niedziela, 23 września 2012

Spowiedź

Z jakim impetem wdziera się w krtań moich codzienności.
Z jaką zajadłością wgryza się w tętnicę osobowości.
Czym jest chandra kiedy nie ma cię obok?
Jak wygląda życie gdy tuszuję jego obłok?

Czas nie gra żadnej roli,
W krótkim przedstawieniu.
W życiu.

Wojna. Płacz dzieci.
Jęki matek.

Rozkładane zwłoki czekają do późnego ranka,
Kury wołają po ziarno,
A sowa udaje się na nocne łowy.

Krążą ploteczki i anegdotki.
Iście zajęte twe czarne loczki.
Upięte dziś w potargane koki.
Dajcie mi koki!

Zieleń rozkwita, barwi się i mieni.
Co pożółkłe czerwienią się rozpromieni.

Nogi łamane, dusze skruszone.
Czarna łza z policzka opada.

Moknąc na dnie studni,
Melancholia dopada każdego.

Czerwone smutki.
Niebieskie smerfy.

Tak gra melodia, w tle muzyka.
Tak cudem odnajduję utracone myśli.
Słowa płyną,
A myśli gdzieś giną.

Brak błota we znaki się daje,
Gdy na polanie różowy królik oddaje.
Martwi się i krzyczy,
Gdzie jego skrywane uczucia.
Złodziej, banda przykostnych,
Umierają z pragnienia uniesień miłosnych

Kamuflaż rozerwał na strzępki,
Zagryzając kruche obrębki.

Uprzykrzają życie codzienne,
Uwijam w zwłokę dziś nagie plecy,
By nazajutrz oddać je w ręce,
Matki utraconych potępieńców,
Niechcianych żołnierzyków, dzieci wojny rzecze
Gdy na zachodzie stół się wlecze.

Gdy brak ci czegoś,
Sumienie nieczyste.

Upadając coraz niżej, wzbijając obłoki kurzu.
Spadam i śpiewam,
Tak państwu przeczę.

Gdy zwierze obudzi się z głośnym rykiem,
Nic tu nie zostanie prócz czarnych siodeł.
Nasiona namokły wilgocią jeziora,
Nic z nich nie będzie - dla insektów pora
Skrajne uniesienia, wydzierają twe imię,
Wywijając twe ciało w rozkoszne płomienie.

Rozsypane drzazgi wbijają się boleśnie.
Co robić co poczuć, gdy obejdzie się z chlebem

Trwoniąc żałość,
Usycham na piedestale,
Obok rojąc się cicho myszy igrają

Owa dziwna przynależność dochodzi do zwierzeń państwowych
Spowiedź, spowiedź przeczę
Gdy na splecionym kontenerze.
Biała konwalijka połyskuje wdzięcznie.

Opadając na ramiona rzeczywistości
Ziewam, przeciągam
I wstaję by paść!

Rozrywane wnętrzności nie wiedzą co robić.
Zbieram i haftuję bo tęsknię po tobie.
Gmeram, pluję, krzyczę, czerwienię,
Proszę, błagam, swe prośby wykrzykuję.
Zostawcie go! Niech żyje spokojnie!
Zasługuje na szczęście i miłość
W nieustannym żywocie.

Biała kartka leży na stole.
List bez słów, ona i tak zrozumie.
Wszystko co chcę mieście w jej głowie
Kiwa i śmieje się,
Budyniowa potwora.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz