niedziela, 29 grudnia 2013

Myślę, że mineło zbyt dużo czasu

Piszę już sama dla siebie,
Jednak potrzebuję tego.
Codzienność pożera mnie,
Nie oszczędzając mi bólu.
Powstaje nieokreślona,
ulotna cząstka na nowo.
Może obudziła się ta,
Która była tu od zawsze?
Każde uderzenie serca,
Każdy oddech - tworzy pancerz.
Nazywany: "Dorosłość".
Zamyka gdzieś na dnie jaźni
wszystko w to co wierzyłam,
wszystko - co jak sądziłam -
budowało mnie przez te lata.

Dopóki będę to widziała, może zawsze zostanie ziarno nadziei?
Dopóki mój splot słoneczny jarzy się małymi iskierkami dziecinności.


Ciężki okres. Przeczytam to za 5 lat i będę sobie śmiała się w twarz. Zapytam się wtedy: Kim jesteś Asiu? Jesteś szczęśliwa? Chciałbym żeby tak było ;)
A może za te 5 lat będę sobie w brodę pluła, że dzisiaj nie zrobiłam czegoś co mogłoby mnie uratować?

Nie będzie to łatwe, czuję się jak przerażona sarenka, jednak zawsze, ZAWSZE, chcę kierować się w życiu marzeniami, osiąganiem marzeń, korzystaniem z tych niewielu lat, które zostały mi do śmierci.
Nie chcę być jedną osobą z tej szarej masy ludzkości, która udławiła się stereotypem pracy, domu, rodziny, prazy, pieniędzy, pracy, pracy, pracy. Myślę że można swoje własne szczecie osiągać na wszelakie sposoby. Nigdy nie chcę stać się niewolnikiem pracy.


Pięknie brzmi, a ile z tego będzie prawdziwe, za te 5 lat?
Pięć krótkich lat.

Przeżyłam już osiemnaście lat. Piękna okrągła pełnoletność. A kiedy się nad tym zastanowię minęła jak wczorajszy sen. Czasami zaczynam wierzyć w to, że wszystko co przeżyłam wczoraj, tydzień temu, 7 lat temu, to tylko moja wyobraźnia. Coś co każdemu z nas zostało wpojone, a dzień jutrzejszy nie istnieje. Żyjemy tym co mamy dziś. A ty co będziesz dziś robił? Siedział na komputerze?
W takiej perspektywie może życie nabiera większego rozpędu? Większej ulotności?
Możesz pomyśleć, że "przecież tak nie jest", ale prawda wygląda znacznie inaczej.

Człowiek zachłysnął się technologią, wszystko uwieczniamy na zdjęciach, dodajemy na facebooka, patrzymy co dziś dodali nasi znajomi, obdzieramy się z prywatności, żyjemy tu i teraz. Pragniemy zachować wieczną młodość, chcemy zostawić trwały ślad po sobie. Chcielibyśmy stać się nieśmiertelni, tylko po to by żyć dniem dzisiejszym.
Mam rację?

Zastanów się nad własnym życiem. To jedyne co dla ciebie dobre.

poniedziałek, 21 października 2013

Dla Niej

Ktoś wrócił mi wiarę w to co robię. Dobrze wiesz o kim mówię.
Wyobraź sobie zawsze kiedy patrze na TO drzewo myślę o Tobie. Zawsze. Kiedyś było moim, ale odkąd się nim z Tobą podzieliłam, stało się Naszym. Patrzę jak z z czasem się zmienia. Rośnie, dojrzewa, zielenieje, opada z liści. Żyje w rytm pór roku, pór dnia - czasu... Jak nasza przyjaźń. Nic nie jest jednakowe przez cały czas.
Zmieniamy się i my, jednak Ty i Ja wciąż wewnątrz mamy TO.
Wciąż tylko czeka, by po to sięgnąć. By odkrywać to wspólnie. Czeka i nie chce byś zapomniane, wiesz?
A ja dorastam. Nawet delicje jem już jak normalne ciastka. Jednak magia wciąż czeka we mnie. Czuję ją.
19 była pełnia, widziałaś? Siedziałam wtedy na łóżku, pielęgnując to uczucie w sobie, a wiesz co było potem? Usnęłam.
Nie ma to dla mnie większego sensu kiedy robię to sama. Nie mam motywacji, by to robić.
Ale nigdy nie zapomniałam o chatce w środku lasu, 25 kotach z nami, ani o naszych planach i marzeniach.
Tylko widzisz, ja chcę spędzać czas TYLKO z Tobą. Bez nich wszystkich. Zostawić miłość za drzwiami, a skupić się na naszej osobliwej miłości, braterstwie dusz, uczyć, myśli, a wreszcie Magii.
Myślę, że Magia nie ma za wiele wspólnego z czasem, a obie chyba za dużo czasu poświęciłyśmy skupiając się na jego ubywaniu. Odliczamy do końca matury, do końca roku, do półmetku/studniówki, do rocznic, do okresu i tak dalej... A magia po prostu trwa. Powinnyśmy trwać z nią, w niej, przez co byłybyśmy - Ty i Ja - dla siebie. Czekam. Przepraszam. Dziękuję.

Twoja Współuzależniona.

(dzisiaj dałaś mi wiarę i powód by pisać i mówić)

niedziela, 20 października 2013

Żegnając się

Nikt nie czyta tego już. Cóż może ma rację. Nic tu nie jest już wartościowe.
Pora to zakończyć. 
Atmosferę między nami można byłoby siekać już nożem. Oboje odwróceni od siebie. Pod własnymi kołdrami. Oboje udajemy, że idziemy spać. Tymczasem próbowaliśmy uspokoić się, czy też wymyślić coś co uspokoiło by klimat. On był zły na mnie, a ja na niego. A właściwie nie... On był zły, a mi nie pasowało, że jestem dla niego okropna i jest na mnie zły. Zdenerwowałam się bo coś nie szło po mojej myśli - po prostu. 
Wtedy on wskoczył na mnie, tak że zakleszczona między jego nogami i rękoma, leżałam pod nim jak placek. Przytulił mnie. Wtulił się we mnie i wyszeptał mi do ucha: "Nie potrafię się na Ciebie gniewać" i pocałował mnie mimo całego mojego zaskoczenia.

***

"Jesteś piękna" - wysapał, kiedy jego oczy płonęły pożądaniem. Pewna swojego ciała zbliżyłam się, by złożyć pocałunek na jego rozchylonych ustach.

***

Chyba zaczyna mi się to podobać. Wszystko jakby zaczyna mieć swoje miejsce. Nie pokoi mnie tylko to, że na pewne rzeczy tego miejsca nie ma. Nie ma już Magii. 

czwartek, 10 października 2013

Wyprzedził mnie o kilka kroków, odwrócił się, spojrzał mi w oczy, posłał niegrzeczny uśmiech, a wtedy wszystkie światła zgasły. Czułam tylko jego oddech i rosnące napięcie. Musieliśmy iść dalej.

czwartek, 3 października 2013

Stała oniemiała patrząc jak odchodzi. Musiał zjeść coś wcześniej. Przecież nigdy nie odchodził z pustym żołądkiem. Nie taka jest natura kotów.
Cóż, wzruszyła ramionami i energicznie odwróciła się w stronę drzwi balkonowych. Jej ogniście rude włosy zatrzepotały nagle poruszone. Wlepiła spojrzenie w te intensywnie zielone oczy, które widywała już tyle razy wpatrujące się w nią, lecz nigdy nie widziała ani do kogo należą, ani nawet jak wygląda ich posiadacz. Jakby same oczy były nazbyt magnetyzujące, tak ze reszta ciała przestawała mieć znaczenie. Nie mogła oprzeć się temu widokowi. Przesunęła szklane drzwi balkonowe, mimo całego chłodu i jesiennej pogody, bez opamiętania wyszła przed dom. Szła już bosymi stopami po mokrej trawie, a zmierzała gdzieś na koniec własnego podwórka, a może i dalej do pobliskiego lasu? Trudno było nawet jej samej to określić. Po prostu szła oczarowana. Jak za każdym razem kiedy się pojawiał. 

Tak bardzo mi smutno tak bardzo mi źle.

Nikt tego nie czyta. Noże i nawet w sumie nie ma tu nic ciekawego... Jedynie moje jakieś tam narzekania, obawy. Czyli wszystko to i może ciut więcej o codziennie truję dupę mojemu Misiowi.
Boli mnie bardzo to, że moja przyjaciółka we mnie nie wierzy, uważa że ją zostawiłam. Znów, nie?

A to nie tak. Ja się po prostu miotam i szarpię z własnym życiem. Potrzebuję na to trochę czasu i miejsca, nie? Zazwyczaj jestem samowystarczalna - tak sądzę, chyba że chodzi o mizianie, przytulanie i całowanie, bo to niemalże sens mojego istnienia, a sama się przecież dobrze nie wymiziam.

Chyba trochę stanęłam w miejscu z pewnymi rzeczami. Nie zauważyłam jak bardzo zmieniają się ludzie. Z wyglądu i z zachowania. To już niemal nie ci ludzie. Tak, myślę tu o Niej. Byłam na jej pbl. Widzę jej twarz i szukam w niej czegoś Mojego? Ale co mogę znaleźć na płaskim ekranie?
To boli. I tak bardzo nie wiem co z tym zrobić... może dlatego o tym piszę... z nadzieją, że przeczyta i zauważy...

Do tego staram się mimo całego mojego pesymizmu i całej tej goryczy jaką odczuwam do świata, próbuję zachować resztki pogodności. Codzienne jadąc do szkoły, patrzę i widzę piękno. Oh jakim ono szczęściem mnie napawa, jaką radością. To buduje we mnie nadzieję, że nie musi być tak źle, że jestem tu bo mam coś do zrobienia i będzie co ma być. Wystarczy cieszyć się chwilą i nie zadręczać. Jednak mając coś jakby nerwicę natręctw nie jest łatwo, nie?

Mamy jesień. Co roku o tej porze, wpadam w typowo jesienną depresję. Myślę sobie o tym jak jest źle i bla bla bla, czyli to co zawsze, ale tym razem nie muszę się z tym ukrywać. Niemalże upajam się tym stanem. Co roku, wieczorem siadałam na parapecie i czekałam. Siadałam owinięta kocem w roku pokoju i milczałam, myśląc. Zamykałam się w swoim prywatnym, głębokim świecie, odizolowując się od reszty i budując w sobie nadzieję, że ma to sens, że ktoś kiedyś przyjdzie i zainteresuje się tym kim jestem, a jednocześnie pomoże mi samej to odkryć.
Jednak teraz tego nie mam.
Nic.
Dzisiaj, siedzę i myślę o tym co mam zrobić do szkoły, o tym co muszę zrobić żeby zdać maturę, o tym czego się boję. Chyba to jest ta dorosłość. Nic fajnego.
Dorosłość zabiera mi magię życia. Drugą stronę rzeczywistości. Smutne.

Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży. Muszę być bardziej sobą w sobie i  w dodatku chyba przywyknąć do samotności duszy.


...... Mam tytuł na książkę nową :) "Samotność duszy" - dobre ;) Może kiedyś ją napiszę ; o 

poniedziałek, 30 września 2013

Gdyby słowa mogły latać

Jestem trochę jakby pisarką, nie? Muszę o tym pamiętać :)

Trochę mi źle, trochę mi smutno. Nie wszystko idzie po mojej myśli. Na tą chwilę chciałabym zatrzymać czas. Nie pisać matury, nie brać odpowiedzialności za swój los, nie żegnać się z tymi, których kocham. Trwać w tym co mam. Taki ze mnie tchórz.

Od czasu do czasu budzi się we mnie takie poczucie, że o swoje trzeba walczyć i iść przez życie z podniesionym czołem - i to złota prawda - jednak ciężko mi pamiętać o tym zawsze i w każdym momencie. Jeśli czasami staniesz i rozejrzysz się w około, zastanowisz się nad tym co widzisz i w czym żyjesz. Trochę jakbyś był narratorem powieści, to co zobaczysz?
Jeśli przestaniesz biec i chwilę odetchniesz, to co? Może zaczniesz rozmyślać o tym PO CO to wszystko jest, albo KIM JESTEM. Jak dla mnie to trochę jak wielka gra z kilkoma zasadami, którą dał nam Bóg. To on jest trochę jako niemy obserwator i patrzy co też zrobimy. Czasami pomaga, czasami poddaje nas próbom. To gra, która nie ma określonej fabuły, po to żebyś mógł robić co tylko chcesz. Sam ja kreujesz, a On jest jak towarzyszący ci przyjaciel.

W Piśmie Świętym jest takie zdanie, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz. Całkiem logicznie myślimy, że My podobni jesteśmy do Niego. Można to rozumieć jako cechy zewnętrzne czy wewnętrzne, prawda?
Ja jednak proponuję rozważyć taką możliwość, że tworząc nas na swój obraz, tak naprawdę dał nam możliwość przedstawiania Go na nasz osobisty sposób. Indywidualnie.
Bo w duchowości wszystko jest indywidualne i prywatne.
Dla mnie Bóg nie jest surowym dziadkiem z chmurek, tak jak często jest przedstawiany. Dla mnie jest On pociesznym Bytem, który ma poczucie humoru, lubi dyskutować, bawić się, jest wyrozumiały. Ma niektóre cechy podobne do mnie inne zupełnie różne. Jest dla mnie kimś takim z kim zawsze mogę pogadać. Z kim mi się dobrze rozmawia. To ma sens?

Znów zatraciłam myśl... chyba się do tego przyzwyczaję... 

niedziela, 29 września 2013

Długo zwlekałam i sporo się dzieje.
Oprócz szkoły, która pochłania większą cześć mojego czasu, ostatnio bardzo żywo rozprawiam na temat sensu życia. I doszłam nawet do pewnych wniosków.


...


I niestety znów to samo... zaczynam i nie potrafię skończyć. Może kiedyś mi się uda...

czwartek, 8 sierpnia 2013

Wakacje

Basen, słonko, piwko i przyjaciele. Czekam tylko na mojego misia i będę szczęśliwa :) wakacje

sobota, 27 lipca 2013

Zmiany

Ja się chyba już po prostu boję pisać.
To takie strasznie zobowiązujące. Każdy klawisz jaki nacisnę, pozostawia po sobie ślad, ślad odzwierciadlający moje myśli, które oszalały.
Moje poglądy na życie, świat, szczęście i Boga zmieniają się nieustannie. Szybciej niż miało to miejsce do tej pory. Jestem szczęśliwa, przerażona, bezradna, słaba i zniewolona przez to co się dzieje. Przez czas.

Zmieniłam się. Zaczynając od ścięcia włosów, diety i ćwiczeń, chodzenia w sukienkach, krótkich spodenkach. Mam teraz komu się podobać. Zmiana dotyczy również tego, że dzięki Niemu znam swoją wartość i jestem pewniejsza siebie. Widzę swoje wady i zalety - również te zewnętrzne.

Może nie zawsze jest tak jakbym sobie tego życzyła. Wiadomo, kobiety oczekują tego księcia na białym koniu, który sprawiłby, że czułabyś się wyjątkowa, kochana, piękna i wspaniała. Tymczasem facet to facet. Trudno.
Staram się być dla Niego dobra. Nie lubię kiedy jest na mnie zły, krzyczy na mnie. Nie lubię mu też mówić co czuję, mimo że bardzo bym tego pragnęła. Może chciałabym, żeby poświęcał więcej czasu na mój świat wewnętrzny, na to co tu piszę, na to o czym marzę, czym się zajmuję, a nie tym co ugotowałam, czy co robiłam danego dnia. Jednak nie opowiem mu o tym sama, bo wiem że go tym nudzę. Nie opowiem mu o tym, bo sądzę, że dla niego to nie jest nic nadzwyczajnego.
Myślę, że już znacznie lepiej radzę sobie z zaakceptowaniem tej stałej niepewności, mimo iż ciągle wydaje mi się, że otaczają go dziewczyny są znacznie ładniejsze niż ja.

Nieustannie żyje w lęku. To tak paraliżujący strach przed przyszłością, dorosłością i odpowiedzialnością, że gdy tylko zaczynam o tym mówić/myśleć/pisać mój żołądek zamienia się w jedną wielką kupę nerwów, automatycznie mój mózg chce to od siebie odsunąć, a w oczach pojawiają się łzy.

Przyszłość to dla mnie: MATURA i przerażenie, że jej nie zdam.
                                   ODPOWIEDZIALNOŚĆ za własny los
                                   ROZŁĄKA z Nim, Ecią, Aniną  i przyjaciółmi
                                   DOROSŁOŚĆ - praca, dom, rodzina, dzieci

Przerażające.

Powoli też zaczynam układać sobie w głowie to w co właściwie wierzę i jak postrzegam świat.
Myślę, że Bóg jest dla mnie ENERGIĄ. Wszystko jest z niej stworzone, zaczynając od atomu, pierwiastku, roślinki, kamienia, człowieka, a kończąc na myślach i świadomości. Energia, która egzystuje pomiędzy nami bez przybierania widzialnej formy, może też być kształtowana przez nas i nasze przekonania.To oznacza tyle, że świat rzeczywisty i duchowy są na tym samym poziomie prawdziwe. Idąc dalej tym tokiem myślenia, o tym jak wygląda świat paranormalny i duchowy decydują również nasze przekonania.
To takie dla mnie podstawy moich przekonań o Bogu, ale też modlę się do niego, czerpię z niego siły i ogólnie jest obecny w moim życiu, a do kościoła nie muszę chodzić, jeżeli nie czuję takiej potrzeby.

To tak mniej-więcej :) 

piątek, 14 czerwca 2013

Dziękuję

Dziękuję Ci, choć wcale już nie czytasz...
Dziękuję Ci, za chęć do życia... ze mną.

Pewnie wiesz, bo znamy się nie od dziś, ile dla mnie to znaczyło. Jak wiele dała mi ta rozmowa, której nie byłabym wstanie podjąć.
Może jestem przewrażliwiona, może wszystko odbieram bardziej sobą niż powinnam, ale taka jestem. Przeżywam świat uczuciami, a nie logiką - stąd tyle różnic.
Nie potrafisz mnie zrozumieć, kiedy nawet ja sama nie umiem się pojąć. Kluczem do tego jest proste słowo: akceptacja. Mnie nie można definiować, moich myśli wyrażać w słowach, moich uczuć zamykać w klatce. Musisz się nauczyć nie myśleć - a czuć. To moje zadanie przecież od początku. Chcę tego wciąż.

Mimo tego, że to co mówiłeś było bardziej negatywne, to dało mi ulgę. Dopiero wtedy dałeś mi do zrozumienia, że jestem dla Ciebie ważna, dopiero wtedy powiedziałam wszystko czym się krztusiłam.

Przepraszam za swoje zachowanie i za to, że musiałeś patrzeć na moje łzy...

wtorek, 21 maja 2013

Żyjąc



Jadąc autem widzę piękny błękit nieba, wchodzący w niemal kobaltowy. Słońce powolnie zmierzające ku horyzontowi, prześwitywało przez pierzaste chmurki, tak że ich krawędzie jarzyły się złotem. Poniżej wiatr przechodził się między długimi, wiosennie zielonymi trawami. Gdzieś w tym wszystkim odnalazłam wzrokiem małego królika polnego, który czujnym okiem przyglądał się przejeżdżającemu samochodowi.

Myślę, że nasze życie zawsze będzie tylko takie jakie chcemy żeby było. To my je kształtujemy. To co nas spotyka to tylko konsekwencje podejmowanych wcześniej decyzji. Człowiek chyba zgubił się w cywilizacji. Najpierw ją stworzył, a teraz jest jej niewolnikiem. A mimo to, można to zmienić. Zaczynając od Ciebie. Zmieniając siebie - zmieniasz świat. 
Ile znaczy jednak jedna osoba w całym społeczeństwie? Wbrew pozorom bardzo wiele, bo ludzie już tak mają, że lubią brać z kogoś przykład o ile wydaje im się sensowne to co robi. Więc jeśli Ty się zmienisz, zmienisz otoczenie, a oni zmienią swoje otoczenie... Może nie sięgnie to na skalę ogólnoświatową, ale na pewno zmieni Twój świat, w którym żyjesz.
Więc warto próbować. 
Ludzie mają pretensje do życia i świata  że jest nie takie jakby chcieli, jednak zmieniając siebie, zmieniasz to w czym żyjesz. 
Życie jest zlepkiem chwil i wspomnień 
interpretowanych przez pryzmat naszych przekonań.


środa, 10 kwietnia 2013

Tak sobie myślę...

Jeśli ty powoli tracisz (może już straciłaś) nadzieję na to, że nasza przyjaźń przetrwa próbę czasu (szkołę średnią, studia, rozłąkę na wiele lat) - to ja pewnie nie długo też ja stracę.
Według zasady: jeśli ty, to i ja - która działa między nami od początku chyba.
Mimo to, myślę że nigdy nie przestanę nazywać Cię swoją najlepszą przyjaciółką. Mimo wszystko zawsze nią będziesz, nawet na krańcu świata i jeszcze dalej. Bo przyjaźń nie powstaje na chwile, na moment, a właśnie na całe życie.
Nie zapominaj proszę o mnie, tak jak ja nie mogę zapomnieć o Tobie.
To trochę brzmi jak pożegnanie, ale kto wie... może nim jest? Teraz wszystko zależy od Ciebie.
Wciąż czekam na Ciebie w swoim domku, z otwartymi ramionami, ale sama się boję do Ciebie pójść.. Boję się, że zostanę skarcona...
Przyjaciół poznaje się w biedzie, prawda? Takie stare, jakże mądre powiedzenie. Więc czy my jesteśmy przyjaciółkami? Oczywiście! Każda z nas coraz bardziej oddala się, nie mamy na siebie czasu, czasami nawet ochoty (dobrze wiesz jak to jest jak się ma okres), to chyba nawet normalne... Każda z nas ma swoje problemy, kompleksy, toksyczne myśli, te złe chwile, to też normalne. I mimo to, że czasami obie bardzo chcemy wzajemnie swojego towarzystwa, to czemu nie zadzwonimy? Tak wychodzi... prawda? (nie zwalaj na moje 'sprzątanie', bo tak jest! Dobrze znasz moją mamę!;) ) Mimo tego, mimo tych wszystkich 'niedogodności' dajemy sobie radę "same". "Same", bo obie doskonale wiemy, że gdyby nasz świat nagle zaczął się walić, to zawsze wiemy do kogo się zwrócić, nawet jeśli na co dzień praktycznie się do siebie nie odzywamy. Wciąż żyjemy ze świadomością, że jakieś 200m dalej jest osoba, która jest filarem mojego życia i tylko ona może mi to życie znów poukładać.
Takie są fakty! : )
Czasami tylko lubię przypomnieć Tobie, że ja wcale nie zapominam, że istniejesz. Lubię Tobie pokazać ile wciąż dla mnie znaczysz. Nie mogę pozwolić, byś kiedykolwiek w to zwątpiła.

Twoja - na zawsze - Współuzależniona.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Teraz to ja czuję się zapomniana. Porzucona... 
Boję się Ciebie, to prawda, tak troszkę... :x 
Współuzależniona - mimo wszystko.


niedziela, 31 marca 2013

Kiedy nadejdzie wiosna

Utkwiła wzrok w jego czarnych oczach. Nie poruszył się. Dobrze wiedziała, że czuje na sobie spojrzenie, ale niczym nie dała o tym po sobie poznać. Śledziła każdą rysę jego twarzy, każdą krzywiznę, każde znamię  Prześlizgiwała po nim wzrokiem, jakby chciała na zawsze pamiętać ten widok, bo to on rodził  to ciepło wewnątrz jej. Czuła jak ten promyk miłości rozgrzewa ją wewnątrz, przepełnia ją. Wiedziała, że musi teraz dobrze 'naładować baterie'. Tam gdzie zmierza będzie jej to potrzebne. Patrzyła na jego ruchy jakby w zwolnionym tempie. Uwielbiała te chwile. Gdy żadne z nich się nie odzywało. Aż w końcu uniósł wzrok i napotkał jej:
 - Co? - zapytał uśmiechając się. Chwile zwlekała z odpowiedzią, napawając się tym widokiem. Roześmiane ciemne oczy i ten niemalże idealny uśmiech na jej ukochanej twarzy.
 -Nic - odpowiedziała wymijająco, bo jak inaczej opisać to co teraz czuła? Przecież on i tak nie zrozumie. Uniósł tylko pytająco brew i powrócił do przerwanej czynności. Gotował.
 -Patrzę - dodała po chwili, bo wiedziała już, że nie odpuści.
 -Przystojniak ze mnie, co? - droczył się. 'Mój głuptasek' pomyślała w duchu. Zaczął coś mówić, żartować. Mimo tego, że rozumiała co mówił, to bardziej skupiona była na tym, jak mu to wytłumaczyć. Tak żeby ZROZUMIAŁ. Na razie niech cieszy się codziennością do której tak przywykł. Niech żyje w świecie, w którym wszystko ma swoje miejsce, wszystko jest udowodnione i udokumentowane. Gdy nadejdzie wiosna wszystko ulegnie zmianie.
Od początku bardziej zdane było to na niepowodzenie. On i Ona. Mimo to chciała spróbować. Wierzyła w jego DUSZĘ. Nie wszystko stracone.
Poczuła jak na tę myśl do oczu napływają łzy, ale czym prędzej stłumiła to w sobie i uśmiechnęła się. Nie dostrzegł  Tak jak wiele innych rzeczy mu umykało, a może sam na to pozwalał. Gdyby tak było, to czy nie świadczyłoby to o tym ile dla niego znaczyła?
Spojrzała za okno. Śnieg już topniał. Chwila rozłąki i najcięższej próby jakby czaiła się już za rogiem. Wiedziała ze od tego nie ucieknie. Nawet nie miałaby jak próbować. Znów popatrzyła na niego i jedyne co teraz mogła powiedzieć to:
-Kocham Cię - i w duchu: pokochaj mnie tak samo...
-Ja Ciebie też kocham - powiedział nie odrywając wzroku od patelni, ale uśmiechnął się. Dostrzegła ten uśmiech spod opadających mu na twarz czarnych włosów.
On nie mógł zrozumieć, czemu ona tak wiele razy mu to powtarza, czemu tak natrętnie domaga się tego również od niego. Nie mógł przecież wiedzieć ile czasu im zostało. Nie mógł wiedzieć, że próbowała w ten sposób ochronić się przed ewentualnym zwątpieniem po tak długim czasie. Nie wiedział nic, ale co on sama wiedziała? Niewiele więcej, jednak wolałaby nie wiedzieć nic i żyć jak do tej pory. Do wiosny... Już nie daleko...
-Coś pogoda ostatnio szaleje. Mamy już marzec, a końca zimy nie widać. Co się śnieg roztopi to zaraz znów pada... eh.. - narzekał jakby sam do siebie.
-Cóż, może wiosna ma powody by opóźnić przyjście... Jednak już nie długo. Aż będzie gotowa - szepnęła.

sobota, 30 marca 2013

Te Jesienne dni przez duże P

Wtulona w rękaw jego koszuli. Rozkoszując się jego zapachem. Zapach słodki, aczkolwiek stanowczy. Męski. Niczym chłopiec stojący na pograniczu dojrzałości, a on pozostawał wciąż dużym chłopcem.
Łzy spływały po policzku, pragnęłam by tego nie dostrzegł. Dowodziły o mojej słabości, a słaba byłam coraz bardziej.
Coś się kończyło, a coś zaczynało, jeszcze tylko nie wiedziałam co.
Tulił mnie do siebie, uśmiechając się. Nie musiałam tego widzieć, by to wiedzieć. Uśmiech niemalże nie schodził z jego ust. W tym zastawieniu to ja byłam tym ponurakiem.
Nie rozumiał co miałam mu do powiedzenia, był głuchy na moje bezgłośne wołanie. Zbyt bardzo absorbował go świat zewnętrzny by mógł choć na ułamek sekundy zobaczyć co jest pod powierzchnią, w wtedy zakochałby się. Teraz to tylko pierwiastek uczucia, które dla niego znaczy więcej niż może powinno.
Mimo tego musiałam powiedzieć: Odchodzę.
Poczułam jak przeszywa go dreszcz, jak się napiął.
-Spokojnie, tylko na jakiś czas. Wrócę. - dodałam.
-O czym ty mówisz? - zapytał, tak bardzo nieświadomy ostatnich wydarzeń. Bolało mnie to, ze wszystko trzymałam dla siebie. W tajemnicy.
-Powiedzmy, ze to takie wakacje z rodziną... Tylko rodzina zostaje tutaj - szepnęłam, ale dosłyszał.
-Przestań do cholery mówić zagadkami! - Złość. Jak kwitnący kwiat w jego piersi, zawrzał czerwienią. Jak miałam mu to wytłumaczyć? 'Hej chłopcze, niedługo znajdą moje zwłoki, ale się tym nie przejmuj?'
Świat ten ponad światem, dla niego nie istniał. Miał rację, ale ja byłam jego częścią. Więc na jakiś czas musiałam nie istnieć dla niego tak samo jak ten świat. Może kiedyś otworzę mu oczy.
Musiałam opuścić ziemskie ciało, by udać się w dalszą podróż w głąb siebie. Oby tylko nie rzucić na siebie uroku.

sobota, 9 marca 2013

Od długiego czasu już mam wewnątrz takie uczucia. Nie umiem ich określić. Chodzi o to po prostu, że są to uczucia które czułam już wcześniej. Jakby wspomnienia, ale nie chwil, a samych uczuć jakie czułam w danym momencie mojego życia. Coraz częściej się odzywają. Chciałabym znów je przezywać.
Jednak tamto nie wróci i muszę to zaakceptować. Już wiem, że teraz są chwile i uczucia, do jakich zatęsknię za miesiąc, za dwa, za pół roku, za dziesięć lat.
Trzeba się cieszyć tym co mamy teraz.

Przeraża mnie przemijalność chwil, może to wynika właśnie stąd?
Całą sobą staram się zakotwiczyć siebie w  mojej własnej przeszłości, bo przyszłość zbliża się wielkimi krokami. I tak, słucham starej muzyki, powtarzam czynności, które robiłam 4 lata temu, wracam do przemyśleń jakie miałam rok temu. Nie chcę przyjąć nowych nawyków, a to co jest nowe, jest dla mnie zbyt skomplikowane i trudno się w tym odnaleźć.

Zmieniłam się i to bardzo. Słyszę to od dawnych znajomych z którymi ostatnio udaje mi się spotkać. Zmieniłam się i to diametralnie, jednak nie podoba mi się to. Nie wiem już czego właściwie chcę. Wciąż się zmieniam, czy to na siłę czy samo tak wychodzi. Nigdy nie jestem zadowolona z rezultatów. Może tak ma być?
Może własnie mam sobie odpuścić?

Czy to ten moment w którym powinnam pozbierać do kupy to co mam i po prostu w końcu wyprostować się i iść do przodu?
Zdaję sobie sprawę, że stoję u progu życia.
Życie to jednak książka. Poważnie.
Bohater książki musi najpierw żyć własnym życiem, potem spotyka go coś co nazywane jest 'drzwiami bez powrotu', czyli momentem w egzystencji bohatera, który skłania go do działań, do zmiany jego codzienności, bez możliwości odwrotu. Potem są kolejne 'drzwi bez powrotu' i zakończenie.
Czy nie przypomina nam to życia? Gdy się rodzimy i dorastamy pod czujnym okiem rodziców, jesteśmy w pierwszej części książki. Gdy przechodzimy przez magiczną bramę dorosłości, otwieramy nowy rozdział życia i tu są nasze 'drzwi bez powrotu'. Potem toczy się zupełnie inne życie niż takie które mieliśmy dotychczas.

Większość osób lgnie do dorosłości, ale z czy się ona wiążę?
Z odpowiedzialnością za własny los. Pytanie, czy jesteśmy na to gotowi?
Bo ja się tego boję. Wiem, że dam radę - innego wyjścia nie widzę - jednak gdyby dano mi jeszcze trochę czasu...

Codziennie jadąc do szkoły myślę o przeróżnych sprawach.
Codziennie widok z autobusowego okna wygląda tak pięknie, a jednocześnie tak odmiennie. Zależnie od tego widoku i od muzyki jakiej słucham, zmienia się mój nastrój.
Kiedy jechałam do szkoły pewnego jesiennego poranka, gdy na dworze było jeszcze szaro, a słońce ledwo wychylało się znad horyzontu, cały autobus dookoła spowiła gęsta mgła. Pola przykryte były wczesnym o tej porze śniegiem, który zlał się kolorem z mgłą i białym niebem. Jedyne co dostrzegałam to kontury smutnych drzew, i ciemna droga. Z racji wczesnej godziny droga była pusta. Samotny autobus pośród bieli.
Myślałam o tym, jak w tym momencie nic po za tym miejscem dla mnie nie istniało. Jakby tylko to co jest tu i teraz było prawdziwe.

Jednak gdy przyszłe pierwsze promienie wiosennego słońca, odbijające się od drzew spragnionych ciepła po długiej zimie, na myśli przyszło mi to jak często marnujemy chwile.
Jak podążamy ślepo za ideałami, wymaganiami  a nie cieszymy się tym co mamy teraz. Nie zatrzymamy się i nie spojrzymy na to co przyroda robi dla nas.

wtorek, 5 lutego 2013

Okres

Mam ochotę krzyczeć z bezsilności.
Zdaję sobie sprawę, że mój nastrój spowodowany jest zbliżającym się okresem, ale w tym momencie sobie z tym nie radzę, więc piszę.
Dobija mnie i przeraża sytuacja polityczna w naszym kraju. Nie oglądam wiadomości, nie czytam o tym co się dzieje. Próbuję się od tego odciąć, bo to mnie przerasta. Jestem za słaba by coś z tym zrobić. Nawet nie wiem co bym mogła zrobić. Przeraża mnie to jak nasza gospodarka upada, jak nasz rząd jest bezsilny, bezradny, rozmemłany - inaczej tego nie nazwę. Jeśli nic się nie zmieni to Polska upadnie. Inne państwa przejmą nad nami kontrolę. Trochę to wygląda tak jakby to się już działo. Jesteśmy marionetkami w rekach kogoś wyżej. Jeśli to się nie zmieni to będę musiała dosłownie uciekać z kraju jak większość młodych polaków. Nie chcę. Boję się, nie znam języka. Obawiam się, że sobie nie poradzę.
Obejrzałam dzisiaj wiadomości i do teraz taka panika mnie trzyma. Może i to bezsensu, może wyolbrzymiam, ale tak jest. Nasz rząd jest bezradny. Potrzebujemy kogoś kto przeprowadzi rewolucję. A Polacy potrafią.

Wracając do spraw całkiem przyziemnych i szarych jak na zwykłego obywatela, to... przytyłam. I poważnie mnie to zdołowało. Nie ważyłam się jakiś czas, ale patrzę na siebie i widzę tłuściocha, a to nic dziwnego patrząc na to ile ja jem. Jak hipopotam. Po za tym piję za dużo kawy i herbaty. Właściwie to nie piję nic innego. Tróję swój organizm. Czuję jak on jest coraz bardziej dysfunkcyjny. Pomocy.

Do tego stoję na progu życia. od teraz zaczyna się proces wchodzenia w to samodzielne życie. Musze zacząć planować przyszłość, wiedzieć co chcę robić i zabrać się do tego. Plan na razie jest tylko słabym zarysem tego co mogłabym robić, a nie chciałabym. To przytłaczające. Teraz gdy nic nie wiem mam podejmować najważniejsze decyzje w moim życiu?

Rozmawiałam z tatą wczoraj. Dał mi wiele do myślenia. Poważnie  Opowiedziałam mu o tym jak Ona rzuca szkołę w pogoni za ideałami i powiedziałam ze mnie to niepokoi, a mimo to jestem pełna podziwu dla jej odwagi że jest w stanie tak zrobić. Zazdroszczę jej tego, bo chciałabym tak samo, a boję się ruszyć tyłek. Myślałam, że tato, jako rodzic powie coś w stylu, zę nauka jest najważniejsza i bla bla, tym czasem on mnie zaskoczył, bo powiedział, że Ona dobrze robi. A czemu? Bo czy w tym kraju to czy skończysz studia czy nie świadczy potem o tym czy będziesz mieć pracę, czy nie? Chyba sam znasz odpowiedź.
Potem zastanawiałam się czy sama bym tak mogła zrobić. Jednak doszłam do wniosku, że mnie na to nie stać.
Wolę się uciekać do świata ponad światem. Zostanę egzorcystą? Oczywiście... że nie, idę na ekonomię. Blisko...

Okres to wielkie zło.! powaznie. 

niedziela, 3 lutego 2013


Fragment pierwszego rozdziału, wedle mojej obietnicy.



 Wróciłam do rzeczywistości, jakby wyciągnięto mnie spod wody. Wciąż leżałam we własnym łóżku w pokoju. Ostry, pulsujący ból nie pozwalał zebrać mi myśli. Przetarłam dłonią twarz i sięgnęłam po telefon. To jego wibracje wyrwały mnie ze snu. Budzik. Włączyłam tryb drzemki i ukryłam głowę pod poduszką. Wizja wstawania wcale mi się nie uśmiechała. Wychyliłam tylko kawałek twarzy, tak żeby zobaczyć jak prezentuje się pogoda tego dnia i od razu tego pożałowałam. Za oknem było tak ponuro, szaro i ciemno, że jedyne o czym marzyłam, to kubek gorącego kakao i święty spokój. Były to pierwsze jesienne dni tego roku. Wszędzie mokro i wietrznie, tak że nie sposób dojść do szkoły z nienaruszonym makijażem i ułożoną fryzurą. Nie powiem, że nie lubię jesieni. Jest piękna, ale tylko jak nie muszę ruszać się z własnego kąta w domu. Próbowałam szybko przemyśleć jaki też czeka mnie dzień w szkole, ale zdając sobie sprawę z tych wszystkich obowiązków szkolnych, pogorszyłam jedynie swój humor i miałam ochotę zapaść się pod ziemię i udawać że wcale nie istnieję. Jednakże mogłam tylko pofantazjować. Ślimaczymi ruchami zwlekłam się z łóżka, powoli odbyłam poranną toaletę, próbowałam ukryć pod makijażem worki pod oczami i ogólnie poprawić wygląd swojej twarzy, jednak zdało się to na marne. Z fryzurą nie było co szaleć w taką pogodę, więc jedynie związałam włosy w luźnego koka. W kuchni już czekało na mnie śniadanie zrobione przez mamę, zanim wyszła do pracy. W domu było cicho i pusto. Rodzice wychodzili do pracy zanim wstawałam i wracali późno, przez co właściwie się z nimi nie widywałam. Usiadłam przy kremowym blacie i wzięłam do ust pierwszy kawałek kanapki z serem. Jadłam w spokoju, od czasu do czasu popijając letnią już herbatą. I wtedy poczułam to. Atmosfera zrobiła się niespodziewanie napięta, jakby gęsta. Po plecach przebiegł mi dreszcz, było nieprzyjemnie zimno. To wystarczyło mi abym zrozumiała, że nie jestem tu sama. Wstrzymałam oddech, zamarłam w pół ruchu. Czekałam na rozwój wydarzeń. Napięta, w skupieniu, aż podskoczyłam ze strachu kiedy ktoś wszedł do domu. Momentalnie wszystko wróciło do normy. To Hikari.

niedziela, 27 stycznia 2013

PROLOG

A więc ostatnio właściwie nic nie piszę i to mnie trochę dobija. Mam do napisania książkę  ale od września napisałam aż 1,5 strony. Więc może, żeby się bardziej zmobilizować postanowiłam (począwszy od dzisiaj), że co tydzień będę tutaj dodawała fragmenty rozdziałów. Czyli krótko mówiąc w tydzień mam napisać co najmniej jeden rozdział. Nie wiem czy tak naprawdę kogokolwiek to interesuje, tak czy siak co niedziela będzie chociaż kawałek. Całych rozdziałów dodawać nie będę, jak skończę to może podam skąd ściągnąć całość. Mam wielkie ambicje, może ktoś pomoże mi w nich wytrwać? Pod groźbą nie dania mi obiadku np? 
A więc zaczynam od prologu, który już tu kiedyś był, ale trochę go zmieniłam (to i tak nie ostateczna wersja tylko taki już konkretniejszy szkic).



PROLOG

Kiedyś każdy z nas dochodzi do punktu, w którym zostajemy sami. Kroczący z nami przez życie ludzie, odchodzą własnymi ścieżkami. Nasze drogi się mijają, krzyżują. Czasami idziemy równolegle w jednym tempie. Mimo to jesteśmy sami ze sobą. Czy to miłe towarzystwo? JA?

Co jeśli nasze JA milczy? Albo w wyścigu szczurów, zwanym życiem, tracimy zdolność słuchania go? 
Co jeśli towarzystwo twoje dla ciebie jest nic niewarte i nic nie wnoszące? Nudne – po prostu. 
Wieczna pustka jak bezdenna studnia. Czarna otchłań. Samotność z braku towarzystwa SIEBIE. 
Tak zaczyna się opowieść o zaginionej duszyczce i jej głodu poznania. Opowieść prowadząca przez życie. Moje, może twoje. Wewnętrzne Ja. 
Pustka. Gęsta mgła ogranicza widoczność. Tylko ta droga, a dookoła wyjałowione pola. Wyschnięte, zorane bruzdy ziemi. Zimno. Pośród tego znajduje się dziewczyna. 
Jej włosy w rożnych odcieniach brązu, miejscami nawet rudawych, sięgające lekko poniżej połowy pleców, falowane, powiewają na lekkim jesiennym wietrze. Gładka, blada twarz, drobna sylwetka i jej oczy koloru mlecznej czekolady. Spoglądała w dal, jakby potrafiła przejrzeć zasłonę z mgły. Wypatrywała czegoś, a może czekała. Twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Bawełniana błękitna sukienka podkreślała jej zaokrąglone biodra. Była zbyt lekka, ale dziewczyna jakby nie odczuwała chłodu. Powoli zaczęła iść. Bose stopy stawiały równomiernie kroki. 
Wszędzie dookoła, otaczały ją jedynie dwa kolory: brązowy kolor popękanej ziemi oraz mleczny odcień nieba, które wraz z mgłą zacierały zarys horyzontu. Z mgły z każdym krokiem wyłaniał się coraz to ciemniejszy kształt. Wreszcie można było rozpoznać kształt samotnego drzewa, a obok opartego na nim człowieka. Wiatr rozwiał włosy dziewczyny na jej twarz. Różowe usteczka wykrzywiły się w niewinny uśmiech. Nieśpiesznie wciąż podążała w jego kierunku. Mężczyzna. Ubrany na czarno z głową opuszczoną tak, że czarne półdługie włosy zasłaniały mu twarz. Wzięła głęboki oddech i... 

Otworzyłam oczy.

sobota, 26 stycznia 2013

Ba dum tss!

'Poosła'
czasami jest tak, że życie odwraca się do nas plecami.
czasami próbujemy złapać swój kawałek nieba.
czasami miłość czeka za rogiem, bawiąc się z nami w berka.
czasami wątpisz i tracisz nadzieję, ale czy warto?

Krew przelana na froncie, daje nowe życie. Uczucie, Gniew!
Szarpanie, przepychanki, śmierć - cóż nam z tego?!
Czego chcemy? 
Śmierć - tak unikana a tak bardzo nam bliska.
Przychodzi niespodziewanie.
Co jej wtedy powiesz?

Śmierć się uśmiecha.
Ponura jest dla tych pozostających w niewiedzy.

Nie mogłam tego tu nie opublikować. Genialne. Zakochałam się od pierwszego przeczytania i aż mi wstyd.
Opublikuję sobie bez jej zgody, ale co mi tam. Zbyt dobrze napisała to czego ja nie potrafiłam. '
-Utwierdzasz mnie w przekonaniu, że nie jesteśmy do końca dwiema istotami : )

A tu wspomniane dzieło:


Z całej siły na twej szyi zaciskam obiema dłońmi
O wszystkim zapomnij, wprowadzę cię w stan agonii
Jak już będziesz nieprzytomny twój świat w mroku się schowa
Ja cię ocucę żeby powtórzyć wszystko od nowa
Zobacz, to co ja widzę, piękno które tworzę
To jest jak galeria z eksponatami martwych stworzeń
Wyryję nożem odwrócony krzyż na twoim pysku
By zbić policyjne ślady w stronę sekty satanistów
W niedużym ognisku płonie stos wyschniętych żerdzi
A ja obserwuję jak się bezwładnie w powietrzu wiercisz
Jestem handlarzem śmierci możesz mówić mi królu
Ja pomogę ci przekroczyć znaną granicę bólu
Kilometry sznuru są moimi farbami i płótnem
Jestem artystą śmierć to dla mnie piękno absolutne
Wejdź na łódkę, a ja jak Charon wezmę cię ze sobą
Dzień twoich urodzin będzie obchodzony żałobą


Do Współuzależnionej: I tak nie czytasz tego blogaska, ale co mi tam, mam coś dla ciebie. Potrzebuję cię.

środa, 23 stycznia 2013

Na jakiś czas muszę zniknąć. 
Udać się w podróż w głąb siebie. 
Poznać Go.
Może On jeden wie kim jestem? 

sobota, 12 stycznia 2013

Wziąć się za siebie!

Chowam głowę w piasek, czyli w moim wydaniu wygląda to tak, że zaszywam się w swoim kąciku w domu.
Nie podoba mi się to co widzę i co czuję.
Przestaję się łudzić, określając swoje okresy w życiu jako Ja, Stara Ja, Nowa Ja. Pisałam już o tym chyba wcześniej, jednak teraz zrozumiałam, że nigdy ich nie było. Te okresy nigdy już nie powrócą, ważne jednak żebym zachowała je głęboko w pamięci, lubię te momenty. Może nie są najszczęśliwsze  ale uwielbiam wspominać, kiedy to niemalże codziennie po skończeniu lekcji w drugiej gimnazjum udawaliśmy się wszyscy 'Na Budowlanych', na nasza ławkę i tam spędzaliśmy popołudnia, śmiejąc się, gadając, fazując. Organizowaliśmy razem ogniska - bez ognia, gdyż chłopaki nigdy nie potrafili się do tego zabrać.
Pamiętam te wieczory, zaraz po wyjeździe moich braci na studia, kiedy zajęłam ich pokój i kiedy siedziałam po ciemku na podłodze, ze spokojną muzyką w tle i tocząc niekończące się rozmowy, wywody i marzenia z Ećką czy Aniną. Albo te wieczory, kiedy samotnie "wypatrywałam ukochanego" siedząc na parapecie.
Na moje życie, krótkie, aczkolwiek barwne, składa się wiele okresów. Teraz patrząc na nie z perspektywy, nie musiałam wtedy czuć się szczęśliwa, żebym dzisiaj wiedziała, zę wtedy naprawdę było mi dobrze, mimo jakiś tam niedogodności. Myślę - i to daje mi siłę - że mimo że może dzisiaj nie zawsze jest kolorowo, to całokształt tych wydarzeń będzie szczęśliwy.

Nie mam bladego pojęcia czym to jest spowodowane, jednak uaktywniła się moja panika i przewrażliwienie na punkcie mojego ciała. Każda gulka, każde dziwnie-wyglądające znamię, zgrubiałość  swędzenie, ból czy cokolwiek innego jest śmiertelnym dla mnie zagrożeniem i pewnie w niedługim czasie umrę, na ból małego palca u nogi czy inne ustrojstwo. obawiam się wszystkiego, nawet tego ze sobie mózg przegrzeję, no litości!


Muszę się koniecznie wyspać.

niedziela, 6 stycznia 2013

Chcę tak!!!!


Odejdę.

Dzieje się źle. Odchodzę powoli, powoli...
Tracę kontakt z rzeczywistością. To źle. Bardzo źle, bo wyparuję odrywając duszę od ciała. Ale tak bardzo nie chcę tego zmieniać. Tak bardzo chcę w tym pozostać. Odejść. Wizja tego, jest tak kusząca.

Ciiii..... już nie jestem zdolna by pisać...