sobota, 9 marca 2013

Od długiego czasu już mam wewnątrz takie uczucia. Nie umiem ich określić. Chodzi o to po prostu, że są to uczucia które czułam już wcześniej. Jakby wspomnienia, ale nie chwil, a samych uczuć jakie czułam w danym momencie mojego życia. Coraz częściej się odzywają. Chciałabym znów je przezywać.
Jednak tamto nie wróci i muszę to zaakceptować. Już wiem, że teraz są chwile i uczucia, do jakich zatęsknię za miesiąc, za dwa, za pół roku, za dziesięć lat.
Trzeba się cieszyć tym co mamy teraz.

Przeraża mnie przemijalność chwil, może to wynika właśnie stąd?
Całą sobą staram się zakotwiczyć siebie w  mojej własnej przeszłości, bo przyszłość zbliża się wielkimi krokami. I tak, słucham starej muzyki, powtarzam czynności, które robiłam 4 lata temu, wracam do przemyśleń jakie miałam rok temu. Nie chcę przyjąć nowych nawyków, a to co jest nowe, jest dla mnie zbyt skomplikowane i trudno się w tym odnaleźć.

Zmieniłam się i to bardzo. Słyszę to od dawnych znajomych z którymi ostatnio udaje mi się spotkać. Zmieniłam się i to diametralnie, jednak nie podoba mi się to. Nie wiem już czego właściwie chcę. Wciąż się zmieniam, czy to na siłę czy samo tak wychodzi. Nigdy nie jestem zadowolona z rezultatów. Może tak ma być?
Może własnie mam sobie odpuścić?

Czy to ten moment w którym powinnam pozbierać do kupy to co mam i po prostu w końcu wyprostować się i iść do przodu?
Zdaję sobie sprawę, że stoję u progu życia.
Życie to jednak książka. Poważnie.
Bohater książki musi najpierw żyć własnym życiem, potem spotyka go coś co nazywane jest 'drzwiami bez powrotu', czyli momentem w egzystencji bohatera, który skłania go do działań, do zmiany jego codzienności, bez możliwości odwrotu. Potem są kolejne 'drzwi bez powrotu' i zakończenie.
Czy nie przypomina nam to życia? Gdy się rodzimy i dorastamy pod czujnym okiem rodziców, jesteśmy w pierwszej części książki. Gdy przechodzimy przez magiczną bramę dorosłości, otwieramy nowy rozdział życia i tu są nasze 'drzwi bez powrotu'. Potem toczy się zupełnie inne życie niż takie które mieliśmy dotychczas.

Większość osób lgnie do dorosłości, ale z czy się ona wiążę?
Z odpowiedzialnością za własny los. Pytanie, czy jesteśmy na to gotowi?
Bo ja się tego boję. Wiem, że dam radę - innego wyjścia nie widzę - jednak gdyby dano mi jeszcze trochę czasu...

Codziennie jadąc do szkoły myślę o przeróżnych sprawach.
Codziennie widok z autobusowego okna wygląda tak pięknie, a jednocześnie tak odmiennie. Zależnie od tego widoku i od muzyki jakiej słucham, zmienia się mój nastrój.
Kiedy jechałam do szkoły pewnego jesiennego poranka, gdy na dworze było jeszcze szaro, a słońce ledwo wychylało się znad horyzontu, cały autobus dookoła spowiła gęsta mgła. Pola przykryte były wczesnym o tej porze śniegiem, który zlał się kolorem z mgłą i białym niebem. Jedyne co dostrzegałam to kontury smutnych drzew, i ciemna droga. Z racji wczesnej godziny droga była pusta. Samotny autobus pośród bieli.
Myślałam o tym, jak w tym momencie nic po za tym miejscem dla mnie nie istniało. Jakby tylko to co jest tu i teraz było prawdziwe.

Jednak gdy przyszłe pierwsze promienie wiosennego słońca, odbijające się od drzew spragnionych ciepła po długiej zimie, na myśli przyszło mi to jak często marnujemy chwile.
Jak podążamy ślepo za ideałami, wymaganiami  a nie cieszymy się tym co mamy teraz. Nie zatrzymamy się i nie spojrzymy na to co przyroda robi dla nas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz