała się ta świecąca substancja.
Trzymał na swoich niewielkich dłoniach szklaną gwiazdkę z którą nie wiedział co zrobić, a widział przed sobą kolejne z nich. Zrozumiał też, ze kiedy dotyka któreś nie może ich już zostawić na miejscu. Musiał je zbierać.
Więc szedł powoli i zbierał kolejne gwiazdki.
Po jakimś czasie cały stosik gwiazdek, który zebrał na ramionach przysłaniał mu widok, do tego stopnia że potknął się o coś i przewracając się upuścił je wszystkie. Mimo że zrobione ze szkła, nic im się nie stało. Rozsypane dookoła Niego, czekały aż je pozbiera. Kiedy się do tego zabierał, ujrzał pod sobą kolejna tablicę. A więc o to się potknął.
I nagle usłyszał. Zamarł w bezruchu, nie podnosząc wzroku. Czekał, by nabrać pewności, że mu się nie wydaje.
Tak! To śmiechy. Czyżby ktoś znów śmiał się z jego niskiego wzrostu?
Ale nie, wydają się nie zdawać sobie jeszcze sprawy z jego obecności. Nieśmiało wychylił głowę zza jakiejś paprotki i zobaczył inne dzieci! Biegały dookoła i rzucały się gwiazdkami. Były tak samo radosne, jak On jeszcze sekundkę temu.
Może i one znalazły się tu, z tego samego powodu co On?
Pozbierał rozsypane gwiazdki i powoli zmierzał ścieżką dalej  w ich kierunku. Brzdęki wydawane, przez uderzające o siebie gwiazdki  zaalarmowały bawiące się dzieci. Chłopiec zatrzymał się kiedy jedna z dziewczynek o blond włosach, zaplecionych w warkocze, podbiegła do niego z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Cześć! - krzyknęła już z daleka.
-W-w-witam - odpowiedział.
Dziewczynka w przypływie podekscytowania, chwyciła Małego Chłopca za rękę, powodując tym samym, że wszystkie gwiazdki znów się rozsypały i pociągnęła Go za sobą.
-Patrzcie, nowy! - krzyknęła do pozostałych.
Wszyscy wesoło zaczęli się witać z przybyszem i przedstawiać się. Byli pośród nich, oprócz blondynki, która nazywała się Lilii, wysoki brunet Ben, okularnica Marry i Obrońca Lasu, który wyglądał jak jeleń, stojący na dwóch nogach, z czaszką z porożami, zamiast normalnego pyszczka i miał ze sobą łuk i strzały.
Chłopiec zachęcony do zabawy, powoli zaczął się rozluźniać i czuć całkiem swobodnie. Wszyscy razem biegali, robili zawody na to kto zbierze gwiazdek najwięcej, rzucali nimi, wygłupiali się i śmiali. Po wszystkim natknęli się na kolejny znak świecącego półksiężyca, a wtedy Obrońca Lasu podszedł, do naszego Małego Chłopca o Wielkim Sercu i zapytał:
-Musimy iść dalej, ale to co czeka nas tam, bardzo mnie przeraża, czy mógłbyś mi potowarzyszyć? - Chłopiec nie wszystko rozumiejąc, kierował się znów swoim Sercem i od razu się zgodził. Jelenio-podobna istota podniosła chłopca na ręce i zaczęła kroczyć z nim w kierunku ściany, która po prostu pojawiła się przed nimi.
Kiedy wszyscy przeniknęli przez ścianę, wpadli natychmiast do wody. Zimnej, głębokiej i ciemnej wody.
-Witam, was w moim wspomnieniu - powiedziała Lilii. Teraz jakby odmieniona, wyglądała zupełnie inaczej niż wtedy kiedy się poznali. Była już nastolatką.
Wtedy nasz Chłopiec zrozumiał, że wszyscy, oprócz Niego i Obrońcy Lasu dorośli. Czyżby o to chodziło mu kiedy prosił Go o pomoc? A może bał się wody? Cieszył się jednak ze Obrońca Lasu ma go wciąż w objęciach, gdyż Chłopiec sam nie umiał pływać.
Wszyscy próbowali zrozumieć, czemu w zasadzie znaleźli się w wodzie i co ma to związanego ze wspomnieniem Lilii, kiedy pod ich stopami zaczęło coś się przesuwać. Był to wielki długi smoczy-wąż. Z okropną paszczą i zębiskami, ale nic nie robił.
Kiedy Chłopiec miał już się odezwać, krzyknąć, lub coś takiego, otworzył nagle oczy. Znów był w swoim łóżku, w szarej rzeczywistości.

Na tym w zasadzie skończył się mój sen.

wtorek, 25 lutego 2014

Rozmoknięte rękawy

Czemu mam wrażenie, że to potrafi boleć bardziej?

Chyba nie wiem kto miałby pojecie co dzieje się wewnątrz mnie. Każdego dnia zdaję sobie sprawę z tego kim on dla mnie jest. Ile byłabym w stanie mu oddać i podarować. Ile jest dla mnie wart. I jak bardzo przeraża mnie myśl, ze nie ma na świecie lepszej osoby dla mnie niż on.
Siedzę teraz zapłakana. Nie mam nawet okresu by na niego zwalić mój stan.
Tak już mam. Moje serce pęka na pół, a ja nie wiem jak to wszystko zniosę.

Myślę ze jestem silna i nie zrobię głupstw, ale kto może wiedzieć?

On pojedzie. Rozpocznie nowe życie, nawet nie zatęskni. Będę bladym wspomnieniem gdzieś na końcu jego umysłu.

Czemu nie skończyć tego teraz? Kilka miesięcy temu? - może nie było by wtedy za późno.

Czasy kiedy czytałeś cokolwiek bym tu napisała minęły tak szybko i bezpowrotnie.

Zastanawiam się co do mnie czujesz. Co to jest. Ile dla Ciebie znaczę, bo opuszcza mnie nadzieja. Dopiero teraz. Może powinnam zostawić ją już dawno?
Ale nie żałuje. Jeszcze nie
I nie mam zamiaru nigdy żałować. Nie mam czego.
Żałować tego, że nigdy nie było źle?


Słowa pożegnania chyba na zawsze już zostaną wypalone w moim sercu.

Koniec.


sobota, 15 lutego 2014

Depresja

Oglądałam w telewizji że nawet pingwiny w Wlk. Brytanii ja mają :O 

Jest 7 rano. Sobota. Piję herbatę. Słucham U2 Beautiful Day. Jest mi.... ambiwalentnie? A nie, w zasadzie jest mi bardzo smutno. 

Nic nie ogarniam. Życia, siebie, nic. 

Zabrali miii laptopa... umarł biedactwo z powodu jakiegoś choróbska, a lekarz od komputerów, nie mógł mu już pomóc ;( 
Wczoraj były walentynki, a mój chłopak jest dalej niż bym tego chciała. I nie wróci przez najbliższe 2 tygodnie. Toż to niedopuszczalne! 

Mam okres = dziwne zmienne stany emocjonalne. Stąd w zasadzie ta depresja ;o Której nie mam. Ohohoh, ale ze mnie żartowniś...

Koniec.

czwartek, 6 lutego 2014

Ból dupy

O jejku, ja chce już mieć wszystko za sobą.
Czy tylko ja marzę, by te niemiłe chwile przeskakiwały, żeby były już wczorajszym wspomnieniem?

Matura - przesrane - a to dopiero początek.

Kiedyś powiem: "Pfffff, GUPIA CIPO! Nie wiedziałaś wtedy, że może być gorzej, poczuj to co ja czuję teraz."
I taka będzie prawda.
To co przeżywam dziś, to pikuś z tym co mnie jeszcze czeka.
Pogódź się z tym, nie ma co walczyć.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Pożegnania, pożegnania, pożegnania....

Będę musiała się przekonać czym są naprawdę pożegnania.
Znienawidzę je.

Każdego dnia o tym myślę. Wymyślam całe dialogi, piszę listy, płaczę.
Każdego dnia wstaję z łóżka i się do niego kładę, próbując wymyślić sposób.
Ta rana dopiero powstaje. Chciałabym zatrzymać ten proces. Jednak czy cofnęłabym czas?
Nie mam czego żałować.

Każde spotkanie traktuję jak pożegnanie.

Z kotem, wspomnieniami i herbatą patrzę niespokojnie w przyszłość.
Przytłaczający smutek śmieje mi się w twarz.

sobota, 11 stycznia 2014

Śmierć

A na koniec przyjdę i zapytam:
"To jak? Te wszystkie głupie teorie, którymi zaprzątałam sobie głowę każdego dnia mojego życia, to były chociaż blisko prawdy? Opowiadaj."
 



mam nadzieję, że szybko nie zapomnę.

czwartek, 2 stycznia 2014

Noworoczny bełkot.

Zaczęłam łapać dystans, w końcu - mimo że ciągle się usprawiedliwiam, przed samą sobą. Czas zrozumieć, że mam prawo do własnego zdania i nie zawsze musi być tak, że to inni dyktują mi warunki.
Ej, czuję się silna. Naprawdę silna. Jakby ta moc był ze mną, we mnie, zawsze jednak pozostaje uśpiona.
Życie stawia mi wyzwania, a ja muszę się z nimi raz za razem zmierzać - na tym polega życie. Jest grą.


Oby ten rok nie był tak okropny, jak zawsze się tego obawiałam. Aby pokłady mocy dały się we znaki i abym stawiła czoła wszelkim przeszkodom. I żebym nigdy nie odpuszczała swoich marzeń. Nigdy.

Nie ma to jak składać sobie samej życzenia, ale to co komu chciałam życzyć to już mu powiedziałam, a cóż, czytelników przecież nie mam. Gdyby jednak tacy się znaleźli, to chciałabym wam powiedzieć, nie życzyć, a dać radę, a mianowicie:
Nigdy się nie poddawajcie i dążcie do marzeń i celów, co innego wam zostało?
Życzę tylko: Powodzenia :)



Bolą mnie dziąsła ;o osiemnastka wybiła - zaczęłam się starzeć. Straszne.
Dobranoc.